40 lat temu zamordowano opozycjonistę, studenta UJ Stanisława Pyjasa.


W czterdziestą rocznicę bestialskiego zamordowania przez policję polityczną Stanisława Pyjasa przypominamy artykuł Witolda Gadowskiego z 19 lutego 2011 roku:

 

Stanisław Pyjas został bestialsko zamordowany przez policję polityczną przeto żadne kłamstwo i medialna manipulacja tego nie zmieni!

Stanisław Pyjas

7 maja 1977 roku w Krakowie znaleziono martwego Stanisława Pyjasa. Sterowane przez SB śledztwo przyniosło spodziewany wynik: pijany student spadł ze schodów i zabił się.

Po 1990 roku, kiedy SB już nie posiadało takiej władzy, śledztwo ruszyło od nowa. Przez prawie 18 lat usiłowano wyjaśnić przyczyny tragedii z 1977 roku.

Postawiono zarzuty sześciu wysokim funkcjonariuszom SB, dwóch w międzyczasie zmarło, dwóch uznano za niezdolnych do uczestniczenia w procesach (Pudysz i martwy już dziś Stachura), dwóch jednak skazano. Zarzuty groziły jeszcze dwóm innym esbekom z Krakowa.

Jedynie Jan Widacki, przez te wszystkie lata, upierał się, że Pyjas zginął z powodu własnego pijaństwa i esbecy nie mieli z tym nic wspólnego.

Okazuje się jednak, że sprawa Stanisława Pyjasa nie zakończyła się.

Biegli, wynajęci przez Instytut Pamięci Narodowej, na podstawie badań przeprowadzonych po ekshumacji szczątków krakowskiego studenta, stwierdzili, że…Pyjas zginął na skutek upadku ze schodów. Biegli nie znaleźli śladów pobicia.

Początkowo, gdy słuchałem entuzjastycznie rozdmuchanych przez media przecieków o wynikach badań biegłych, myślałem, że to ponury żart. Potem ze smutkiem zrozumiałem o co w tej hucpie chodzi.

Jeśli odwrócimy historię Stanisława Pyjasa, to konsekwentnie będziemy mogli zmierzać do tezy, że PRL był nieco autorytarnym państwem, ale morderstwa popełniali w nim jedynie np. zabójcy sierżanta Karosa. Górnicy w „Wujku” podskakiwali, chuliganili, aż się doigrali, ale przecież, jak wiadomo, nikt ich nie zamordował – zostali po prostu wyeliminowani. Głupio żartuje?

Spytajcie pana Widackiego czy widzi w moich słowach jakąkolwiek nutkę żartu?

Moim zdanie krakowski IPN popełnił wielki błąd, brak należytego nadzoru nad badaniami prowadzonymi przez biegłego Nasiłowskiego i jego towarzyszy!

Teraz, to już rozlane mleko. Wiadomość, sterowanym przeciekiem, poszła w świat.

Drugi błąd IPN – u polega na utajnieniu sprawy i nie zareagowaniu na bzdurne wycieki natychmiastową konferencją prasową. Cóż być może nie było czasu na takie detale. Wszak trwa kampania wyboru nowego prezesa IPN, a szef krakowskiego oddziału Marek Lasota najwyraźniej aspiruje do tej funkcji. Znam Marka wiele lat, kolegujemy się, ale nie mogę zmilczeć ewidentnego partactwa.

Nikt, kto zna materiały śledztwa, nie ma wątpliwości co do faktu, że Pyjas został śmiertelnie pobity.

W śledztwie są bowiem nie tylko podejrzanie brzmiące ustalenia z ostatniej ekshumacji, ale także ważne zeznania świadków, eksperymenty śledcze, analiza zachowanych dokumentów – dopiero znajomość całości ustaleń pozwala wypowiadać się na temat tego mordu – bo co do tego, że był to mord polityczny, dokonany przez komunistyczna policję polityczną, nie mam najmniejszych wątpliwości.

Sprawą Pyjasa zajmowałem się przez wiele miesięcy, po moich ustaleniach prokuratura wszczęła nawet nowy wątek w śledztwie, wszystko zniweczył pewien pracujący w UOP – ie esbek. Pisałem o tym na swoim blogu kilka miesięcy temu. Teraz zatem ograniczę się do kilku zasadniczych pytań wobec niedouków – dziennikarzy żarliwie kolportujących wersję o nieszczęśliwym wypadku pijanego studenta.

Kilkunastoletnie śledztwo liczy sobie ponad sto tomów akt, czy którykolwiek z „dziennikarzy” obwieszczających „nowe” sensacje do nich zajrzał.?

Czy którykolwiek z tych ludzi wie o istnieniu całej akcji prowokacji i dezinformacji, jaką SB rozwinęło po zamordowaniu Stanisława Pyjasa?

W aktach znajdują się dokładne oględziny miejsca, gdzie znaleziono ciało Pyjasa, są wielkie powiększenia zdjęć ciała i miejsca. Nie ma możliwości, aby spadający z kilkunastu metrów student odniósł tylko takie obrażenia i znalazł się w miejscu, gdzie ze schodów fizycznie nie mógł dolecieć.

Pyjas został na miejsce gdzie go znaleziono podrzucony. Przez kogo? Przez IPN – owskich prokuratorów?

Bokser Węclewicz, który rzeczywiście spadł (został zrzucony) ze schodów w podobnej kamienicy na ulicy Starowiślnej w Krakowie miał zupełnie inne niż Pyjas, rozpryskowe, urazy.

Obrażenia tkanki miękkiej głowy Pyjasa bezspornie wskazywały na pobicie. Przy ekshumowanych szczątkach Pyjasa o tkance miękkiej mowy nie ma, nie zachowała się.

Krwawe ślady na miejscu, gdzie znaleziono studenta wskazywały na to, że był przenoszony, podobnie jak nasączenie krwią jego ubrania. Nie było żadnego rozbryzgu krwi jaki powstaje przy upadku człowieka z dużej wysokości.

W śledztwie już raz sporządzono dwie niezależne opinie biegłych Jeklińskiego i Nasiłowskiego (tak tak tego samego).

Wreszcie, aby już nie nudzić, zapytam „mędrców” czy słyszeli o niesłychanie ważnych zeznaniach, jakie złożył w śledztwie inwalida Czubat, sąsiad Barbary Paneczko, do której zachodził Stanisław Pyjas?

W czasie gdy esbecy tuszowali mord pomylili mieszkania i zamiast do Barbary Paneczko usiłowali dostać się do mieszkania Czubata. Nie otworzył im, bowiem jako inwalida, bez nogi, miał problemy z poruszaniem się. Panowie z SB podrzucili pod jego drzwi plecak Pyjasa.

Co na to zwolennicy teorii o „wypadku” – teorii ogłoszonej już dawno przez SB?

Jeżeli stwierdzimy, że Pyjas sam się zabił, to konsekwencje takiego faktu są nieobliczalne. Odszkodowania dla esbeków, rewizja tego co wiemy o prześladowaniach opozycji w PRL, rewizja tego co wiemy o komunistycznych mordach.

Niszczenie IPN – u prowadzi do bezczelnej recydywy sowieckich specjalistów od historii.

Walę z grubej rury i w wielki dzwon:

Uwaga oto na naszych oczach rozgrywa się kolejna, bezczelna hucpa rozzuchwalonych towarzyszy.

Jeśli nie powiemy dość – to za chwile ordery dla agentów, honory dla zdrajców i zaszczyty dla sługusów Kremla staną się obowiązującą normą, moralną także.

Stanisław Pyjas został bestialsko zamordowany przez policję polityczną przeto żadne kłamstwo i medialna manipulacja tego nie zmieni!

Witold Gadowski

Reporter, autor filmów dokumentalnych, miłośnik kawy i Bałkanów. Badacz afer i terrorystów. Wraz z Przemysławem Wojciechowskim wydał książkę „Tragarze śmierci” ujawniającą nieznane ślady znanych terrorystów („Carlosa”, Abu Dauda, RAF).

Za: wPolityce.pl, 19 lutego 2011 

 

  • Zdjęcie tytułowe: Kraków. Pamiątkowa tablica mordu na Stanisławie Pyjasie. Fot. Józef Wieczorek

 

Zobacz reportaż foto-wideo Józefa Wieczorka:

 

 , 2017.05.08.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci