Stanisław Bulza: Szlakiem śmierci. Koniec tajemnicy Riese. (Część VI.)


Przeczytaj:          Część I.          Część II.          Część III.          Część IV.          Część V.

 

 

Kolejna kwatera Hitlera, podziemna fabryka zbrojeniowa, czy centrum przetwarzania uranu?

 

Oprócz znanego Wilczego Szańca (Wolfsschanze), w lesie gierłoskim, na wschód od leżącej na skraju lasu wsi Gierłoż i 8 km na wschód od Kętrzyna, było 20 innych kwater Hitlera rozsianych w Niemczech i na terytoriach okupowanych, ale nie wszystkie zostały ukończone do 1945 roku, tylko osiem było do dyspozycji Hitlera, nie licząc Berlina i Obersalzbergu. Warunkiem budowy FHQ (Führerhauptquartiere) był dobry dojazd (autostrady, kolej, lotnisko), oraz zapewnienie dobrej ochrony. Wilczy Szaniec przed atakiem lądowym zabezpieczały bunkry i schrony w kierunku Giżycka i Węgorzewa, czuwało lotnictwo. Były trzy koncentrycznie położone strefy bezpieczeństwa. Kwatera leżała ponadto na uboczu szlaków komunikacyjnych. Chroniły ją jeziora i bagna. Lasy liściaste były naturalnym maskowaniem. Istniejąca linia kolejowa ułatwiała komunikację. Hitler osobiście nadał nazwę kwaterze – Wilczy Szaniec (Wolfsschanze). Wykorzystał do tego swój pseudonim Wilk (Wolf) (jak tłumaczył to jego przydomek z lat walki), którego używał od 1919 r. Słowo „wilk” znalazło sie w nazwach kilku innych kwater Hitlera: Wilkołak (Werwolf), Wilczy Jar 1 (Wolfsschlucht), Wilczy Jar 2 (Wolfsschlucht 2), Wolfsberg (Włodarz) w Górach Sowich, oraz Góra Wolfsberg, na której wybudowano zamek Książ. Wilczy Szaniec zajmował 250 hektarów, i na obszarze znajdowało się kilkadziesiąt bunkrów. Najmocniejsze schrony miały ściany o grubości 4-6 m i strop gruby do 8 m. Dla ochrony obiektu (lotniska i kompleksu wojskowego Wilczy Szaniec ) zorganizowano jednostkę samolotów myśliwskich w liczbie 9-12 maszyn.

Bunkier Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu. Foto: PAP/T. Waszczuk

Czy kompleks Riese spełniał warunki na to, żeby była to kolejna kwatera Hitlera? Przypomnę, że warunkiem budowy FHQ był dobry dojazd (autostrady, kolej, lotnisko), oraz możliwość zapewnienia dobrej ochrony. W kompleksie Riese nie ma dobrych dróg, a tym bardziej autostrad. Istniejące drogi są bardzo wąskie, i zapewne w czasie wojny nie były asfaltowe, a tylko utwardzone kamieniem. Nie było też lotniska, a najbliższe stacje kolejowe znajdowały się w Głuszycy, Walimiu i Olszyńcu. Przywożone do tych stacji materiały budowlane, maszyny i urządzenia na potrzeby Riese były przeładowywane na wagoniki kolejki wąskotorowej oraz samochody, i następnie były przewożone na oddalone poszczególne obiekty Riese, które przeważnie znajdowały się na poziomie 580 m npm (sztolnie pod Włodarzem), 595 m npm (sztolnie pod Osówką). Kolejki przeważnie pięły się pod górę. Transport materiałów budowlanych, maszyn i różnych urządzeń zabierał więc dużo czasu. O ile w Wilczym Szańcu dobrą ochroną kwatery był las liściasty, to w Górach Sowich występują raczej świerki.

Z tych samych powodów nie mogła to być podziemna fabryka zbrojeniowa. No bo niby jak miałyby być transportowane do oddalonych stacji kolejowych np. wyprodukowane pociski, czy amunicja. Wagonikami kolejki wąskotorowej? Bzdura! Największe, wybetonowane już hale w kompleksach „Osówka” i „Rzeczka”, choć wysokie, są za wąskie i za krótkie, aby można było podjąć w nich masową produkcję zbrojeniową. Jeżeli nie kwatera Hitlera i nie fabryka zbrojeniowa, to co?

W angielskiej książce „Handbook of the Organisation Todt”, Londyn, march 1945 r., upublicznionej w 1985 roku, Riese jest wymienione jako Sondereinsatz Riese (zastosowanie specjalne). Anglicy też nie wiele wiedzieli o Riese, a jeżeli posiadali wiedzę, to milczą. Rosjanie, którzy pierwsi penetrowali Riese też milczą. Czyżby tajemnica była tak straszna, że Niemcy zdecydowali się zniszczyć wszystkie dokumenty dotyczące budowy Riese i jego przeznaczenia?

Angielski pisarz Henry Stevens twierdzi, że Riese było centrum przetwarzania uranu, i placówką badawczo-rozwojową dla tajnych broni (Henry Stevens, „Hitler’s Flying Saucers: A Guide to German Flying Discs of the Second World War”. Publisher: Adventures Unlimited Pr (February 2003).

Autor powołuje się: der Spuerensuchenach der verlorenen V-Waffen-FabrikinDeutschlandsUnterarundr CTT-Verlag, Heinrich-Jung-VerlagsgesellschaftmbH, Suhl, Niemcy.

Składała się ona z siedmiu podziemnych kompleksów, które dotyczyły wydobycia, ługowania, badań nad uranem, zarówno dla maszyn produkujących energię i broni wojennej (Za: THE SITUATION WITHIN NAZI Germany).

W 1947 r. Zbigniew Mosingiewicz, dziennikarz „Słowa Polskiego”, wyruszył z Dalmusem na wyprawę po Riese. Dotarli do tzw. Kasyna- wielkiej budowli stojącej nad podziemiami w Osówce. Ten bunkier, jak twierdził Dalmus, miał służyć sztabowi Hitlera.

– Czy opowieści mieszkańców na temat mającego tu powstać atomowego podziemnego miasteczka były prawdziwe? – spytał w pewnym momencie Mosingiewicz.

Reakcja była zastanawiająca. „Czerwona twarz Dalmusa robi się miejscami blada. Łapie się za twarz nerwowym ruchem – jakby chciał odepchnąć pytanie – i dopiero po chwili zaczyna mówić:

– Nie, to nie jest prawda – waży starannie każde słowo. Plany podziemnego miasta widziałem w głównym biurze Organisation Todt w Berlinie i mogę na to przysiąc” – relacjonował Mosingiewicz.

Dalej Mosingiewicz pisał: Wjeżdżamy w wąskie uliczki Walimia. Za nami pozostało pasmo gór Sowich z ich nierozwiązaną jeszcze zagadką. Zapytujemy inż. Dolmussa do jakich celów przygotowywano 100 inżynierów i 50 000 robotników? Tłumaczy nam: – W czasie wojny atomowej ta ilość inżynierów i robotników byłaby jedynie drobnostką. Na nasze zapytanie, co wie o energii atomowej, odpowiada, że atomy interesują go nie od dzisiaj i wiele o nich wie. Nagle jednak milknie a my nie ponawiamy pytań (Zbigniew Mosingiewicz,„Słowo Polskie” 03.10.1947).

 

 

Brak bunkrów

 

W Riese w ogóle nie ma bunkrów, natomiast są fundamenty po obiektach przemysłowych. Występują tam różne obiekty naziemne. Pomiędzy koszarami SS a sztolniami pod Włodarzem znajdują cztery takie same fundamenty. Piąty taki fundament znajduje się za czwartą sztolnią w kierunku potoku, a dwa następne na Osówce. Wybudowane obiekty są o długości 40 m i szerokości 11 m. Na Włodarzu planowano wybudować osiem tego typu konstrukcji, tyle bowiem wykonano wykopów. Na Osówce, oprócz wymienionych, jest dużo obiektów naziemnych, ale są różne.

Na Gontowej znajdują się budowle naziemne, których jednak nie ukończono. Największe zgrupowanie obiektów powstawało około 800 m na północ od sztolni nr 1 i 2, przy drodze Sowina-Sierpnica, gdzie wykonano kilkanaście wykopów pod fundamenty, a trzy już wybetonowano. Kilka wykopów powstało również na zboczu powyżej sztolni nr 3. Tego typu obiekty znajdują się tylko na Gontowej. Wybudowane obiekty mają następujące wymiary: długość 40 m, szerokość 11,32 m. Po środku była ulokowana kotłownia z magazynem na opał. W ścianie znajdują się dwa wsypy. Do kotłowni prowadziły schody o szer. 80 cm.

Na Soboniu również występują obiekty, których na innych kompleksach nie ma. Pojedynczy obiekt ma dł. 43,75 m, szer. 11,45 m, wys. 3 m. Budynek składa się z dwóch części, przedzielonych korytarzem, pod którym jest kanał techniczny. Kanał od ściany szczytowej wchodzi z zewnątrz i wychodzi z drugiej strony na zewnątrz. Część frontowa posiada otwór drzwiowy pod drzwi dwuskrzydłowe oraz 11 otworów okiennych. W tej części znajduje się 8 pomieszczeń. Natomiast druga część również posiada 8 pomieszczeń, ale bez drzwi i okien. Brak dostępu, chyba że przez dach. W ścianach poprzecznych znajdują się okienka, zapewne na kable. W tej części przy głównym kanale znajduje się wnęka o długości 11m, szerokości 0,9 m. z otworami na dole pod kable i rury. Część obiektu jest przykryta płytami betonowymi. Grubość murów wynosi 40 cm, natomiast w części bez okien i drzwi narożne mury są wzmocnione murem żelbetowym o gr. 70 cm. Niżej znajduje się następny obiekt, ale jest niedokończony. Od 1. sztolni w kierunku obiektów na zboczu góry rozpoczyna się cały ciąg podłużnych wykopów pod duże, żelbetowe budynki. Planowano wybudować 8-9 tego typu konstrukcji, tyle bowiem wykonano wykopów. Poszczególne obiekty naziemne i ewentualne ich przeznaczenie omówię w następnych częściach.

 

 

Dezinformacja

 

Twierdzi się, że projekt Riese miał być największą kwaterą główną Adolfa Hitlera i dowódców poszczególnych rodzajów wojsk. Na Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres) miało przypaść 2500 miejsc, Naczelne Dowództwo Wojsk Lotniczych (Oberkommando der Luftwaffe) 360 miejsc, Reichsführer-SS 230 miejsc, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeszy (RAM) 300 miejsc, obiekt centralny przeznaczony dla Adolfa Hitlera i jego sztabu 750 miejsc. Większość miała być ukryta pod ziemią. Zwolennicy tej teorii powołują się na tzw. Dokumentację Schmelchera. Jest to zespół dokumentów przygotowanych przez hauptsturmführera-SS Siegfrieda Schmelchera, które określają podział Kwatery Głównej Hitlera w Górach Sowich dla sztabów i urzędów towarzyszących Hitlerowi. Niestety, plany budowlane kompleksu „Riese” nie zachowały się. Prejekt Riese był ściśle tajnym przedsięwzięciem. Prawdopodobnie wtajemniczonych mogło być kilka, góra kilkanaście osób.

Natomiast przy biurze hauptsturmführera SS dr Siegfrieda Schmelchera (1911-1991), głównego architekta Riese, było biuro prowadzone przez Williama Hirscha, którego celem było planowanie krajobrazu (kamuflaż i dezinformacja).

Przykład: w Osówce za sztolnią nr 1. na zboczu, przy drodze, znajdują się dwa potężne fundamenty (1410×620 cm i 1000×600 cm) z podstawami pod kompresory, agregaty, pompy, kolumny, ale jednocześnie były to też zbiorniki. W jednym z nich jest kwadratowy właz do zbiornika, a w drugim u podstawy fundamentu kanał, z którego wypływał jakiś płyn.

Następny przykład: Na Osówce, poniżej kasyna (laboratorium), znajduje się obiekt zbudowany na planie sześciokąta nieforemnego. Wysokość obiektu na wlocie wynosi 195 cm, a na wylocie 205 cm (spadek posadzki), i mimo że obiekt był przykryty, twierdzi się, że to była betoniarnia, bo obok znajduje się sterta cementu. A może Niemcy specjalnie złożyli tam cement?

Leopold Müller – Salzburg, Austria, 1966 r. Fot. za: Wikipedia

Jednym z pierwszych, którzy szerzyli dezinformację na temat przeznaczenia kompleksu Riese, był Anton Dalmus, główny energetyk kompleksu. Oprowadzając dziennikarzy po tunelach Riese twierdził, że prowadziły one do głównej kwatery Hitlera. Oto krótki cytat z tekstu redaktora Mosingiewicza: „Po pięciu minutach jazdy minąwszy przecinające się stale szyny wąskotorowej kolejki i szereg prymitywnie zbitych baraków dla jeńców, zatrzymujemy się przed olbrzymim placem. Zbocze górskie schodzi ku niemu prawie prostopadle. Olbrzymie głazy zawieszone nad placem wyglądają tak, jakby się miały stoczyć za chwilę w dół. Rozległy plac zasłany jest stosami najrozmaitszych kamieni, wśród których zwracają uwagę połyskujące srebrnawo kamienie z dużą zawartością miki. Świadczą one dobitnie o bogactwie tej ziemi. U stóp prostopadłego zbocza, na którym szumią iglaste drzewa znajduje się wysokie na trzy metry i szerokie na dwa wejście do Głównej Kwatery Hitlera”.

Opisuje on następnie tajemniczy tunel, który prowadził do „dużej sali”:

„Potężne pale dębowe podpierające stropy wzbudzają zaufanie. System podmurowania chodników podobny jest do systemu stosowanego w kopalnictwie. W miarę posuwania się w głąb chodnika ciemność się powiększa i mały prostokąt światła za nami jest coraz mniejszy. Chodnik ten, od którego rozchodzą się dopiero boczne korytarze, kryjąc sale i pokoje sztabu Hitlera – ciągnie się przez 3 km. Nie wiemy, jak długo idziemy. Chodnik gwałtownie obniża się w dół i skręca nagle w prawo. Do głównego chodnika przylega mały tunel. Inż. Dolmus wprowadza nas do niego i po przejściu mniej więcej 200 metrów wchodzimy do dużej sali. Miała to być sala posiedzeń. Przy zainstalowanym świetle, eleganckim umeblowaniu – sala ciepło ogrzana centralnym ogrzewaniem (gdyż i ono było przewidziane w programie budowy) – na pewno wyglądałaby inaczej. Teraz panuje w niej cisza, chłód i ciemność. Rozlegle korytarze podziemnego miasta, ziejące ciszą i chłodem, kryją zapewne w swoim wnętrzu niejedną tajemnicę. Ostatnie miesiące istnienia Trzeciej Rzeszy cechował bowiem chaos. Postanowiono między innymi ukryć w labiryncie korytarzy podziemnego miasta mnóstwo maszyn, aby je w odpowiednim momencie wysadzić w powietrze. W ostatniej prawie chwili rozkaz wycofano i postanowiono maszyny uratować. Trzy dworce w Głuszycy przeładowywały dziennie 70 wagonów maszyn najrozmaitszego typu. Nie zdołano jednak wszystkiego wywieźć i wiele maszyn pozostało na miejscu. Część z nich służy już Polsce, część (jak owe sześć motorów Diesla, które dopiero w tych dniach odnaleziono) – czeka na swego odkrywcę.”

Autorzy książki „Kwatery główne führera” Franz W. Seidler i Deiter Ziegert twierdzą, że konstrukcja w Górach Sowich była prawdopodobnie nieukończoną kwaterą główną Hitlera. Powołują się na dokument, który został sporządzony w 1944 r. przez architekta kompleksu Siegfrieda Schmelchera pod nazwą „Tajemnicza Sprawa Rzeszy 91/44” i wszystkie zgromadzone daty i fakty budowanej przez Organizację Todta FQU. Powołują się poza tym na zapiski dzienne Leo Müllera, zastępcy Schmelchera, jako źródło. Z powodu swojego geograficznego położenia było to zaplanowane jako namiastka Wilczego Szańca. Stąd miały być prowadzone operacje wojskowe na wschodzie. Celem było wybudowanie do sierpnia 1945 r. zabezpieczonego przed bombami miejsca pracy i mieszkania. Konstrukcja miała kosztować 130 mln marek, było to cztery razy więcej niż kosztował Wilczy Szaniec. Planowana wielkość „Riese” przerastała dotychczasowe plany. Należały do nich zamknięte w sobie pojedyncze konstrukcje ponad 10 km kwadratowych, które nie obejmowały również Zamku Książ. We wspomnianym wyżej dokumencie Schmelchera wyszczególnione były planowane wymiary dla „Riese”. Według tych planów, cała konstrukcja miała być przeznaczona dla ponad 27 tys. osób.

Mówi się, że pierwszeństwo przy pracach budowlanych w Riese miały podziemne konstrukcje. Decyzję o przerwaniu wszelkich prac naziemnych wydał Alfred Jodl, niemiecki dowódca wojskowy i główny autor planów militarnych III Rzeszy. Na rysunku Augusta Manningera, który przedstawia „siłownię” widać wstrzymaną budowę (przygotowane szalunki, rozebrane szyny kolejki wąskotorowej). A. Manninger i X. Dorsch byli w Riese 28 stycznia 1945 r. Jednak jak obecnie widać, prawdopodobnie po wyjeździe X. Dorscha, wykonano następną warstwę powłoki betonowej o niskiej jakości. Obiektu nie zdążono wykończyć.

 

 

Leo Müller i firma Polensky & Zöllner

 

Wspomniany Leo Müller (dr Leopold Muller ur. 1908 zm. 1988), zastępca Siegfrieda Schmelchera, był kierownikiem robót budowlanych w Riese. Wcześniej pracował przy różnych projektach budowlanych, między innymi brał udział w budowie dróg i tuneli. W latach 1935 do 1945 pracował w firmie Polensky & Zöllner, jako kierownik na budowach. Podczas II wojny światowej firma podlegała pod Organizację Todt. Firma brała udział między innymi w budowie bunkra dla pierwszej produkcji samolotów wojskowych z silnikiem odrzutowych Messerschmitt Me 262, o kryptonimie Weingut I, w Mühldorfer Hart, gdzie co najmniej 3076 pracowników z obozów koncentracyjnych i pracy tam zginęło. W wykazie niemieckich firm pracujących przy projekcie Riese (część II.) nie ma wymienionej firmy Polensky & Zöllner, a przecież Leo Müller w latach 1935-1945 był tam kierownikiem budowlanym. Był też kierownikiem budowlanym w Riese. Czy został tam delegowany, czy też był tam ze swoją firmą? Na Wikipedii w życiorysie Leo Müllera w ogóle nie ma informacji, że pracował przy projekcie Riese.

 

 

Relacja Kazimiery Grzywacz

 

Zbigniew Dawidowicz w książce „Riese. Hitlerowskie podziemia śmierci” zamieścił ciekawą relację pani Kazimiery Grzywacz. Oto ona: „Gdy do Walimia wkraczali Rosjanie, Niemców już nie było. Uciekli znacznie wcześniej, pozostawiając jedynie czołg, który uległ awarii i nie mógł ruszyć z miejsca. Cała ludność uciekła w tym czasie w góry. Wiem z opowiadań, że jeńców przywieziono tu już w 1940 r. Słyszałam także domysły, jakoby hitlerowcy mieli tu produkować broń jądrową. Podziemne hale były całkowicie wyposażone. Część z nich była zawalona, by utrudnić dostanie się w głąb podziemi. W okolicy Walimia i wejść do tuneli znajdowały się olbrzymie maszyny przeznaczone do kruszenia wydobytego urobku. Wszystko było idealnie zamaskowane. Drzewa w beczkach sadzono specjalnie. Maszyny i linie kolejki wąskotorowej maskowano za pomocą specjalnej siatki. Wykonano ją z plecionych drutów i przyczepionych specjalnie plastikowych liści.

W 1946 r.(wiosną) słychać było ogromne podziemne detonacje. Miejscowi mówili, że to w kamieniołomach w Głuszycy. Ja wiedziałam, że to w tunelach.

Pewnego razu wybraliśmy się na wycieczkę w góry. Między drugim a trzecim tunelem w górze Osówka poślizgnęłam się kilkakrotnie i dopiero, gdy odgarnęłam krzaki malin zobaczyłam szkielet. Był to prawdopodobnie szkielet młodzieńca. W czaszce, tuż za uchem, widniał otwór po pocisku.

Innym razem oglądaliśmy baraki po byłych obozach. Wykonane były z drewna i wyposażone w prycze trzypiętrowe. W jednym z baraków, zamieszkiwanym prawdopodobnie przez Polaków, ściany były wyklejone kartkami z Polski. W obozach była doprowadzona woda, energię elektryczna dostarczały niezabezpieczone przewody, których dotknięcie najprawdopodobniej groziło śmiercią.

W czasie jednej z wypraw chłopcy znaleźli tablicę, na której wydrapane były nazwiska i adresy Włochów pracujących przy budowie podziemi. Niestety żadnego z nich nie pamiętam. W 1948 r. zawiadomiono leśniczego o palącym się lesie. Z szybu koło „Zamku Hitlera” wydobywały się kłęby pary. Przy wejściu były ślady podkutych butów, więc nikt nie wchodził w głąb (…) (Zbigniew Dawidowicz, „Riese. Hitlerowskie podziemia śmierci”, Wydawnictwo TECHNOL, Kraków 2007).

Pani Kazimiera Grzywacz wspomina, że „słyszała domysły, jakoby hitlerowcy mieli tu produkować broń jądrową”. Z tej relacji wynika, że zaraz po wojnie chodziły i takie domysły. Dopiero później, chyba za sprawą Dalmusa, nastąpiła dezinformacja. Wymieniony w relacji „Zamek Hitlera” to obecne kasyno, które wcześniej nazwane było laboratorium.

 

 

Wywiad udzielony przez Frołowa

 

O penetracji Gór Sowich przez Rosjan w udzielonym wywiadzie mówił rosyjski fizyk Grigorji Nikołajewicz Frołow. W 1983 roku był on uczestnikiem konferencji naukowej, która odbyła się w Warszawie w Pałacu Kultury i Nauki z okazji przekazania reaktora „Maria” innej placówce badawczej związanej z medycyną. Niestety, nie jest znany autor relacji, który ukrył się pod kryptonimem J. R. Wiadomo, że był osobą zajmującą się niemieckimi badaniami nad bombą atomową w czasie wojny, natomiast do rozmowy doszło dzięki wstawiennictwu prof. Zdzisława Szymańskiego z Instytutu Badań Jądrowych w Świerku, ojca polskiej szkoły teoretycznej fizyki jądrowej z Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Szymański namówił kolegę „po fachu” do tej rozmowy, bo jak twierdził „nikt nie wie tak dużo o niemieckich badaniach naukowych, jak Frołow”.

W rozmowie tej rosyjski uczony potwierdza, że w Modrzewiach, czyli obecnej Sierpnicy, a dokładniej na Osówce, zaraz po wojnie zjawił się oddział specjalny wojsk radzieckich.

A oto wierny zapis rozmowy, odtworzony na podstawie notatek:

G. N. Frołow – Czemu interesujecie się niemieckimi badaniami atomowymi?

JR – Bywam u nas na południu Polski w Górach Sowich, w okolicach Wałbrzycha, tam są podziemne sztolnie z okresu wojny i krążą legendy o tym, że Niemcy zaczęli tam jakieś badania naukowe, a ja przecież wiem, że nie mieli bomby atomowej. Pogłoski te jednak występują tak często, że temat mnie zainteresował, a pan Szymański mówi, że wy Grigoriju Nikołajewiczu wiecie na ten temat wszystko.

GNF – (śmiech) – Nikt nie wie wszystkiego, bo Niemcy dużo dokumentów i materiałów doświadczalnych poniszczyli, a też dużo zabrali sojusznicy, Amerykanie. A gdzie byliście w tych górach koło Waldenburga?

JR – Chyba wszędzie, w Głuszycy, w Walimiu,

GNF – Chwila, chwila, używajcie niemieckich nazw. Ja tak pamiętam, polskich nie znam.

JR – To muszę je sobie przypomnieć: Wüstegiersdorf, Ludwigsdorf, Wüstewaltersdorf, Dörnau,

GNF – A w miejscowości Rudolfswald byliście?

JR – Rudolfswald, to chyba Sierpnica. Oczywiście byłem

GNF – Sierpnica? No nie wiem. W dokumentach ja potem chyba inną polską nazwę widziałem, coś od drzewa – Modrzew chyba. Powiedzcie co tam było?

JR – Na południowy wschód od wsi, niedaleko, jakieś półtora kilometra takie sztolnie wykute w skale więźniowie budowali.

GNF – To się zgadza. (Zgadza się rzeczywiście – w 1945 roku ta wieś nosiła nazwę Modrzewki -JR) W 1945 roku nasze wojsko tam było. Ciekawe rzeczy stamtąd przywieźli.

JR – Jakie wojsko, przecież armia poszła dalej?

GNF – Armia tak, ale mieliśmy takie oddziały specjalne (waha się).

JR – SMIERSZ?

GNF- No nie, SMIERSZ – sporo wiecie (uśmiecha się) – Szymański dobrze o Was mówił. W Rudolfswaldu i gdzie indziej był wywiad naukowy- no naukowcy w mundurach, ale nie podlegli NKMD.

JR- Współpracowaliście z nimi Grigoriju Nikołajewiczu?

GNF – Nie, z nimi nie, dopiero w Moskwie raporty czytałem.

JF – Jak to dopiero w Moskwie, to nie byliście na Dolnym Śląsku po wojnie?

GNF – Na Dolnym Śląsku nie, nie byłem (waha się), ja byłem tylko w Waldenbergu.

JR – Czy możecie mi powiedzieć, co żeście tam robili wy najlepszy radziecki fizyk atomowy?

GNF – (śmieje się) Takich komplementów mi nie mówcie, ja nie dziewczyna. Wielu lepszych ode mnie było. I u nas, choćby Igor Kurczatow, a i u Niemców jak się okazało.

JR – Jak to u Niemców? Więc to prawda z tą niemiecką bombą atomową?

GNF – Prawda i nieprawda – to zawsze się ze sobą miesza (milczy dłuższą chwilę). Ile lat minęło, trzydzieści osiem chyba, no dobrze – opowiem Wam, pytajcie.

JR – Powiem szczerze, nie wiem, o co mam pytać. Wiem za mało. Jak było w Rudolfswaldu, co tam były za ciekawe rzeczy, o których mówiliście?

GNF – Rudolfswald to inna historia. Tam wojsko badało i o tym mówić nie mogę.

JR – A w Wałbrzychu byliście?

GNF – W Waldenbergu byłem, ale tuż przed powrotem z Niemiec do Moskwy.

JR – Po co jechaliście do Niemiec, czy możecie opowiedzieć?

GNF – Mnie tam Stalin i Kurczatow wysłali. Meldunki były, że Niemcy badania atomowe prowadzą. Pojechałem tam jako przedstawiciel Ministerstwa Maszyn Lekkich. Okazało się na miejscu, że Niemcy byli bardziej zaawansowani w tych badaniach niż można było przypuszczać.

JR – Przekazywali Wam informacje?

GNF – Informacje i wyniki badań, różne miejsca pokazywali, i dlatego w Waldenbergu się znalazłem.

JR – Pokazywali coś w Wałbrzychu?

GNF – Nie, w Waldenbergu nie, ale dowiedziałem się, że w Dreźnie wywiad trzymał niemieckiego naukowca, fizyka, który mi opowiadał o tajnych badaniach w Waldenburgu, to go wziąłem i pojechaliśmy, ale wiedział zbyt mało.

JR – Jak to – za mało?

GNF – Widzicie, Niemcy mieli dużo badawczych grup. Mój Niemiec pracował w instytucie drezdeńskim podległym Ministerstwu Poczty, tylko raz był w Waldenbergu instalować urządzenia, bo tamten ośrodek podlegał SS.

JR – Zaraz, zaraz, pogubiłem się. SS mogło prowadzić badania, ale Ministerstwo Poczty? Co Poczta ma wspólnego z badaniami naukowymi?

GNF – (śmieje się) Takie czasy były, przecież mówiłem. Nikt by się nie spodziewał atomu w Ministerstwie Poczty i (śmiech) w Ministerstwie Maszyn Lekkich jak u nas też.

JR – Ale Wasz Niemiec, ten fizyk pracował w Wałbrzychu.

GNF – Jego instytut przekazywał część urządzeń dla SS i on tylko pomagał w instalacji, ja to laboratorium chciałem koniecznie zobaczyć, ale nic z tego nie wyszło.

JR – Niemcy wysadzili?

GNF – Wysadzić chyba nie wysadzili, bo to pod samym miastem było, tylko on trafić nie mógł.

JR – ?

GNF – Był tam tylko raz. Samochód, który go wiózł z dworca kolejowego długo jeździł po mieście i Niemcowi droga się pogubiła. Później wjechali na teren kopalni i zwieźli go pod ziemię. Dwa dni tam siedział, pracował, jadł i spał pod ziemią. Jak skończył, to znów samochód powoził go po mieście, zanim dotarł na stację. I dlatego ze mną Niemiec niczego nie mógł znaleźć.

JR – Ale przecież kopalni w Wałbrzychu nie jest tak dużo nie – mógł poznać otoczenia, budynków?

GNF- Jeździłem z nim długo, namawiałem, straszyłem, nic nie dało. On mówił, że wtedy, gdy był pierwszy raz też się bał. Mówił, że wszędzie pilnowali ludzie SS, określił ich jako „ostrych”, mówił że mieli takie dziwne znaczki przy mundurach, jakich wcześniej nie widział.

JR – Mówił coś o tym co było w kopalni?

GNF – Tak, mówił, że z kolegami zawiózł tam cyklotron, ale okazało się, że to drugi, bo jeden już tam był. Oni zamontowali ten drugi. Opowiadał, że kopalnię specjalnie dostosowano. Były wózki, stoły, wszystkie konieczne urządzenia, a na wejściach śluzy i wartownicy. On wejść nie mógł, bo nie miał specjalnej przepustki.

JR – Czy opowiadał o podziemnym laboratorium atomowym, uwierzyliście mu Grigoriju Nikołajewiczu ?

GNF – Uwierzyłem. Mówił o drobiazgach, które znał nasz wywiad. Oni tam mieli w tej kopalni pod ziemią łączność telefoniczną z całymi Niemcami. Była podobno telewizja. Tak, ja mu uwierzyłem, on nie miał potrzeby kłamać, za to była wtedy kula.

JF- Nie szukaliście dalej tej kopalni ?

GNF – Jak to nie szukaliśmy? Jak można było nie szukać? Ja już nie, ale nasi długo szukali. Mieli niemieckie plany kopalni, chodzili z polskimi górnikami. Na nic było. Nie znaleźli, a kilku zginęło.

JR- Zawał był jakiś w kopalni?

GNF – Nie zawał, tylko Niemcy pracujący z Polakami w kopalni potajemnie podkładali miny. To i przestali szukać.

JR – I Niemcy mieli bombę atomową?

GNF – Ja Wam na to pytanie nie odpowiem, ale historia może da odpowiedź. Oni mieli znacznie więcej niż mogliśmy się spodziewać

(Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”).

 

 

Niemiecki projekt atomowy

 

W 1937 r., pięć lat po dojściu Adolfa Hitlera do władzy, zespół niemieckich naukowców, pracujących pod kierunkiem światowej sławy fizyków, Otto Hahna (1879-1968) i Fritza Strassmana (1902-1980) znacznie wyprzedził resztę świata w teoretycznych badaniach nad energią jądrową. Rok później ci dwaj naukowcy rozbili atom, bombardując uran neutronami. Ten proces nazwali rozszczepieniem jądra. Pod koniec 1939 roku na zlecenie Heereswaffenamt (biura rozwoju i dostaw broni armii niemieckiej) powołano komitet, który miał rozstrzygnąć, czy możliwe jest wybudowanie reaktora jądrowego. Planowano przetwarzać w nim materiały rozszczepialne na energię. Był to niezbędny warunek do budowy broni nuklearnej (William Breuer, „Niewyjaśnione tajemnice drugiej wojny światowej”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 1998r.).

Eksperymentalna konstrukcja Otto Hahna i Fritza Strassmanna w odkryciu rozszczepienia jądrowego w Doutsches Museum w Monachium. Fot. za: https://de.wikipedia.org/wiki/Uranprojekt.

W 1940 r. Werner Heisenberg (1901-1976) laureat Nagrody Nobla, został ściągnięty przez Ottona Hahna do jego zespołu opracowującego na specjalne zlecenie Hitlera bombę atomową. Po roku zastąpił Hahna w kierowaniu tym zespołem.

Po inwazji na Europę niemieccy przywódcy, którzy zaczęli sobie zdawać sprawę z potęgi bomby jądrowej, wprowadzili embargo na eksport uranu, podstawowego składnika do produkcji bomby A i próbowali sprowadzić ów pierwiastek z Konga Belgijskiego, bogatego w złoża rudy uranowej. W połowie 1940 roku, gdy legiony Hitlera najechały i błyskawicznie podbiły Norwegię, niemieccy przywódcy zaczęli odnosić się z coraz większym entuzjazmem do projektu stworzenia bomby atomowej, chociaż badania w tej dziedzinie znajdowały się jeszcze w stadium zalążkowym. Należące do Norweskiej Spółki Hydroelektrycznej, a następnie przejęte przez Niemców ogromne zakłady elektrolizy w Vemork stanowiły jedyny w Europie ośrodek wytwarzający tlenek deuteru, znany jako ciężka woda, niezwykle ważny składnik do budowy bomby atomowej (William Breuer, „Niewyjaśnione tajemnice drugiej wojny światowej”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 1998r.).

Gdy okazało się, że projekt energii jądrowej nie wniesie decydującego wkładu do zakończenia działań wojennych w najbliższym czasie, kontrola KWIP powrócił w styczniu 1942 do jego organizacji patronackiej, Kaiser-Wilhelm-Gesellschaft (KWG, Kaiser-Wilhelm-Gesellschaft po II wojnie światowej Max-Planck- Gesellschaft). Projekt otrzymał „kriegswichtig”(ważne dla wojny) znaczenie i finansowanie nadal z wojska. Niemiecki projekt jądrowy został następnie podzielony na następujące główne obszary: uran i ciężka woda, uran rozdzielnia izotopów oraz Uran maschine (maszyna uranu, czyli reaktora jądrowego). Ponadto, projekt został następnie zasadniczo podzielony między kilka instytucji, w których dominowały badania i ustalania własnych programów badawczych. Poniżej dominujące instytuty:

 

  • Institutfür Physik (Walter Bothe 1891-1957) w Kaiser-Wilhelm Institut fürmedizinische Forschung (KWImF, Kaiser Wilhelm Instytut Badań Medycznych);
  • Instytut Chemii Fizycznej PAN (Klaus Clusius) na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium;
  • HWA Versuchsstelle (stacja badawcza) w Gottow (Kurt Diebner);
  • Kaiser-Wilhelm-Institutfür Chemie (Otto Hahn 1879-1968);
  • Wydział Chemii fizycznej (Paul Harteck) na Uniwersytecie w Hamburgu;
  • Kaiser-Wilhelm-Institutfür Physik(Werner Heisenberg 1901-1976);
  • Drugi Instytut Fizyki Doświadczalnej (Hans Kopfermann) na Uniwersytecie Georga Augusta w Getyndze;
  • Aurggesellschaft (Nikolaus Riehl) i II.
  • Physik alisches Institut (Georg Stetter) na Uniwersytecie w Wiedniu.

 

Ze strony przemysłu zaangażowanych nad projektem uranu były:

  • Auergesellschaft w Oranienburgu do odzyskiwania tlenku uranu z rudy uranu;
  • Anstalt (Degussa) z Frankfurtu nad Menem do produkcji czystego uranu;
  • Anschutz & Co GmbH z siedzibą w Kilonii w budowie i rozwoju wirówki gazowej prowadzonej przez Konrada Beyerle;
  • Norweski Hydro Electric Company (Norks Hydro) w Rjukan w Norwegii do produkcji ciężkiej wody;
  • Leuna współpracująca z IG Farben w Merseburgu do dalszej produkcji ciężkiej wody.

 

Pod kierownictwem Wernera Heisenberga pracował między innymi Carl Friedrich Freiherr von Weizsäcker (1912-2007), niemiecki fizyk i filozof. Był członkiem zespołu, który przeprowadził badania jądrowe w Niemczech w czasie II wojny światowej. Był jednym z czołowych członków „Uranium Projektu”.

Werner Karl Heisenberg (piąty od lewej), w 1932 r. laureat Nagroda Nobla w dziedzinie fizyki.
Fot. za: http://www.chemistryexplained.com/Ge-Hy/Heisenberg-Werner.html#ixzz4Zc9Rio85

Podczas II wojny światowej, Weizsäcker dołączył do niemieckiego projektu energii jądrowej, biorąc udział w wysiłkach zmierzających do skonstruowania bomby atomowej. Już w sierpniu 1939 roku, Albert Einstein ostrzegał prezydenta USA Franklina D. Roosevelt że: „… syn niemieckiego Podsekretarza Stanu von Weizsäckera, jest członkiem zespołu Kaiser-Wilhelm-Institut Berlin, gdzie trwają prace nad uranem”. Carl Friedrich Freiherr von Weizsäcker był synem niemieckiego dyplomaty Ernsta von Weizsäckera.

Replika niemieckiego reaktora w Haigerlochu. Foto za: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Haigerloch_Atomkeller-Museum_Versuchsreaktor_2013-08-18.jpg

W lutym 1942 r., Rada Badań Naukowych Rzeszy (Reichsforschungsrat), która została utworzona 16 marca 1937 r., zorganizowała całodniową konferencję poświeconą uranowi. Zabrał głos między innymi fizyk Werner Heisenberg, który opisał procesy zachodzące w materiałach rozczepianych i mówił o olbrzymiej sile rażenia bomby, jaką można by skonstruować. Heisenberg stwierdził, że „czysty uran 235 „jest materiałem wybuchowym o niewyobrażalnej sile”. Aby wykorzystać tę siłę, Amerykańscy naukowcy „prowadzą nad tym badania, przywiązując do nich wielką wagę”, zakończył Heisenberg.

Niemieckie badania nad energia jądrową były prowadzone głównie w Instytucie Cesarza Wilhelma w Berlinie oraz w zakładach w Lipsku, gdzie w 1942 r. zbudowany został pierwszy reaktor atomowy. Reaktor ten był mały i eksperymentalny, a Hitler domagał się bomby natychmiast. W czerwcu 1942 roku niemiecki program nuklearny uległ poważnemu pogorszeniu: eksplodował reaktor atomowy w Lipsku. Choć badania były w zaawansowanym stadium nie wszyscy wierzyli w ogrom ich możliwości (William Breuer, „Niewyjaśnione tajemnice drugiej wojny światowej”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 1998 r.).

Berlin był lokalizacja wielu niemieckich naukowych ośrodków badawczych. W ostatnich latach wojny, aby ograniczyć straty i utratę sprzętu, wiele z tych obiektów zostało rozproszonych do innych miejsc. Kaiser-Wilhelm-Institutfür-Physik (KWIP, Kaiser Wilhelm Instytut Fizyki) przeniesiono w 1943 i 1944 roku do Hechingeni do sąsiedniego miasta Haigerloch, na skraju Czarnego Lasu, który ostatecznie dostał się do francuskiej strefy okupacyjnej. Tylko część instytutu, który pozostał w Berlinie był kierowany przez Ludwiga Bewilogua (1906/83), który był odpowiedzialny za wykładniczej uranu stos.

Po wojnie Heisenberg twierdził, że został kierownikiem tych badań, aby maksymalnie je spowolnić i nie dopuścić do wyprodukowania przez hitlerowskie Niemcy bomby atomowej. Werner Heisenberg był studentem Nielsa Henrika Davida Bohra (1885-1962), fizyka duńskiego, laureata Nagrody Nobla z dziedziny fizyki w 1922 r. za opracowanie badania struktury atomu. W 1941 r. doszło do spotkania między obu naukowcami. Heisenberg utrzymywał, że próbował przekazać Bohrowi „między wierszami”, iż nie dopuści do wyprodukowania bomby atomowej przez Niemcy i namawiał go, żeby starał się torpedować takie prace prowadzone przez aliantów. Sam Bohr twierdził jednak zawsze, że Heisenberg nakłaniał go w tej rozmowie tylko do współpracy. Od tego czasu Bohr zerwał przyjaźń z Heisenbergiem, a później, po ucieczce z Danii, dołączył do amerykańskiego projektu budowy bomby atomowej (poniżej).

Tajne dokumenty objęte tajemnica państwową dotyczące niemieckiego programu jądrowego 1938 – 1945 w archiwum online Deutsches Museum.

Otto Hahn jego asystenci: Hans-Joachim Born, Siegfried Flügge, Hans Götte, Walter Seelmann-Eggebert oraz Fritz Strassmann, w czasie wojny pracowali nad reakcjami rozczepienia jądra uranu. Do końca 1945 roku skompilowali listę 25 pierwiastków i około 100 udowodnionych przez nich izotopów. Wcześniej gdyż już w grudniu 1938 roku Otto Hahn i Fritz Strassman zademonstrowali rozszczepienie atomu uranu.

W miejscowości Hechingen Amerykanie odnaleźli niedokończony reaktor, a w Staßfurcie przejęli kilkaset ton uranu zgromadzonego przez Niemców, które stanowiły ponad 50 proc. ówczesnych zapasów uranu w Europie. W Miersdorf działał cyklotron, zaś w Bad Saarow umieszczono prawdopodobnie elektromagnetyczny separator izotopów. Do Amerykanów zgłosił się także twórca rakiety V2, Werner von Braun, który wskazał im miejsce ukrycia ponad 14 ton dokumentacji technicznej. Po wojnie von Braun pracował w amerykańskim programie balistycznym, i znacząco przyczynił się do rozwoju amerykańskiego projektu kosmicznego.

 

 

Stowarzyszenie Fizyki Jądrowej

 

Niemiecki projekt energii jądrowej, znany jako Uranverein (Uran Club), lub Stowarzyszenie Fizyki Jądrowej, rozpoczął działalność na wiosną 1939 roku pod auspicjami Reichsforschungsrat (RFR, ResearchCouncil) Reich z Reichserziehungs ministerium (REM, Reich Ministerstwo Edukacji). 1 września, Heereswaffenamt (HWA, Army Ordnance Office, Biuro rozwoju i dostaw broni armii niemieckiej) przejęło kontrolę nad Uranverein. Pierwsze spotkanie Uranverein odbyło się w Berlinie 16 września 1939 r. Spotkanie zostało zorganizowane przez Kurta Diebnera, doradcę HWA. W spotkaniu uczestniczyli: Walther Bothe, Siegfried Flugge, Hans Geiger, Otto Hahn, Paul Harteck, Grgard Hoffman, Josef Mattauchi i Georg Stetter.

Wkrótce potem odbyło sie drugie spotkanie. Do zespołu dołączyli: Klaus Clusius, Robert Dopel, Werner Heisenberg i Carl Friedrich Freiherr von Weizsäcker. Później dołączyli inni uczeni.

 

 

Amerykański Projekt Manhattan

 

W 1938 r. wspomniani wyżej niemieccy naukowcy Otto Hahn i Fritz Strassmann odkryli możliwość uwolnienia gigantycznej ilości energii przez rozczepienie jądra atomu. Wywołało to ekscytację naukowców na całym świecie. Jednym z nich był dr George Pegram z Uniwersytetu Columbia – jeden z wiodących fizyków w Stanach Zjednoczonych. W 1939 r. dr George Pegram zwrócił się do kadm. Harolda G. Bowena, szefa Biura Inżynieryjnego marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, kontrolującego laboratorium badawcze Naval Research Laboratory (NRL), z prośbą o spotkanie z naukowcami marynarki w celu przedyskutowania możliwości praktycznego wykorzystania tego procesu. Po przeprowadzeniu wstępnych badań Gunn sporządził pierwszy raport dla marynarki wojennej na temat napędu nuklearnego okrętów podwodnych.

Bohemian Grove, wrzesień 1942 r. Ernest O. Lawrence, Robert Oppenheimer, z Komitetu Uran S-1, później Projekt Manhattan, spotkali się w Bohemian Grove, gdzie rozmawiali o bombie atomowej. Lawrence, którego praca na separacji izotopów uranu była niezbędna do realizacji projektu, był członkiem Bohemian Club. Fot. za: US Department of Energy/Public Domain/via Wikimedia Commons.

