Warszawa, Łazienkowska: „Gra w dziada” w świetle jupiterów.


Gwarantowane, że jakbym przed laty nie rozlokował się nad Pacyfikiem to zaniosłoby mnie na Łazienkowską. W zasadzie to wszystkie ważniejsze mecze onegdaj oglądałem z trybun. Dzięki telewizji i zakwalifikowaniu się Legii do pucharu mistrzów obraz zadowolonych kibiców dotarł daleko w świat. Pamietam czasy kiedy to skład drużyny był narodowo jednolity. Makroregionów nie było a wojsko wszyscy musieli odbębnić. Tak więc czy to Hanys, czy Kaszub, Centuś czy Szwab czuli się swojsko, tę samą strawę rąbali i przez tego samego generała byli opierdzielani. Dlatego Kaka chyba jadąc pierwszy raz pociągiem tak daleko od domu od razu trafił do CWKS Legia a dzięki piłkarskim umiejętnościom zwiedził kawał świata. Brychczy to tak się zadomowił na Łazienkowskiej, że do wojskowej emerytury dotrwał a jako trener rezerwowy sprawdzał się wielokrotnie, zawsze był na miejscu. Może i tym razem bez kolacji zagraniczniaka ze swoją ferajną do domu wysłać a póki co niech Kici poprowadzi rezerwy na Real. Wcale więcej nie muszą przegrać. Efekty prywatyzacji terenów miejskich pod deweloperkę, likwidacja boisk osiedlowych i zastąpienie ich niewymiarowymi orlikami dają piorunujące efekty.

Ale do rzeczy.

To nie ja mialem pisać, a chciałem na naszył łamach przytoczyć Andrzeja Saramonowicza. Szczerą, można powiedzieć od serca, ocenę na jego stronie na FB, meczu Legia Warszawa – Borussia Dortmund, którego nie miałem zdrowia oglądać do końca. Kiedy byli wojskowi zainkasowali trójawkę zmieniłem kanał na Juventus – Sevilla aby popatrzeć na Buffona i jego młodszych kolegów. Po przeczytaniu tekstu Pana Andrzej podpisuję się pod nim w całej rozciągłości!

Waldemar Glodek, PCO

Piłkarze Borussi cieszą się z odniesienia największego w historii zwycięstwa na wyjeździe.

 

Jest gdzieś granica absurdu, na którą pozwalać nie można.

Andrzej Saramonowicz

Z tych piłkarzy, których dziś widziałem na boisku, jest taka Legia Warszawa, jak z jej kiboli na „żylecie” Żołnierze Wyklęci. Jedni i drudzy to tylko jakieś żałosne grupy rekonstrukcyjne.

Langil, Aleksandrow czy Odjidja udają Deynę, Brychczego i Pisza, a kibole kibiców, a tak naprawdę są rozbudowanym do rozmiarów absurdu chórem im. Aleksandrowa (tego innego – kto nie wie, o kim mówię, niech poczyta), którego głównym zadaniem jest odśpiewanie repertuaru do końca, bez względu na to, co dzieje się na boisku.

To naprawdę jakaś powalona schizofrenia. Najlepsi kibice w Polsce? Wolne żarty! „Nie poddamy sięęęę… ukochana maaaa…„, niesie się przez dziewięćdziesiąt minut, a tu jeb!, jeb!, jeb!, jeb!, jeb!, jeb!, i to w tempie powolnego sparingu paralityków po wylewie z ich okrutnie rozbrykanymi rehabilitantami. Dzieje się rzeź, a kibole jak gdyby nigdy nic dalej śpiewają! Jakby, k..rwa, nie chodziło o piłkę nożną, tylko o laury w polsatowskim „Jak oni śpiewają„. A nad wszystkim unosi się duch infantylnej kibolskiej lojalności do klubu „aż po grób„. Niestety, nikt nie ma odwagi powiedzieć, że ten rozbuchany śpiew unosi się nad grobem „ukochanego klubu„.

Poza tym wobec kogo ta lojalność, pytam?

Wobec trenera, który jutro powinien zostać kopnięty w dupę tak mocno, by znalazł się od razu za linią Maginota albo w jakimś albańskim klubie drugoligowym, gdzie jego miejsce? Czy może wobec jego pseudopiłkarskich lolitek, które ściągnął do Legii, żeby przytuliły nieco grosza, bazując na snach o wielkości prezesa z błyszczącym łańcuchem na szyi?

A największy absurd, że piłkarze obecnej Legii znają się gorzej niż znają piłkarzy Borussii Dortmund. Tych mogli chociaż parę razy obejrzeć w telewizorze lub pograć z nimi na FIFA 2016. A paru swoich klubowych kolegów, z którymi dzisiaj musieli grać, widzieli po raz pierwszy na oczy. To jest profesjonalny klub, do ch..ja?

Dzisiejsza Legia to nowa wersja Andersenowskiej baśni o nowych szatach cesarza. Mało, że prezesi klubu i kibole nie zauważają, że cesarz jest nagi. W swoim niepojętym szaleństwie starają się nie widzieć, że ów cesarz nie tylko nie ma szat, ale i jaj.

Kurtyna!

Gdzie jest, k..rwa, kurtyna?

 

Andrzej Saramonowicz

Źródło: Stona FB Andrzej Saramonowicz, 14 września 2016

 

Zdjęcie tytułowe: Kibice Legii w czasie meczu z Borussią Dortmund przegranego 0:6. Fot. za Legia.com.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2016.09.14

Related posts

Top