Amerykański „węgiel przyjaźni”


Ach, jakże mi się wspominkowo zrobiło, gdy zobaczyłem taki oto tytuł w Rzeczpospolitej:

Węgiel przyjaźni płynie na Ukrainę

Któż to bowiem dzisiaj może pamiętać „pociągi przyjaźni” ze Związku Radzieckiego, przywożące młodzież – działaczy organizacji socjalistycznych – do Polski, a z Polski wiozące do Związku Radzieckiego. Już tylko takie stare ramole jak ja.

A tu masz… Nie pociąg, a „węgiel przyjaźni”.

O wypłynięciu dziś (22.08) statku z portu w Baltimore poinformowała ambasada Ukrainy w USA. Dostawa odbywa się zgodnie z podpisaną 20 czerwca umową między ukraińskim Centroenergo a amerykańskim XCoal Energy&Resources. Kontrakt opiewa na dostawę 700 tys. ton amerykańskiego antracytu.

Żeby zaimportować amerykański węgiel, w kraju, w którym wydobywa się go miliony ton, kiedyś eksportowano w dużych ilościach, należało przeprowadzić skomplikowaną operację. Najpierw trzeba wprowadzić odpowiednie prawo:

W marcu 2016 r Komisji ds. energetyki i usług komunalnych zmieniła zasady zakupu węgla, który państwo nabywa dla krajowych elektrociepłowni. Wprowadziła tzw. Rotterdamską formułę zakupu. Węgiel ukraiński kupowany był po cenie giełdy surowcowej w Rotterdamie. Do ceny dodawany był koszt przeładunku w porcie i transportu ukraińskiego węgla na Ukrainę.

Oczywiście takie oderwane od lokalnych realiów wymogi narzucił Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska. Zażądały (a miały twardy knut w ręku – pożyczki dla bankrutującej Ukrainy, zwane „pomocą”), by ceny na lokalnym rynku (węgla i gazu) były stanowione według europejskich giełd.

Skutki? Oczywiste:

Wskutek importu węgla po zawyżonych kilka razy cenach, krajowa energetyka znalazł się na krawędzi blackoutu.

Następnie wyeliminować krajową konkurencję, przecież nie dla ukraińskich kopalni tak smakowity kąsek:

Ukraińskim monopolistą w dostawach węgla dla energetyki jest DTEK węglowo-energetyczny koncernu Rinata Achmetowa. Podniósł cenę węgla dla elektrowni stosując formułę Roterdam+

Zawsze można oskarżyć o korupcję.

… sprowadzać go miał nie z Rotterdamu, ale z Donbasu. Achmetow miał zyskać na nowej formule w sumie ok. 10 mld hrywien (1,5 mld zł).

I oto nadchodzi wybawienie od dwóch nieszczęść naraz – krajowych kopalń (korupcja, fe) i Rosji (szkoda słów):

Amerykańskie dostawy ucinają sieć korupcyjnych powiązań w ukraińskiej branży węglowej. Umożliwiają też całkowitą rezygnację z zakupów w Rosji – największego eksportera węgla na europejski rynek.

Jak widać „węgiel przyjaźni” jak Anders na białym koniu, wyzwala Ukrainę od tych dwóch nieszczęść na raz.

I tylko taki mały szczegół gdzieś się przemknął.

Kijów zapłaci wraz z kosztami transportu – 113 dolarów za tonę.

W tym samym czasie, gdy kupowano amerykański węgiel po prawie 3000 hrywien, dla lokalnych kopań stosuje się cenę 2000 hrywien za tonę. A że najlepsze kopalnie – w Donbasie – zostały zablokowane przez ukraińskich ekstremistów, a potem objęto blokadą handlową przez rząd w Kijowie, więc węgla brak – trzeba droższy importować.

Mamy więc jak na dłoni cały schemat działania i skutki „statków przyjaźni”, tak z węglem jak i z gazem.

Amerykański „węgiel przyjaźni” dla Ukrainy, jak i „sojuszniczy gaz” dla Polski to czysta polityka. Prezydent Duda „załatwił” jedną dostawę LNG w czasie wizyty w USA, podobnie prezydent Poroszenko w czasie spotkania z Donaldem Trumpem w czerwcu. Kilka dni później, gdy prezydent Trump ogłaszał „dominację energetyczną”, mówił: „Ukraina mówi nam, że potrzebuje milionów ton węgla. I jest wiele innych miejsc, które potrzebują. A my chcemy sprzedać im i każdemu innemu na całym globie”.

A patrząc z czysto ekonomicznego punktu widzenia: Ukraina wcześniej kupowała antracyt z Donbasu – dwa razy taniej. Droga ta przyjaźń.

 

Andrzej Szczęśniak, 9 września, 2017

 

Źródło: Szczęśniak.pl, 9.09.2017

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22017.09.12.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci