Pink Panther – Donieck i Ługańsk: europejskie prezenty dla Rosji i Wyszegrad.


Okazuje się, że  stara dobra maniera polityczna kładzenia się na jezdni lub chodniku celem powstrzymania imperialistów żądnych wojny stała się znowu modna. W Warszawie w wykonaniu niejakiego Diduszki wzbudziła śmiech perlisty a w Niemczech w wykonaniu aktywistów partii Zieloni , którzy usiłowali powstrzymać amerykański batalion zmierzający do Żagania wzbudziła zapewne niejakie nadzieje na jakiś skandal.

Skończyło się  na ujawnieniu Polakom pewnych detali niemieckiej polityki zagranicznej polegających na tym, że jedni politycy niemieccy robią sobie zdjęcia z panem prezydentem Poroszenko i poklepują go po pleckach, gdy inni, w tym wypadku Zieloni, jeżdżą na tereny odrywające się już trzeci rok od Ukrainy i robią sobie zdjęcia z tamtejszymi przywódcami rebeliantów czy, jak chcą sami zainteresowani, władzami Demokratycznej Republiki Doniecka. A są to panowie: Wolfgang Gehrcke i pan  Andrej Hunko (a może Hunko Andre?).
To jest ta finezyjna polityka niemiecka, elastyczna ponad wszelkie wyobrażenie, zawsze słuszna i zawsze legalna. No i oczywiście nie byli to pierwsi emisariusze w Doniecku.
Już w lipcu 2015 r. Kiyv Post poinformował, że niemiecka delegacja  przybyła do Kijowa aby podpisać dokument o przekazaniu przez Niemcy kwoty około 300-500 mln Euro „na odbudowę Doniecka”.

A już 23 lipca 2016 r. nikt nie zajeżdżał do Kijowa, tylko delegacja niemiecka ( Dyrektor Niemieckiego Centrum Badań nad Eurazją i wydawca „Zuerst” pan Manuel Ochsenreiter, członek parlamentu Badenii Wirtenbergii z ramienia partii „Alternative for Germany” pan Udo Stein oraz z ramienia tej samej partii członek parlamentu Thuringii pan Thomas Rudy)  wraz z przedstawicielem Serbii panem Miodragiem Zarkowicem, pojechali prosto do Gorłowski, gdzie przyjęła ich pani  Minister Spraw Zagranicznych Republiki Donieckiej – Natalia Nikonorova.

Pomnik Hughesa pobudowany przez miasto koło Biblioteki Naukowej Technicznego Uniwersytetu w Doniecku. F0t.: dailymail.co.uk.

A i tak nikt nie prześcignął Francuzów, którzy pod przykrywką obrony praw człowieka wysłali delegację 12 stycznia 2016 r. „obrońców praw człowieka”  na lotnisko do Doniecka w składzie: Josy-Jean Bousquet, prawnik, Jacques Clostermann szef organizacji o nazwie „My Country France” oraz pan Hanen Maksud. A czekał na nich na lotnisku przedstawiciel ministerstwa spraw wewnętrznych Republiki Donieckiej (która nie istnieje) pan Eduard Basurin.

Jakby tego było mało,  że Donieck jest odwiedzany przez liczne delegacje międzynarodowe, których nikt potem nie sadza po powrocie do ciupy, to tzw. Doniecka Republika Ludowa zdążyła otworzyć dwa zagraniczne centra informacyjne czyli coś na kształt konsulatów. Jeden otworzony został w Turynie na ul. Conte Rosso 3 i zarządzają nim dwaj panowie: Maurizio Marrone i Eliseo Bertolaso.  W uroczystości otwarcia biura w dniu 15 grudnia 2016 r. uczestniczyli ze strony włoskiej przedstawiciele m.in. takich partii jak Forza Italia, Liga Północna i Fratelli d’Italia.

Drugi punkt informacyjny został otworzony u solidnych, pragmatycznych Czechów, konkretnie w Ostrawie na ul. Sokolovská třída 244/27, Morawy. Biurem kieruje pani Nela Liskova.

Na stronie internetowej wymienione jest też trzecie biuro, zlokalizowane w Symferopolu na ul. Dołgorukowskiej 11/2 , którym kieruje pan Andrew Kozenko. Formalnie Symferopol to jeszcze Ukraina, ale władze Republiki Donieckiej uznają, iż Symferopol leży już w Federacji Rosyjskiej.

Henry Kissinger. Fot. Asia Society.

Jak więc widać, sytuacja na Siczy Zaporoskiej  jest jak zwykle więcej niż dynamiczna i jakkolwiek „wszyscy kochają Ukrainę”, to  straszne słowa Henry’ego Kissingera po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA,  że „trzeba uznać, iż Krym należy do Rosji a resztę może da się wynegocjować” – już się spełniają.  Te słowa zapewne szczególnie wziął sobie do serca pan Victor Orban i już prowadzi rozmowy konsultacyjne na temat „południowej nitki gazowej z pominięciem Ukrainy”.

Niewątpliwie Donieck i Ługańsk (który nie dorobił się jeszcze swoich „centrów informacyjnych” ale ma już herb i flagę) to łakome kąski i to powszechnie znana wiedza. Więc niby jest tam wymiana ognia i giną Bogu ducha winni ludzie, ale „dotacje UNESCO” płyną jak najbardziej.

Czekam tylko, kiedy prezydentem Francji zostanie pani Marine Le Pen. Przed objawami jej miłości Władymir Władymirowicz będzie musiał wiać do Władywostoku. Ona się nawet grać na akordeonie nauczyła.

Co do przyczyn tej powszechnej miłości, zupełnie niedostrzeganej w naszej nieszczęsnej Ojczyźnie, to zapewne winni są Brytyjczycy a konkretnie jeden Walijski przedsiębiorca spec od budowy odlewni żeliwa i produkcji lawet pod armaty (gun carriage)– skromny pan John James Hughes, który po prostu ten Donieck założył i jeden przemysłowiec z Szetlandów pan Gascoigne.

Kiedy akurat pod koniec 1864 r. dogasało Powstanie Styczniowe i Polki opłakiwały Synów, Mężów oraz majątki (konfiskowane masowo) a 40.000  zakutych w kajdany Polaków ruszyło na Sybir, ten praktyczny walijski półanalfabeta właście robił biznes swego życia w Londynie, przedstawiając projekt  lawet żeliwnych pod ciężkie armaty w królewskiej marynarce.
Pan Hughes urodził się w Merthyr Tydfil w Walii w 1814 r. i w wieku lat 28 miał już stocznię a w wieku lat 36 – odlewnię oraz całkiem sporo patentów.

W 1869 r. przedstawiciel wybitnego rosyjskiego rodu Koczubejów, Siergiej Wiktorowicz Koczubej m.in. odpowiedzialny w imieniu imperium za przygotowanie programu budowy kolei żelaznych a konkretnie dostarczenia szyn – za kwotę 24 tysiące funtów odsprzedał parę tysięcy hektarów gruntów na południu Rosji na północ od Morza Azowskiego – pod  budowę odlewni żeliwa skromnemu panu Hughesowi. Który w wolnej chwili w 1870 r. coś tam poumacniał w twierdzy Kronsztadt.

Pod gruntami był węgiel i rudy żelaza  a same grunta były nad wyraz żyzne. I płynęła rzeczka. Na tym terenie pan Hughes pojawił się wraz z rodziną (6 synów, 2 córki i małżonka), angielskimi specjalistami w liczbie około 200, pastorem anglikańskim, nauczycielami i lekarzami.  Przypłynął w 6 statków, które wiozły również urządzenia do wyposażenia odlewni, kopalń i czego tam jeszcze. W 1872 r. wyprodukował pierwszą surówkę hutniczą (pig iron). W wolnej chwili wybudował: szpital, szkołę, kościół anglikański św. George’a i św. Davida. Miejscowość nazywała się początkowo Hughesówka (Youzówka).  Pan Hughes zasadniczo był półanalfabetą i podpisywał się drukowanymi literami. Zmarł w 1879 r. ale interes przejęło 4 spośród jego 6 synów i pod koniec 1913 r. kompleks produkował 74% całej rosyjskiej produkcji żeliwa.

Kiedy tak myślimy o tym roku 1869 i przybyciu Johna Hughesa na Sicz Zaporoską, warto sobie uświadomić, że właśnie wtedy w wyniku klęski Powstania Styczniowego – władze rosyjskie skonfiskowały ok. 1600 polskich majątków ziemskich, które „poszły w dobre ręce”, skasowane zostały wszystkie klasztory w Królestwie a na zesłanie poszło w żelaznych łańcuchach na nogach i rękach 40.000 dobrych Polaków.  No a Kronenberg dostał carski medal czy co tam.
No i zostało zlikwidowane Królestwo Kongresowe a na to miejsce pojawił się Priwislanskij Kraj z językiem rosyjskim jako urzędowym i wiele miast utraciło prawa.
Ciekawe, ilu polskich szlacheckich synów już szczęśliwie wyzutych z majątków załapało się do zakładów Hughesa na robotników w Doniecku.

Kiedy nadeszła rewolucja październikowa, rodzina Hughesów uciekła do Wielkiej Brytanii. Najprawdopodobniej została w pełni spłacona przez bolszewików. W 1924 r. Hughesówka została nazwana Stalino a w 1961 – Donieck.

