Miłość jako sposób walki z ubóstwem (cz.1)


W reakcji na ogrom ubóstwa i jego fatalnych skutków forsowane są twierdzenia, iż nie ma ono żadnego związku z sytuacją społeczno-gospodarczą Polski, która – w „ujęciu ekonomicznym” – jest rzekomo świetna i perspektywiczna. Podobnie inne, ostre przejawy kryzysu, są w Polsce ujmowane jako wydarzenia i epizody mało znaczące i oderwane od ogólnej sytuacji społeczno-gospodarczej.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

Oznacza to, że ogrom ubóstwa i rozmiary kryzysu społeczno-ekonomicznego przesłania się zakłamaniem. Powinno niepokoić, że to ewidentne zakłamanie jest łatwo przyswajane przez opinię publiczną. A może nie jest to wcale opinia publiczna, lecz ekspresja głośnych, a zarazem kłamliwych ośrodków podszywających się pod opinię publiczną. Niemniej bierność (i bezradność) wobec fałszu także daje sporo do myślenia.

 

Pojęcie ubóstwa
Warto więc zacząć niemal od początku, czyli od elementarnych – wydawałoby się – kwestii. Pierwszym zagadnieniem, które należy gruntownie przemyśleć, jest pojęcie ubóstwa. Łatwo zauważyć, że współcześnie ubóstwo zazwyczaj ujmuje się bardzo wąsko; jako ubóstwo materialne, a zarazem wyłącznie jako ubóstwo osobiste. Na widnokręgu nie widać ubóstwa duchowego, ani ubóstwa powszechnego, czyli występującego w skali społecznej. Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku jednym z ważnych problemów ekonomicznych było rozpoznanie społecznych konsekwencji ubóstwa materialnego, które uznawano (słusznie) niemal za tkankę rakową społeczeństwa. Wówczas w ekonomii sygnalizowano często negatywne konsekwencje rosnącego ubóstwa zarówno dla gospodarki (w skali makroekonomicznej), dla gospodarstw domowych i dla poszczególnych ludzi, a także dla polityki ekonomicznej, która przecież powinna się liczyć z kosztami rosnącego ubóstwa.

Takie społeczne konsekwencje ubóstwa materialnego, jak np. ograniczenie możliwości edukacji i dostępu do wyższej kultury, pogorszenie kondycji fizycznej i psychicznej, rozwody, wzrost chorób psychicznych i samobójstw, były wówczas traktowane poważnie. Już w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zaczęto posługiwać się potrójnym zniekształceniem. Po pierwsze, zbagatelizowano silny związek między tymi zjawiskami społecznymi a nędznymi warunkami egzystencji, ustalając autorytarnie, że jest to jedynie zależność leżąca w polu zainteresowania ekonomii „tradycyjnej”, zaś w szczególności skompromitowanej ekonomii marksistowskiej. Po drugie, przeforsowano pozbawioną logicznego uzasadnienia ideę, że wina za nędzne warunki materialne leży wyłącznie po stronie ludzi dotkniętych ubóstwem. Z upodobaniem lansowano tezę, że ubogim należy dać wędkę zamiast ryby, pomijając podstawowy fakt, iż łowienie ryb zakłada istnienie obfitujących w ryby akwenów wodnych. Do tego doszło trzecie mniej widoczne zafałszowanie: danych statystycznych.

Warto zatem przytoczyć stwierdzenie, które przywraca proporcje. „Mówiąc głód, mówiąc nędza, nie mam na myśli jedynie owego ogołocenia materialnego, owego kurczu wnętrzności ciała fizycznego, owej próżni strasznej, w której jęczy wielka część rodu ludzkiego. Mam tu na myśli także owe tak silne a liczne targanie wnętrzności ciała społecznego, ową nędzę intelektualną i moralną, ów brak wykształcenia, wiary i zasad, powodujące dla duszy życie równie zagrożone, niestałe, i niebezpiecznie burzliwe, jakiem jest życie ciała, skoro mu środków utrzymania nie dostaje”. Ten cytat z książki Augusta Cieszkowskiego jest rozstrzygający. Ubóstwo winno być pojmowane integralnie, niezależnie od tego, czy chodzi o wymiar materialny czy wymiar duchowy. Dopiero dzięki takiemu pojęciu ubóstwa można bowiem dostrzec jego skalę i liczne przejawy. Sytuacja wówczas okazuje się – jak dzisiaj- nadzwyczaj niepokojąca i trudna do przezwyciężenia.

Niektóre osoby, bagatelizujące ubóstwo duchowe, przywołują chętnie określenie „ubodzy duchem”, które w ten sposób służy za „teologiczne” usprawiedliwienie duchowego ubóstwa, a nawet stawianie wysoko ludzi cechujących się brakiem wykształcenia, wiary i zasad, albo jeszcze gorzej – nędzą intelektualną i moralną. Warto więc przyjrzeć się np. kolejnym prezydentom Polski wyłanianym w wyborach powszechnych w latach 1989-2010. To w większości owi fałszywi „ubodzy duchem”, czasem pozbawieni elementarnej kultury i znajomości języka polskiego. Co na to powiedzą polscy teolodzy?

Na tym problemy polskiej współczesności się nie kończą. Wszak żyjemy w czasie największego kryzysu ekonomicznego w czasach nowożytnych. Ale dotychczasowy regres intelektualny w Polsce uniemożliwia dotarcie do świadomości Polaków tego oczywistego faktu i jego złożonych implikacji.

Rzecz nie sprowadza się tylko do braku krytycyzmu. Odzywa się też lenistwo intelektualne, które jest żniwem niszczenia „arystokracji ducha” oraz konsekwencją atawizmu współczesnego plebsu poddawanego nieustannym manipulacjom politycznym: jak to było z paleniem i rabowaniem dworów? Rzeczy wzniosłe są więc często przyjmowane nieufnie i pogardliwie.

Toteż musi być jasne dla wszystkich, że perswazje nic nie zmienią. Zazwyczaj są to perswazje „od święta”. Nędzy intelektualnej towarzyszą wysiłki, by to wszystko zapomnieć, załagodzić, zakamuflować. Perswazje nic nie dają, a często są oportunistyczne i stronnicze.

 

Miłość bliźniego
Dopiero na tym tle warto przypomnieć myśli, które wprowadzają porządek w nasze rozumowanie. Dla Augusta Cieszkowskiego i wielu jego następców (aż do odzyskania niepodległości i okresu międzywojennego) trwałą podstawą była miłość bliźniego, wypływająca z głębokiej, mistycznej wiary w Boga. To zaś wymaga uznania, że miłość bliźniego jest czynnikiem organizującym rodziny, narody i ludzkość. Lub raczej – brak miłości bliźniego jest czynnikiem dezorganizacji oraz rozpadu rodzin i narodów.

Można oczywiście również miłość bliźniego wyłączyć z praktyki społecznej i gospodarczej, co właśnie w Polsce widać, redukując ją do pozytywnych, lecz ubocznych starań indywidualnych, wyłącznie do działalności charytatywnej nawet wówczas, gdy Polska ugina się pod ciężarem zakłamania i kryzysu ekonomicznego. Brak dalekowzrocznej praktyki przeciwdziałania ubóstwu materialnemu i duchowemu jest obecnie najbardziej dolegliwym problemem społeczno-ekonomicznym, który wymaga głębokiego przemyślenia. Najkrócej mówiąc, pozostawienie nędzy dobrowolnym, indywidualnym aktom charytatywnym prowadzi do tego, że o nędzarzy troszczyć się mają sami nędzarze.

Wydaje się, że współcześnie pojęcie miłości bliźniego zostało w potocznym rozumieniu silnie zniekształcone pod wieloma względami. Stało się sentymentalne (miłość bez prawdy jest sentymentalizmem!).Dlatego warto cofnąć się do przemyśleń, które wydają się pozornie przestarzałe albo nawet wywołujące opór lub konsternację.

Dotkniemy niektórych newralgicznych punktów, odwołując się do mądrych wypowiedzi Augusta Cieszkowskiego. Jedynie pobieżnie warto zaznaczyć, że miłość bliźniego odnosi on do triady: rodzina, ojczyzna, ludzkość. To, co dziś nas powinno najbardziej zastanawiać, to przemilczanie, wyłączanie i negowanie w wielu wypowiedziach duchownych i świeckich katolików przemilczanie jej środkowego ogniwa: ojczyzny. W tym punkcie pojawia się zbieżność liberalnych „przekonań religijnych” z neoliberalnymi koncepcjami homogenizacji społeczeństw, a nawet ubezwłasnowolnienia narodów, których agresywna promocja jest coraz silniejsza.

Błędne podejście do ubóstwa polega na tym, że pomija się społeczny charakter walki z ubóstwem. Miłość chrześcijańska nie jest wyrazem subiektywnych wyobrażeń, a tym bardziej sentymentalizmem. W tym wypaczonym sensie walka z ubóstwem sprowadzać się będzie do zachęcania ludzi do akcji charytatywnych, bez likwidacji lub neutralizacji przyczyn ubóstwa, a więc do jego faktycznego usankcjonowania. Miłość chrześcijańska jest więzią organizacyjną, dzięki której troska o bliźnich przyjmuje formę społecznie zorganizowaną. Toteż kiedy ktokolwiek wspomni na przykład o dystrybucjonizmie (na rzecz ubogich), rozlegają się głosy oburzenia i potępienia, nawet w kręgach sztandarowo chrześcijańskich.

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Polecamy artykuły prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

  • Zdjęcie tytułowe:   fot. sxc.hu za sfora.pl / wybór wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22017.06.18.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński