Emmanuel Macron, Jacek Chwedoruk, Rotszyldowie i Escobar.


 

Pogoda uniemożliwia wiosenne prace na działce, jasnowidze przepowiadają koniec świata najpóźniej 13 maja a jakby było mało nieszczęść, z dalekiego Paryża prawie pewny kandydat na prezydenta Francji atakuje Prezesa, porównując go do samego Putina, chociaż Prezes nie poluje na niedźwiedzie, nie ujeżdża tygrysów ani nie ściga nikogo aż do wychodka.

Najprawdopodobniej pan Macron został błędnie poinformowany co do sytuacji w Polsce przez swojego kumpla od „wspomagania dziennika Le Monde” w roku 2010 , słynnego biznesmena i publicysty zasadniczo francuskiego pana Alaina Minca, którego tatko nazywał się Józef Minkowski, był dentystą i członkiem Komunistycznej Partii Polski w Brześciu Litewskim. Przed drugą wojną światową oczywiście. I może dlatego stan wiedzy kandydata Marcona względem Polski i Prezesa – jest taki mglisty.
Cokolwiek wie lub czego nie wie  przyszły ( być może) Prezydent Francji, jego życiorys jest tak fascynujący  i tak szokująco przypominający niektóre kariery w III RP, że aż szkoda taką wiedzę trzymać pod korcem.

Okazuje się, że pan Emmanuel Macron, urodzony w 1977 r.  jako syn lekarza neurologa  pana Jeana Michela Macron  i  doradczyni w dziedzinie ubezpieczeń pani Françoise Noguès, zasadniczo „niewierzących” już w wiośnie swego życia lat 12  okazał się oryginalny, bowiem zażyczył sobie chrztu.

Był rok 1989 a Światowe Dni Młodzieży w Paryżu miały się odbyć w 1997.  Ale chyba ten chrzest „się nie przyjął”, bowiem już w wieku lat 15 zakochał się w matce swej koleżanki z klasy tak poważnie, że zaczął snuć plany matrymonialne wobec pani lat 39 i matki trojga dzieci.
Ale to są sprawy prywatne a miłość jest ślepa, więc zostawmy małżonkę pana Macrona, przyszłą Pierwszą Damę Francji w spokoju. Bowiem i bez miłości i żony starszej o 24 lata kariera pana Macrona zasługuje na uwagę.
Jak to w życiu bywa, poza wykształceniem, urodą i inteligencją, trzeba jeszcze mieć szczęście. A tego panu Macronowi od wczesnych lat nigdy nie brakowało. Kiedy uczniowska miłość syna okazała się bardziej niż ostentacyjna, zdruzgotani rodzice wcale nie oskarżyli nauczycielki o molestowanie seksualne czy inne „niedozwolone przez prawo zachowania” tylko wysłali chłopaka do szkoły do Paryża, żeby mu „miłość wyparowała z głowy”.

A tam czekał wielki świat, który chyba do marzenia młodego Emmanuela nawet postanowił poprzeć. Mimo początkowych trudności.
Kiedy młodzieniec ukończył katolickie (mimo wszystko) luksusowe Liceum Ludwika XIV i nawet w 1994 czyli w wieku lat 17 został krajowym laureatem konkursu matur,   aż dwa razy oblał egzaminy wstępne do Ecole Normale Superiere (ENA) – wyższej szkoły kształcącej pracowników najwyższej administracji państwowej i gospodarczej. Musiał się więc zadowolić studiami w zakresie nauk politycznych na Uniwersytecie Paris Nanterre. A jak już biedak dostał się jakoś do tej ENA i studiował w Strasburgu w latach 2002 -2004,  to się okazało, że ostateczna klasyfikacja absolwentów została anulowana z powodu jakiegoś „zażalenia”.  Ogólnie docent wiki trochę narzeka na pewne „dwuznaczności co do przebiegu studiów na ENA” pana Macrona.  Ale ostatecznie człowiek jakiś papier ma, chociaż kiedy zaczął opowiadać o swoich doświadczeniach na zajęciach z filozofii prawa wedle Hegla u profesora Etienne’a Balibara, to ten „nie mógł sobie przypomnieć tego epizodu”. Publicznie. Ale profesorowie znani są z roztargnienia.

Jak się  kandydat Macron  dostał na ENA za trzecim razem nie wiemy, ale skoro był to rok 2002, to kandydat Macron miał wtedy lat 25 i oznacza to, że na swej drodze życia właśnie spotkał multimilionera, pana Henri Hermanda, który co prawda wychował się w domku biednego szewca i miał tylko maturę, ale  walczył w Resistance i wybudował mnóstwo supermarketów we Francji i w Europie , dzięki czemu doszedł do majątku rzędu 220 mln Euro.
Starszy pan tak polubił obiecującego młodzieńca, że nie tylko pożyczył mu 550 tysięcy Euro na apartmą w Paryżu, nie tylko był jego drużbą na ślubie z panią Brigitte w roku 2007 ale nawet udzielił mu swoich biur w Paryżu na siedzibę partii „En Marche” (Naprzód!), założoną dla potrzeb kampanii prezydenckiej.
Ogólnie pan Macron miał straszne szczęście do ludzi, bo jak ukończył ENA, to zaraz zapragnął go zatrudnić jako „Inspektora ds. Kontroli Podatkowej przy Ministerstwie Finansów” sam szef Inspecion Generale de Finances pan Jean –Pierre Jouyet. Pan Macron pracował tam w latach 2004 -2008, po drodze żeniąc się z Brigitte i kupując im obojgu  gniazdko za pinionżki pana Hernande’a .

Oraz wstępując do Partii Socjalistycznej w 2006 r. gdzie jego nowy szef pan Jouyet przedstawił go panu Francois Hollande I Sekretarzowi Partii  i pani Segolene Royal, ówczesnej partnerce pana Hollanda, oczekującej bliskiego ślubu z ojcem swoich czworga dzieci. Swymi marzeniami podzieliła się z mediami, jakże lekkomyślnie.

W pracy „inspektora podatkowego” jego niezwykłe zdolności zostały docenione i już w sierpniu 2007 r. został „sprawozdawcą pomocniczym” (cokolwiek to znaczy) w  słynnej na całą Francję „Komisji Attali”, której lider pan Jacques Attali to biznesman, publicysta i reformator gospodarczy.  Też słynny.
Szczęście dalej młodego nie opuszczało i musiał się w tej „Komisji Attali” nieźle wybić, bo  kiedy szef banku inwestycyjnego Rothschild & Cie pan François Henrot poszukiwał młodego, dynamicznego pracownika , to pan Jacques Attali i jego kumpel Serge Weinberg od razu mu doradzili zatrudnienie pana Emmanuela Macron.

Od tej chwili życie słało mu się różami pod nogi, bowiem kiedy w 2012 r. w banku Rothschild & Cie otrzymano zadanie przejęcia  przez Nestle od Pfizera segmentu produkującego odżywki dla dzieci , to się okazało, że parę lat wcześniej młody pan Macron poznał w Komisji Attali szefa Nestle pana Petera Brabecka, to go zrobili doradcą w transakcji o wartości ponad  9 mld Euro. A ponieważ od roku 2008 do roku 2012 chłopak u tych Rothschildów „zaawansował” i był „dodatkowo na procencie”, to z jednej transakcji miał urobku ponad milion Euro.
Łącznie za okres do czasu „opuszczenia Rothschildów” i zajęcia stanowiska szefa sekretariatu Prezydenta Francji pana Hollande w maju 2012, pan Macron wykazał dochody w wysokości ok. 2 miliony Euro brutto a łączne dochody za okres 2009-2013 – 2, 8 mln Euro brutto. Miał wtedy 35 lat.

Co prawda po drodze rozczarował nieco  jako przedstawiciel firmy Rothschildów pracowników upadającej gazety Le Monde, namawiając się z przedstawicielem konkurencyjnej firmy , która chciała kupić udziały większościowe Le Monde’a – panem Alainem Mincem, doradcą i publicystą z korzeniami ze strony tatusia Józefa Minkowskiego w Brześciu Litewskim i KPP, ale kogo obchodzą pracownicy upadających gazet.

Czym się zajmował pan Emmanuel Macron jako Szef Sekretariatu Prezydenta Francji pana  François Hollande’a od maja 2012 do czerwca 2014 r. tego się nie dowiemy. Ale pamiętając doniesienia medialne o potajemnych rajdach na skuterze pana Prezydenta Francji do różnych ówczesnych dam jego serca, należy się domyślać, że głównie zajmował się wymyślaniem, gdzie pan Prezydent MÓGŁ SIĘ znajdować alternatywnie w taki sposób, że nie mógł się spotkać ani rozmawiać.

W uznaniu zasług młody milioner – biurokrata otrzymał 24 sierpnia 2014 r. posadę ministra ekonomii, przemysłu i „cyfryzacji”   u innego socjalisty lewaka z bankami w tle. Tym razem bank należał do dziadka Magi Vallsa  i nazywał się Banque Pons i Valls , w Hiszpanii zresztą. Ponieważ pan premier Manuel  Carlos Valls Galfetti wnuczek dziadka z bankiem urodził się we Francji w roku 1962 r. jako dziecko pana Xaviera Vallsa, malarza z Katalonii i syna bankiera oraz pani Luisangela Galfetti zasadniczo Szwajcarki w roku 1980 otrzymał obywatelstwo francuskie.  Jak to dziecko bankiera jego tatuś malarz Xavier balował głównie w towarzystwie takich postaci jak Vladimir Yankelevitch, wielki filozof francuski rodem z Odessy czy Alejo Carpenter – pisarz kubański, szef radia kubańskiego od czasu, gdy Fidel przejął władzę a od 1970 r. i  attache kulturalny Kuby w Paryżu, więc dziecko wychowywało się we właściwej ideologicznie atmosferze a z drugiej strony „na dobrym adresie”.

W sierpniu 2014 r. pan premier Valls zatrudnił pana Macrona na stanowisko ministra ekonomii, przemysłu i cyfryzacji a w lutym 2015 r. już miał na stole „pakiet reform” pod nazwą „loi Macron” (prawo Macrona), które socjaliści przepchnęli przez parlament francuski na podstawie art.49.3 konstytucji czyli „bez głosowania w szczególnych okolicznościach” . Były to głównie zmiany dotyczące pracy w niedzielę, wymiaru czasu pracy oraz płac w przemyśle.  Tzw. wolnorynkowe.  Na drugą nóżkę  pan Macron majstrował przy państwowych pakietach akcji w takich firmach jak np. Renault.
A w sierpniu 2015 r. ogłosił, że opuszcza Partię Socjalistyczną i staje się bezpartyjny.

W  kwietniu 2016 r. zaryzykował spokojne życie młodego milionera u boku atrakcyjnej małżonki i założył  „liberalną i postępową” partię „En Marche!” (Wpieriod!).  I nawet  otrzymał  od swojego drużby pana Henry Hermanda  lat 92 – w biurze jego firmy w Paryżu „wolne metraże” na siedzibę nowej partii.  Pan Henry Hermand , który od lat finansował think thank Partii Socjalistycznej pod nazwą Terra Nova, okazał się „liberalnym i postępowym multimilionerem”. I pomyśleć, że to ten sam człowiek,  który w roku 1967 kupił las od Elie de Rotschilda a obecnie zatrudniał 100.000 pracowników.
Jakkolwiek pana Macrona spotkała wielka strata, bowiem w listopadzie zmarł jego drużba w wieku lat 92, to jednak inni szlachetni ludzie udzielili mu poparcia tak silnego, że lud Francji chyba nie ma wyboru i wręcz musi bronić ojczyzny przez Marine Le Pen, wielbicielką Putina.

Wśród indywidualności , które udzielają poparcia kandydatowi są m.in. sam pan Barack Obama, pani kanclerz Angela Merkel, jest nasz pieszczoch Jean Claude Juncker. A żeby było jeszcze ciekawiej, szef Wielkiego Meczetu Paryża wezwał wszystkich muzułmanów do głosowania na Macrona.

To w zasadzie wystarczy za sam program. I wyjaśnia, dlaczego pan Macron podpiera swoją kampanię atakami na polską politykę antyimigracyjną. Dzięki temu nie musi tłumaczyć, w jakich okolicznościach przyrody multimilioner daje pożyczkę 550 tysięcy Euro jednemu z tysięcy ambitnych młodzieńców wstępujących do biurokracji francuskiej, podatkowej zresztą.

I w ten sposób dochodzimy do „naszego człowieka Rotszyldów” pana Jacka Chwedoruka, człowieka, którego kariera pokazuje, że firma Rodziny Rothschild stawia na osobowości niebanalne  i żądne przygód.

Grupa Rothschild posiada od grudnia  2001 r.  firmę zarejestrowaną na ul. Emilii Plater 53 przy Rondzie ONZ – pod nazwą Rothschild Polska sp. z o.o ,której prezesem od 12.10. 2007 r.  jest pan Jacek Chwedoruk, ur.1962 r.

W odróżnieniu od pana Macrona, który z uwagi na służbę publiczną i obyczaj francuski – ujawnił tatusia i mamusię, rodziców pana Jacka Chwedoruka nie znamy.  Chwedoruków jest sporo na Białorusi i Ukrainie a nawet paru w Międzyrzecu Podlaskim, z których jeden, ur. 1954 studiował w Szkole Milicyjnej w Legionowie, więc nie będziemy snuć spiskowych teorii dziejów.

Pan Jacek Chwedoruk ukończył Wydział Handlu Zagranicznego SGPiS w roku 1985 lub 1986 i otrzymał pracę w niemieckim Dresdner Bank „w Niemczech” a następnie wywiało go aż do Ameryki Południowej, gdzie został wykładowcą na „ Universidad EAFIT oraz w Banco Cafetero w Kolumbii” jak podaje jego biograf.

A co to jest Universidad EAFIT? To jest prywatna szkoła wyższa o nazwie Escuela de Administracion, Finanzas e Instituto Tecnologico” (Szkoła Administracji, Finansów i Instytut Technologiczny) założona w 1961 r.  w słynnym mieście Medellin w pięknej Kolumbii przez grupę przedsiębiorców miejscowych a wśród nich m.in. Gabriel Angel Escobar.

Z Kolumbią Polska utrzymywała stosunki dyplomatyczne przez IIWW i jeszcze kilka lat po wojnie jako Rząd na Uchodźctwie ale potem już długo była przerwa. Kraj to piękny, który za 25 mln USD odciął sobie kawałek terytorium i oddał USA na przekopanie kanału zwanego dzisiaj Kanałem Panamskim.
Poza tym warto może zwrócić uwagę na fakt, iż w latach 40-tych XX w. były tam jakieś „rewolucje” a od lat 60-tych działały co najmniej trzy paramilitarne organizacje „marksistowsko-leninowskie” prowadzące regularną guerillę czyli wojnę partyzancką na serio aż do lat 90-tych.

Pierwszy to  FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Zbrojne Rewolucyjne Odziały Kolumbii), którego jednym z przywódców był tow. Alfonso Cano, ur. 1948, założyciel Kolumbijskiej Partii Komunistycznej, wypuszczony z więzienia w ramach amnestii przez prezydenta Belisario Betancura, już w 1983 r. poszedł z uzbrojonymi kumplami w góry robić guerillę. Odpowiadał w partii za finanse. Od roku 2011 zastępuje go  w tych górach wykształcony na Uniwersytecie im Lumumby w Moskwie  ur. 1959 tow. Timoleón Jiménez dla przyjaciół „Timochenco” a naprawdę w  życiu Rodrigo Londoño Echevarri. Obecnie najprawdopodobniej operuje na granicy z Wenezuelą a środki czerpie z handlu narkotykami. Pod bronią ma co najmniej 15 tysięcy „partyzantów”.

Inne organizacje jak  FLN (Ejercito de Liberacion Nacional – Armia Wyzwolenia Narodowego) czy M-19  czyli Movimiento 19 de Abril (Ruch 19 Kwietnia), którego szefem był z kolei Antonio Navarro Wolff, inżynier po Uniwersytecie w Valle i następnie stypendysta Fundacji Rockefellera oraz British Council (Kursa podyplomowe w Wielkiej Brytanii). W latach 70-tych latał po górach z koleżkami z bronią a rząd urządzał na niego obławy a źli ludzie nawet mówili, że to całe M-19 jest finansowane bezpośrednio przez Pablo Escobara z pięknego miasta Medellin, który interes narkotykowy dopiero rozwijał w latach 80-tych. Tow. Wolff poszedł po rozum do głowy i wyszedł z podziemia aby wejść do legalnej polityki a nawet wystąpił w filmie dokumentalnym pt. „Escobar The Drug Lord” (Escobar Baron Narkotykowy). W każdym razie do połowy lat 80-tych organizacja miała prawie 2000 ludzi „w polu” i była druga po FARC.

W takich oto okolicznościach przyrody gdzieś w roku 1986 albo 1987 pan Jacek Chwedoruk z komunistycznej Polski czy raczej z Dresdner Banku w Niemczech wylądował w pięknym Medellin, gdzie znajduje się główna siedziba uniwersytetu, na którym wykładał i siedziba Banco Cafetero, gdzie pracował.  Co widział i czego nie widział pan Jacek Chwedoruk w pięknej Kolumbii raczej się nie dowiemy. Może nawet mijał różnych rewolucjonistów na ulicy. A nawet zobaczył Pablo Escobara w pancernej limuzynie.

Ale w 1988 r. zagrała trąbka do boju o demokrację w Polsce i na dany znak zaczęli zjeżdżać z wygnania i pan śp. Jan Kulczyk (z Niemiec)  i przyszły Specbankier Wojciech Kostrzewa (z Niemiec) i pan Jan Wejchert ( z Irlandii) oraz z dalekiej Kolumbii i kwitnącego Escobara – pan Jacek Chwedoruk.
Wiemy, co robili trzej pierwsi panowie a o zajęciach pana Jacka Chwedoruka wspomina pan Jacek Kwaśniewski. Otóż pan Jacek Chwedoruk w roku 1990 otrzymał posadę w Ministerstwie Finansów, którą błyskawicznie zamieniono mu na stanowisko Dyrektora Departamentu w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. Zasadniczo  „koordynował prywatyzację pierwszych polskich przedsiębiorstw”. Ale nie sam. Jak wspomina pan Jacek Kwaśniewski, szczęśliwy uczestnik tamtych wydarzeń,

Departamentu w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. Koordynował prywatyzację pierwszych polskich przedsiębiorstw, w tym przygotowanie oferty publicznej „pierwszej piątki”.

Ale nie sam. Jak wspomina pan Jacek Kwaśniewski , szczęśliwy uczestnik tamtych wydarzeń w opracowaniu pt. „Początki polskiej prywatyzacji 1989-1991: profesjonalizm kontra polityka” :”…Krzysztof miał klarowną wizję jak prywatyzacja ma wyglądać, jak należy zorganizować rynek  kapitałowy. Potrafił znaleźć do realizacji tej wizji odpowiednich wykonawców, którzy mieli  bardzo silną i idealistyczną motywację. Trudno wymienić wszystkich, więc wspomnę tylko dwie osoby: potężnego rozmiarowo, bardzo kompetentnego i sympatycznego Jacka Chwedoruka – szefa prywatyzacji kapitałowej i Alberta Radziwiłła (1931-2010) – świetnego strażnika naszej kasy. Osobno należy wymienić Henryka Sterniczuka – przyjaciela Lisa, który będąc profesorem w Kanadzie, przyjechał do Polski i odpowiadał u nas w Biurze za kontakty zagraniczne i szkolenia specjalistów. Miał na to pieniądze z fundacji George’a Sorosa, której celem była edukacja ekonomiczna krajów postkomunistycznych. Henryk był jej współpracownikiem. …”.

 

Kiedy idealiści zakończyli swoją misję i opadł kurz, z polskiego przemysłu zostały ruiny i zgliszcza ale za to syn księcia Alberta Radziwiłła z Zegrza – pan Maciej Radziwiłł  na ten przykład od roku 1993 był zatrudniony w Creditanstalt Securities SA , w latach 1994-1995 był wiceprezesem Credit Suisse First Boston Polska a  w latach 1986-1988 w Union Bank of Switzerland a potem poszedł na swoje. Brat książę Konstanty zajmuje się naszym zdrowiem narodowym.

 

A pan prof. Henryk Sterniczuk z dalekiej Kanady udziela się podobno w przemianach demokratycznych  i gospodarczych na Ukrainie ale podtrzymuje przyjaźń ze starych dobrych czasów i zasiada wraz z panem Jackiem Chwedorukiem z Rothschild Polska Sp z o.o.  w Radzie Fundatorów Fundacji Polski Instytut Dyrektorów z siedzibą na ul. Zielnej 37 w Warszawie (KRS nr 0000341704) a wraz z nim m.in. pani Henia Bochniarz, pan Wiesław Rozłucki czy pan Jacek Socha oraz inne szlachetne osoby, którym zawdzięczamy, to co widać.

I kiedy się tak siedzi w biurach przy Rondzie ONZ to można zatęsknić czasem za młodymi latami w uroczym Medellin w Kolumbii, gdzie można było spotkać jak nie rewolucjonistę Timochenko z uniwersytetu Lumumby to przynajmniej tego całego Escobara. Wszystko jedno, czy fundatora uniwersytetu, czy narco-miliardera.

Reasumując należy stwierdzić, że baronowie Rothschild mają wyjątkowo dobrą rękę do wyszukiwania i promowania prawdziwie wyrazistych życiorysów i osobowości.  Mają Francuzi Emmanuela Macrona ale my też nie wypadliśmy sroce spod ogona.  Może jeszcze pan Jacek Chwedoruk wystartuje na prezydenta. Jak nie Polski to chociaż Ukrainy.

 

 

Pink Panther
4 maja 2017

 

Źródło:  http://bobry7.salon24.pl/776031,emmanuel-macron-jacek-chwedoruk-rotszyldowie-i-escobar,4  , 04.05.2017

 

  • Na zdjęciu tytułowym: Emmanuel Macron, prezydent Francji wybrany 7 maja 2017. Fot. za INDEPENDENT. / wybór zdjęć wg.pco

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.05.08.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci