O stosunkach polsko-niemieckich. Czy Polska zrzekła się reperacji wojennych?


Straty wojenne Polski

 

Druga wojna światowa doprowadziła Polskę do utraty aż 38%. majątku narodowego, gdy np. Francja straciła 1,5% swojego majątku, a Wielka Brytania 0,85%. Jak wynika z opublikowanego w 1947 r. sprawozdania Biura Odszkodowań wojennych straty polskiego kolejnictwa pochłonęły 84% stanu jego posiadania, straty poczty i telekomunikacji obliczona na 62% energetyki 65%, przemysłu tekstylnego 70 %, górnictwa węglowego 42%. Zniszczeniu uległo 65% polskich fabryk, 986 tys. gospodarstw domowych na wsi i 1 mln 982 w miastach. Ogromne straty poniosło polskie rolnictwo, rabowane przez sześć lat ze zboża, zwierząt rzeźnych, ziemniaków i tym podobnych. Za zabicie tucznika bez zezwolenia niemieckie władze okupacyjne karały śmiercią. Straty w zabitych i pomordowanych w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców wynosiły w Czechosłowacji 15 osób, w ZSRR 40 osób, w Grecji 70, Jugosławii 108, w Polsce 222 obywateli. Według danych Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej (Londyn, czerwiec 1945) przez Światowy Związek Polaków z Zagranicy „Informator Polski” w rozdziale „Struktura ludnościowa” (str. 19), w 1939 r. Polska miała 35 mln 339 tys. mieszkańców, w tym: 24 mln 400 tys. osób narodowości polskiej (69%), a w 1946 r. osób narodowości polskiej było już tylko 20 mln 520 tys. z ogólnej liczby 23 mln 911 tys. obywateli polskich mieszkających w nowych granicach Polski. Ubyło więc 3 mln 880 tys. osób narodowości polskiej. Takie są straty ludnościowe Polski w czasie II wojny światowej. To jeszcze nie wszystko, gdyż pozostaje jeszcze sprawa zagarnięcia przez Niemców polskich dóbr kultury.

Przygotowania do grabieży polskich dóbr kultury rozpoczęte zostały w Niemczech jeszcze przed wybuchem działań wojennych i agresją na Polskę w 1939. Plan systematycznej grabieży państwowych i prywatnych zbiorów sztuki, których spisy zostały sporządzone przez niemieckich historyków sztuki na podstawie naukowych kontaktów przedwojennych i częstych wizyt w muzeach i kolekcjach polskich, został zrealizowany poprzez powołanie kilku organizacji, które 1 września 1939 przekroczyły granice Polski razem z regularną armią niemiecką.

Po zakończeniu kampanii wrześniowej grabież dzieł sztuki, konfiskat oraz tysięcy zwykłych rabunków (dokonywanych odrębnie przez wojsko i funkcjonariuszy nazistowskich) została usankcjonowana odpowiednimi przepisami prawnymi okupanta, łamiącymi ustalenia IV konwencji haskiej z 1907 r. zakazującej takich praktyk. Grabież ta była realizowana przez specjalnie utworzone do tego celu organy. Ocenę i procedurę rabunku zabytków kultury polskich z muzeów, bibliotek, zamków, dworów i mieszkań prywatnych prowadziły instytucje SS-Ahnenerbe (w ramach Einsatzgruppen), Haupttreuhandstelle Ost (HTO), oraz ekipy rzeczoznawców, niemieckich historyków sztuki, ekspertów i kustoszy z SS-Komando Paulsen (pod kierownictwem profesora prehistorii Petera Paulsena). Działania tych organizacji koordynował minister Rzeszy Arthur Seyss-Inquart oraz Otto Wächter (w zastępstwie Seyss-Inquarta). Przy rządzie III Rzeszy funkcjonował specjalny Pełnomocnik do Rejestracji i Zabezpieczenia Dzieł Sztuki i Zabytków Kultury.

Heather Pringle, kanadyjska dziennikarka, w książce „Plan rasy panów” w jednym z podrozdziałów opisała kradzież przez Niemców dzieł sztuki z polskich muzeów. Podrozdział ten zatytułowała „Złodzieje”. Autorka o kradzieży ołtarza Wita Stwosza napisała:

„Peter Paulsen podlegał bezpośrednio trzydziestosześcioletniemu standartenführerowi SS Franzowi Sixowi, który uzyskał tytuł doktora w dziedzinie politologii i przez wiele lat był przywódcą bojówek. Six przedstawił założenia: Paulsen miał się udać z niewielkim zespołem naukowców i trzema wozami meblowymi do Krakowa, dawnej stolicy Polski, aby tam znaleźć i zabrać ołtarz wykonany przez Wita Stwosza, jeden z najcenniejszych dzieł sztuki w Polsce, a następnie przywieźć go do Berlina. (…) Paulsen wyjechał z Krakowa 1 października 1939 r. z trzema wozami meblowymi i skrzyniami. Władze polskie w Krakowie ukryły wcześniej ołtarz, podejrzewając, że wkrótce pojawi się ktoś, by go zabrać. Sześć lat wcześniej wydano zawrotną sumę na renowację nastawy ołtarzowej, również przeprowadzoną w celu uczczenia rocznicy śmierci twórcy, władze więc chciały ją za wszelka cenę ocalić. Retabulum pocięto na trzydzieści dwa duże fragmenty, starannie zabezpieczono w skrzyniach i wywieziono do kryjówek poza miastem. Paulsen chyba dokładnie wiedział, gdzie szukać, gdyż już kilka dni po przyjeździe do Polski odkrył, gdzie ukryto skrzynie”.

O kradzieży polskich bibliotek: „Aby zapełnić półki nowej biblioteki SS, Paulsen i jego współpracownicy wywieźli z Warszawy zbiory Biblioteki Sejmowej oraz około czterdziestu tysięcy tomów z Głównej Biblioteki Judaistycznej przy Wielkiej Synagodze, mieszczącej się przy ulicy o nazwie Thomackie” Dalej: „Na przykład po wielu starciach Paulsen i Sievers zdobyli jeden z najcenniejszych zabytków z Biblioteki zamojskich – „Kodeks supraski”, jedenastowieczny rękopis z najstarszym obszernym tekstem w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. Dwaj oficerowie starannie zapakowali pergaminowy rękopis i wysłali do berlińskiego magazynu RSHA”.

Polska część kodeksu, wywieziona do Niemiec w latach wojny, odnalazła się w 1962 roku w USA. W lipcu 1968 wróciła do Polski na statku „Batory”.

W zakończeniu autorka napisała: „W piętnaście miesięcy naukowcy z Głównego Urzędu Powierniczego Wschód ograbili pięćset zamków, rezydencji, domów i mieszkań, sto dwie biblioteki, piętnaście muzeów, trzy galerie sztuki i dziesięć zbiorów numizmatycznych. Zagrabili srebra księcia Radziwiłła, perły oraz złotą i srebrną biżuterię Karla Albrechta von Habsburg-Lothringena, rysunki Dürera z Muzeum Lwowskiego oraz cenne zbiory z Muzeum Etnologicznego i Przyrodniczego w Płocki. W zamku gołuchowskim zdobyli skarby bezcenne – kolekcję waz, z których najstarsze pochodziły z VII w. przed Chrystusem, włoską fontannę z XI w., portret Kopernika oraz dziesiątki cennych płócien, między innymi pędzla francuskiego mistrza epoki nowożytnej, Jeana Francois Mileta. Do 28 marca 1941 r. zapełnili złupionymi skarbami olbrzymi magazyn. W sumie było to około tysiąca stu obrazów, pięćset mebli, trzydzieści pięć skrzyń z kosztownościami zagrabionymi w kościołach oraz dwadzieścia pięć zbiorów przedmiotów z drogich metali” (Heather Pringle, „Plan rasy panów”, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2009).

W 1942 r. przebywający w Szwajcarii polscy działacze ruchu oporu dowiedzieli się, że ołtarz ukryto w Norymberdze lub w pobliżu tego miasta. Wiadomość przekazali władzom amerykańskim, które rozpoczęły poszukiwania w 1945 r., po zajęciu Norymbergii. Amerykanie znaleźli nastawę i wysłali do Krakowa w 1946 r. Po trwającej jedenaście lat renowacji retabulum ponownie umieszczono w Kościele Mariackim.

Łączna wartość szkód i strat poniesionych przez Polskę w latach wojny, w przeliczeniu na dzisiejszy kurs dolara wynosiłby gigantyczną kwotę 634 mld dolarów USA.

 

Matactwo Bieruta

 

W Układzie Poczdamskim z 2 sierpnia 1945 r. zobowiązano ZSRR do zaspokojenia polskich żądań o odszkodowanie z części odszkodowań należnych Związkowi Radzieckiemu. Reparacje dla ZSRR miały być w części pokryte z majątku niemieckiego położonego w trzech zachodnich strefach okupacyjnych. Z reparacji wojennych przyznanych ZSRR, Polska miała otrzymać 15%.

Po powstaniu RFN (20 września 1949), K. Adenauer, powołany na kanclerza, w swym pierwszym przemówieniu w Bundestagu oświadczył, że jego rząd odmawia uznania Odry-Nysy jako nowej granicy polsko-niemieckiej. Oświadczył ponadto, że jego rząd jest jedyny, który może przemawiać w imieniu całego narodu niemieckiego. Kiedy więc rząd Niemiec Wschodnich (powstał 7 października 1949 r.) uznał Odrę-Nysę jako zachodnią granicę polsko-niemiecką i to w imieniu całych Niemiec 6 lipca 1950 r., rząd kanclerza Adenauera zaprotestował przeciwko temu, a w maju 1951 r. wręczył Aliantom Zachodnim memorandum w którym stwierdził, ze Niemcy istnieją w granicach z 31 grudnia 1937 r.

W NRD 16 czerwca 1953 r. wybuchło powstanie, po tym jak rząd ogłosił podniesienie norm wydajności dla pracowników o 10 %.W 272 miastach i osiedlach wybuchły strajki, a na ulicach doszło do starć z policją. Władze NRD stłumiły powstanie przy pomocy jednostek Armii Czerwonej ściągniętych z baz radzieckich na terytorium NRD. Po obu walczących stronach zginęło ponad 400 osób, tysiące ludzi odniosło rany, wielu aresztowano i skazano na śmierć lub wieloletnie więzienie.

Po stłumieniu powstania rząd ZSRR postanowił złagodzić ciężar reparacji wojennych płaconych przez NRD. W dniach 20-22 sierpnia 1953 r. doszło do rokowań między rządem ZSRR a delegacją rządową NRD. Rokowaniom tym nadano wysoką rangę, o czym świadczy fakt, że udział w nich brali najwyżsi funkcjonariusze państwowi obu stron.

22 sierpnia 1953 r. Wiaczesław Mołotow i ówczesny premier NRD Otto Grotewohl podpisali wspólne oświadczenie, w którym między innymi stwierdzili: „Rząd ZSRR po uzgodnieniu z rządem PRL całkowicie przerywa z dniem 1 stycznia 1954 roku pobieranie od Niemieckiej Republiki Demokratycznej reparacji zarówno w postaci dostaw towarów, jak i jakiejkolwiek innej postaci”.

Następnego dnia, 23 sierpnia 1953 r., również rząd polski złożył oświadczenie dotyczące reparacji niemieckich. W ust. 5 znajdujemy stanowisko, iż: „(…) w celu wkładu w uregulowanie problemu niemieckiego i w uznaniu, iż Niemcy w znacznym stopniu uregulowały swe zobowiązania z tytułu odszkodowań wojennych, rząd polski zrzeka się z dniem 1 stycznia 1954 r. spłaty odszkodowań wojennych na rzecz Polski”.

 

Były to dwa różne oświadczenia. Z treści tego oświadczenia wynika, iż rząd polski zrzeka się odszkodowań wojennych od Niemiec i narodu niemieckiego, a nie od NRD. Porozumienie ZSRR-NRD jest zawarte jednak wyłącznie z NRD, ponieważ RFN nie była uznawana przez ZSRR. Ponadto w oświadczeniu ZSRR-NRD jest mowa o przerwaniu pobierania od NRD reparacji, a nie zrzeczeniu się spłaty odszkodowań wojennych, jak to jest w oświadczeniu rządu.

W oświadczeniu rządu polskiego dokonana została manipulacja, gdyż we wspólnym oświadczeniu Wiaczesława Mołotowa i ówczesnego premiera NRD Otto Grotewohla konkretnie jest mowa o NRD, a nie Niemcach w ogóle. Oświadczenie rządu polskiego nie mogło bowiem wybiegać poza oświadczenie ZSRR-NRD z 22 sierpnia 1953 r., a powinno być z nim zgodne. Nie było to też wspólne oświadczenie rządu ZSRR i PRL, a tylko rządu polskiego.

Było to matactwo Bolesława Bieruta, który stanowił wraz z Jakubem Bermanem i Hilarym Mincem trójkę stanowiącą najściślejsze kierownictwo PZPR.

Wielu badaczy twierdzi, że oświadczenie rządu polskiego z 23 sierpnia 1953 r. było skutkiem dyktatu radzieckiego. Po śmierci Stalina (5 marca 1953), w ZSRR rozpoczęła się walka o władzę, która odwracała uwagę jej uczestników od wydarzeń na arenie międzynarodowej. W tej walce wygrał Nikita Chruszczow, który 7 września 1953 r. objął nowo ustanowiony urząd pierwszego sekretarza KC KPZR. Do tego czasu był jednym z pięciu równoprawnych szefów partii. Byli to: Wiaczesław Mołotow, Nikita Chruszczow, Łazar Kaganowicz, Anastas Mikojan i Kliment Woroszyłów. Oni podpisali wspólne oświadczenie z NRD. Bierut po prostu wykorzystał zaistniałą sytuację, i wyszedł przed szereg. Dużo zła uczynił ten człowiek Polsce? Zmarł w Moskwie 12 marca 1956 r.

W relacjach polsko-niemieckich dotyczących odszkodowań za olbrzymie zniszczenia i straty poniesione przez Polskę w czasie II wojny światowej punktem wyjścia powinno być oświadczenie ZSRR-NRD z dnia 22 sierpnia 1953 r., gdyż w Poczdamie zobowiązano właśnie ZSRR do zaspokojenia polskich żądań o odszkodowanie z części odszkodowań należnych Związkowi Radzieckiemu. W sprawie odszkodowań Polska nie ma sojuszników. Rosja mogłaby być dzisiaj adwokatem Polski w sprawie reparacji wojennych. Niestety, stosunki polsko-rosyjskie są złe. Czy ze względu na odszkodowania skłócono Polskę z Rosją? Wszystko możliwe, bo sprawa zrzeczenia się odszkodowań wojennych przez Polskę ma jeszcze jeden wymiar, chyba najważniejszy.

Janusz Dobrosz, poseł na Sejm RP w latach 1989-1991 i 1993-2007, w swojej książce „Polska-Niemcy. Decydujące starcie” skojarzył ze sobą pewne daty i wydarzenia, i napisał: W marcu 1953 r. dobiegły końca pertraktacje miedzy zachodnimi Niemcami pod przywództwem Konrada Adenauera a Izraelem na czele z Ben Gurionem. Do historii przeniknął pod nazwą układów luksemburskich traktat, w którym RFN zobowiązała się do rocznego przekazywania na rzecz państwa Izrael kolejnych transz odszkodowań za zbrodnie nazistowskie na Żydach.

Po paru miesiącach w tym samym roku, Bolesław Bierut w ślad za ZSRR zrzeka się reparacji wojennych. Cisną się na usta logiczne pytania: czy zachodzi w tym przypadku zadziwiający zbieg okoliczności, czy aby nie zadziałały tu potężne siły nacisku zainteresowane w tym, aby to Izrael otrzymał maksymalne odszkodowania kosztem innych poszkodowanych przez II Rzeszę. Tym bardziej, że z prawnego i moralnego punktu widzenia jak najbardziej odszkodowania te należą się indywidualnie żyjącym ofiarom niemieckiego barbarzyństwa jak i ich krewnym pomordowanych nieszczęśników narodu żydowskiego. Dodatkowo ani przed ani w trakcie II wojny światowej nie istniało jeszcze państwo Izrael, a podlegający okrutnym niemieckim prześladowaniom Żydzi byli obywatelami Polski, Czechosłowacji, republik ZSRR czy okupowanych zachodnich państw Francji, Holandii, Belgii czy Danii. Otrzymane w ramach reparacji wojennych odszkodowania od RFN budowały potęgę militarną i siłę ekonomiczną państwa Izrael. Polska do dnia dzisiejszego realnych reparacji nie otrzymała (Janusz Dobrosz, „Polska-Niemcy. Decydujące starcie”).

Wówczas RFN zobowiązała się do wypłacenia Izraelowi 8 mld DM w towarach, które umożliwić miały osiedlenie oraz zadomowienie około 500 tys. żydowskich uchodźców w Izraelu. Ponadto Niemcy Zachodnie zobowiązały się do wypłacenia 450 mln DM na rzecz Konferencji Żydowskich Roszczeń Majątkowych wobec Niemiec oraz 500 mln dol. dla zaspokojenia powinności na rzecz Żydów niemających spadkobierców. W 2013 r. niemiecki rząd zobowiązał się pokryć koszt opieki domowej żyjących ofiar Holokaustu. W latach 2014-17 wyda na to około 772 mln euro (miliard dolarów). Pieniądze trafią do ofiar Holokaustu na całym świecie. Najwięcej – jedna trzecia – do mieszkańców Izraela. Obecnie Żydzi domagają się od Polski 65 miliardów dolarów za majątek pozostawiony przez zamordowanych przez Niemców Żydów polskich.

 

Temat reparacji wojennych powraca

 

Po 1989 r. w polityce zagranicznej Polski dominowały dążenia do integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Wyrażono je w haśle „powrotu do Europy”, a rząd wskazywał na to, że jedyna możliwa droga na Zachód prowadzi przez porozumienie z Niemcami. W tych warunkach jako rację stanu uznano pojednanie ze stroną niemiecką i próbę budowy dobrosąsiedzkich relacji z zachodnim sąsiadem, ale raczej było to ustępowanie. To dlatego kolejno zmieniające się rządy nie występowały do Niemiec o odszkodowanie z tytułu strat i szkód poniesionych przez Polskę w czasie II wojny światowej, oraz i to, że do tej pory sprawa reparacji wojennych nie została uregulowana w stosunkach dwustronnych.

Podczas konwencji Zjednoczonej Prawicy 1 lipca 2017 r. w Przysusze Jarosław Kaczyński przekonywał, że Polska nigdy nie otrzymała odszkodowania za gigantyczne szkody wojenne, których „tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś”. – Straty w ludziach, w elitach, są właściwie nie do odrobienia, to trzeba pięciu, czy siedmiu pokoleń, żeby to nadrobić. Jakiekolwiek odszkodowanie? Nie – mówił. – Polska się nigdy nie zrzekła tych odszkodowań. W zakończeniu prezes dodał: „Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie” (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/reparacje-wojenne-niemiec-wobec-polski-historia-i-obecny-spor,762025.html). W tej sprawie wielokrotnie wypowiadali się posłowie PiS.

Włodzimierz Cimoszewicz, były premier, w „Faktach po Faktach” odpowiadając J. Kaczyńskiemu powiedział: „Jarosław Kaczyński lekceważy fakty historyczne, Polska oficjalnie zrzekła się reperacji wojennych. To prawda, że okoliczności były niejasne, ale przez 60 lat wszystkie kolejne rządy, i PRL, i III RP, nie występowały z roszczeniami. Z prawnego i międzynarodowego punktu widzenia nie mamy żadnego tytułu do domagania się reperacji”.

To prawda, że kolejno zmieniające się rządy III RP (czy polskie?) nie występowały z roszczeniami do Niemiec, ale już przecież w marcu 1990 r. grupa posłów Sejmu X Kadencji (Sejm Kontraktowy) z PSL „Odrodzenie, PAX, SD, OKP i część lewicy, skierowała do laski marszałkowskiej projekt Uchwały Sejmu, która uznawała oświadczenie rządu z 23 sierpnia 1953 r. w omawianej sprawie za „ogłoszone w warunkach ograniczonej suwerenności Narodu i państwa polskiego, za sprzeczne z podstawowymi interesami narodowymi”. W dalszej części projektu posłowie stwierdzili, że w związku z zaistniałą sytuacją Sejm unieważnia oświadczenie rządu Bieruta, a obecny rząd zobowiązuje do usilnych działań mających na celu OSTATECZNE prawno-traktatowe uregulowanie reparacji wojennych oraz indywidualnych odszkodowań cywilno-prawnych dla polskich ofiar II wojny światowej (Janusz Dobrosz, „Polska-Niemcy. Decydujące starcie”).

Wówczas rozpoczął się proces blokowania spraw zasadniczych w relacjach polsko-niemieckich. Inicjatywa posłów została wypaczona i osłabiona solidarnym działaniem ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego, przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Bronisława Geremka, większości ośrodków decyzyjnych w Klubie OKP oraz ulegającej mutacji lewicy z PZPR. W czasie pojawienia się w Sejmie RP głosów domagających się anulowania oświadczenia bierutowskiego rządu, Bundestag pospieszył z uchwałą i 8 marca 1990 r. stwierdził, że rezygnacja Polski z reparacji od Niemiec zachowuje moc obowiązującą traktatu dla Zachodnich Niemiec! Rząd polski, który na każdym kroku podkreślał, że odcina się od poprzedników z PRL, zwłaszcza z okresu stalinowskiego, tu potwierdził decyzję Bolesława Bieruta. Krzysztof Skubiszewski bronił tezy, jakoby oświadczenie Bieruta z 23 sierpnia 1953 r. wykluczało możliwość dopominania się od Niemiec pełnych reparacji wojennych (Janusz Dobrosz, „Polska-Niemcy. Decydujące starcie”).

Czy Krzysztof Skubiszewski bronił interesów Polski? W lutym 1992 r. ówczesny minister spraw zagranicznych RP, Krzysztof Skubiszewski akceptował Plan Stolpego, który przewidywał kolonizację gospodarczą zachodniego pasa Polski wzdłuż Odry o szerokości 75 do 100 km. od granicy polsko-niemieckiej. Tereny po polskiej stronie miały być głównie rezerwatami przyrody i obszarami wypoczynkowo rekreacyjnymi po zalesieniu pół uprawnych. Był to niezwykle wyrazisty dowód na nasilenie dążeń niemieckich do eliminacji struktur decydujących o suwerenności Polski.

11 czerwca 2004 r. przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego został powołany drugi mniejszościowy rząd Marka Belki. W 2004 r. sprawa odszkodowań powróciła. Grupa posłów z LPR i Ruchu Katolicko-Narodowego przystąpiła w Sejmie IV Kadencji do działania. 10 września 2004 r. Sejm RP przegłosował Uchwałę, w której jednoznacznie stwierdzono:

„Polska nie otrzymała dotychczas stosownej kompensaty finansowej i reperacji wojennych za olbrzymie zniszczenia i straty (…) wywołane przez niemiecka agresję, ludobójstwo i utratę niepodległości przez Polskę. Sejm wzywa rząd RP do podjęcia stosownych działań w tej materii wobec rządu RFN”.

19 października rząd przyjął odrębne stanowisko i stwierdził:

„Oświadczenie rządu PRL z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się przez Polskę reparacji wojennych, rząd RP uznaje za obowiązujące bowiem Polska uznaje za ważne i umowy zawarte w latach międzywojennych jak i po roku 1944 oraz wynikające z nich zobowiązania”.

Ponadto rząd uznał, że

„Oświadczenie z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się reparacji wojennych było podjęte zgodnie z ówczesnym porządkiem konstytucyjnym, a ewentualne naciski ze strony ZSRR nie mogą być uznane za groźby użycia siły z pogwałceniem zasad prawa międzynarodowego, wyrażonych w karcie ONZ”.

Sprawa odszkodowań ponownie upadła. Obecnie temat podjął PiS. Czy doprowadzi je do końca, czy to tylko jest taka gra?

LPR będąc w koalicji PiS, Samoobrona, występowała o zmianę ordynacji wyborczej, by Niemcy w Polsce nie mieli przynajmniej tak wielkich preferencji politycznych. Początkowo inicjatywę LPR poparł premier Jarosław Kaczyński, ale po kurtuazyjnym telefonie od Angeli Merkel, nie dość że poparcie wycofał to jeszcze potępił inicjatywę LPR.

 

Mniejszość niemiecka w Polsce, a Polacy w Niemczech

 

W Polsce według Spisu Powszechnego z 2011 r., narodowość niemiecką deklarowało 148 tys. osób (w 2002 152 tys. 897 osób). Obecnie największym stowarzyszeniem mniejszości niemieckiej w Polsce jest Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim (TSKN). TSKN regularnie (od 1991) zgłasza swoich kandydatów w wyborach parlamentarnych z listy komitetu wyborczego „Mniejszość Niemiecka”. Komitet Wyborczy mniejszości narodowej nie jest związany klauzulą zaporową 5% głosów w skali kraju, determinującą prawo do uczestniczenia w podziale mandatów w wyborach do Sejmu.

W 2013 r. prawie 80 mln zł trafiło do 130-tysięcznej mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie. Jest też Fundacja Rozwoju Śląska, która jest finansowana przez środki Republiki Federalnej Niemiec oraz środki Mniejszości Niemieckiej będące w dyspozycji Fundacji Rozwoju Śląska pochodzące z wcześniejszych dotacji Rządu Niemieckiego. Język niemiecki (stan na 23 kwietnia 2012) wprowadzony jest jako pomocniczy w 22 gminach województwa opolskiego. W 28 gminach województwa opolskiego i śląskiego wprowadzono 335 dodatkowych niemieckich nazw dla miast, wsi i ich części.

Według ankiety przeprowadzonej w 2004 r. w Niemczech było około 2 mln ludzi przyznających się do języka polskiego, kultury i tradycji. Rząd Republiki Federalnej Niemiec konsekwentnie odmawia Polakom statusu mniejszości narodowej, aczkolwiek przyznał on je grupie Sinti i Romów, która podobnie jak Polacy nie spełnia wszystkich warunków jakie postawili niemieccy urzędnicy. W odpowiedzi na interpelację poselską PDS dotyczącą statusu oraz traktowania przez władze państwowe obywateli polskiego pochodzenia, rząd federalny stwierdził, że „jako obywatele niemieccy są oni już przez ustawę zasadniczą całkowicie zrównani w prawach”. Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, sprawujące do końca 2000 r. opiekę nad polską grupą etniczną i w tej roli nadzorujące realizację Traktatu z dnia 17 czerwca 1991 r. oświadczyło w jednym ze swoich pism, że Polakom, tj. osobom o polskiej tożsamości, posiadającym niemieckie obywatelstwo, nie przysługuje żadne prawo do pomocy finansowej na prowadzoną przez nie działalność kulturalną. Niemcy nie chcą uznać Związku Polaków w Niemczech, gdyż liczą, że Polacy się zgermanizują.

 

Zaniżanie liczby zamordowanych Polaków w czasie II wojny światowej

 

W Polsce po 1989 roku podjęto akcję, której celem jest zaniżanie liczby ofiar niemieckich zbrodni w czasie drugiej wojny światowej, a w konsekwencji oczyszczenie Niemców ze zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim. Dotyczy to mordów dokonanych na ludności cywilnej w masowych rozstrzeliwaniach, obozach koncentracyjnych i obozach pracy przymusowej, oraz podczas pacyfikacji polskich wsi i wysiedleniach.

Pomniejszanie strat ludnościowych Polski w czasie II wojny światowej odbywa się w imię tzw. dobrych stosunków polsko-niemieckich (mit giedroyciowski?). Na portalu nacjonalista można przeczytać, że „Już w latach 70. XX w. podczas spotkań komisji mieszanej polsko-niemieckiej dla ustalenia jednobrzmiących podręczników szkolnych podnoszone było przez stronę niemiecką życzenie ustalenia liczby ofiar KL Auschwitz na 1-1,5 mln” (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4116). Po upadku PRL Polska przyjęła orientację proniemiecką.

Pomija się milczeniem zamordowanie ponad 200 tys. Polaków w KL Warschau  Zmniejszono obszar i okres działania tego obozu, wypaczając jego wielkość. Uczynił to dr Bogusław Kopka w książce pt. „Konzentrationslager Warschau, historia i następstwa” (Mira Modelska-Creech Ph .D. List otwarty do IPN, 10 października 2007 r., Myśl! Nr 40 (8), Wałbrzych-Krosno 2007).

15 lutego 2001 r. poseł AWS Tomasz Wójcik o KL Warschau z trybuny sejmowej powiedział:

Doszło do tego, że hitlerowcy do wymazania Warszawy z mapy Europy, założyli w niej obóz koncentracyjny, a my zamiast przekazania i utrwalenia tego faktu dla historii uczyniliśmy z tej bezprecedensowej zbrodni na Narodzie Polskim największa plamę Europy, jako że straty globalne poniesione podczas okupacji stolicy są większe od strat całej Anglii i Francji razem wziętych”.

W 1994 roku na Pomniku Narodowym w Birkenau, który został odsłonięty w 1967 roku, zmieniono różnojęzyczne inskrypcje mimo licznych protestów. Uzasadnienie zmiany zawiera publikacja Muzeum Oświęcimskiego z 1992 roku pt. „Ilu ludzi zginęło w KL Auschwitz”. Autorem tego opracowania jest kierownik Działu Historycznego Muzeum dr Franciszek Piper, który wkroczył bezceremonialnie w kompetencje IPN. Orzekł on bowiem o niezbędności skorygowania ustaleń Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, a także sentencji wyroku Trybunału Norymberskiego. Liczbę ofiar tego obozu zredukował dr Piper z co najmniej 3 do 4 milionów do najwyżej 1,5 miliona, przy czym liczbę zgładzonych tam Żydów zmniejszył o półtora miliona a Polaków o ponad milion (do 75 tysięcy osób). Ponoć nastąpiło to w oparciu o wyniki badań historyków zachodnich, chociaż autor owej redukcji przywołał oświadczenie Międzynarodowej Rady przy Muzeum, „uzasadniającej usunięcie tablic z pomnika sprostowaniem błędnych informacji, dających okazję do wybielania hitlerowskich morderców”. Rada pominęła protest Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, natomiast uznała, że „główną podstawą zmiany są dane historyków żydowskich, przy czym zmniejszenie ilości ofiar nie powoduje istotnego zredukowania ogólnej ilości ofiar zagłady”. Trudno doszukać się w tym logiki, ale Pomnik Narodowy zmieniono, a IPN nie zajął w tej sprawie stanowiska (Dr inż. Stefan Pągowski, Fundacja im. Piekarskiego w Calgary, Kanada).

Protesty w tej sprawie, np. Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem (1994r) czy Związku byłych Więźniów z Chicago (2002), są ignorowane albo odrzucane. Departament Dziedzictwa Narodowego Ministerstwa Kultury potwierdził prawidłowość ustaleń PMAB w oparciu o opinie wyselekcjonowanych „wybitnych polskich uczonych: prof. Bartoszewskiego i dr Biernackiego”; trudno zresztą oczekiwać od nich innego zdania – profesor(?) jako Minister Spraw Zagranicznych potwierdził przed Bundestagiem w dniu 28 IV 1995 roku opinię PAN ogólnej liczbie zabitych 2 mln Polaków, zaś dr Biernacki uczestniczył w bezpowrotnym przekazaniu Niemcom oryginałów dokumentów zbrodni niemieckich w Polsce (Dr inż. Stefan Pągowski, Fundacja im. Piekarskiego w Calgary, Kanada).

