W 27 rocznicę I Ogólnopolskiego Zjazdu Delegatów Stronnictwa Narodowego. Wierni Bogu i Ojczyźnie.


Z archiwum Stronnictwa Narodowego

 

Roman Dmowski z prof. Ignacym Chrzanowskim, przed 1924 r. Kosów Lacki. fot. Inter.
Roman Dmowski z prof. Ignacym Chrzanowskim, przed 1924 r. Kosów Lacki.
fot. Inter.

Stronnictwo Narodowe powstało w 1928 r. i było ono kolejną organizacją narodową powołaną przez Romana Dmowskiego. Było ono kontynuatorem Ligi Narodowej i Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego. Głównymi organami prasowymi SN były przed wojną: dziennik „Gazeta Warszawska” oraz „Myśl Polska”. „Gazeta Warszawska” jest najstarszym polskim dziennikiem, który był redagowany w latach 1774 – 1793 przez osławionego jezuitę Stefana Łuskinę, a w późniejszym okresie stała się jednym z najpoważniejszych dzienników polskich. Od listopada 1939 r. organem SN był „Szaniec”, a od 1940 r. „Walka”. Poza tym ukazywały się pisma terenowe SN.

Roman Rybarski. Fot. Wikipedia.org
Roman Rybarski. Fot. Wikipedia.org

Wojna nie przerwała ciągłości życia politycznego i istnienia organizacji politycznych. Po drugiej wojnie światowej Stronnictwo Narodowe przetrwało w szczątkowej postaci. Okupanci, zarówno hitlerowcy i bolszewicy, ze szczególnym okrucieństwem mordowali narodowców. Największe straty Stronnictwo Narodowe poniosło w Wielkopolsce i w Okręgu Lwowskim SN, ale również w Warszawie były duże straty. 17 maja 1941 r. w ciągu jednej nocy Niemcy aresztowali 70 czołowych działaczy, w tym wybitnego ekonomistę i prawnika Romana Rybarskiego, który został po kilkumiesięcznym przesłuchaniu wywieziony do Oświęcimia, gdzie zmarł w marcu 1942 r. W 1910 r. wstąpił do Ligi Narodowej. Był ekspertem delegacji polskiej na konferencji pokojowej w 1919 r. w Paryżu. Napisał szereg książek a między innymi: „Polityka i gospodarstwo”, „Podstawy narodowego ustroju gospodarczego”, „Prawo i siła”, w których przedstawił swoje poglądy na ustrój państwa. Od 1926 r. był członkiem piętnastoosobowej Wielkiej Rady OWP, a w 1928 r. wszedł do Zarządu

Jan Mosdorf. Fot. Alchetron.com
Jan Mosdorf. Fot. Alchetron.com

Głównego Stronnictwa Narodowego. W Oświęcimiu został rozstrzelany Jan Mosdorf, który był czołowym przywódcą ONR – ABC, a potem powrócił do SN. Tak jak i inne partie polityczne, działające przed wojną, również Stronnictwo Narodowe podjęło po wojnie, w nowych warunkach, swoją działalność i weszło w skład Rady Jedności Narodowej.

W okresie okupacji, podobnie jak przed wojną, pracami SN kierował Zarząd Główny, który był kierowany przez prezydium i stanowił organ wykonawczy. Wiosną 1944 r. Zarząd Główny rozwiązał się ze względów konspiracyjnych i przekazał swoje uprawnienia kilkuosobowemu Prezydium SN. Na skutek upadku Powstania Warszawskiego w 1944 r. nastąpiło zerwanie łączności między Prezydium a strukturami terenowymi. Powstanie spowodowało również rozbicie Okręgu Warszawskiego SN, który faktycznie przestał istnieć. W okresie od stycznia do grudnia 1946 r. na skutek licznych aresztowań działaczy, Prezydium SN musiało często zmieniać skład osobowy.

8 marca 1945 r. zostali aresztowani działacze Stronnictwa Narodowego: prezes Zarządu Głównego SN Aleksander Zwierzyński oraz Mieczysław Jakubowski, Stanisław Jasiukowicz i August Michałowski, którzy byli członkami RJN. W konsekwencji Prezydium działało od tego czasu w prowizorycznym składzie, do którego zostali dołączeni: Leon Mirecki, ks. Władysław Matus, ks. Jan Stępień i Jan Matłachowski. W głośnym „Procesie 16” w Moskwie, który rozpoczął się 18 czerwca 1945 r. sądzeni byli, obok innych, działacze Stronnictwa Narodowego: Stanisław Jasiukiewicz, Aleksander Zwierzyński,, Kazimierz Kobylański i Zbigniew Stypułkowski. Kazimierz Kobylański został uniewinniony.

Stanisław Rymar. Fot. Wikipedia.org
Stanisław Rymar. Fot. Wikipedia.org

Na przełomie lipca i sierpnia 1945 r. grupa działaczy Stronnictwa Narodowego podejmuje próbę przejścia do działalności legalnej. 23 sierpnia 1945 r. kilkunastu działaczy zawiązało Komitet Legalizacyjny, który złożył memoriał do Krajowej Rady Narodowej z wnioskiem o legalizację Stronnictwa Narodowego. Autorzy memoriału, a wśród nich Jan Bielawski, który był przewodniczącym Komitetu, Stanisław Rymar, Władysław Jaworski, Kazimierz Kobylański i inni twierdzili, że pragną Aby wszystkie polskie siły wzięły udział w odbudowie potwornie zniszczonego polskiego życia i podkreślali, że w tradycjach polskich opartych o zachodnią i katolicką cywilizację znajduje się zgodne budowanie życia Narodu, który powinien znaleźć drogę do swojej niezależności i niepodległości nawet w najtrudniejszych warunkach. Propozycja ta została odrzucona przez Prezydium Krajowej Rady Narodowej, a część sygnatariuszy aresztowano. We wrześniu 1945 r. wobec ponownego uszczuplenia składu osobowego Prezydium przez aresztowania, funkcjonowało ono w dwuosobowym składzie z Janem Matłachowskim i Augustem Michałowskim, który został zwolniony z więzienia, gdyż nie został rozpoznany przez UB jako czołowy działacz SN. Stronnictwo Narodowe jako całość pozostało w podziemiu. Nie pojawiają się już żadne próby prowadzenia działalności legalnej. Stronnictwo Narodowe koncentruje się wyłącznie na prowadzeniu działalności konspiracyjnej zarówno politycznej, jak i wojskowej. Natomiast kilku polityków i publicystów ze Stronnictwa Narodowego działało w ramach Instytutu Zachodniego w Poznaniu, gdzie prowadzili repolonizację Ziem Odzyskanych. Obok Stronnictwa Narodowego w całkowitej konspiracji pozostawały Narodowe Siły Zbrojne.

W połowie listopada 1944 r. w Grodzisku Maz. odbyła się narada działaczy SN, na której obecni byli: Z. Stypułkowski, T. Maciński, A. Michałowski i inni. Na tej naradzie zdecydowano wyprowadzić z AK Narodowe Siły Zbrojne i połączyć wszystkie kierunki zbrojnej konspiracji w jedną organizację wojskową o nazwie Narodowe Zjednoczenie Wojskowe oraz przejąć inicjatywę w walce z przemianami politycznymi i społecznymi w Polsce.

Dowódca Brygady Świętokrzyskiej płk. "Bohun" (z lewej) z adiutantem, ppor. Stanisławem Sikorskim "Jaremą" (8.X.1944). Fot. onr.czyz.org
Płk. „Bohun” (z lewej) z adiutantem, ppor. Stanisławem Sikorskim „Jaremą” (8.X.1944). Fot. onr.czyz.org

13 stycznia 1945 r. w wyniku ruszenia zimowej ofensywy sowieckiej płk. Bohun, dowódca Brygady Świętokrzyskiej NSZ, zarządził wymarsz Brygady na Zachód. Była to jedyna polska jednostka partyzancka, która dzięki pomysłowości płk. Bohuna przedarła się z bronią na Zachód, uderzając po drodze na obóz koncentracyjny w czeskim Holiszowie. Decyzja ta ocaliła więźniarki Żydówki. Miały być one zgładzone przez obozowe władze w momencie zbliżania się wojsk amerykańskich. Pod koniec 1945 r. w podziemiu pozostawało 80 tys. żołnierzy WiN, NSZ i Narodowego Związku Wojskowego. W tym czasie najliczniejsze Oddziały NSZ utrzymywały się zwłaszcza w województwach: warszawskim, lubelskim i białostockim. Władze komunistyczne wzmagały nieustannie akcje przeciw narodowemu podziemiu. W jego zwalczaniu brały udział formacje MO, KBW, UB, jednostki wojskowe, w tym również NKWD i Armii Czerwonej.

Tadeusz Łabędzki - zdjęcie z 1935 r., ze zbiorów rodzinnych / Archiwum Włodzimierza Domagalskiego. Fot. nowahistoria.interia.pl
Tadeusz Łabędzki – zdjęcie z 1935 r., ze zbiorów rodzinnych / Archiwum Włodzimierza Domagalskiego. Fot. nowahistoria.interia.pl

Jesienią 1945 r. władze bezpieczeństwa ujęły część Komendy Głównej NSZ z Michałem Pobochą na czele. Wiosną 1946 r. UB zlikwidował także KG Narodowego Związku Wojskowego, i jego niektóre okręgi. W lutym 1946 r. zapadło 9 wyroków śmierci w procesie grupy NSZ w Warszawie i 5 wyroków śmierci na żołnierzy NSZ w Katowicach. W pierwszym kwartale 1946 r. stracono 120 żołnierzy NSZ. W drugiej połowie tego roku UB rozbiło szereg Oddziałów NSZ. Dodatkowym elementem grozy, która na celu miała zastraszenie społeczeństwa, były organizowane przez UB głośne procesy żołnierzy podziemia. Procesy te kończyły się wyrokami śmierci. We wrześniu 1946 r. skazano na śmierć 7 żołnierzy NSZ w Tarnowie, w październiku 3 żołnierzy w Warszawie, w listopadzie 9 żołnierzy NSZ w Warszawie i 5 w Katowicach. W styczniu 1947 r. wydano 27 wyroków śmierci na żołnierzach NSZ. Cały czas trwały aresztowania, więzienia ubowskie były zapełnione działaczami i żołnierzami z organizacji narodowej. Tadeusz Łabędzki, redaktor Wszechpolaka, aresztowany, został poddany ciężkim torturom w śledztwie na Rakowieckiej, a następnie został zamordowany. Ostatnie sława, jakie napisał z więzienia do domu brzmiały: Wybacz mi żono, wybaczcie mi dzieci (miał dwie córk), że Ojczyznę bardziej umiłowałem od was. Przed wojną narodowcy byli wychowywani na wartościach: Bóg, Ojczyzna i Rodzina. Na procesach i w więzieniach zachowywali się godnie, pomagali innym.

W grudniu 1945 r. przybył nielegalnie do Polski Edward Sojka, jako przedstawiciel Tadeusza Bieleckiego, prezesa ZG SN na emigracji. Po nawiązaniu kontaktu z czołowymi działaczami SN, E. Sojka powołał Prezydium SN, które działało do grudnia 1946 r. Przewodniczącym został Leon Dziubecki a członkami: ks. Władysław Matus, Lech Hajdukiewicz, Marian Podymiak. Organizowano również wydziały: Terenowy (Tadeusz Maciński) i Propagandy (Bronisław Ekiert). W grudniu 1946 r. UB aresztowało całe Prezydium. Mimo licznych aresztowań trwały w podziemiu pozostałości NSZ i członków Stronnictwa Narodowego.

 

Adam Doboszyński, fot. z okresu wyprawy do Polski 1946/47. Fot. Archiwum IPN
Adam Doboszyński, fot. z okresu wyprawy do Polski 1946/47.
Fot. Archiwum IPN

Grupy te próbował ożywić Adam Doboszyński, emisariusz SN z Londynu, który przybył do Polski w grudniu 1946 r. Jeździł po Polsce i przeprowadzał rozmowy z przedstawicielami środowisk narodowych i usiłował powołać do życia ośrodek, który miał na celu skupić rozproszone grupy narodowe. Aresztowanie Adama Doboszyńskiego w lipcu 1947 r. uniemożliwiło realizację tego celu. Na przesłuchaniach poddawano go nieludzkiemu śledztwu. Znęcał się nad nim Światło i Różański. Urządzono mu proces pokazowy. W lipcu 1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie oskarżył go o „usiłowanie pozbawienie Państwa Polskiego niepodległego bytu” poprzez działanie na rzecz obcych wywiadów. Adam Doboszyński w trakcie swej mowy obrończej wypowiedział następujące słowa: W tej chwili, w obliczu śmierci, której żąda dla mnie prokurator, jako wierzący katolik podtrzymuję z cała mocą tę przysięgę, którą złożyłem już na tej sali, najświętszą dla mnie przysięgę na rany Chrystusa i – dodam w tej chwili – na zbawienie mej duszy, że nie byłem nigdy w służbie niemieckiej ani w amerykańskiej ani w żadnej innej. Ten wybitny działacz i publicysta narodowy, autor „Teorii narodu”, „Gospodarki narodowej” i „Studiów politycznych”, został skazany na karę śmierci. Prawdopodobnie został zamordowany pod koniec sierpnia 1949 r. w katowni na Rakowieckiej.

Rok 1950 to apogeum stalinizmu. W więzieniach przebywali narodowcy: Leon Mirecki, Kazimierz Kobylański, Kazimierz Fukakowski, Jan Zamojski i wielu innych. Rozbicie przez UB szeregu struktur terenowych w całej Polsce w latach 1945 – 1950 zakończyło ostatecznie działalność Stronnictwa Narodowego. Mec. Leon Mirecki opuścił więzienie w 1963 r.

 

 

Paryż – „Horyzonty” 1956 – 1971 r.

 

Wszechpolska myśl narodowa bazowała się, i to od podstaw, na przemyśleniach i wizjach głównie dwóch postaci: Popławskiego i Dmowskiego. Od tej pory rozwija się już od ponad 125 lat w ramach różnych struktur, ale dostosowanych do rzeczywistości oraz mniej czy więcej bliskich wizji wyżej cytowanych filarów. Życie wykazało, że potrafiła zrozumieć i wziąć w swe żagle zachodzące przeobrażenia – tak w kraju jak na całym globie – i to w stale zmieniających się sytuacjach politycznych.

Jak każdy twór stworzony wolą i wysiłkiem ludzi, choćby najlepszej woli, idea narodowa przechodzi przez okresy nie tylko wzrostu ale i poślizgnięć. Jednym z tych poślizgnięć był okres 1940 – 1945, w którym ówczesna główna organizacja nurtu narodowego „Stronnictwo Narodowe” poszło drogą, która – na szczęście tylko miejscami – była tak ślizga, że groziła zboczeniem nawet od zasadniczych założeń Obozu.

– – – – – – – – – – –

Kapitulacja hitlerowskich Niemiec w maju 1945 r. dla Polaków – tak dla trzonu nękanego w kraju jak i dla diaspory – okazała się nie być końcem wojny, a tylko końcem pierwszego rozdziału wojny o niepodległość. Nasza wola wyrwania się z podległości znienawidzonej Rosji Sowieckiej wrzuciła nas w ramiona tych ośrodków politycznych Stanów Zjednoczonych i całego “Wolnego Świata”, które poszły na “zimną wojnę” z Rosją sowiecką, wojnę o panowanie nad światem. Dla głównego ośrodka polskiej emigracji, z rządem osiadłym w Londynie na czele, zimna wojna była wstępem do faktycznej wojny ze ZSRR, podczas gdy dla Amerykanów, a jeszcze bardziej dla Anglików, była misterną grą celem której było wygranie wyścigu o panowanie nad światem – bez uciekania się do otwartej wojny. Główne polskie polityczne ośrodki emigracyjne tej zasadniczej różnicy między nimi i nami nie uchwyciły. Polski Londyn przez dziesiątki lat swoje istnienie i sens swego bytu opierał na formalistycznym „legalizmie” budowanym na fundamencie przedwojennej konstytucji, nie zdając sobie sprawy, że wojna miedzy dwoma atomowymi potęgami byłaby biologicznym końcem rdzenia narodu, który w tym samym czasie, miedzy Odrą, Wisłą i Bugiem, walczył o przeżycie.

Trzeba niestety powiedzieć, że ta „polityka” głównych ośrodków emigracyjnych, „polityka” oparta na ślepej nienawiści do Rosji, i nie licząca się z realiami, dominowała w głównych obozach politycznych emigracji przez dziesiątki lat, i jeszcze dzisiaj, po pięćdziesięciu latach, można tu i tam znaleźć zaślepionych wyznawców tej aberacji. Na szczęście, obok tychże, wśród grona ideowej i politycznej elity przedwojennego Stronnictwa Narodowego /najsilniejszej formacji politycznej w Polsce przedwojennej/, istniała i z latami rozrastała się niezależna od nacisku USA i Wielkiej Brytanii polska myśl polityczna nawiązująca do założeń, do fundamentów narodowej myśli politycznej tworzonej przez Dmowskiego i Popławskiego i długiego szeregu działaczy tak narodowych jak ludowych.

I tak powstała koncepcja wydawania miesięcznika o charakterze nie partyjnym a ideowo-politycznym Decyzja wydawania „Horyzontów” – a więc „powrót do źródeł” – zapadła w roku 1955. Pierwszy numer miesięcznika “Horyzonty” ukazał się na wiosnę 1956 r., a więc na sześć miesięcy przed dojściem do władzy Gomułki. Ten organ ujrzał światło dzienne głównie dzięki osobistości wyjątkowej, jaką był naczelny redaktor tego organu Witold Olszewski i także duchowej, intelektualnej i materialnej pomocy najpierw kilkunastu ( Jan Barański, Tadeusz Borewicz, W. Borysiewicz, Jędrzej Giertych. I. Grabowska, Juliusz Grządziel, Stanislaw Jóźwiak, Władysław Juchnowicz, M. Kasterska, Zygmuny Kotkowski, Stanisław Kozanecki, Eugeniusz Jarra, W. Krajewski, Zygmuny Król, Bożyk Kurowski, Tomasz Łużny, braci Adam i Jerzy Macielinscy, Stanisław Mikciuk, Mieczysław Modelski, N. Nagórska, Adam Nechay, Maria Nowaczyńska, Zbigniew Poray-Łukaczyński, J. Przybyłowicz, Stefan Maria Rostworowski, Ignacy Józef Szemborowocz, Jan Ulatowski, Ojciec J. Warszawski – Ojciec Paweł, Wojciech Zaleski), z kolei kilkudziesięciu i wreszcie ponad tysiąca ideowców, stając się coraz bardziej znaczącą przeciwwagą romantycznych wizji równie dzielnych, ale politycznie błądzących ideowych przyjaciół, w tym okresie zbytnio związanych z obozem formalistycznego legalizmu.

Zakładając nasz miesięcznik, wyszliśmy z założenia absolutnej konieczności niezależności finansowej od kogokolwiek. Podkreślam: od kogokolwiek. Materialnym fundamentem naszych “Horyzontów” było słowo honoru kilku założycieli oddawania 7% swoich zarobków na pokrycie kosztów druku i wysyłki miesięcznika, no i na jakże skromną pensję redaktora.

Od wiosny 1956 do lata 1971 r. ukazało się 180 numerów. Z tych 13.000 stron druku staraliśmy się wybrać teksty najwierniej odzwierciedlające główne koncepcje ideowo-polityczne nurtu narodowego oraz – w granicach możliwości – problemy kultury, cywilizacji i religii mające przecież wpływ zasadniczy na nasze ideowe i polityczne oblicze. Z co najmniej dziesięciu dokumentów ściśle naukowych (pióra profesora Jarry z Oxfordu) umieszczamy niestety tylko niektóre. W tym wydaniu, z powodów finansowych, zmuszeni jesteśmy traktować w pełni po macoszemu – mimo ich wagi – problemy gospodarcze, ekonomiczne, rolnictwa, beletrystyki, poezji. Mamy głęboką nadzieję, że następne wydanie obejmie wszystkie działy bez wyjątku.

Wszystkie syntezy są zbiorem najważniejszych odcinków artykułów respektujących co do litery teksty oryginalne. W kilku miejscach zmieniliśmy tytuły artykułów w celu łatwiejszego uchwycenia zmodyfikowanej kompozycji.

Czytelnicy nie dość obeznani z problematyką okresu “zimnej wojny” zdziwią się, że w tej książce zaczynamy opis wydarzeń od naszkicowania sytuacji nie w Polsce, w Stanach Zjednoczonych i w Rosji sowieckiej. Szliśmy i idziemy tą drogą, bo to od ich decyzji zależał wówczas los naszego globu, a więc śledzenie ich polityki i ich aktów było naszym kluczowym obowiązkiem.

Dr Stanisław Kazanecki. Fot. mysl-polska.pl
Dr Stanisław Kazanecki. Fot. mysl-polska.pl

Niech mi będzie wolno dorzucić, że bez pomocy trzech przyjaciół (dr St. Majdański, redaktor K. Murasiewicz, dr J. Pociej) ta pozycja nie ujrzałaby światła dziennego. Należy im się bardzo, bardzo serdeczne podziękowanie.

Ci z czytelników, którzy pragnęliby zaznajomić się z pełnią tekstów znajdą komplety “Horyzontów” w bibliotekach Uniwersyteckich Krakowa, Łodzi i lubelskiego KUL-u, no i u mnie. Zagranicą jedyny pełny komplet znajduje się tylko w Bibliotece Uniwersytetu w Stanfordzie (Kalifornia).

 

Dr Stanisław Kozanecki
Ohain, Belgia

 

 

Londyn – Opoka 1969-1988

 

Jędrzej Giertych (7.01.1903-9.10.1992) Fot. WikiCom
Jędrzej Giertych (7.01.1903-9.10.1992)
Fot. WikiCom

Jędrzej Giertych w Londynie, członek emigracyjnego SN, w latach 1969 – 1988 redagował i wydawał pismo Opoka, które rozsyłał po ośrodkach polonijnych i do Kraju (ukazało się 21 numerów). Poruszał w nich m.in. zagadnienia niszczonej Tradycji Kościoła. To na łamach Opoki J. Giertych opublikował m.in. petycję do Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, aby we wszystkich polskich kościołach zachować Msze Święte po łacinie, oraz Prośbę do Jego Świątobliwości Ojca Świętego Jana Pawła II w sprawie przywrócenia łaciny jako języka liturgicznego. J. Giertych zaproponował, by jedna niedziela w miesiącu we wszystkich kościołach katolickich na całym świecie była poświęcona liturgii łacińskiej — by wszystkie Msze Święte były wówczas odprawiane po łacinie. Równocześnie zaapelował o to, aby w podobny sposób poświęcić liturgii łacińskiej jeden dzień powszedni (np. wtorek). Autor książki wielokrotnie podkreślał w swoich publikacjach, że od nowej Mszy Świętej woli Mszę Świętą trydencką, tę jedyną, niezwykłą, mistyczną… Ale ten fakt nigdy nie wpłynął na niego w taki sposób, aby przeciwstawić się uchwałom końcowym II Soboru Watykańskiego. Co więcej, posłusznie przyjął zarządzenia kościelne dotyczące nowej Mszy Świętej, a wszelkie buntowanie się przeciwko temu zarządzeniu uznał za niedopuszczalne! Na łamach pisma w 1978 r. Jędrzej Giertych przestrzegał przed Adamem Michnikiem, działaczem opozycyjnego KOR, jako bardziej szkodliwym niż rządzący wtedy komuniści. W artykule Kościół a masoneria. Na marginesie nowego wystąpienia krakowskiego Tygodnika Powszechnego przestrzegał przed masonerią.