Raport ten wyprzedził o cztery miesiące skierowany do prezydenta USA Franklina D. Roosevelta słynny list Alberta Einsteina napisany 2 sierpnia 1939 r. w którym wzywał do rozpoczęcia przez ten kraj programu konstrukcji broni jądrowej. Domagał się w nim, by prezydent podjął wysiłki które pozwoliły by USA wygrać wyścig z Niemcami w dziedzinie pracy nad bombą atomową. Roosevelt zaniepokojony sytuacją powołał Komisję ds. Uranu dla oceny możliwości wykorzystania energii atomowej. Na początku 1940 roku amerykańscy naukowcy rozpoczęli badania nad bombą, które w pełni byłe finansowane przez rząd USA (William Breuer, „Niewyjaśnione tajemnice drugiej wojny światowej”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 1998 r.) Już na początku sierpnia 1939 r. Albert Einstein wiedział, że Niemcy pracują nad bombą atomową.

Wcześniej „Projekt Manhattan” nazywał się „Komitet Uranu S-1” Komitetu Obrony Narodowej, Komitetu Badań. Badania prowadzono w 3 ośrodkach: w Columbia University w Nowym Jorku, uniwersytecie w Chicago (2 grudnia 1942 uruchomienie pierwszego reaktora) i uniwersytecie stanu Kalifornia, konstrukcję bomby opracowano w Los Alamos. Przy Projekcie Manhattan zatrudnionych było ponad 130 tys. osób i kosztował prawie 2 mld dolarów. 60 tys. robotników pracowało przez 3 lata by wyseparować 2kg 235U.

Jeden ze studentów duńskiego uczonego Nielsa Bohra, Werner Heisenberg, podczas wojny kierował niemieckim projektem budowy bomby atomowej. W 1941 r. kiedy Dania była okupowana przez Niemcy, Heisenberg odwiedził Bohra w Kopenhadze, dzięki czemu ten posiadł pewną wiedzę na temat niemieckich planów. W roku 1943 r. Bohr uciekł do Szwecji, aby uniknąć aresztowania przez Gestapo. Potem przedostał się do Londynu a stamtąd udał się do USA. Brał udział w pracach nad projektem Manhattan, jednak nie wniósł większego wkładu do pracy, bo miał moralne wątpliwości, czy należy budować broń masowego rażenia (tzw. bomba atomowa). Kiedy wrócił po wojnie do Kopenhagi był orędownikiem pokojowego wykorzystania energii atomowej. Zmarł w Kopenhadze 18 listopada 1962 r.

Niels Henrik David Bohr (1885-1962), fizyk duński, laureat Nagrody Nobla z dziedziny fizyki w 1922 r. za opracowanie badania struktury atomu. Brał udział w pracach nad projektem Manhattan, jednak nie wniósł większego wkładu do pracy, bo miał moralne wątpliwości, czy należy budować broń masowego rażenia (tzw. bomba atomowa). Fot. za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Niels_Bohr.

Według wielu amerykańskich autorów, „Projekt Manhattan”, który zakładał wyprodukowanie pierwszej bomby atomowej, został zaplanowany w Bohemian Grove w 1942 roku. Wcześniej „Projekt Manhattan” nazywał się „Komitet uranu S-1” Komitetu Obrony Narodowej, Komitetu Badań. Historyczne zapisy z głównych uniwersytetów wskazują, że „Projekt Manhattan” został zaplanowany i zarządzany z Bohemian Grove. Badania prowadzono w 3 ośrodkach: w Columbia University w Nowym Jorku, uniwersytecie w Chicago (2 grudnia 1942 uruchomienie pierwszego reaktora) i uniwersytecie stanu Kalifornia, konstrukcję bomby opracowano w Los Alamos. Wielu naukowców z „Komitetu uranu S-1” było związanych z Bohemian Grove: chemik Harold Clayton Urey (1893-1981), laureat Nagrody Nobla w 1934 roku w dziedzinie prac nad izotopami; fizyk Ernest Orlando Lawrence (1901-1958), laureat Nagrody Nobla, członek „Projektu Manhattan”; chemik James Bryant Conant (1893-1978), członek „Projektu Manhattan; Lyman James Briggs (1874-1963), amerykański fizyk, inżynier, członek „Projekt Manhattan.

16 lipca 1845 r. Amerykanie na pustyni w stanie Nowy Meksyk przeprowadzili pierwsza próbę eksplozji jądrowej. 6 sierpnia zrzucili atomową bombę na Hiroszimę, trzy dni później na Nagasaki. Szacuje się, że w Hiroszimie zginęło od 80 tysięcy do nawet 140 tysięcy mieszkańców, a w Nagasaki od 40 do 70 tys. osób.

Japończycy pod koniec wojny dysponowali bronią bakteriologiczną. Opracowali plany, aby ją z okrętów podwodnych wystrzelić w pociskach na pięć wielkich miast amerykańskich. Na zebraniu u cesarza, wojskowi i uczeni wycofali się jednak z tego planu. Bali się oskarżenia przez opinię światową o ludobójstwo. Amerykanie takich skrupułów nie mieli.

 

 

Pierwsza elektrownia atomowa

 

Enrico Fermiego (1901-1954), laureata Nagrody Nobla z dziedziny fizyki w 1938 r. za wytworzenie w reakcjach z neutronami nowych pierwiastków promieniotwórczych. Fot. za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Enrico_Fermi

W USA w ramach tzw. projektu „Manhattan” doszło do powstania pierwszego reaktora atomowego, pod kierownictwem włoskiego emigranta, fizyka atomowego Enrico Fermiego (1901-1954), laureata Nagrody Nobla z dziedziny fizyki w 1938 r. za wytworzenie w reakcjach z neutronami nowych pierwiastków promieniotwórczych, a w 1942 roku uruchomiono w Stagg Field pod Chicago pierwszy reaktor jądrowy. Zasadniczą część owego reaktora jądrowego stanowił blok grafitowy, w którym znajdowały się pręty uranowe i kadmowe. Uran był materiałem rozszczepialnym, czyli paliwem jądrowym, grafit pełnił rolę moderatora (spowalniacza) zmniejszającego prędkość neutronów do najbardziej skutecznej dla przebiegu reakcji, rola kadmu zaś polegała na pochłanianiu neutronów, aby ich liczba nie wzrosła do poziomu grożącego eksplozją. Oczywiście reaktor jądrowy miał odpowiednią osłonę, nie przepuszczającą promieniowania na zewnątrz, a czynnikiem chłodzącym była woda. Reaktor ten był poprzednikiem pierwszych reaktorów zbudowanych w Hanford i Waszyngtonie, które produkowały prąd  (http://www.nuclear.pl/energetyka,pierwsze,0.html).

 

 

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.02.25.

Autor: Stanisław Bulza