Jakby globalnego kryzysu ekonomicznego nie było


Za każdym razem, gdy władca ma w głowie wypaczony obraz świata, kończy się to katastrofą.
(grecka sentencja) 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

Fenomenem, który powinien budzić silne zaniepokojenie, jest ignorowanie w Polsce globalnego kryzysu ekonomicznego, jego przyczyn i konsekwencji. Jest on widoczny na każdym kroku. Jest łatwo dostrzegalny zarówno w enuncjacjach rządowych, programach partyjnych i protestach społecznych, jak też w publikacjach  aspirujących do poziomu naukowego z ekonomii, finansów, zarządzania, etc. Jest także obecny w prowadzonej w Polsce polityce międzynarodowej, a zwłaszcza w nastawieniu do obecnego układu sił światowych, który pod wpływem kryzysu od kilku lat trzęsie się w posadach. Najgorsze jest to, że ignorowanie kryzysu światowego oraz jego przełożenia na realia w Polsce powoduje, że zarówno długookresowa ocena przeszłości jest skażona  brakiem krytycyzmu, powierzchownością  oraz fałszywym przekonaniem o sukcesie tzw. przemian ustrojowych, jak również bezzasadnym optymizmem na przyszłość.

Na tej rzekomej sielance krajowej i międzynarodowej pasożytują nie tylko  inwestorzy finansowi, politycy i dziennikarze, lecz ponadto zdeformowany system wychowania i kształcenia młodzieży, pozorna „walka” władzy politycznej z wszelkimi wynaturzeniami społecznymi i gospodarczymi, usprawiedliwianie horrendalnych nierówności ekonomicznych oraz kolejnych aktów rabunku polskich zasobów majątkowych, a także pełna samowola rządu w stosunku do społeczeństwa.

Przede wszystkim na rzekomej sielance korzystają globalistyczne ośrodki polityczne i sieci finansowe, które takie ogólne ustawienie percepcji zjawisk społecznych i gospodarczych traktują jako cenny zasób – kamuflaż dla swej  destrukcyjnej ekspansji.

Więcej o kryzysie globalnym
Wspomnianej percepcji zjawisk społecznych i gospodarczych towarzyszy skrajnie niski poziom wiedzy o współczesnym kryzysie globalnym i jego konsekwencjach. Najistotniejszym ograniczeniem możliwości poznawczych w tym zakresie jest kurczowe trzymanie się podstawowych haseł ekonomii liberalnej, która – praktycznie biorąc – nie dopuszcza ewentualności kryzysu globalnego, a jeszcze do niedawna poglądy uwzględniające tę  ewentualność  uznawała za herezję. Oczywiście samo stwierdzenie istnienia kryzysu globalnego nic jeszcze nie zmienia, chodzi bowiem o zrozumienie jego przyczyn, natury i konsekwencji. W ślad za świadomym albo nieświadomym przywiązaniem do haseł ekonomii liberalnej, a w szczególności do wyobrażenia, iż życie gospodarcze sprowadza się  korzystania z dobrodziejstw wolnego rynku, szły dalsze iluzje. O tym, że określane mianem prywatyzacji przejęcia majątku narodowego są cenne i konieczne, gdyż  rozszerzają zakres wolnego rynku i sprzyjają rozwojowi konkurencji.  O tym, że usługi publiczne powinny być podporządkowane maksymalizacji zysku. Również o tym, że konkurencja jest ważniejsza od zorganizowanej współpracy, a indywidualizm przekreśla kolektywne działanie.

Punktem wyjścia powinno być ustalenie przyczyn bierności, aby ukazać jej zatrute źródła (przedstawione we wcześniej opublikowanych tutaj tekstach).  Sprawy zaszły tak daleko, że Polacy w swej masie już coraz mniej przypominającej naród,   tracą nawet instynkt przerwania. Nie słyszą głosów, a nawet drwin dotyczących przejęcia gospodarki Polski przez jawnie wrogie i podstępne środowiska. Głosują na swych oprawców i ich krajowych wykonawców, oddają im swoje majątki, służą  w zbrodniczych ekspedycjach zbrojnych w różnych regionach  świata, dają się dezawuować  i niszczyć. Poddaństwo i służalczość wobec wrogów Polski jest niemal powszechne. Wiara religijna jest spłycona, zaś normy moralne – zwulgaryzowane.

Aby lepiej poznać przyczyny tego stanu rzeczy, niezbędne jest cofnięcie się do początków tzw. transformacji ustrojowej. Należy bowiem znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: czy przemiany zapoczątkowane na przełomie lat 80-tych i 90-tych ub. wieku stanowiły powrót do gospodarki rynkowej, czy były zakamuflowaną sloganami o demokracji i wolnym rynku formą agresji ekonomicznej? Odpowiedź na to pytanie wymaga jasnego określenia sensu polityki określanej mianem „prywatyzacji”. Na marginesie warto zauważyć, że wspomniana „prywatyzacja” jest nadal pozytywnie oceniana w Polsce przez niemal wszystkie ugrupowania polityczne, zaś słabe zastrzeżenia nie dotyczą jej sensu, lecz jedynie zakresu oraz sposobu przeprowadzenia. Ostatnio zaś, mniej pozytywnie, ponieważ… nie ma już co prywatyzować.

W największym skrócie można sens „prywatyzacji” ujmować w dwóch sprzecznych ze sobą wersjach. Dominująca wersja opiera się na założeniu, że proces „prywatyzacji” (a zatem nie polityka) dotyczył wyłącznie majątku publicznego i zmierzał do jego bardziej efektywnego wykorzystania w celu osiągnięcia dobrobytu społecznego.

Alternatywna wersja jest pełną negacją wszystkich elementów składających się na to założenie.

Czyli, po pierwsze, nie była to wyłącznie „prywatyzacja” majątku publicznego. To była w szerokim zakresie polityka nieodwracalnej likwidacji polskiego potencjału gospodarczego. To była polityka likwidacji spółdzielczych (czyli nie publicznych ) sieci handlowych oraz spółdzielczego budownictwa mieszkaniowego. To była  polityka odsunięcia od „prywatyzacji” polskich właścicieli znacjonalizowanego majątku. W tym celu wylansowano bezsensowny termin uzasadniający wyrzucenie  ich poza nawias tej polityki: „reprywatyzacja”. Do tego doszły jeszcze działania polityczne wykraczające poza ową „prywatyzację”, lecz nie mniej ważne,  jak dekonstrukcja wielkich polskich  organizacji gospodarczych i banków, likwidacja gospodarki morskiej, sztucznie prokurowane upadłości polskich przedsiębiorstw (państwowych i prywatnych). Podjęto „prywatyzowanie” zasobów naturalnych, w tym nawet wody.

Po drugie, efektywne wykorzystanie „prywatyzowanych” zasobów okazało się czystym sloganem. Poważne potraktowanie tego sztandarowego argumentu „prywatyzacji” wymagałoby zastosowania rachunku korzyści i strat (powszechnie dostępnego od lat 70-tych ub. wieku), a także systemu kontroli transakcji majątkowych oraz procesu wykorzystania denacjonalizowanych zasobów. Tymczasem czyniono wszystko, aby „prywatyzacja” mogła być przeprowadzona bez uwzględnienia elementarnych kryteriów ekonomicznych oraz  bez żadnej kontroli publicznej.

Po trzecie, efekty „prywatyzacji” zaczęto mierzyć wpływami do budżetu, co z dobrobytem społecznym nie ma żadnych punktów stycznych. Na domiar złego  ordynarnie fałszowano statystkę ekonomiczną, z jednej strony przedstawiając opinii publicznej iluzoryczne sukcesy gospodarcze, a z drugiej strony ukrywając rzeczywisty stan rzeczy.

Stwierdzenie, iż polityka „prywatyzacji” nie była dyktowana względami ekonomicznymi jest wiarygodnie udokumentowane. Polityka ta była podyktowana innymi względami.

Wspólny mianownik wszystkich wymienionych wyżej zastrzeżeń wobec dominującej wersji „prywatyzacji” jest łatwy do odnalezienia. Jest nim ograniczenie pola aktywności gospodarczej Polaków, zarówno w wymiarze kapitałowym i inwestycyjnym, jak również w wymiarze zarobkowym. Nieprzypadkowo też „zaciemniono” pochodzenie własności i pochodzenie ich właścicieli sugerując, że wszystko jest „polskie”. A więc kto jest dzisiaj właścicielem Polski?

Polska bez własnego kapitału i bez zatrudnienia, to może uproszczony, lecz realistyczny stan dotychczas realizowanej polityki. W ten sposób dochodzimy do podstawowej konkluzji. Jest to sposób pozbawienia Polaków siły ekonomicznej, której fundamentem jest zdolność finansowania przedsięwzięć zapewniających egzystencję i rozwój: nauki, obrony narodowej, kultury narodowej, regionów i miast, gospodarstw domowych,  a także niezależnych od czynników zewnętrznych stowarzyszeń politycznych. Czyli, reasumując, celem tej polityki „prywatyzacji” było zniewolenie Polaków, a w ślad za tym – „aksamitna” likwidacja potencjału ludnościowego.

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2017-03-22

 

  • Zdjęcie tytułowe za: libyaprospect.com, 12 lutego 2016 / Wybór zdjęcia wg.pco.

 

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22017.04.17.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński