Parasol Ministerstwa nad interesami w Służbie Zdrowia. Osteoporoza-biznes.


Z cyklu: „P-221 & P-222, państwo istnieje formalnie”

 

Interesy w Służbie Zdrowia, pod parasolem Ministerstwa Zdrowia.

 

 

Aby garstka mogła dobrze żyć, tłumy muszą umierać.

 

 

Teoretycznie w Polsce istnieje system polityczny, w którym parlament ustala prawo i budżet, a rząd je realizuje. Tyle mówi teoria. Praktyka wskazuje jednak na zupełnie inny system prawny, istniejący w tym biednym kraju, jeszcze pomiędzy Odrą i Bugiem. Ot, pierwszy lepszy przykład, którym nas raczą mass media polskojęzyczne, niemieckich właścicieli, po amerykańskim zarządem do 2099 roku [dr Brzeski]. Okazuje się, że zadłużenie naszego nieszczęśliwego kraju [St. Michalkiewicz] systematycznie wzrasta.
Przypomnę, ile to pożyczek pobrali tzw. namiestnicy tego Wesołego Baraku nas Wisłą [Janek Pietrzak]. Jeszcze za Wł. Gomułki bilans Polski był na plusie i wynosił 3.5 miliarda dolarów.
Potem poleciało lawinowo. Gensek Edward Gierek, agent Kominternu, czyli Międzynarodówki koncernu Rothschilda, pobrał 10 miliardów dolarów, które to pieniądze poszły na budowę rurociągu orienburskiego i celulozowni zabajkalskiej. Było to w latach 1970 – 80, czyli potrzebował 10 lat. Spłacaliśmy jego dług do 2010 roku.
Gen. W. Jaruzelski, alias Wolski alias Słuckin… zadłużył Polskę na 25 miliardów. Jak wiadomo, w Polsce w owym czasie nic nie budowano, z wyjątkiem utopienia kilku miliardów w budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu. Efekty ekonomiczne tej inwestycji nigdy nie zostały podane do wiadomości publicznej. Ale sprywatyzowało się sporo ludzi. Była to priorytetowa budowla hunty wojskowej. Ciekawe, dlaczego właśnie wojsko się tak interesowało atomem? Innymi słowy, cała reszta pożyczki poszła na wojenkę w Afganistanie? Takie wrażenie można odnieść po przeczytaniu pamiętników tzw. Afgańców. W. JARUZELSKI, ALIAS SŁUCKIN, POTRZEBOWAŁ NA ZACIĄGNIĘCIE TEJ POŻYCZKI RÓWNIEŻ 10 LAT. Kolejny namiestnik z tej samej opcji politycznej, podobno agent GRU, Józef Oleksy, pobrał z banków zachodnich 35 miliardów dolarów. Był rok 1995.
Jeszcze lepszym w tym łupieniu Polaków był kolejny agent Informacji Wojskowej p. Jerzy Buzek, który w krótkim okresie pobrał w imieniu Polski od zachodnich bankierów, aż 69 miliardów dolarów w 2000 r. Następny namiestnik z tej samej opcji politycznej, p. Leszek Miller, do 2003 roku pobrał od zachodnich bankierów 106 miliardów dolarów. Potem jeszcze 15/60 miliona dolarów, jako napiwek za tajne więzienia CIA przyniósł mu w kartonie ambasador USA.
Dalej poszło jeszcze łatwiej. Ta sama opcja, ale już pod sztandarem CIA, czyli namiestnik od Iraku, p. Marek Belka pobrał od zachodnich bankierów 122 miliardy dolarów. Awansował za to do kadry banków zachodnich, a potem został dyrektorem wykonawczym konsorcjum Rothschilda, jako namiestnik NBP.
Jak wiadomo, to p. Rothschild powiedział, że nieważne, kto rządzi danym państwem, ważne, kto emituje pieniądz. Był rok 2005. Premier Marcinkiewicz w okresie 6 miesięcy swoich rządów pobrał ponad 67 miliardów pożyczki.
Następny namiestnik naszego nieszczęśliwego kraju, p. Jarosław Kaczyński podniósł poprzeczkę i w krótkim okresie swoich rządów zdołał pobrać od zachodnich bankierów aż 166 miliardów dolarów. Był rok 2006. W następnym roku 2007 dorzucił do pierwotnej kwoty, jeszcze 205 miliarda dolarów, czyli łącznie było to 371 miliardów.
Kolejny namiestnik, p. Donald Tusk, w czasie swoich ośmioletnich rządów podbił stawkę pożyczek przy pomocy pana Vicenta R. o kolejne 350 – 500 miliardów. Pomimo minięcia już wielu miesięcy od zmiany rządu, do dnia dzisiejszego nie ustalono, ile ten facet naprawdę pożyczył. Ciekawe, nieprawdaż?!
To krótkie zestawienie oczywiście nie jest w żaden sposób odzwierciedleniem prawdziwym i podane kwoty mogą być zdecydowanie wyższe. Żaden bowiem z kolejnych namiestników nie przedstawił tzw. Księgi Otwarcia swoich rządów, czyli kontynuował to, co poprzednicy zabrali.
I mamy dwa problemy.
Po pierwsze, dlaczego nigdy nie przeprowadzono remanentu po poprzednikach? Nawet kasjerka w supersamie, zmieniając koleżankę, dokonuje mini remanentu. A namiestnicy naszego nieszczęśliwego kraju przychodzili na swoje i nie potrzebowali żadnej kontroli, pomimo że podawali się za opozycję?
Po drugie, na co owe pieniądze poszły? Żaden z wymienionych rządów nigdy nie rozliczył się z pobranych pieniędzy. Zupełnie infantylne były informacje o tym, że wynoszono krzesła z pałacu namiestnikowskiego przez członków poprzedniej ekipy. Czyli wynoszone krzesła to problem, a defraudacje miliardów dolarów to normalka?
Oczywiście, nikt nie śmie zapytać nawet, nie wspominając o publikacji, na co te ogromne kwoty zostały wydane przez kolejne rządy warszawskie. Dług genseka Gierka, agenta Kominternu, to było tylko 10 miliardów, plus 20 miliardów genseka Jaruzelskiego alias Słuckina, alias Wolskiego, które spłacaliśmy do 2010 roku. 500 miliardów dolarów, czy euro, to ponad 2 biliony, a budżet państwa, to coś tam powyżej 300 miliardów.
Czyli, mamy stan faktyczny następujący:
sejm RP ustala budżet w wysokości 300 miliardów, a
Rząd potem sobie dokłada samodzielnie następne 300 miliardów. Mało tego, nie przedstawia żadnego rozliczenia z tych dodatkowych miliardów. W żadnym Dzienniku Ustaw nie ma nawet zarysu wydatków rzekomej pożyczki.
Żadnego aktora sceny politycznej nie interesuje, w jakim celu i na jakich warunkach Rząd zaciągnął pożyczki.
Żadnego ekonomisty występującego w mass mediach nie interesują sprawy pożyczek. Czyli obecne rzekome zadłużenie jest tak duże, że przez 7 lat żaden Polak nie powinien nic jeść, ani pić, aby to spłacić. I już widzisz Dobry Człeku, gdzie Twoje miejsce w tym szeregu niewolników. Nie wspomnę oczywiście o Twoich dzieciach, czy wnukach.
Żaden dziennikarz nie ruszy tematu pożyczek, co najwyżej będzie się starał mniej wartościowemu ludkowi wmawiać, ile to musi płacić. Przyczyna jest bardzo prosta – brak własnej prasy.
Przykładowo: w Polsce stacja TVN została wykupiona przez brytyjską firmę Southbank Media Ltd. Problem polega na tym, że ta brytyjska firma jest z kolei kontrolowana przez amerykański koncern Scripps Networks Interactive. 
A kto produkuje większość szczepionek?
W jakim kraju najbardziej truje się dzieci szczepionkami?
No, oczywiście w Ameryce.
W Polsce wolno się zajmować aktorom sceny politycznej takimi tylko tematami, jak tabletka dzień po, czyli Ella-One.
Właśnie tygodnik Wprost rozpisuje się nad dyskusją, jaka miała miejsce w Komisji Sejmowej, zajmującej się zdrowiem. Cóż za argumenty, co za emocje, tak jakby to było najważniejsze wydarzenie roku. Jako czołowy argument podawano właśnie sprawy depopulacji.
I mamy poważny problem. 
Od 2003 roku na naszym niebie latają dziwne samoloty, obsypujące nas jakimś proszkiem o nieznanym w Polsce składzie. Wszelkie informacje naukowe podają, że w skład tego proszku wchodzą metale ciężkie, aluminium, jakieś plastiki i masa innych rzeczy. Ewidentnie, jak podają to publikatory zagraniczne, jest to związane z m.in. depopulacją. Sypane jest to na nasze głowy i wszyscy musimy to wdychać.
Jak to przedstawiłem wcześniej, wojsko zupełnie „nie orientuje” się, kto to tak zaśmieca polskie powietrze.
Wiadomo, że opad ten powoduje znikanie pszczół. Jak podał mi znajomy pszczelarz, w okresie ostatnich 8 lat z jego 35 uli nie pozostał mu żaden, wszystkie pszczoły „wyparowały”, czyli zniknęły. Między bajki należy włożyć te plotki, jakoby powodowały znikanie pszczół pestycydy, czy wirusy. Już dawno ta fałszywa flaga kompleksu militarnego została wyśmiana. W różnych krajach, w których spryskuje się głowy ludzi tym „świństwem” opisywane są nowe choroby zwane Morgellons.
Tylko w Polsce, zarówno Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego, zwane Zdrowia, jak i podległe mu instytucje udają, że nic się nie dzieje. Proszę samemu sprawdzić.
Na żadnej stronie tych jeszcze państwowych, czyli opłacanych przez podatników instytucji, nie ma nic, za wyjątkiem handlu szczepionkami.
Taki p. Posobkiewicz pełniący obowiązki Głównego Inspektora Sanitarnego zajmuje się rapowaniem, a nie kontrolowaniem warunków sanitarnych powietrza. Ale jest opłacany przez ten mniej wartościowy ludek. Podobnie działają Izby Lekarskie, które uzurpują sobie kontrolę nad jakością udzielania usług medycznych.
Po pierwsze, jak wiadomo od dwóch dziesiątek lat, w Polsce lekarze nie leczą, tylko wypełniają procedury opracowywane przez urzędników, z których mało który był lekarzem praktykiem.
W Gdańsku np. profilaktykę w NFZ-cie prowadziła kobitka po kursie kilkumiesięcznym. Po śmierci chorego w Izbie przyjęć, ordynator innego szpitala tłumaczył się naiwnie, ale procedury zostały zachowane.
Czyli mamy taką sytuację: jak chory umiera, ale procedury zostały zachowane, to wina chorego, ponieważ nie chciał się dostosować do „mądrych inaczej” procedur, wymyślonych przez aparatczyka.
W związku z bezdyskusyjnym faktem powiązań urzędniczych z przemysłem, procedury w założeniu nie mogą być dobre. Tym bardziej, że nie uwzględniają zawodu wykonywanego przez chorego, jego diety, ani skażenia lokalnego środowiska. Podobne objawy mogą przecież być wywoływane przez zupełnie różne czynniki. Ale o tym trzeba wiedzieć, a nie handlować szczepionkami.
W dniu 21 czerwca, weszliśmy w nowy etap spryskiwania Polski. Na niebie na północy pojawiły się takie same samoloty, jak te, które znajdują się na zdjęciach zagranicznych. Różnią się od tych, które do tej pory latały tym, że wyraźnie widoczne są po dwie smugi wydobywające się spod tylnych skrzydeł. Do tej pory smugi powstawały za ogonem, lub po jednej spod skrzydła.
I wracamy do marionetkowej demokracji tego kondominium.
Podobno, jak podała kiedyś GW, godzina lotu takiej maszyny kosztuje 100 000 złotych. W dniu dzisiejszym latało nad moją głową 6 samolotów do południa i 5 po południu. W sumie latały na pewno dłużej, aniżeli godzinę. Czyli koszt lotów wahał się od 500 000 do 1 000 000 złotych.
Proste pytanie! Kto za to płaci, skoro Dziennik Ustaw nie wymienia takiej pozycji i w sejmie nigdy nie padło słowo chemtrails?
Jest to jeszcze jeden dowód, że jesteśmy państewkiem fasadowym bez własnego budżetu.
Dokładniej: istnieją dwa budżety. Ten zatwierdzany w Sejmie i ten drugi, znacząco większy, o całkowicie niejasnym przeznaczeniu.
Tylko dlaczego my i nasze wnuki musimy spłacać coś, co wg hipotezy roboczej praktycznie nie wpłynęło w ogóle do Polski?
Musisz sam pomyśleć, Dobry Człeku, czy jesteś kompletnym niewolnikiem, czy jeszcze możesz myśleć? Wysłuchaj wywiadu dr Błasiaka i będziesz wiedział, gdzie Twoje miejsce. Ale pomyśl także, w jakim celu kupujesz taką prasę?

*    *    *

Kolejny dowód niekompetencji Ministerstwa Zdrowia i Izb Lekarskich – Osteoporoza.

„Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to oznacza ona prawo do mówienia tego, czego ludzie nie chcą słyszeć i co chcieliby ukryć”.
– Jerzy Orwell
Jak na pewno zdążyłeś się przekonać Szanowny Czytelniku, bardzo modnym tematem stało się zjawisko osteoporozy. Pisałem już o tym kilka razy, ale tsunami sprzedaży tzw. leków na osteoporozę świadczy, że wypełnianie idiotycznych procedur jest bezmyślnie kontynuowane. Jak można się zorientować, ani Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego zwane Zdrowia, ani Izby Lekarskie, nie stoją na straży rzetelności wykonywania zawodu lekarza. Wręcz przeciwnie, niejasna sytuacja dofinansowywania Izb Lekarskich, jak również niepublikowanie sprawozdań, każe z przymrużeniem oka oceniać te wszelkiej maści wystąpienia działaczy.
Proszę zauważyć, że szeroko nagłaśniana wśród działaczy akcja „czystych rąk”, zaowocowała ujawnieniem tylko 20%  osobników „współpracujących” z firmami farmaceutycznymi. Najlepszym dowodem bezpośredniego przełożenia współpracy „lekarza” z firmami na jego postępowanie, jest donos kierownika ośrodka w Gniewkowie na Matkę, która nie chce zaszczepić swojego dziecka przeciwko gruźlicy, czyli szczepionką nie mającą wielkiego znaczenia, a w takich krajach jak USA, w ogóle nie stosowaną. No, ale oczywiście to śmieszni Amerykanie nie wiedzą, co robią, a pan kierownik ośrodka  zdrowia ma dużo większą wiedzę i doświadczenie, aniżeli 320 000 000 Amerykanów.
Na czym polega cała szarlataneria z tą gęstością kości, tak nagminnie nagłaśniana obecnie w Polsce? Generalnie sprawa sprowadza się do przemysłu, który wyprodukował aparat i koniecznie chciał go sprzedać medycynie. Pierwszym, który zorientował się, jak łatwo oszukiwać ludzi poprzez medycynę, był niejaki Rockefeller. W prosty sposób, sprzedając naftę jako najlepszy środek na raka, naciągał masę ludzi. Butelka nafty kosztowała 37 dolarów, a koń w owych czasach kosztował 10 dolarów.
Po wielu latach podobny proceder sprzedawania nafty jako leku na raka został wprowadzony w Polsce w stanie wojennym, razem z przyprowadzeniem niejakiego Harrisa poprzez Kościół. Huncie było to bardzo na rękę i zezwalała na takowe zgromadzenia chętnych przed kościołami. Hunta widząc takowe powodzenie akcji, zaczęła organizować podobne akcje z niejakim Nowakiem albo telewizyjne z Kaszpirowskim.
Jak starsi pamiętają, takie naigrywanie się z elementarnej wiedzy nie tylko medycznej, nie powodowało żadnych protestów środowisk naukowych, ani wyższych uczelni medycznych, nie wspominając o Ministerstwie, nie wiadomo dlaczego, zwanym Zdrowia. Zresztą jest to zupełnie podobna sytuacja do sprowadzania magów filipińskich, czy innych, za cichą aprobatą Izb Lekarskich i Ministra Zdrowia.
Proszę zauważyć, Izby Lekarskie ostro występowały przeciwko homeopatii, Minister miesza się i wprowadza siłowe rozwiązania szczepionek, a zupełnie „olewa” sprawę magów rozmaitej proweniencji, grasujących w naszym Kraju? Przecież oni się oficjalnie reklamują w prasie masowej dezinformacji. Sam musisz sobie na to i podobne pytania odpowiedzieć, Dobry Człeku. Można by przypuszczać, że poziom merytoryczny tych rektorków i profesorków w stanie wojennym nie odbiegał znacznie od poziomu Harrisa.
Ad rem. 
Dlaczego wszystko, co jest związane z tzw. osteoporozą, jest generalnie oszustwem? 
To bardzo proste!
Definicję osteopenii wymyślili eksperci powołani przez WHO w 1992 roku. Oczywiście, nie ma żadnych wątpliwości, że WHO ich samo wybrało, przynajmniej prasa nie podawała żadnych informacji o konkursie na to stanowisko.
Już w 1994 roku wymyślono przeciwstawne pojęcie osteoporozy. W podtekście było wiadomym, że za tymi pojęciami stoi przemysł farmaceutyczny, mający do sprzedaży gotowe preparaty.
 Dlaczego było wiadomym?
Ponieważ musiano stworzyć normy prawidłowej gęstości kości. Powstało wiec pytanie, jak to zrobić. Owi oenzetowscy genialni eksperci wpadli na pomysł, żeby jako normę przyjąć gęstość kości 32 letniej kobiety. Jestem w stanie to zrozumieć. W tym wieku kobieta jest juz dorosła i wie, co trzeba robić, aby starsi panowie nie spali. Przecież dla każdego faceta jest zupełnie jasnym, że nie mogli przyjąć gęstości mineralnej kości 80-letniej staruszki. Nie wymaga to chyba wyjaśnień? Tak więc postępowali jak najbardziej naukowo, z zastosowaniem matematyki.
Uznali, że w normie mieści się gęstość mineralna kości standardowej białej kobiety,  mierzona urządzeniem rentgenowskim zwanym absorpcjometrem podwójnej gęstości DXA, lub DEXA, plus minus 2,5 odchyleń standardowych. No i od razu wpadli do dołka, który sobie sami wykopali.
Po pierwsze, wiadomo już na pierwszym roku studiów medycznych każdemu studentowi, że w miarę starzenia się, gęstość kości maleje. Tak więc owi  WHO – WSCY EKSPERCI PO PROSTU ZAMIENILI STAROŚĆ NA INTERES. Tak przyjęte wartości „prawidłowe” już od razu zaliczają  ponad  16 % młodych kobiet do grupy chorych na osteopenię, czyli wymagających leczenia. Dalsze 3% ludzi ma już w wieku 30 lat osteoporozę, czyli także wymaga leczenia.
Po czynach ich sądzić będziecie.
Wynika z tego prostego przykładu, że celem było stworzenie większej grupy chorych. Z tych samych wyliczeń wynika jednoznacznie, że np. w wieku 25 lat 15% ludzi ma osteopenię, a w wieku lat 50 liczba ta wzrasta do 33%. W wieku 65 lat już 60 %  ludzi będzie chorowało, z tego 40% będzie miało osteopenią, a 20% osteoporozę. Jak zwał tak zwał, ale płacić trzeba. Co za różnica, czy to osteoporoza, czy osteopenia, ważne, aby ludzie kupowali nasze leki.
I mamy kolejny problem.
Journal of Clinical Dencitometry opublikował pracę, z której wynika, że aż 30 do 39 % pacjentów, którym zdiagnozowano osteoporozę, po zmianie projekcji aparatu z Z, na T-score, okazało się być w grupie prawidłowej. Czyli zaliczenie do grupy osteopenii, czy osteoporozy, zależy także od naciśnięcia odpowiedniego klawisza w aparacie.
Dużo poważniejszym problemem jest fakt, że gęstość kości niewiele ma wspólnego z jej wytrzymałością, czyli jakością. Każdy uczeń szkoły podstawowej wie, że np. szkło jest bardzo twarde, ale jednocześnie bardzo kruche, a drewno odwrotnie, jest miękkie, ale złamać je nie jest tak łatwo. Albo proszę zaobserwować pajęczynę, która ma niesamowitą wytrzymałość, a praktycznie nie ma gęstości.
Innymi słowy, tzw. ekspertom WHO pop…..ło się dokładnie w głowach, o ile je mają. Pomieszali gęstość, czyli ilość jąder atomowych na cm3, z elastycznością materiału. Od razu widać, jaki poziom merytoryczny reprezentują owe ludziki. W WHO nie jest to nic nadzwyczajnego, proszę sobie przypomnieć sprawę tzw. świńskiej grypy z 2009 roku.
Problemem jest, niestety, to o wiele poważniejsza sprawa, mianowicie jaki poziom reprezentują polscy reumatolodzy, ortopedzi itd., skoro bezmyślnie przyjęli takowe wyjaśnienia. Te olbrzymie plakaty o osteoporozie w przychodniach. Telewizja cały czas reklamuje odpowiednie leki na osteoporozę, czy osteopenię. Interes kwitnie, ponieważ te reklamy są płatne, a płacić musi pacjent w cenie kupowanego leku.
Proszę zauważyć, Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego, nazywane Zdrowia, skreśliło elementy mechaniki z przedmiotów: fizyka medyczna, biofizyka, czy ortopedia. W rezultacie nawet tak proste deformacje, jakie występują u kobiet podczas chodzenia w szpilkach, nie są rozrysowywane. Wiadomo, że ponad 90% pracowników Służby Zdrowia to kobiety. Służbą nazywało się to dawniej, obecnie mówi się o Rynku Zdrowia, a to zupełnie co innego. Inne są cele służby, a inne rynku.
 Omawiany temat zarówno obuwia dla kobiet, jak i osteoporozy, mieści się doskonale w pojęciu „rynek”. Każdy bowiem wykształcony medyk w okresie sprzed przemian wiedział, że jakość kości ludzkiej nie zależy od gęstości mierzonej radiologiczne. Przykładowo opublikowano prace, wskazujące na fakt możliwości zmniejszenia częstości złamań kości, bez zwiększania ich gęstości, poprzez podawanie witaminy K-2.
Jeszcze prościej można ten stan osiągnąć, spożywając w miarę często brukselkę, brokuły, kalafiory w postaci sałatek, na surowo, np. z majonezem, kwaśnym mlekiem, czy jajkami, w ilości ok. 200 gram kilka razy w tygodniu. Te gazetowe tuzy medycyny, reprezentujące Ministerstwo, czy Izby Lekarskie zapomniały w nawale reklam o tym, że wyższa gęstość kości w wieku starszym, jest związana o od 200 do 300 % większym ryzykiem raka piersi. No ale po co w tym wieku komuś potrzebne są piersi, wg Ministerstwa nie są już ważne i można je spokojnie amputować.
O tym, że większa gęstość kości u kobiet jest skorelowana ze złośliwym rakiem piersi, donosiły już prace w 1996 roku np. Journal od American Medical Association. Podobne prace publikował J. of Nutrition Recens 1997, czy American J. of Epidemiology. Kobiety z najwyższa gęstością mineralną kości, mają  o 3.41 krotny wzrost ryzyka raka piersi. Z kolei Journal of Brest w 2001 roku opublikował prace: Kobiety z niską gęstością kości, są chronione przed rakiem piersi.
To co jest istotniejszą chorobą: rak piersi, czy złamanie? Generalnie złamanie kości leczy się obecnie bezproblemowo. Jak podają natomiast statystyki, rak piersi jest na drugim miejscu przyczyn zgonów u kobiet, zaraz po chorobach serca. Rak piersi to nie tylko amputacja piersi, ale zaraz potem chemia, czy radioterapia, skracająca życie 4-krotnie. Szeroko reklamowane przyjmowanie natomiast preparatów wapniowych, jest związane z 24-27% zwiększeniem ryzyka zawału mięśnia serca. Tak przynajmniej informują dwie metaanalizy, wydrukowane w LANCECIE .
Tak więc mamy poważny problem:
Co jest mniejszym złem dla chorych – osteoporoza, która występuje bardzo rzadko, czy rak piersi?
Dlaczego Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego, zwane Zdrowia, nie zajmuje się tym problemem i nie ostrzega  ludności przed szkodliwością zabawą z gęstością kości? Jedynym widocznym aspektem działalności Ministerstwa jest przymus szczepień.
Dlaczego z programów studiów medycznych wycięto wszelkie tematy dotyczące tego problemu, np. szlak cholesterolowy, rola witaminy D-3, czy K-2?
Sam musisz zrozumieć Szanowny Czytelniku, że rynek potrzebuje nowych potencjalnych kupców tych procedur, czyli chorych. Jak nie chcą sami chorować – o, przepraszam – kupować, to obniżamy normy i robimy to centralnie, robiąc z nich chorych. Jakie to proste…
Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

  • Zdjęcie tytułowe: Dr Jerzy Jaśkowski / fot. YT-Tagen / Wybór zdjęcia wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2017.06.27.
Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski