„Plan” Mateusza Morawieckiego (cz. III)


Przeczytaj:       Część I.         Część II.

Kolejne dokumenty rządowe „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, a następnie „Strategia odpowiedzialnego rozwoju” nie są planami rozwoju społeczno-gospodarczego, które warto traktować poważnie. Biorąc pod uwagę ich „rys historyczny” można przypuszczać, że są one jedynie zasłoną dymną. Możemy tylko zgadywać, co się za nią kryje.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

„Strategia na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” powiela praktykę „opowiadania bajek” rządu Donalda Tuska, który opracował w 2012 roku podobny dokument.  W obydwu dokumentach brakuje fundamentu, a mianowicie kompleksowego planowania strategicznego. Brak planowania strategicznego całkowicie zmienia sens pojęcia „strategia”, a w danych przypadkach sens ten zupełnie przekreśla.

Planowanie strategiczne jest procesem identyfikacji pożądanych rezultatów o charakterze długofalowym i opracowaniem sekwencji działań umożliwiających osiągnięcie tych rezultatów, oparte na analizach dostępnych zasobów i strumieni gospodarczych. Od ostatniego aspektu zależy realizm planowania strategicznego. Jeśli bowiem analiza zasobów i strumieni gospodarczych, czyli rachunek narodowy, nie jest traktowany poważnie przez strategów, to również strategów nie można traktować poważnie. Świadczy to bowiem o odrzuceniu analizy makroekonomicznej, na której miejsce można wciskać różne, mniej lub bardziej sugestywne, spekulacje.

Sprawa się komplikuje, jeżeli planowanie strategiczne dotyczy niestabilnego środowiska, podatnego na zakłócenia i wstrząsy. Ten problem z pewnością nie jest czysto teoretyczny, gdyż chodzi o niestabilność związaną z globalnym kryzysem ekonomicznym. Tylko w spokojnych czasach, gdy wiele lekki wietrzyk, można żeglować przyjemnie i bezpiecznie. Nas interesuje, jak na wspomnianą niestabilność reagują stratedzy „odpowiedzialnego rozwoju”.

Ogólnie biorąc autorzy „Strategii na rzecz rozwoju” reagują tak, jakby globalnego kryzysu ekonomicznego nie było.

 

Statystyczna mgła

 

W „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” nie ma ani śladu analizy rachunku narodowego, w tym czynników wzrostu gospodarczego. Brakuje przede wszystkim podstawowych narzędzi do pomiaru dynamiki gospodarczej. Zamiast poświęcić czas staraniom, aby z analizy wyprowadzić odpowiednie oceny, marnuje się czas na to, by do własnych ocen dopasować dane ekonomiczne. Chociaż zabieg ten znany jest od dawna, cieszy się jak widać dużym powodzeniem. Pokusa manipulacji jest tak silna, że trudno się jej oprzeć.

Przypomnijmy, że dla celów propagandowych wprowadzono w obieg „uproszczoną wersję” pomiaru dynamiki gospodarczej, polegającą na eksponowaniu dwóch mierników: wskaźnika wzrostu Produktu Krajowego Brutto oraz stopy bezrobocia. Problem polega na tym, że obydwa wskaźniki pod wieloma względami są niezadowalające. PKB nie jest odzwierciedleniem „bogactwa narodu”, jak się czasem sądzi. PKB  zawiera bowiem „bogactwo” należące do zagranicznych bogaczy, co sprawia, iż liberałów cieszy każdy wzrost zagranicznych inwestycji – przyczyniają się one do wzrostu PKB. Jeżeli więc celem strategicznym jest „tworzenie warunków dla wzrostu dochodów mieszkańców Polski przy jednoczesnym wzroście spójności w wymiarze społecznym, ekonomicznym i terytorialnym” (jak napisano w omawianej „Strategii …), to warto byłoby wcześniej zastanowić się, jak ma się wzrost PKB do wzrostu dochodów mieszkańców Polski. Wzrost PKB może występować równolegle ze spadkiem dochodów ludności, co zresztą znajduje potwierdzenie w statystyce. Jeżeli używa się pojęcia „dochody mieszkańców”, to trzeba uwzględniać dwa rodzaje owych dochodów, a mianowicie dochody z pracy oraz dochody z kapitału. Neoliberalny system działa w ten sposób, że minimalizuje dochody z pracy („koszty pracy”) i maksymalizuje dochody z kapitału (zyski, procenty, czynsze).

Co jeszcze bardziej zastanawiające, to fakt, że stawiając taki główny cel strategiczny nie zdecydowano się na uwzględnienie jako głównego wskaźnika rozwoju gospodarczego dochodu na jednego mieszkańca. Zadowolono się jedynie określeniem punktu docelowego (przypadającego na 2030 rok), w którym dochód na jednego mieszkańca w Polsce „powinien” zrównać się ze średnim dochodem na jednego mieszkańca w Unii Europejskiej. Odnotowując, że jest to zaledwie 68,4% średniego dochodu na jednego mieszkańca w UE w 2014 roku , autorzy „Strategii…” nie odkryli, co to znaczy. A jest to wskaźnik dotychczasowego rozwoju gospodarczego w Polsce, który stawia naszą gospodarkę na miejscu godnym pożałowania. Według Eurostatu, spośród 28 krajów UE mniejszy dochód na jednego mieszkańca miały tylko cztery kraje (Rumunia, Węgry, Łotwa i Estonia).  Więc może dla lepszego samopoczucia należało rzeczywiście ograniczyć się do wątpliwej jakości wskaźnika PKB?

Sytuacja dochodowa mieszkańców Polski jest szczególna. Po pierwsze, mają oni znikome dochody z kapitału (kilkukrotnie niższe niż w innych krajach europejskich), a niestety również dochody z pracy należą do najniższych. O żadnej redystrybucji dochodów między kapitałem zagranicznym i kapitałem polskim nie ma mowy. Po drugie, dochody mieszkańców Polski są obciążone wysokimi kosztami usług socjalnych i komunalnych (przerzuconych z budżetu państwa na mieszkańców) oraz wysokimi kosztami bezrobocia (80 % tych kosztów ponoszą rodziny, 20% pomoc publiczna). Również w tym zakresie nie widać zainteresowania strategów „tworzeniem warunków do wzrostu dochodów mieszkańców Polski”. Problem jest poważny, gdyż instytucje publiczne, w tym administracja rządowa oraz długi szereg jednostek samorządowych przeistoczyło się w bezwzględnych zdzierców, którzy polują na dochody mieszkańców. Wystarczy sięgnąć do Rocznika Statystycznego, aby stwierdzić, że sektor publiczny w Polsce jest ukrytą formą biznesu, a nie wytwórcą usług publicznych. Po trzecie, nadzieje na wzrost dochodów ludności, a dalej – na wzrost oszczędności i kapitału polskiego –  są ostatecznie pogrzebane wskutek istnienia… ujemnych oszczędności. Chodzi o zadłużenie gospodarstw domowych, które w naszym kraju jest kolosalne. Dopóki będzie ono wzrastać, dopóty koszty obsługi zadłużenia oraz postępowań komorniczych będą pomniejszały dochody ludności.

Zamiast analizować realne procesy  gospodarcze oraz ich uwarunkowania instytucjonalne, nasi stratedzy pasjonują się wątpliwej jakości koncepcją „pułapki średniego dochodu”. Wadą tej koncepcji jest pomijanie instytucjonalnych i politycznych uwarunkowań rozwoju gospodarczego. Ale największą wadą jest fakt, że w Polsce „pułapka średniego dochodu” nie istnieje z tego prostego powodu, że są to niskie dochody (o 32,6 % niższe od średnich W UE wedle danych przytoczonych w „Strategii…”). Zalecana w literaturze ekonomicznej imitacja strategii wzrostu opartego na innowacjach w krajach o niskich dochodach nie prowadzi do rozwoju, lecz sankcjonuje „pozostawanie w tyle”.

Więc raczej należało się zająć obiektywnym wyjaśnieniem przyczyn istniejącego w Polsce ubóstwa, a  nie sięgać po nierealne koncepcje.

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2017-03-22

 

  • Zdjęcie tytułowe: Kreta. Spili, fontanna. Fot. Zygmunt Papużyński, Kołobrzeg / Panoramio / Wybór zdjęcia wg.pco.

 

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22017.04.10.

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński

  • fiesta

    Jeszcze raz przypomne, ze nie-rzad PiS oglupia Polakow swoja propaganda w taki sam sposob jak oglupial Polakow nie-rzad PO-PSL.
    Zeby zaistnialy zmiany na lepsze w Polsce to nalezy wyjac system finansowy i bankowy w Polsce spod kontroli miedzynarodowych oszustow i zlodziei oraz Polska musi wyjsc spod kontroli komisarzy z Brukseli, ktorzy decyduja o sprawach Polski tak jak robila to kiedys Moskwa.
    Ponadto nalezy wprowadzic podatek rzedu 30-50 procent na wywoz kapitalu z Polski przez obce firmy dzialajace w Polsce na takich samych zasadach jakie istnieja w USA oraz nalezy nalozyc taki sam podatek od dochodow na obce firmy w Polsce jakie placa polskie firmy z Polsce i zakazac obcym firmom dodawania strat poniesionych przez obce firmy w innych krajach przy rozliczeniu podatkowym z dzialalnosci obcej firmy w Polsce.
    W tym przypadku mamy do czynienia z dziesiatkami miliardow zlotych strat podatkowych rocznie, ktore nigdy nie trafiaja do skarbu panstwa polskiego, stajac sie wlasnoscia miedzynarodowych oszustow i zlodziei, za co niestety placa polscy podatnicy, czyli obecny rzad PiS i kazdy poprzedni rzad w ciagu ostatnich 25 lat robili obcym prezenty podatkowe kosztem Polski i Polakow
    A przyjmujac, ze kazdego roku skarb panstwa stracil co najmniej 10 miliardow zlotych z powodu nie-stosowania przepisu nakladajacego podatek na obce firmy w Polsce to w ciagu ostatnich 25 lat te straty wynosza co najmniej 250 miliardow zlotych, a za te pieniadze mozna wybudowac co najmniej 250 nowych zakladow w Polsce, ktorych do tej pory nie ma, poniewaz przez ostatnie 25 lat zaden rzad nie dzialal w polskim interesie narodowym.
    POLSKA RZADZA ZDRAJCY I AGENCI !
    Zyd L.Walesa to „Bolek”.
    Zyd A.Kwasniewki to „Kat”.
    Zyd D.Tusk byl agentem STASI.
    Zyd M.Morawiecki byl agentem tajnych sluzb PRL.

    Jesli doliczymy do tego setki afer i naduzyc, ktore nie zostaly rozliczone do dzis przez zaden rzad od 1990r z najwieksza afera jaka byla afera FOZZ (zniknelo kilkanascie miliardow dolarow) to Polska jest przyslowiowym ELDORADO dla oszustow i zlodziei i placa za to Polacy i beda placic nastepne polskie pokolenia.
    Jesli Polacy pozwalaja sie okradac i oszukiwac w Polsce to jest to sygnal, ze Polacy nie rzadza w Polsce oraz ze Polacy nie dbaja o to co dzieje sie w Polsce.
    Narod, ktory pozwala sie okradac oszustom i zlodziejom sam siebie skazuje na wyniszczenie.
    OBUDZCIE SIE POLACY !