Dr Jerzy Jaśkowski: Żółtaczka noworodków. Dlaczego występuje?


Z cyklu: PZ -46 „Przeczytaj i zapamiętaj”

Jak do tej pory nikt nie zdobył fortuny na publikacji prawdy.
Kłamstwa są bardziej dochodowe. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o przekupywaniu świadka aby mówił prawdę?
Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.

Jest to najszczersza prawda.

Przykłady można podawać od ręki.
Pierwszy lepszy z ostatnich dni. SMOG.
W celu wyłudzenia większych podatków i uzależnienia ludności od „centrali ciepłowniczej” starsi i mądrzejsi wymyślili dodatkowe opodatkowanie lokalnego mniej wartościowego społeczeństwa poprzez podłączenie go do sieci centralnego ogrzewania zagranicznych koncernów.
Oczywiście jako fałszywą flagę wywiesili troskę o zdrowie tych Robotów Biologicznych. Zmienili definicję smogu, postawili w okienku telewizyjnym paru aktorów i już kohorty radnych uchwalają najgłupsze dla siebie i rodzin przepisy.
Widziałem tabuny ludzików, którzy narzekają na braki finansowe, ale jeszcze żadnego, który przyznałby się do braku rozumu. Zawsze takowy przyłapany na gorąco kręci jak może, zasłaniając się niepamięcią, ale nie powie po prostu – nie wiem. Ostatnio taki spektakl widzieliśmy w Telewizji Trwam z okazji audycji o szczepieniach. Pisałem o tym w „Dlaczego Polska nie może wyjść z „dołka”?”.
Nagonka smogowa wywołana przez polskojęzyczne media, niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem na społeczeństwo mieszkające pomiędzy jeszcze Odrą i Bugiem, dziwnym zbiegiem okoliczności zaczęła się po wizycie rządu warszawskiego w Tel Awiwie, to oczywiście tylko przypadkowa zbieżność.
Nagłe zainteresowanie zakupami sprzętu do pomiaru zanieczyszczeń powietrza budzi ogromne zdziwienie. Po zlikwidowaniu rodzimego przemysłu niby co ma nam zanieczyszczać atmosferę?
SMOG wg definicji to, cząstki poniżej 2.5 mikrometra, powyżej 100 m nad poziomem ziemi,  a takie cząstki powstają tylko przy elektrofiltrach. Nie widziałem nigdzie na świecie chałupy z 100 metrowym  kominem z elektrofiltrami.
Ale posiadając media można każdą głupotę wcisnąć i zmienić pojęcie niska emisja na SMOG, lub odwrotnie.
Po drugie, zaskakująca jest wielkość kwot, które usiłują starsi i mądrzejsi wyprowadzić z budżetu zarówno centralnego jak i lokalnych. Oszacowano je na 140 miliardów złotych czyli ok. 30 miliardów dolarów.
A podobno odszkodowania dla Izraela z powodu przedsiębiorstwa Holokaust [to nie moje określenie tylko Żydowskiego Pisarza] wynoszą od Polski 65 miliardów.
Dodając do tego przemysłu oskubywania ciepłowniczego, przejmowanie ujęć wody i farmacji po wycieczce pani Ewy Kopacz w 2011 roku zbierze się te 65 miliardów.
Internauci już donoszą, że ujęcia wody źródlanej na Śląsku i w Małopolsce są zamykane, a woda butelkowana i sprzedawana.
Proszę zauważyć jaki jazgot wywołała próba zmiany przepisu odnośnie prowadzenia aptek. Pierwszy zaczął pouczać Polaków ambasador Izraela. Ale się musiał wkurzyć. Taki bussnes, a tutaj chcą go pozbawić zysku.
Monopol na sprzedaż produktów zwanych lekami w Polsce po owocnej wycieczce premier Kopacz do Izraela w 2011 r. uzyskała firma Teva, będąca własnością znanego grandziarza ekonomicznego – jak twierdzi p. Michalkiewicz, a faktycznie agenta wywiadu angielskiego od 1945 i amerykańskiego od 1947/8, który „dorobił się” majątku na selekcji  300 000 Żydów Węgierskich w czasie II Wojny Światowej.
Oczywiście zastrzeżono sobie, że jakości preparatów tej firmy, żadna kontrola lokalna nie ma prawa przeprowadzić.
Firma Teva ma istotne problemy, od kilku lat z powodu łapówkarstwa. Jak podał Eric Palmar 07 lutego 2017 roku, Teva przeżywa prawdziwy zalew złych wiadomości porównywalny do biblijnego potopu, w związku z zagranicznymi dochodzeniami związanymi z przekupywaniem urzędników.
Ciekawe jak to było w Polsce, ale jak mówi przysłowie: „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”, więc lepiej nie być za ciekawym w tak drażliwym temacie.
To nie stawianie lodów przez  panią Kopacz. Dochodzenia dotyczą setek milionów dolarów, a następnie fałszowane są dokumenty w celu ukrycia malwersacji. To łapówkarstwo kwitło np. w Meksyku, Rosji i na Ukrainie w latach 2007 – 2013. Podkreślam, nie wymieniam Polski. W Polsce jedynie FBI doszukiwało się łapówkarstwa w przemyśle medycznym w 2009 roku. Teva zgodziła się zapłacić 520 milionów dolarów ugodowo Departamentowi Sprawiedliwości w USA za zatuszowanie śledztwa. Firma ta jest znana z podrabiania leków. Niestety jakość ich nie jest opisywana.
Dlaczego o tym pisze w związku z żółtaczka noworodków?
A no, w związku z artykułem jaki się ukazał w Science Direct 20 stycznia 2017 roku udowadniającym, że żółtaczka noworodków ma związek z niskim poziomem witaminy D-3  u dzieci i matek.
Okazuje się, że u 50 %  donoszonych noworodków i aż 80% wcześniaków stwierdza się żółtaczkę po urodzeniu. Niemowlęta stają się ospałe, są trudności w karmieniu. Ponieważ bilirubina może przenikać spokojnie przez barierę krew – mózg może dochodzić do ciężkiego trwałego uszkodzenia mózgu.
Obecnie skutecznym sposobem leczenia jest fototerapia.
I mamy problem.
Jak Szanowni Czytelnicy zapewne pamiętają w XIX wieku mieliśmy prawdziwą epidemię gruźlicy.
Nie ma żadnych wątpliwości, że ta epidemia była związana ze zmianą warunków egzystencji dużych mas ludności. Jak wiemy z historii następowało masowe wywłaszczanie chłopów z pańszczyzny w celu uzyskania taniej siły roboczej niezbędnej do dalszego rozwoju przemysłu.
Przypomnę, w erze pańszczyzny chłop miał chałupę i działkę przyzagrodową i serwituty. Po uwłaszczeniu musiał iść do miasta, żył jak pies w zagrzybionej suterenie i musiał pracować w ciemnym pomieszczeniu po 14 – 16 godzin na dobę.
Dzieci chłopskie „ciężko” pracowały, pasąc gęsi na świeżym powietrzu, a dzieci robotnika gniły w suterenie lub umierały  podczas pracy w fabrykach. W Anglii w XIX wieku, średni czas życia robotnika to było 15.3 lat.
Stąd właśnie epidemia gruźlicy i krzywicy i dzieci.
A jakie leczenie ordynowano?
Wyjazd w góry: „bo górskie powietrze dobrze robi”. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z górskim powietrzem, ale ze słońcem czyli po prostu z witaminą D.  Gęste opary dymów fabrycznych i pobyt po 16 godzin w pomieszczeniach uniemożliwiały korzystanie z boskiego wynalazku, to jest fal elektromagnetycznych – zwanych promieniami słonecznymi – tworzącymi witaminę D w naszym organizmie.
Po 100 latach mamy to samo.
Proszę mi pokazać położnika, ginekologa, który swojej podopiecznej w ciąży zaleca wykonywanie co kilka tygodni badanie poziomu 25 OHD i żelaza? Pomimo 50 lat doświadczeń akademickich nie znam takiego przypadku w powojennej Polsce. A przecież XIX wieczni pisarze opisywali jak to kobiety po dzieciach traciły włosy i zęby.