Okazuje się, że nie tylko Donieck jest związany z brytyjskimi przemysłowcami. Również Ługańsk ma zagranicznego założyciela: brytyjskiego przemysłowca z pochodzenia Francuza Charlesa Gascoigne’a, ur. 1739 r. W 1760 r. przystąpił do firmy pod nazwą Carron Company w Edynburgu a w 1765 był już jej dyrektorem i wspólnikiem. Firma dostarczała m.in. jakieś straszne armaty dla marynarki królewskiej a Gascoigne miał takie szczęście, że brytyjski admirał Samuel Greig, który doradzał carycy Katarzynie II w zakresie modernizacji floty  w Krondsztadcie, którego gubernatorem był od roku 1775. Greig przekonał ją o konieczności posiadania własnej produkcji dział na wyposażenie okrętów wojennych i zaprotegował  Gascoigne’a.  Gascoigne przyjechał w 1786 i początkowo modernizował zakłady metalurgiczne w Karelii oraz rozwinął produkcję armat.  W latach 1788-1789 dostarczył carycy 386 armat, za co został nagrodzony orderem św. Włodzimierza 4 stopnia plus wynagrodzenie w walucie lokalnej  w przeliczeniu na funty ok. 2.500.  W 1790 r. został wysłany na południe w celu zbadania kopalin w rodzaju rud żelaza i węgla.

W tej sprawie też się wykazał i do 1795 r. zdołał skompletować urządzenia dla zakładów metalurgicznych i kopalń a w czasie wojny z Napoleonem Ługańsk był jednym z najważniejszym z dostawców broni dla armii rosyjskiej.  Gascoigne zmarł w 1806 r. W XIX i XX w. Ługańsk stał się centrum przemysłu ciężkiego, ze szczególnym uwzględnieniem szyn kolejowych i lokomotyw.

Obaj założyciele Doniecka i Ługańska zostali stosownie uhonorowani pomnikami w marmurze  i złocie.  Oba miasta są pod pewnymi względami całkowicie samowystarczalne i w jakiś tajemniczy sposób nie widać determinacji Kijowa aby odzyskać te ważne dla gospodarki ośrodki.  Powstały tam „republiki”, które niby nie są uznawane, ale jednak jakoś SĄ uznawane.

 

Pomnik ukraińskich esesmanów na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie

Nie muszę chyba wspominać, że pomniki obu Anglików pozostają w poszanowaniu, w przeciwieństwie do grobów naszych Rodaków na zachodniej Ukrainie, gdzie napis „SS Hałyczyna” pozostaje nietknięty na pomniku Pomordowanych.  Naszemu burmistrzowi byle policaj ukrainski może jednostronnie cofnąć wizę wjazdową a pamiątki po wielkich Bohaterach jak Hetman Stanisław Żółkiewski są z premedytacją niszczone.

A tyle razy powtarzano mi, że powinniśmy brać przykład z pragmatycznych Czechów i że sojusz z Węgrami jest wręcz koniecznością.

Narody mają wybór. Jedni inwestują w bogactwo a inni zaczadzają się ideami rewolucji. Kraj pochodzenia kapitału i rewolucji jest ten sam tylko kierunek uderzenia różny. Mieliśmy pecha i nam się trafiały idee rewolucyjne. Więc kiedy sąsiedzi się bogacili, nam ubywało mądrych liderów i kapitału a przybywało awanturników, wynajętych za niewielkie pieniądze. Mała pociecha, że w końcu dopadło to wielkiego sąsiada.

Z ostatniej chwili: okazuje się, że wreszcie po raz pierwszy delegacja PiS nie skorzystała z okazji przelewania pustego w próżne z ukraińskimi „partnerami”, nad czym łzy leje Der Onet w rozmowie z wielce szanownym ambasadorem Ukrainy w Polsce – Deszczycą.

P.S.  W roku 2008 w angielskim wydawnictwie Lulu.com wydana została książka autorstwa pana Michaela Skinnera pt. „What we did for the Russians, and what the Russians did for some of us”. (Co zrobiliśmy dla Rosjan i co Rosjanie uczynili dla niektórych z nas). Książka liczy sobie około 200 stron i prezentuje 92  Anglików, którzy poczynając od roku 1555 podróżowali do państwa moskiewskiego a później do Imperium Rosyjskiego aby doradzać, budować, badać, analizować, pomagać, wychowywać i zarabiać.  Szczególna uwaga poświęcona jest relacjom poszczególnym postaciom z władcami Rosji. Książka jest raczej szczegółowa i relacjonuje doświadczenia Anglików na rosyjskiej ziemi w pierwszej osobie.  Polacy mają z nią jeden mały problem:  pomija ona raczej dokładnie okres 1610-1612, kiedy po zwycięskiej bitwie pod Kłuszynem wjechał do Moskwy i zarządzał Kremlem. Trudno mi ocenić, czy informacje o tym okresie znajdują się w wersji książkowej a nie zostały udostępnione w Internecie, czy pan Skinner ocenzurował kawałek historii. I co robili wtedy słynni „angielscy podróżnicy”. W sumie można powiedzieć, że aż się kłębiło od tych „angielskich doradców, badaczy i podróżników” do samej rewolucji październikowej.

 

 

Pink Panther
2 lutego 2017

 

Źródło:  http://bobry7.salon24.pl/753306,donieck-i-lugansk-europejskie-prezenty-dla-rosji-i-wyszegrad  , 30.12.2016

 

  • Na zdjęciu tytułowym: Ukraina, dzisiaj Donieck. Huta i zakłady stalowe rodziny Hughes z Walii. Fot. dailymail.co.uk, 15.11.2013 / wybór zdjęć wg.pco

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.02.08

Related posts

Top