Wymieniony wyżej Stanisław Biernacki pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Dr Jacek Wilczur w książce „Raport Wilczura”: tak o nim pisze:

„Ludzie, którzy znają dzieje śledztwa w sprawie KL Warschau, historycy, prawnicy zapytują: – Jaka jest prawdziwa przyczyna, dla której dr Stanisław Biernacki torpedował przez wszystkie lata, poczynając od 1973 roku, śledztwo sędzi Trzcińskiej w sprawie KL Warschau”. Dalej: „Jak mogło dojść do tego, że za wnioskiem jednego tylko pracownika Głównej Komisji, S. Biernackiego, rozwiązano warszawską Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich, bodaj najważniejszą w Polsce spośród okręgowych komisji”. Następny cytat: „Biernacki wspólnie z dyrektorem R. Walczakiem i S. Kaniewskim spowodowali odebranie sędzi Trzcińskiej akt KL Warschau”.

Im więcej czasu upływa od zakończenia II wojny światowej, tym bardziej pomniejsza się straty ludnościowe Polski w czasie II wojny światowej. Prof. Łuczak z Polskiej Akademii Nauk, orzekając o uśmierceniu przez Niemców, Sowietów i Ukraińców w latach 1939-1945 (tylko) 2 mln Polaków w tym 800 tys. to ofiary walk i bezpośrednich działań wojennych. Inny historyk PAN, prof. Krzysztof Jasiewicz poprowadził spekulację dalej i następnie zredukował liczbę polskich ofiar II wojny twierdząc, że „straty polskie (bez Żydów) w II wojnie światowej nie przekraczają zapewne 1 mln ofiar, co bynajmniej nie umniejsza naszego cierpienia i wysiłku wojennego”.

Pomniejszając straty ludnościowe Polski świadomie dąży się do tego, aby Polacy stracili pamięć o milionach pomordowanych Rodaków w czasie drugiej wojny światowej, i tym samym stali się „jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium”.

 

Rewizjonizm

 

Rewizjonizm niemiecki właściwie rozpoczął się już przed podpisaniem Traktatu Wersalskiego z 29 czerwca 1919 r. Po ultimatum Aliantów, wystosowanym przez premiera Francji Georgesa Benjamina Clemenceau (1841-1929) dnia 22 czerwca 1919 r., Niemcy przyjęli je w dniu następnym wydając oświadczenie, w którym napisali, że „ustępują przed przeważającym gwałtem i nie zrzekają się swego sposobu pojmowania niesłychanej krzywdy, zawierającej się w warunkach pokoju”. W latach 1923-1929 ministrem spraw zagranicznych Niemiec był Gustaw Stresemann (1878-1929). Dzięki jego staraniom został zawarty w 1925 r. Pakt z Locarno, w którym Niemcy uznali granice zachodnia z Francją i Belgią, ale odmówili uznania granicy wschodniej z Polską. Stresemann twierdził, że wśród zasadniczych zadań niemieckiej polityki zagranicznej jest zmiana granicy z Polską. Tę granicę nazwano „Die brennende Grenze” (płonącą granicą).

Po II wojnie światowej i podpisaniu Układu Poczdamskiego 2 sierpnia 1945 r., który ustalił granicę polsko-niemiecką na Odrze i Nysie Łużyckiej rewizjonizm niemiecki wzmógł się. Jeszcze nie powstała Federalna Republika Niemiec (RFN powstała 20 września 1949 r.) , a Konrad Adenauer oświadczył 19 maja 1949 r. w Heidelbergu, że żaden Niemiec nie może uznać tej granicy. Dał także wyraz wierze, że nadejdzie dzień, w którym powrócą do Niemiec obszary ta granica rozdzielone. (podr. red. PCO)

W 1954 r. na niemieckich uniwersytetach 76 pracowników naukowych zajmowało się rewizjonizmem; w Monachium działa od 1951 Osteuropa Instytut (fundacja kontrolowana przez Ministerstwo Oświaty), tamże w 1952 r. powstał Instytut für Sudosteuropa; od 1949 r. w Stuttgardzie działa Deutsche Gessellschaft für Osteuropakunde; w Getyndze Arbeitsgemeischaft für Osteuropaforchung; w Luneburgu od 1946 r. zagadnieniami granicy na Odrze i Nysie zajmują się Nordostdeutsche Akademie i Gottinger Arbeitskreis, w Marburgu Johan Gottfried Herder Instytut od 1950 r. wyłonił Komisję ds. Pomorza, Bałtów, Wartheland [!!] i Śląska; w 1951 r. w Berlinie założono Osteuropa Instytut (Stanisław Kozanecki i Tadeusz Borowicz, „Myśląc o Polsce”, wyd. w Brukseli w 2006 r.). Niemieccy naukowcy nie próżnują, a zapewne wymienione instytucje zostały zintegrowane albo pomnożone w ostatnim ćwierćwieczu, wspomagając Związek Wypędzonych, a w Polsce można się obawiać o dalekosiężne cele, oparte na fałszu polityki państwa niemieckiego, wyznaczającego w art. 116 swojej Konstytucji swoje granice na terytorium Polski.

Obok wyżej wymienionych instytutów w Niemczech działają takie stowarzyszenia jak „Związek Wypędzonych” i „Powiernictwo Pruskie” założone w 2000 r., które postawiło sobie za cel reprezentowanie interesów wysiedlonych (niem. wypędzonych) obywateli niemieckich, którzy po drugiej wojnie światowej musieli opuścić Polskę i Czechy. Celem jest uzyskanie zwrotu majątków pozostawionych przez wysiedlonych Niemców. 15 grudnia 2006 Powiernictwo Pruskie oficjalnie ogłosiło, że złożyło w imieniu swoich udziałowców 22 pozwy przeciwko Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, domagając się zwrotu majątku pozostawionego przez wypędzonych. Zdaniem ekspertów pozwy nie miały szans na powodzenie, gdyż Powiernictwo nie próbowało dochodzić swoich praw przed sądami w Polsce, czego wymaga Europejska Konwencja Praw Człowieka, ustanawiająca trybunał. Pozwy dotyczyły też okresu, gdy konwencja jeszcze nie istniała. Polska zaś ratyfikowała ją dopiero w 1991 r., co też nie jest dla sprawy bez znaczenia. 9 października 2008 r. Trybunał roszczenia Powiernictwa oddalił w całości. Ponadto Trybunał orzekł, że Powiernictwo nie posiada czynnej legitymacji prawnej w przedmiocie sprawy. Rudi Pawelka zapowiedział, że nie zważając na niekorzystny wyrok Trybunału w Strasburgu, będzie robił wszystko, aby uzyskać od Polski odszkodowania.

Koń trojański

 

Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce mamy ulokowanych kilkanaście fundacji niemieckich, które już niektórzy publicyści nazywają „koniem trojańskim”. Zostały one założone w ramach pojednania i pomagania młodej polskiej demokracji po 1989 r. Najważniejsze z nich to: Fundacja Pojednanie z siedzibą w Krzyżowej, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Fundacja Konrada Adenauera, Fundacja Friedricha Eberta, Fundacja Friedricha Neumanna. 28 lutego 2000 r. Roland Freudenstein, prezes Fundacji Adenauera, w wywiadzie dla „Głosu Wielkopolskiego”, powiedział co rzeczywiście robi w Polsce kierowana przez niego Fundacja Adenauera. Stabilizuje demokrację, szkoli asystentów polskich polityków, również z Kancelarii Premiera, współpracuje głównie z UW i AWS, inspiruje działania na rzecz wstąpienia Polski do UE, by przekonać do Polaków do niej itd. Wówczas fundacja współpracowała z UW i AWS, a dziś z jaką partią współpracuje? Wówczas Niemcy szkolili asystentów posłów, a kogo dziś szkolą?

Instytut Studiów Strategicznych, który został założony w 1993 roku w Krakowie, jest sponsorowany przede wszystkim przez założoną przez George’a Sorosa Fundację im. Stefana Batorego, amerykańską fundację German Marshall Fund of the United States, oraz trzy fundacje niemieckie: Fundację im. F. Naumanna, Fundację Konrada Adenauera oraz Fundację im. F. Eberta.

W Polsce działa również skrajnie lewicowa Fundacja Edukacji Europejskiej im. Stefana Okrzei (członek ekstremistycznego skrzydła PPS), która ma swoją siedzibę w Poznaniu. Ta kierowana przez lewicową ekstremę instytucja (zarząd i radę fundacji, z nielicznymi wyjątkami, stanowią aktywiści Federacji Młodych Unii Pracy) realizuje w Europie Środkowo-Wschodniej interesy ponadnarodowej nowej lewicy. Wśród „partnerów” poznańskiej fundacji są między innymi francuska fundacja im. Jeana Jauresa (francuskiego komunisty), holenderska fundacja im. A. Mozera czy niemiecka fundacja im. Róży Luksemburg (niemiecko-żydowska komunistka, która wraz z F. Dzierżyńskim i J. Marchlewskim założyła skrajnie lewicową partię Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy, zwalczającą ideę niepodległej Polski). Komunistyczni patroni tych fundacji dobitnie pokazują, jaką orientację polityczną reprezentują te gremia i w czyim interesie są podejmowane finansowania przez nich inicjatyw. Głównym źródłem finansowania ich działalności są dotacje unijne oraz poszczególnych rządów, jak np. Fundacja Róży Luksemburg jest hojnie sponsorowana przez niemiecki budżet federalny (Krzysztof Warecki, „Kondotierzy rewolucji” Nasz Dziennik”, 4-5 grudnia 2004).

Wszystkie informacje o niemieckich fundacjach są w Internecie, jednak z zastrzeżeniem, że informacje tam zmieszczone pochodzą od członków danej fundacji, więc nie mogą być one obiektywne.

 

Stanisław Bulza

 

  • Ilustracja tytułowa:  Wizyta kanclerza Kohla w Polsce. 12 listopada 1989 r. w Krzyżowej Tadeusz Mazowiecki i Helmut Kohl wzięli udział w Mszy św., która otworzyła nowy etap w stosunkach polsko-niemieckich. Uścisk premiera i kanclerza, uwieczniony przez fotografów, propaganda interpretowała jako symbol pojednania obu narodów i przemian zachodzących w Europie. Fot. PAP/CAF/A. Hawałej za: DZIEJE.pl, 12.11.2016. / wybór zdj. wg.pco

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.09.08.

Autor: Stanisław Bulza