Czyli zamiast się uczyć na doświadczeniu minionych pokoleń nauka odeszła od życia.
Dzisiaj stosuje się fototerapie  w leczeniu żółtaczki podobnie jak w XIX wieku wyjazdy w góry.
Istota rzeczy w obu przypadkach  jest  taka sama; to właśnie witamina D.
Brak tej wiedzy, to jest właśnie rezultat obcinania godzin edukacji studentów medycyny z przedmiotów teoretycznych. Co tak skutecznie czyniono po 1989 roku.
„Nasze” ministerstwo zdrowia pod wpływem mądrych z City of London zredukowało w ostatnim okresie studia medyczne o ponad 1000 godzin a pani Kopacz postawiła kropkę nad „i” formalizując te studia do 5 lat, z 8 bezpośrednio po wojnie.
Badacze wymienionej pracy analizowali koncentracje 25OHD u niemowlaków od 2 do 10 dnia po porodzie z żółtaczką.
Wnioski z tej pracy: średni poziom witaminy D u noworodków z żółtaczką wynosił jedynie 10 ng. Norma – nawet ta stara – to jest powyżej 30, a powinno być powyżej 50 ng.
Obecnie, 80 lat po wojnie, widzę nadal wyraźne objawy krzywicy u dzieci w pierwszym roku życia, w mieście wyższej uczelni medycznej!!!
Co  w takim razie jest w miasteczkach czy na wsi?
Dziwnym trafem osoba będąca konsultantem krajowym z pediatrii niejaka pani prof. Teresa Jackowska zajmuje się częściej reklamą sprzedaży szczepionek, lub pracami administracyjnymi w rodzaju książeczek zdrowia dziecka, zamiast przypominaniem, że przeczosy na potylicy są dowodem wprost, braku witaminy D u dziecka.
Powróćmy do monopolu sprzedaży preparatów medycznych w Polsce. Niestety, jakość ich nie jest w żaden sposób kontrolowana. Moje doświadczenie pokazuje jednoznacznie, że nie wszystkie witaminy D znajdujące się na rynku posiadają taka sama jakość. Można więc wydać kupę pieniędzy, a poziom 25 OHD w surowicy dziecka wcale nie wzrośnie.
Należy więc, przy okazji innych zaleconych badań koniecznie wykonać chociaż raz na rok badanie 25OHD i w zależności od stwierdzonego poziomu dawkować preparat.
Przypominam, że proszek firmy niemieckiej kupowany w Niemczech, i tej samej niemieckiej firmy kupowany w Polsce to zupełnie dwa różne preparaty.
Dzieciom do 3 roku życia nie należy podawać tranu. Wątroba takiego malucha jeszcze prawidłowo nie jest ukształtowana.
Poza tym, te preparaty pod nazwą tranu są obecnie przygotowywane z ryb karmionych GMO i innymi świństwami. W Norwegii czy Islandii ryby hoduje się tak jak u nas świnie.
Odradzam stanowczo zakupu tego rodzaju produktów dla dzieci.
Znam osobiście przypadki podawania dzieciom tranu przez jesień, tego najdroższego z apteki. U dziecka, które miało po wakacjach poziom 35 ng, po wypiciu 3 butelek tego płynu zwanego tranem zanotowano poziom 25 OHD  – 17 ng, przyjmowało tran wg zalecanej w ulotce dawki dziennej.
To jest świadectwo jakiej jakości był to preparat.
Niestety ani Główny Inspektor Sanitarny,  ani podległe mu placówki nie kontrolują tranu i nie informują  PT Lekarzy o jakości tych preparatów.
A niby w jakim celu?
Przecież pensja i tak płynie.
Dr Jerzy Jaśkowski
Gdansk, 12.02.2017 r.
  • Zdjęcie tytułowe za: abcZdrowie.pl  / wybór zdjęcia wg.pco

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2017.02.12
Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski