Prof. Artur Śliwiński: Fałszywe melodie nacjonalizmu gospodarczego w Polsce


Dominująca od niemal trzydziestu lat w Polsce apologetyka neoliberalizmu została wreszcie totalnie skompromitowana. Jest to fakt w naszym kraju wyczuwany zaledwie intuicyjnie i wymagający głębszej refleksji, lecz mimo wszystko – pocieszający.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

Niektórzy politycy i ekonomiści brną jednak dalej, nie mając siły lub odwagi przeciwstawić się nadal obowiązującym kanonom doktryny neoliberalnej. Dla nich szokiem byłoby przetrawienie wypowiedzi Donalda Trumpa, gdyby chcieli je poznać i zrozumieć. Ale niestety, od wielu lat w Polsce panuje szczególna kultura polityczna, której podstawową zasadą jest opatrznie pojmowany optymizm. Ów optymizm polega na tym, że negatywne i niepokojące zjawiska są po prostu ignorowane.

W świetle załamania się doktryny neoliberalnej i gwałtownego przejścia Stanów Zjednoczonych na przeciwstawne pozycje nacjonalizmu gospodarczego rodzi się szereg pytań o perspektywy gospodarcze Polski. Zasadnicze pytanie, moim zdaniem, dotyczy podstawowych kanonów polityki gospodarczej rządu. Jakie mają to być kanony? Jakie przekonania i doświadczenie historyczne powinny one odzwierciedlać?

Odpowiedź na te pytania wymaga wyzbycia się wielu uznanych za niepodważalne pewniki przekonań ekonomicznych. Przekonania te, najczęściej wyrażane hasłowo, były swoistym listkiem figowym zasłaniającym kompletny brak zinstytucjonalizowanej polityki gospodarczej. Dzięki temu dotychczasowa polityka gospodarcza mogła być realizowana skrycie, mogła naruszać interes publiczny oraz kłócić się ze zdrowym rozsądkiem. Mogła służyć do uwodzenia opinii publicznej, a nie do rozwiązywania problemów gospodarczych.

Mogła szeroko otwierać bramy gmachów rządowych przed ludźmi pozbawionymi kompetencji w sprawach gospodarczych, a na domiar złego, niszczyć powołany do zdobywania tych kompetencji system edukacji – kształcenia i wychowania ludzi zdolnych mocno trzymać ster polityki gospodarczej. Dzięki skrytej polityce gospodarczej, czasem prezentowanej jako zupełne wycofanie się z polityki gospodarczej, częściej jako zawężenie jej do polityki finansowej opartej na monetaryzmie (tzw. polityki stałych reguł), niejednokrotnie dochodziło do rozprężenia gospodarki. Ukryty motyw tej polityki finansowej sprowadza się bowiem w gruncie rzeczy do zaniechania narodowej polityki przemysłowej, budowlanej, handlowej, rolnej, naukowo-technicznej w duchu „oddania tych spraw regulacji rynkowej”. Doprowadziło to do likwidacji instytucji planowania centralnego, bez którego polityka gospodarcza jest równie sensowna, jak budowa autostrady bez planu przestrzennego.

Równolegle nie sprawdziła się liberalna teza o ograniczeniu aktywnej roli państwa w sferze gospodarczej. Sektor publiczny nadaj pozostał głównym pracodawcą, lecz nie dla ludzi zatrudnionych w przemyśle i handlu, lecz w silnie zbiurokratyzowanych, pasożytniczych urzędach centralnych i terenowych.

Trudno nie zauważyć, że także obecnie, zamiast ukonstytuowania potrzebnej polityki gospodarczej, nuci się „starą pieśń” o dobroczynnej regulacji rynku. Jako dobry przykład może służyć polityka mieszkaniowa, wzmagająca popyt na mieszkania, co najlepiej służy „wysysaniu krwi” przez zbudowany na nieruchomościach sektor deweloperów (złożony z zagranicznych deweloperów i krajowych układów mafijnych). Świadczy to o mocnym zakorzenieniu neoliberalnych złudzeń w warstwach urzędniczych wyższego szczebla, a przede wszystkim o chorej polityce gospodarczej.

Czym różni się dobrze widoczny już nacjonalizm gospodarczy w Stanach Zjednoczonych (wcześniej zaś w Chinach!), a także mniej widoczny w krajach europejskich od dotychczas dominującego neoliberalizmu? Nacjonalizm gospodarczy przywraca podstawowe znaczenie interesom narodowym, toteż liberalizm ekonomiczny zostaje ograniczony do swobód gospodarczych, które służą realizacji interesów narodowych. Nie jest to oczywiście proste i łatwe, ponieważ tego rodzaju harmonizacja wymaga znacznej wiedzy ekonomicznej i doświadczenia historycznego, czego na ogół brakuje – nietrudno o przegięcia. Natomiast neoliberalizm jest liberalizmem internacjonalistycznym, a więc jest jawnie lub skrycie wrogi wobec wszelkich przejawów interesu narodowego. Internacjonalistyczna polityka ekonomiczna łączy dwa elementy: pasywność w kwestiach rozwoju gospodarki narodowej i aktywność w kwestiach forsowania interesów korporacji i sieci globalnych.

Obecnie polityka gospodarcza w Polsce chwyta się jednego i drugiego; nacjonalizmu gospodarczego i neoliberalizmu, narodowej polityki gospodarczej i internacjonalistycznej polityki gospodarczej, wprowadzania obciążeń podatkowych dla wielkich korporacji zagranicznych i podtrzymywania zwolnień podatkowych dla tychże korporacji, wspierania nacjonalizacji (np. banków) i wspierania prywatyzacji, wzmocnienia regulacji i deregulacji.

I Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

***

Przed przystąpieniem do zarysowania głównych zagadnień polityki gospodarczej należy zastanowić się nad przyczynami załamania się negatywnych tendencji gospodarczych w świecie i w Polsce. Opatrznie pojmowany optymizm wyklucza takie podejście (skoro perspektywy są obiecujące, nic nie zmusza, by troszczyć się o przyszłość). Sytuacja po upadku neoliberalizmu trochę przypomina wychodzenie z „czarciego żlebu” na bezdroże: można się z tego cieszyć, lecz trudno wyznaczyć dalszy kierunek. Zasadniczą cechą obecnej sytuacji jest fakt, że powrót do czarciego żlebu jest już bezwzględnie niemożliwy. To gorzka pigułka dla wielu tych, którym bardzo odpowiadało gospodarcze i polityczne status quo, które właśnie gwałtownie przechodzi do historii. To przekreślenie różnorakich nadziei politycznych i biznesowych. Głośne skandalizowanie w Sejmie, próby wywołania „kolorowej rewolucji” w Polsce (z tym mamy do czynienia w ostatnich miesiącach) są przede wszystkim rezultatem głębokiego rozczarowania, iż tego status quo nie da się utrzymać. Agresywny atak na obecny rząd i większość parlamentarną jest interesującym przykładem beznadziejnego zagubienia. Sensownym celem tych ataków mógłby być ogólny kierunek przemian społecznych i gospodarczych w Polsce, gdyby nie obnażałoby to mizerii obecnej opozycji. Czego ona chce? Powrotu do neoliberalizmu?

Jak można najkrócej streścić przyczyny załamania się dotychczasowych tendencji, które bezpowrotnie spychają ze sceny politycznej i gospodarczej beneficjantów tzw. transformacji ustrojowej w Polsce? Najważniejszą z nich jest niespotykany w nowożytnych czasach globalny kryzys ekonomiczny. To kryzys globalny jest akuszerem zachodzących w świecie przemian politycznych i gospodarczych, a nie te lub inne ugrupowania polityczne czy finansowe. Zbyt ulegamy skłonności do przypisywania politykom i finansowym oligarchom szczególnej roli: zdolności kreowania przemian gospodarczych, zamiast przeciwnie – uznać, iż powodzenie polityki zależy od zrozumienia procesów i tendencji społeczno-gospodarczych. Z tej skażonej perspektywy wielu z nas dostrzega jedynie pozytywne symptomy obecnego wzrostu gospodarczego (czym notorycznie chwalą się politycy wystawiając piersi do medali). Również oponenci obecnych władz państwowych nie mogą się oderwać od podobnego schematu myślenia: atakują polityków rządowych „totalnie”, nie dotykając drażliwych problemów gospodarczych. Zamiast krytyki wypływającej ze zrozumienia procesów gospodarczych, wolą krytykę opartą na taniej psychologii: „ten jest taki, a tamten owaki”.

***

Jak to bywa, przełomy – a właśnie z przełomem mamy do czynienia – są dla jednych niekorzystne i odbierane jako krzywdzące, a więc muszą wywoływać rozczarowanie i frustrację, zaś dla drugich są otwarciem obiecujących perspektyw. Istota rozwoju gospodarczego polega na tym, aby te perspektywy wykorzystać. Oznacza to, że na obecne przywództwo polityczne spada szczególna odpowiedzialność; oderwania się od dotychczasowych uzależnień i praktyk politycznych, jasnego zdefiniowania zasad i reguł podejmowania decyzji, tworzenia nowej infrastruktury politycznej.

Aktywne uczestnictwo w „burzliwych przemianach” sprowadzane bywa do wykazania zdolności adaptacji. Wiele świadczy, że beneficjanci tzw. transformacji ustrojowej (zarówno zagraniczni, jak i krajowi) dysponują wysoce ograniczoną zdolnością tego rodzaju. Wypadałoby przytoczyć kilka argumentów. Tutaj ograniczymy się zaledwie do jednego, który sprowadza się do polskiego przysłowia: „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

Hans Vontobel – szwajcarski bankier, nie wahał się wiele lat wcześniej stwierdzić: „Fortuna zdobyta w ciągu jednej nocy owocuje z czasem społecznymi konsekwencjami. Majątek zrobiony szybko i bez wysiłku przez kogoś daje innym do myślenia i może ich skłonić do kwestionowania fundamentów państwa”.

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2017-01-18

 

  • Zdjęcie tytułowe: fot. Yiorgos Karahalls / REUTER, za: art-and-anarchism.com / Wybór zdjęcia wg.pco.

 

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22017.01.23

Related posts

Top