Tajemniczy ekspert od spraw ukraińskich


ROSYJSKI ŁĄCZNIK. MARCIN REY – CZŁOWIEK, KTÓRY ŁĄCZY „GAZETĘ POLSKĄ” Z „GAZETĄ WYBORCZĄ”

 

Tropiciel rosyjskich agentów, spec od wojny informacyjnej Kremla, autorytet w sprawach ukraińskich znalazł się na celowniku Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW interesuje się jego kontaktami z ukraińskimi nacjonalistami. Kim jest ów samozwańczy ekspert, którego chwali zarówno „Gazeta Wyborcza”, jak i „Gazeta Polska”?

Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, otrzymał medal od Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. 11.11.2014.

O Marcinie Reyu, tajemniczym ekspercie od spraw ukraińskich, tropiącym w Polsce rosyjskich agentów, jeszcze kilka lat temu nikt nie słyszał. Dzisiaj jest cytowany zarówno przez wpływowe media prawicowe, jak i przez „Gazetę Wyborczą”, które przedstawiają go jako niekwestionowany autorytet w sprawach Ukrainy i rosyjskiej agentury w Polsce. Rey działa samotnie, jak sam o sobie mówi – prowadzi wojnę informacyjną z Rosją, która manipuluje dzisiaj opinią publiczną w Polsce, zwłaszcza w aspekcie tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie. Jak twierdzi Rey, Kreml obficie posługuje się w tej wojnie swoją polską agenturą, ulokowaną również w mediach. I on ją właśnie tropi i ujawnia opinii publicznej w Polsce skutki rzekomych jej działań. Do tego celu służy mu założony przez niego fanpage „Rosyjska V kolumna w Polsce”, na którym m.in. można znaleźć jego wypociny na temat owych agentów Putina w naszym kraju. Jak obwieszcza, można ich poznać po antyukraińskich i proputinowskich wypowiedziach i publikacjach. Wielu z nich to znani publicyści prawicowych portali i dzienników albo naukowcy o niekwestionowanym dorobku. To właśnie oni mają być ową V kolumną Putina w naszym kraju. Mało tego, jak obwieszcza Rey, za tę działalność jest notorycznie napastowany i szykanowany. Jak mówi, zdarzyło się już nawet tak, że nieznani sprawcy kolportowali szaklującą go ulotkę, oskarżając go w niej o pedofilię. Pod jego adresem miały być również kierowane inne groźby. Rzekomymi prześladowaniami Reya zajęła się m.in. Fundacja Otwarty Dialog, która miała w tej sprawie złożyć doniesienie do prokuratury. Fundacja włączyła się również w internetową akcję obrony Reya, zatytułowaną „Je suis Marcin Rey”. Miała ona nawiązywać do podobnej akcji, jaka była prowadzona po ataku terrorystycznym na redakcję satyrycznego magazynu „Charlie Hebdo” w Paryżu, który wcześniej nagminnie szydził z islamu i jego wyznawców. W obronę Reya zaangażowało się także wiele innych organizacji i ich działaczy. Można było odnieść wrażenie, że Rey to nasz narodowy bohater, którego prześladuje putinowska agentura, zainstalowana w Polsce. Siłą rzeczy trzeba mu za wszelką cenę pomóc.

 

Chwała Ukrainie!

Owa agentura Putina w Polsce to najczęściej ci, którzy nie podzielają poglądów samego Reya na temat Ukrainy i jej aktualnych relacji z Rosją. Ukraina to dzisiaj według niego prawdziwy obrońca całej Europy przed imperialnymi zakusami rosyjskiego prezydenta. Tak jak Polska w 1920 r., Ukraina ma dzisiaj prowadzić samotną walkę z Rosją, a my, Polacy, powinniśmy ją czynnie wspierać w tej wojnie, bo to nasz narodowy interes. Mało tego, jak sugeruje w swoich wypocinach Rey, nie wolno nam w żaden sposób i z żadnego powodu krytykować Ukrainy. Każdy, kto nie podziela jego poglądów, ma szansę dołączyć do zidentyfikowanej przez niego rosyjskiej agentury w naszym kraju i być napiętnowany nie tylko przez samego Reya, ale i przez wspierające go osoby i środowiska. Doświadczyło już tego wiele osób. Jedną z nich była pani dr hab. Lucyna Kulińska z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, od lat zajmująca się problematyką stosunków polsko-ukraińskich, która otrzymała wiele maili z pogróżkami. Sugerowano jej w nich, aby przestała poruszać problem ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich, jakiego w czasie wojny dopuściła się UPA. Po jakimś czasie Kulińska spotkała się również z ostracyzmem sporej części środowiska naukowego w Krakowie, któremu także zaczęły nie podobać się jej zainteresowania badawcze. Podobne ataki spotkały prof. Bogusława Pazia – fi­lo­zo­fa i pro­fe­so­ra Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go, który od lat zajmuje się lu­do­bój­stwem do­ko­na­nym przez na­cjo­na­li­stów z UPA. Paź stał się m.in. bohaterem obrzydliwego artykułu w „Gazecie Wyborczej”, która, co warto zaznaczyć, wielokrotnie prezentowała Reya jako wybitnego eksperta od spraw ukraińskich. Z tajemniczymi groźbami i szykanami spotkał się również ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski z Krakowa, który od lat podejmuje inicjatywy upamiętniające zamordowanych przez UPA Polaków z Kresów. Ksiądz Zaleski został nawet osobiście zaatakowany przez Reya, który w jednym ze swoich wpisów wezwał, aby z tego powodu władze kościelne i polskie służby specjalne zajęły się osobą duchownego. Brutalne ataki spotykały również publicystów portalu Kresy.pl, który sporo miejsca poświęca sytuacji na Ukrainie, a zwłaszcza problemowi rosnącego w tym kraju kultu zbrodniarzy z UPA. Zawsze jest tak, że ofiary tych działań najpierw dostają pogróżki od nieznanych sprawców, a dopiero potem stają się obiektem niewybrednych ataków Reya, mających na celu ich zdyskredytowanie i ośmieszenie, a na koniec usytuowanie wśród rzekomej rosyjskiej agentury w naszym kraju.

 

Człowiek bez przeszłości

Gdy postanowiliśmy dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest Marcin Rey oraz dlaczego uchodzi dzisiaj za tak poważnego eksperta i autorytet w sprawach Ukrainy i rosyjskiej agentury w Polsce, mieliśmy nadzieję, że znajdziemy odpowiedzi na te dręczące nas pytania. Ale stało się zupełnie inaczej: nasze dziennikarskie śledztwo przyniosło jedynie jeszcze więcej pytań w sprawie Reya. On sam przedstawia się jako tłumacz języka francuskiego, który pracuje dla biznesu i w ten sposób zarabia na życie. Jednak Rey nie wspomina, dla jakich firm pracował ani kogo aktualnie obsługuje jako tłumacz. Na swojej stronie w internecie podaje enigmatycznie, że wychował się we Francji, jest dwujęzyczny i od 1991 r. mieszka w Polsce. I nic więcej. Rozpytując o niego, dowiedzieliśmy się, że mieszka w Dobczycach pod Krakowem i jest wyznania mojżeszowego. Jest również znany w kręgach kilku organizacji pozarządowych, które czynnie zaangażowane były w organizowanie pomocy humanitarnej dla Ukrainy oraz w środowisku ukraińskim w Krakowie, z którego przedstawicielami utrzymuje stałe kontakty. Jak zdołaliśmy się dowiedzieć, Rey wielokrotnie bywał na Ukrainie, chociaż nikt do końca nie potrafił powiedzieć, w jakim celu. Tak naprawdę pojawił się jako ekspert wraz z ukraińską rewolucją na Majdanie, dając się poznać jako jej gorący sympatyk. Dopiero jednak po jakimś czasie zaczął szukać w Polsce wrogów ukraińskiej rewolucji, kwalifikując ich jako agenturę Putina. Siła rzeczy jego ofiarami byli w pierwszej kolejności ci, którzy od dawna podnosili trudny temat, jakim w polsko-ukraińskich relacjach są i będą zbrodnie UPA. Ale potem w polu jego uwagi znaleźli się także ci, którzy nie podzielali jego sympatii do Majdanu i nie trzymali ukraińskiej strony, gdy zaczęła się wojna na Wschodzie z prorosyjskimi separatystami. Zresztą dla Reya wrogiem jest każdy, kto nie podziela jego poglądów. Gotów jest mu przypisać działania wspierające Rosję, ksenofobię i antysemityzm. I trzeba powiedzieć, że robi to skutecznie. Ów terror Reya wobec odmiennie niż on myślących stał się już jego znakiem firmowym. Gdy zaczęliśmy wypytywać analityków z prezydenckiego BBN, które zajmuje się wojną informacyjną i śledzi sytuację na Wschodzie, czy znają Marcina Reya, zaczęli się zwyczajnie śmiać, drwiąco pytając: „A to jest ktoś?”. Gdy z kolei zapytaliśmy o niego dr. Rafała Brzeskiego, wybitnego eksperta w tej dziedzinie, odpowiedział nam, że nie zna Marcina Reya ani żadnej jego publikacji. O dorobku Reya nic również nie wiedzieli analitycy z Agencji Wywiadu (AW) i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy na co dzień zajmują się monitorowaniem rosyjskiej narracji. Z kolei od oficerów kontrwywiadu Delegatury ABW w Krakowie dowiedzieliśmy się, że osoba Reya od dawna jest w ich zainteresowaniu. Jednak nie chcieli powiedzieć nam, z jakiego powodu. Prawdopodobnie chodzi m.in. o kontakty z ukraińskimi nacjonalistami.

Tak czy inaczej, wygląda na to, że Marcin Rey sam minował się ekspertem od spraw ukraińskich, wojny informacyjnej i rosyjskiej agentury. Aż dziw bierze, że żaden z promujących i cytujących go tytułów prasowych ani publicystów nie zadał sobie minimum trudu, aby zweryfikować jego osobę i rzekomy dorobek w tym zakresie. Nikt też nie postawił wielu innych istotnych pytań pod jego adresem, jak np. pytania o moralny tytuł do tego, aby tak brutalnie atakować ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który już w czasach PRL-u pokazał, jak nieugięcie potrafi bronić swoich przekonań. Jakim prawem Rey – człowiek znikąd – miesza z błotem i nazywa agenturą Putina osoby z niekwestionowanym dorobkiem i cieszące się autorytetem w środowiskach, w których na co dzień funkcjonują? Kim tak naprawdę jest Marcin Rey i czyje zadania realizuje dzisiaj w Polsce? Marcin Rey nie odpowiedział na nasze pytania.

 

Dr Leszek Pietrzak

 

Autor tekstu jest byłym oficerem Urzędu Ochrony Państwa, byłym analitykiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Zajmował się wojną informacyjna Kremla, a także sytuacją na Ukrainie.

 

 

Na zdjęciu tytułowym: Marcin Rey we Lwowie. Fot. Eugeniusz Sało / Kurier Galicyjski, 12.12.2016

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22017.04.10.

  Podziel się:
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci

  • fiesta

    Po wygladzie twarzo-czaszki widac, ze M.Rey to koczownik plemienny, a jego zainteresowania swiadcza, ze wspolpracuje z obcym wywiadem, poczawszy od SBU, a skonczywszy na Mosadzie.
    fiesta