 

Poniżej za www.endecja.pl List do Ojca Świętego Jędrzeja Giertycha opublikowany w piśmie Opoka nr 18 str. 14-16

 

 

LIST DO OJCA ŚWIĘTEGO

(Odpis)

Londyn, 8 października 1984 roku


Wasza Świątobliwości, Ojcze Święty!

 

Św. Jan Paweł II. Fot. inter.
Św. Jan Paweł II. Fot. inter.

Ośmielam się niniejszym listem zwrócić się do Waszej Świątobliwości z prośbą, do której impulsem stała się dla mnie wiadomość, znana mi dopiero od kilku dni, o przemówieniu Waszej Świątobliwości do Polaków szwajcarskich w dniu 17 czerwca br. W przemówieniu tym Wasza Świątobliwość wymienił liczny zastęp Polaków, którzy w różnych czasach w Szwajcarii działali, wśród nich także i Józefa Piłsudskiego, który właściwie prawie nigdy w Szwajcarii nie działał, natomiast uznał za stosowne pominąć milczeniem szwajcarską działalność narodowców polskich. Nie znalazła się w przemówieniu Waszej Świątobliwości wzmianka o Lidze Polskiej i Lidze Narodowej, których początek wywodzi się od Zygmunta Miłkowskiego (T. T. Jeża) w Rapperswillu. Ani o Centralnej Agencji Polskiej w Lozannie, która już od 1915 roku prowadziła działalność polityczną polską na zachodzie. Ani przede wszystkim o trójzaborowym, reprezentującym wszystkie trzy części Polski Komitecie Narodowym Polskim pod prezesurą Romana Dmowskiego, założonym 15 sierpnia 1917 roku w Lozannie, a następnie przeniesionym do Paryża, który stał się de facto polskim rządem emigracyjnym i w pewnej formie został uznany przez państwa alianckie, co stało się powodem, że Polska znalazła się wśród państw alianckich, a wiec mogła być współuczestniczką zwycięskiego pokoju wersalskiego z Niemcami i odzyskać tym pokojem zabór pruski.

Jako jeden z nielicznych żyjących polityków narodowych starszego pokolenia poczuwam się do obowiązku nie tylko wyrażenia bólu i zmartwienia, że jesteśmy my, narodowcy, jakby odtrąceni, nie tylko wyżej wymienionym, znamiennym przemówieniem szwajcarskim, ale i innymi wydarzeniami, od udziału w wielkiej rodzinie polsko-katolickiej, ale także i do zwrócenia się z gorącą, a pokorną prośbą, byśmy jednak zostali uznani za takich samych jak inni (w rzeczywistości gorętsi niż inni) synów powszechnego Kościoła i jego polskiej gałęzi.

Obóz nasz był w okresie międzywojennym obozem politycznym, obejmującym największą liczebnie część Polaków i to należących do wszystkich stanów. Wyraziło się to także i w wolnych wyborach 1919 i 1922 roku, w których obóz ten odniósł zwycięstwo. Zapewne i dzisiaj, gdyby miały miejsce wolne wybory, okazałby on swoją siłę.

Obóz nasz, zwany potoczne „endecją”, nie ma powodu wstydzić się swojej polityki. W wieku XIX i w początkach XX prowadził on akcję odrodzeńczo – organiczną we wszystkich dzielnicach Polski, oraz zwalczał ugodę, zarówno jak ruch rewolucyjny, – marksowski i silnie związany z rewolucją rosyjską. W erze pierwszej wojny światowej dążył do zjednoczenia trzech zaborów i do niepodległości Polski od gór aż do morza, a sprzeciwiał się pozornej niepodległości okrojonego Królestwa Kongresowego, opartego o Niemcy i Austrię. Sprzeciwiał się próbom powstańczym w Kielecczyźnie (6-16 sierpnia 1914 roku), z których się następnie wyłoniły Legiony polskie w armii austriackiej, a których rzeczywistym celem strategicznym było chwilowe sparaliżowanie Rosji i umożliwienie błyskawicznego zwycięstwa niemieckiego nad osamotnioną Francją i wygranie przez Niemców wojny. Określił swoje stanowisko uchwałą tajnego zjazdu w Pieniakach 15-19 września 1912 roku, w którym uczestniczyli prezes Koła Polskiego w Dumie rosyjskiej, Roman Dmowski, prezes Koła Polskiego w parlamencie niemieckim, Władysław Seyda i były, niedawno obalony prezes Koła Polskiego w parlamencie austriackim, Stanisław Głąbiński, że w zbliżającej się wojnie naród polski staje przeciw Niemcom. Oraz deklaracją posła W. Jarońskiego 8 sierpnia 1914 roku w Dumie rosyjskiej w imieniu całego narodu polskiego, że naród polski stoi w zaczętej wojnie po stronie alianckiej i że jego najbliższym celem jest zjednoczenie. Określił także notą Dmowskiego z 2 marca 1916 roku stwierdzającą, że oprócz zjednoczenia celem polskiego narodu jest pełna niepodległość. To obóz narodowy utworzył wojska polskie po stronie alianckiej, we Francji i w Rosji, wielokrotnie liczniejsze od Legionów i Polskiej Siły Zbrojnej po stronie austriackiej i niemieckiej. Później, największe armie Polski odrodzonej, wielkopolska i hallerowska, a po części i niektóre siły krakowskie, te, które poszły z odsieczą do Lwowa, były dziełem „endeków”. Gdy Niemcy, otrzymawszy od Piłsudskiego dnia 9 listopada 1918 roku zapewnienie pod słowem honoru, że Polska pod jego rządami nie będzie żądać zaboru pruskiego i jest w toczącej się wojnie neutralna (to znaczy nie będzie uczestniczyć w kongresie pokoju), przywieźli Piłsudskiego do Warszawy i w istocie to oni uczynili go Naczelnikiem Państwa, Dmowski uznał go w tej roli, by uniknąć rozdwojenia w polskim narodzie. Obóz narodowy był przeciwny wyprawie kijowskiej Piłsudskiego i budowaniu Ukrainy, dążył do przyłączenia ziem wschodnich (łącznie z Kamieńcem Podolskim, Mińskiem i Dyneburgiem) do Polski, dążył do zbudowania Polski narodowo-polskiej i sprzeciwiał się dążeniom do nadania Polsce cechy państwa, rządzonego wspólnie przez Polaków i nie-Polaków. Jest prawdą, że od roku 1912 obóz „endecki” toczył walkę z narodem żydowskim. Nie sądzę, by mu to przynosiło ujmę. Naród żydowski stanowił na ziemi polskiej potężną siłę, wrogą Polsce. Głosy żydowskie sprawiły, że dwa największe polskie miasta, Warszawa i Łódź, reprezentowane były od roku 1912 w parlamencie rosyjskim przez posłów, którzy nie należeli do Kola Polskiego, lecz do stronnictw rosyjskich. Żydowska socjalistka Róża Luksemburg głosiła pogląd, że nie ma być niepodległej Polski, a Polacy mają się zrosnąć z Rosją i z Niemcami. Na konferencji wersalskiej żydowskie „grupy nacisku” zawzięcie zwalczały dążenia polskie. W wojnie 1920 roku duża część ludności żydowskiej w Polsce stała po stronie nieprzyjaciela.

,,Endecja” skupiała między wojnami w przytłaczającej większości Polaków wszystkich warstw społecznych, mających postawę katolicką i stojących pod sztandarem Boga i Ojczyzny. Ich ideologię wyraził Dmowski rozprawą pt., „Kościół, naród i państwo”.

W okresie drugiej wojny światowej i po niej „endecy” byli tymi Polakami, którzy byli i przez Niemców i przez komunistów najbardziej prześladowani, najliczniej rozstrzeliwani, najbezwzględniej męczeni w więzieniach. To ich najbezwzględniej odsunięto po wojnie od wszelkiego głosu w życiu polskim. Młodzi piłsudczycy i neostańczycy z przedwojennego „Buntu Młodych” są już od blisko 40 lat grupą koncesjonowaną, mogącą wydawać swój „Tygodnik Powszechny”, będący nie tylko pismem katolickim, ale także pismem politycznym, wyrażającym przynajmniej częściowo poglądy swojego obozu, – także i niepohamowaną jego nienawiść do „endecji”. „Endecy” przez tych 40 lat prawa do zabierania głosu nawet w najskromniejszej postaci w Polsce nie mieli. (Słyszę, że to się w 1984 roku zmieniło o tyle, iż grupa „endeków” uzyskała w piśmie „Ład” podobnie koncesjonowaną pozycję, jak wydawcy „Tygodnika Powszechnego”. Zbyt mało tę sprawę znam, bym mógł uwierzyć w rzeczywiste równouprawnienie dzisiejszych „endeków” z „Ładu” z wydawcami „Tygodnika Powszechnego”).

Tak samo i na emigracji ta sama grupa „Buntu Młodych” otrzymała środki do stworzenia potężnej placówki propagandowej, w postaci pisma „Kultura” w Paryżu, też od lat około 40 zajmującej w życiu polskim stanowisko wyjątkowe. Jest to pismo w istocie kierunkowi katolickiemu nieprzyjazne. Redaguje je stale przedwojenny redaktor „Buntu Młodych”.

„Endecy” są zawzięcie zwalczani i uciskani, oraz obdarzani nienawiścią, a także obrzucani nieprawdziwymi oskarżeniami, zarówno w życiu politycznym, jak wśród „sił ustanowionych” życia intelektualnego i kulturalnego w Polsce i na polskiej emigracji. Pozwalam sobie jednak, z całą nieśmiałością i szacunkiem wobec władz kościelnych. wyrazić pogląd, że byłoby czymś bardzo smutnym, gdyby także i odpowiedzialne czynniki kościelne i w ogóle katolickie, ze względów oportunistycznych, lub z powodu ignorancji, stawały w jednym szeregu z politycznymi wrogami „endecji” i przyjmowały wobec tej „endecji” postawę uważania jej za zjawisko niebyłe i ostracyzmu. I dlatego ośmielam się niniejszym listem wystąpić z moją prośbą, by Wasza Świątobliwość zechciał, wbrew stanowisku politycznych ,,sił ustanowionych”, przygarnąć nas, „endeków”, jako wiernych, niesłusznie odsuwanych synów do swej piersi i traktował nas tak samo, jak innych Polaków.

Prymas kardynał August Hlond. Fot. Inter.
Prymas kardynał August Hlond. Fot. Inter.

Czynię to nie tylko jako Polak i „endek”, ale i jako katolik. Ośmielam się zapewnić Waszą Świątobliwość, że nie przyjmuję postawy katolickiej ze względów politycznej i społecznej wygody, ale jestem i byłem katolikiem i działaczem katolickim zawsze. Moja wydana po raz pierwszy w roku 1929 książka „My nowe pokolenie” (która w następnych wydaniach zawierała list wprowadzający ówczesnego Prymasa Polski, Jego Eminencji księdza Kardynała Hlonda), myślę, że przyczyniła się choć trochę do odrodzenia katolickiego w polskim młodym pokoleniu. Wśród moich dziewięciorga dzieci wychowałem jednego księdza i dwie zakonnice. W ciągu dziesiątków lat walczyłem o sprawy katolickie piórem i uczestniczyłem czynnie w rozmaitych katolickich poczynaniach.

Ośmielam się zwrócić się do Waszej Świątobliwości – niniejszym listem w drodze listownej. Przed kilku laty czyniłem, różnymi drogami, starania o osobistą, choćby piętnastominutową rozmowę z Waszą Świątobliwością. Starania te nie przyniosły rezultatu. Pozwalam sobie wyrazić nadzieję, że list niniejszy do rąk Waszej Świątobliwości dotrze. Pozwalam sobie zakomunikować treść tego listu Jego Eminencji księdzu Prymasowi Glempowi oraz kilku polskim czasopismom na emigracji i w kraju.

Na zakończenie, pragnę wyrazić uczucia wysokiej czci i synowskiego dla Waszej Świątobliwości przywiązania.

 

(—) Jędrzej Giertych
175 Carlingford Road
Londyn N.15 3ET

Rozdzielnik odpisów

  • Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Prymas Józef Glemp, Gniezno-Warszawa.
  • Osservatore Romano, polskie wydanie, Rzym.
  • Opoka, Londyn.
  • Myśl Polska, Londyn.
  • Narodowiec, Lens, Francja.
  • Nasza Rodzina, Paryż.
  • Dziennik Związkowy, Chicago.
  • Gwiazda Polarna, Stevens Point, Stany Zjednoczone.
  • Ład, Warszawa.
  • Przegląd Katolicki, Warszawa.

 

Za: „OPOKA” nr 18 str. 14-16

 

 

Reaktywowanie Stronnictwa Narodowego

 

W Polsce dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych nastąpiły warunki do wznowienia działalności narodowej. W 1988 r. prof. Maciej Giertych wydał okolicznościowy numer Gazety Warszawskiej, a od 1989 r. wydawał miesięcznik Słowo Narodowe.

Dnia 8 lipca 1989 r. w Warszawie przy ulicy Piekarskiej 6, w mieszkaniu Jana Matłachowskiego, na zebraniu Seniorów Polskiego Ruchu Narodowego Jan Matłachowski wraz z Konwentem Seniorów postanowili wznowić w Kraju jawną działalność Stronnictwa Narodowego. Konwent Seniorów ustanowił następujący skład Prezydium: Jan Matłachowski, Adam Krajewski i Tadeusz Krzyszowski. Pomimo sędziwego wieku Jan Matłachowski został wybrany prezesem Konwentu Seniorów, którą to funkcje sprawował aż do śmierci. Jan Matłachowski i ks. Władysław Matus byli jedynymi wówczas żyjącymi w Polsce członkami przedwojennej Rady Naczelnej i Komitetu Głównego Stronnictwa Narodowego.

Jan Matłachowski był jedynym żyjącym wówczas w Polsce współpracownikiem Romana Dmowskiego, członkiem ścisłego kierownictwa Obozu Narodowego (tzw. 7 i 9), członkiem Rady Jedności Narodowej w 1945 r., oraz członkiem naczelnych władz Stronnictwa Narodowego.

Prezesem Konwentu Seniorów reaktywowanego Stronnictwa Narodowego został Jan Matłachowski. Swą funkcję sprawował aż do śmierci. Po wykonaniu zadania reaktywowania Stronnictwa Narodowego, pojednany z Bogiem odszedł dnia 6 listopada 1989 r. Po śmierci J. Matłachowskiego, jego mieszkanie przy ul. Piekarskiej stało się siedzibą Stronnictwa Narodowego. Stronnictwo Narodowe reaktywowało 400 Seniorów.

 

 

I Ogólnopolski Zjazd Delegatów Stronnictwa Narodowego

 

W dniu 18 listopada 1989r., w Warszawie odbył się I Ogólnopolski Zjazd Delegatów Stronnictwa Narodowego. Obrady Zjazdu poprzedziła Msza Św. W Kościele św. Aleksandra w Warszawie przy pl. Trzech Krzyży, celebrowana przez biskupa sufragana warszawskiego W. Miziołka. Uroczystego otwarcia Zjazdu dokonał Senior Polskiego Ruchu Narodowego Bronisław Ekert z Krakowa, który na wstępie przywitał gości, Seniorów Polskiego Ruchu Narodowego, delegatów, sympatyków, licznie przybyłych dziennikarzy. W Prezydium Zjazdu zasiedli: Zbigniew Jacniacki, Adam Krajewski, Krystyna Mastalska i Jerzy Oplustil.

Przemówienie powitalne wygłosił Bronisław Ekert, który podkreślił, że Stronnictwo Narodowe wznowiło swą działalność 8 lipca 1989 r., jako organizacja jawna. W zakończeniu powiedział: „Zadania ogromne, lecz ugiąć się pod ciężarem takiej odpowiedzialności nie możemy! Nie wolno nam właśnie dlatego, bo chcemy by Polska była katolicką Polską, promieniującą swą kulturą moralną, kulturą sprawiedliwości i ładu wewnętrznego, ładu duchowego oraz kulturą rządności w świecie współczesnym.”

W dalszej części Bronisław Ekert odczytał list od ks. Władysław Matusa z dnia 14 listopada 1989 r. z życzeniami: Życzę niech Bóg i Królowa Polski otaczają zebranie Swoją Opieką na obecną i dalszą pracę.

Bronisław Ekert równocześnie poinformował, że oprócz Jana Matłachowskiego, ks. Władysław Matus był jedynym żyjącym w Kraju członkiem, pochodzących z wyborów, przedwojennej Rady Naczelnej i Komitetu Głównego Stronnictwa Narodowego.

Następnie Adam Krajewski wygłosił wspomnienie pośmiertne o Janie Matłachowskim, który był Jego przyjacielem i współpracownikiem.

Jan Matłachowski urodził się 5 września 1906 r. we Lwowie. Z Ruchem Narodowym związał się w szkole średniej, a następnie studiując prawo i historię na Uniwersytecie we Lwowie i na Uniwersytecie Warszawskim. Jako wyróżniający się swoją aktywnością zajmuje wnet czołowe miejsce pośród działaczy Stronnictwa Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej a także jako organizator w Zagłębiu Naftowym robotniczych Związków Zawodowych „Praca Polska”. Wkrótce w roku 1935 przenosi się do Warszawy, gdzie zostaje powołany przez Romana Dmowskiego do władz naczelnych Stronnictwa Narodowego. Współpracuje w latach 1937 – 39 z Romanem Dmowskim, Jędrzejem Giertychem, Kazimierzem Kowalskim i prof. Stojanowskim. Bierze udział w przygotowywanym w latach 1937 – 38 zamachu stanu przeciw władzom sanacyjnym. Zamach ten został odwołany przez spiskowców wobec przygotowywanej przez Hitlera agresji na Polskę.

Następują lata wojny i okupacji Kraju. Matłachowski wraz z innymi przechodzi do pracy w podziemnych strukturach cywilnych i wojskowych. W roku 1942 wraz z prof. Stojanowskim wchodzi w skład Wojennego Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego i Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej.

Zbliża się koniec wojny i niemieckiej okupacji. W 1944 r. Wielka Koalicja cofa swoje dotychczasowe uznanie dla Rządu Rzeczypospolitej Polskiej. Matłachowski przebywając w Kraju kontynuuje swoja pracę w strukturach Stronnictwa Narodowego i Radzie Jedności Narodowej. Część działaczy Stronnictwa Narodowego, po zajęciu Kraju przez wojska sowieckie, ujawnia się. Następują liczne aresztowania. Matłachowski opuszcza Polskę i dociera w listopadzie 1945 r. do Londynu. Na uchodźstwie kontynuuje swoją działalność jako członek emigracyjnego Stronnictwa Narodowego i kombatanckich organizacji AK. W 1951 r. wycofuje się jednak z czynnej działalności w emigracyjnych strukturach Stronnictwa Narodowego. Wobec zaistnienia w Polsce warunków umożliwiających repatriację, Matłachowski w 1961 r. wraca wraz z innymi do Kraju.

Zawsze aktywny Jan Matłachowski po przybyciu do Polski znajduje pewne możliwości szerzenia i głoszenia poglądów narodowych skupiając w swoim mieszkaniu w Warszawie odwiedzającą go młodzież. W czerwcu 1989 r. grupa sygnatariuszy tzw. „Memoriału” z 28 stycznia 1989 r. wraz z uczestnikami Rady Środowisk Narodowych zaproponowała Janowi Matłachowskiemu objęcie prezesury Konwentu Seniorów Stronnictwa Narodowego, którą to funkcję sprawuje aż do śmierci. Pojednany z Bogiem odszedł 6-go listoada 1989-go roku po wykonaniu drogiego zadania reaktywowania Stronnictwa Narodowego.

 

 

Naród polski musi stać się suwerenem we własnym państwie

 

Poniżej przemówienie, jakie wygłosił wówczas Jan Dziżyński, wiceprezes ZG SN.

Dziś na tej sali, po 50 latach nieobecności na arenie życia politycznego w państwie polskim, publicznie potwierdzamy wznowienie jawnej działalności. Stronnictwo Narodowe, spadkobierca ponad stuletniej, wielopokoleniowej działalności Obozu Narodowego w formacjach Ligi Narodowej, Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, Związku Ludowo-Narodowego i Obozu Wielkiej Polski dorobku, który przyniósł narodowi polskiemu niepodległość i państwo polskie przywrócone na mapę Europy w okresie pierwszej wojny światowej.

Nie trzeba dziś mówić szerzej o tamtym okresie dorobku Obozu Narodowego, ale trzeba powiedzieć, że zadaniem jednym z pierwszych w naszej działalności jest wydobycie prawdy historycznej o tym okresie, tak sfałszowanej, przemilczanej, manipulowanej od zakończenia drugiej wojny światowej aż po dziś.

Różnego autoramentu historycy, czy pseudohistorycy w swoich publikacjach naginają tę prawdę dla doraźnych celów, często na zamówienie różnych ośrodków czy osób, z legendy robią historię i robią to często w sposób prymitywny, zdradzający ich ignorancję, przynoszący kompromitację dla nauki, a szkodę dla społeczeństwa.

Historia ma być mistrzynią życia, kształtować i uczyć współczesność, a zwłaszcza młode pokolenie, a fałszowana i manipulowana przyniesie niepowetowane szkody. Bez prawdy historycznej naród będzie błądził po omacku, jak i człowiek w swoim życiu bez prawdy zejdzie na manowce, i ta prawda jest warunkiem i bezwzględnym i pierwszym w życiu narodu, który ma się odrodzić.

Dorobek pierwszego okresu działalności Obozu Narodowego osiągnięty został ogromną pracą długich lat. Obok działalności politycznej, dającej rezultaty, szła praca przeorania umysłowości narodu polskiego, uwolnienia od wpływów i naleciałości obcych w myśleniu politycznym, jakże często szkodliwym i sprzecznym z interesami polskimi, i za tym idącymi działaniami politycznymi. Rezultatem tej pracy jest sformułowanie zasad polityki polskiej realizowanej z żelazną konsekwencją, przez lata, aż do osiągnięcia celu: niepodległej Polski.

I tu widzę pewną analogię między tym pierwszym okresem działalności Obozu Narodowego a okresem, który dziś zaczyna Obóz Narodowy, działalności, która może być dalszym ciągiem już jawnej walki o rolę narodu polskiego we własnym państwie, walki o polską politykę prowadzącą ten naród na własnej drodze rozwoju, opartej na tysiącletniej swojej kulturze i historii, na dorobku pokoleń.

Naród polski musi stać się suwerenem we własnym państwie, bo państwo polskie musi być nie państwem obywatelskim, ale państwem narodu polskiego.

Naród, pozbawiony podmiotowości we własnym państwie, przestaje być narodem, a staje się mierzwą dla rządzących państwem, masą niewolników.

W Europie narody tworzyły państwo jako formę swego zbiorowego życia, a nie państwo tworzyło narody.

Dzisiejsze zadanie, jakie stawiamy przed sobą, znowu jest w dużym stopniu analogiczne z okresem drugim działalności Obozu Narodowego w dwudziestoleciu odrodzonego państwa polskiego.

Obóz Narodowy i Roman Dmowski po odzyskaniu niepodległego państwa nie doszedł do władzy, gdyż władze tę, leżącą na ulicy po kapitulacji Niemiec na terenie zaboru rosyjskiego i austriackiego, podjął wypuszczony przez Niemców z Magdeburga Piłsudski ze swoją formacją legionową i polityczną lewicą. Roman Dmowski po podpisaniu traktatu wersalskiego zachorował ciężko i musiał przez dłuższy czas kurować się, a gdy wrócił do kraju, po znanej długiej rozmowie z Piłsudskim stał się właściwie prywatną osobą w odrodzonym państwie.

Tylko dwukrotnie wziął udział w życiu politycznym: w Radzie Obrony Państwa w czasie inwazji bolszewickiej Rosji, spowodowaną nieszczęsną wyprawą Piłsudskiego na Kijów, i w rządzie Wincentego Witosa, gdy przez sześć tygodni pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych.

Obóz Narodowy w odrodzonej Polsce rozpoczął znowu organiczną pracę, nie o zdobyciu władzy, ale o suwerenność narodu polskiego we własnym państwie, o jego podmiotowość, o Polskę narodową, katolicką i w niewypaczonym sensie demokratyczną.

Obóz Narodowy, jako formacja polityczna ponadklasowa, stanął do walki z podziałem klasowym, który osłabiał organizm narodowy, naród bowiem jest organizmem żywym i do jego rozwoju i życia potrzebne jest harmonijne funkcjonowanie poszczególnych członków, warstw czy klas.

W okresie dwudziestolecia Rzeczypospolitej Obóz Narodowy, jak powiedziałem, nie sprawował nigdy w pełni władzy, tylko brał udział w rządach koalicyjnych, ale udział ten odgrywał, jak w gabinecie Władysława Grabskiego, rolę wielkiej wagi, gdyż wyprowadził państwo z chaosu gospodarczego i szalejącej inflacji, czy w rządzie Wincentego Witosa w 1926 r. gdy Polska stawała się stabilnym państwem.

Tę zarysowującą się stabilność zniweczył zamach wojskowy Piłsudskiego, wprowadzając dyktaturę wojskową i rządy pułkowników, spychając naród we własnym państwie do przedmiotu dzierżących władzę oparta na sile.

Okres dyktatury Piłsudskiego, walki z własnym narodem, represjami stosowanymi w tej walce, jak haniebny Brześć, gdzie najlepszych synów Polski, jak Wincenty Witos, Wojciech Korfanty, któremu bez przesady zawdzięczała Polska Śląsk, i wielu innych działaczy z opozycji torturowano fizycznie i moralnie, wyrokami zależnych od sędziów skazywano na więzienie; jak haniebnej pamięci Bereza Kartuska, zapożyczony wzór niemieckich obozów koncentracyjnych. Powrócono też w polityce zagranicznej do orientacji proniemieckiej, usypiając czujność narodu paktem z Niemcami hitlerowskimi. – Okres ten jest okresem niezmożonej walki Obozu Narodowego o praworządność, o podmiotowość narodu, o jego bezpieczeństwo przed nadchodzącą zagładą ze strony Niemiec.

Gdyby Obóz Narodowy, kierując się wskazaniami Romana Dmowskiego, po przewrocie majowym nie dokonał znowu tej gigantycznej pracy wychowawczej, zwłaszcza młodego pokolenia, działalnością Obozu Wielkiej Polski, powołanego przez Romana Dmowskiego zaraz po zamachu majowym, a po rozwiązaniu w 1934 r. przejętej przez zreorganizowane Stronnictwo Narodowe, nie byłoby tej postawy narodu w czasie wojny i po wojnie w czterdziestoleciu zniewolenia narodu przez system komunistyczny, oparł znowu na sile, tej postawy walki – obrony wartości duchowych i moralnych rdzenia swojej kultury, która znaczona zrywami protestów, jak Poznań w 1956 r. i październik tegoż roku, jak Szczecin, Gdynia i Gdańsk w 1970 r. i wreszcie zrywem całego kraju osiemdziesiątych lat – doprowadziła do pęknięcia tego systemu i wyjścia narodu na drogę do odzyskania swej suwerenności.

Przypomnijmy sobie, jak w dobie największego terroru stalinowskiego spędzała sen z oczu wizja Polaka – katolika, formacji endeckiej, jak przez całe lata walczono z tą wizją i dziś jeszcze odzywają się echa tej walki.

Lochy bezpieki stworzone przez Radkiewicza pochłonęły ogromną ilość ofiar wśród narodowców, bo jak powiedział jednemu z torturowanych działaczy narodowych osławiony kat Bezpieki – Światło – postawili sobie za cel nie tylko fizycznie zlikwidować Obóz Narodowy, ale wymazać z pamięci historii jego istnienie. I w tej próbie zlikwidowania Obozu Narodowego, jako najniebezpieczniejszego przeciwnika, działało niemieckie gestapo i stalinowskie UB.

Wkład Obozu Narodowego w śmiertelnych zapasach w czasie okupacji niemieckiej, realizowanej z niemiecką systematycznością zaplanowanej zagłady był, jak stwierdza Terej w swej historii, ze wszystkich ugrupowań politycznych podziemnych największy, dając Armii Krajowej oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowych Sił Zbrojnych do akcji bojowych na terenie całego kraju i w Powstaniu Warszawskim. Niemniejszy wkład dał Obóz Narodowy w działalności politycznej tak w kraju, jak i na emigracji w czasie wojny, a w latach nocy okresu stalinowskiego owocowała jego działalność w zachowaniu wartości duchowych i kultury narodowej.

Mówiło się w Polsce pod koniec dwudziestolecia, że sanacja ma w posiadaniu rząd państwa nad narodem, ale Obóz Narodowy ma rząd dusz i ten rząd dusz, rząd sił moralnych i duchowych, okazał się bardziej istotnym i cennym w okresach zagrożenia życia narodu, niż rząd fizyczny sprawowany nad nim.

I my dzisiaj stajemy do walki o rząd dusz, o wyzwolenie tych sił moralnych i duchowych narodu, które będą decydowały o jego dalszym istnieniu i rozwoju, o jego miejscu w rodzinie narodów świata.

Czy zagraża naszemu narodowi i państwu, jego istnieniu jakieś niebezpieczeństwo? Obecnie i w ogóle?

Państwa i narody Europy i świata po tej straszliwej drugiej wojnie światowej, która przyniosła milionom zagładę, zniszczenie dorobku pokoleń tak materialnego, jak i kulturalnego w wielu krajach, szukały sposobu zapobieżenia w przyszłości podobnej katastrofie. I jak po pierwszej wojnie światowej powołana Liga Narodów miała zapobiegać wojnom, tak obecnie Organizacja Narodów Zjednoczonych miała wykluczać rozwiązywanie konfliktów miedzy narodami drogą wojny. Ani jedna, ani druga instytucja międzynarodowa nie spełniły swego zadania. W kilkanaście lat po powołaniu Ligi Narodów wybuchła druga wojna światowa, a od powstania ONZ w ciągu czterdziestu lat w wojnach lokalnych, przewrotach na świecie zginęło podobno więcej ludzi niż w drugiej wojnie światowej, i te wojny mniejsze i większe, ciągle trwają.

Tylko Europa czterdzieści i kilka lat żyła bez wojny, ale ciągle w pogotowiu wojennym, a zbrojenia w Europie i świecie osiągnęły – nowe bronie atomowe – taki poziom, że jak obliczono, na jednego człowieka na świecie wypada siła zabijająca równająca się 70 kilogramom trotylu. Jeśli to pomnożymy przez 5 miliardów ludzi, to zobaczymy, ile tego materiału niosącego śmierć i zniweczenie nagromadziła ludzkość.

Obydwa bloki prowadzące wyścig zbrojeń zrozumiały wreszcie, że taki wyścig jest szaleństwem, które może zniszczyć tę planetę, na której żyją współzawodnicy, i nie będzie zwycięzców tylko pustynia, aż wreszcie rozpoczęły się rokowania rozbrojeniowe i powolna likwidacja nagromadzonych arsenałów. I trzeba stwierdzić, że tę inicjatywę podjął reformator Związku Radzieckiego Gorbaczow, a dołączył do niej najbardziej wojowniczy w początkach swojej prezydentury Reagan, choć z oporami i nieufnością, ale wreszcie arsenały rakiet jądrowych zaczęto likwidować.

Polska po wojnie znalazła się w nowych granicach, powróciła nad Odrę, przesunęła się na zachód, powróciła na ziemie piastowskie, stała się państwem jednolitym etnicznie, uzyskała historyczną szansę rozwoju narodowego, z bogactwami naturalnymi ziem zachodnich. Ale Polska nie zmieniła swego położenia geopolitycznego, leży nadal między tymi samymi sąsiadami: Niemcami i Rosją.

Niemcy, które po całkowitej klęsce i okupowaniu całego ich terytorium przez siły zbrojne aliantów, miały być według projektów zwycięzców raz na zawsze pozbawione możliwości powrotu do reaktywowania swoich sił zbrojnych i ponownego zagrożenia pokojowi. Już w trzy lata po kapitulacji i rozpoczęciu się zimnej wojny między dotychczasowymi sojusznikami, Ameryką i państwami zachodnimi a Rosją, Niemcy wystawiły najsilniejszą armię w zachodniej Europie. Znowu potrafiły wygrywać pokój i odgrywać kluczową rolę w Europie, dążyć konsekwentnie do zjednoczenia, zlikwidowania NRD w pierwszym etapie, może i długim, a w drugim etapie – do odzyskania ziem utraconych po wojnie za Odrą i Nysą, a może i Prus Wschodnich. Szły do tego celu konsekwentnie, z niemiecką systematycznością, choć w zmienionej sytuacji układu w Europie wybrały inną drogę, może dłuższą czy długą, ale pewniejszą. Wchodząc do wspólnego rynku i Paktu Atlantyckiego nie mogły kusić się o nową próbę wojny o ten cel, zwłaszcza, że Polska miała za sobą Pakt Warszawski i Rosję, ale zaczęły iść do tego celu drogą podboju gospodarczego, stosowanego dziś powszechnie w świecie, i idącego za tym politycznego i osiągnęły supremację w Europie, jak to ujęło wpływowe pismo angielskie „The Economist” stwierdzając: „Jest coraz bardziej pewne, że Niemcy gotowe są osiągnąć pokojowo to, czego dwukrotnie nie udało się im osiągnąć w drodze wojny.”

I tu jest odpowiedź na pytanie, czy grozi nam jakieś niebezpieczeństwo. Grozi i już się zarysowuje, tak jak groziło przez cały prawie ciąg naszych dziejów. Mówi się tu i ówdzie, że to są inni Niemcy po tych doświadczeniach, po dwóch przegranych wojnach, że Niemcy, jak to się mówiło po wojnie na Zachodzie, są reedukowani, a mówiło się dużo o tej reedukacji, tylko że ta reedukacja polegała ze strony Niemiec na wzrastaniu ich sił i znaczeniu w Europie i świecie.

Mówi się dziś, zwłaszcza w Polsce, o wspólnym domu europejskim, który wyklucza agresję i zabory. Ten wspólny dom w rozumieniu niemieckim jest raczej powrotem do dawniej proponowanego przez nich zjednoczenia, w którym graliby pierwsze skrzypce, do Mitteleuropy. Stoi przed nami pytanie zasadnicze: jeśli rzeczywiście opieramy naszą przeszłość i bezpieczeństwo na wspólnym domu europejskim, jakie miejsce zajmiemy w tym domu, czy współgospodarza na równych prawach przy równym podziale dóbr tego domu, czy też zostaniemy niewolnikami – robotnikami panów tego domu?

Jan Dziżyński

 

 

Bronisław Geremek: „Jest to zagrożenie dla naszych planów”

 

W dniu 18 listopada 1989 r., w Warszawie odbył się I Ogólnopolski Zjazd Delegatów Stronnictwa Narodowego. Obrady Zjazdu poprzedziła Msza Św. W Kościele św. Aleksandra w Warszawie przy pl. Trzech Krzyży, celebrowana przez biskupa sufragana warszawskiego W. Miziołka. W Wiadomościach TVP1 podano krótka informację o reaktywowaniu SN. Pokazano również krótką scenę. Do biura Geremka wchodzi Wujec i mówi: „Bronku, właśnie reaktywowano SN”. Geremek złapał się za brodę i powiedział: „Jest to zagrożenie dla naszych planów”.

Trzy "tenory" - Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik. Fot. Arch/TGF
Od lewej: Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik. Fot. Arch/TGF

Bronisław Geremek brał udział w rozmowach plenarnych w czasie obrad tzw. Okrągłego Stołu z władzami PRL w 1989, które doprowadziły do wyborów parlamentarnych w Polsce i powstania tzw. sejmu kontraktowego. W wyborach tych po raz pierwszy zdobył mandat poselski. Urodził się jako Benjamin Lewertow w żydowskiej rodzinie Borucha i Szarcy Lewertowów. Jego odpowiedź „Jest to zagrożenie dla naszych planów” dotyczyła planów zniszczenia Polski. Tylko Stronnictwo Narodowe mogło temu przeszkodzić. Przed II wojną światową SN było największą partią polityczną w Polsce. W 1938 liczyło ponad 200 tys. członków. Środowisko Geremka bało się, że SN po reaktywowaniu stanie się licznym i wpływowym stronnictwem, i przeszkodzi ich planom.

Od chwili reaktywowania, Stronnictwo Narodowe padało ofiarą zaciekłych ataków ze strony Gazety Wyborczej. Kilkakrotnie było rozbijane. Również Liga Polskich Rodzin, wyższa formuła organizacyjna Stronnictwa Narodowego, od chwili powstania, stała się celem zaciekłych ataków ze strony środków masowego przekazu.

 

Przygotował Stanisław Bulza

 

 

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

  • Na zdjęciu głównym: Pomnik Romana Dmowskiego (1864-1939), usytuowany u zbiegu Alei Ujazdowskich i Alei Szucha, przy Placu Na Rozdrożu w Warszawie. Autorami rzeźby są dr Wojciech Mendzelewski (ur. w 1969 roku), Maria Marek-Prus (ur. w 1978 roku) i Piotr Prus (ur. w 1980 roku). Przedstawia ona polityka trzymającego w lewej ręce akt traktatu wersalskiego, a w prawej kapelusz. Nieprzypadkowe jest miejsce ustawienia pomnika niedaleko od budynku MSZ, ponieważ Roman Dmowski był ministrem spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej w 1923 roku. Fot. Leszek Michrowski , kolumber.pl / Wybór zdjęć  wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2016.11.17

Autor: Stanisław Bulza