Doświadczenia z PRL umożliwiły służbom skuteczne przejęcie obszaru biznesowego w III RP.


W centralach handlu zagranicznego funkcjonariusze i współpracownicy służb specjalnych PRL zbierali kapitał, który wykorzystali po 1989 r.

Tajni współpracownicy o pseudonimach “Giovanna” (zarejestrowany w latach 1981-1989), “Kasia” oraz “Sandra” działali w Centrali Importowo-Eksportowej Ciech. Prowadził ich kpt. Marek Rogowiecki z Wydziału V-1 Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Od września 1987 r. w łódzkiej centrali Textilimpex oraz Towarzystwie Handlu Zagranicznego Skórimprex działał tajny współpracownik SB o pseudonimie “Walczak”. W centrali Agromet-Motoimport funkcjonowali TW ps. “Dawid”, TW ps. “Gerard” i TW ps. “Pola”. Ten (ta?) ostatni, wg dokumentów IPN również rejestrowany przez Wydział V-1 SUSW (w latach 1982-1989), jako osoba obsługująca w przedsiębiorstwie kserokopiarkę miała “zabezpieczać” ten sprzęt przed “antysocjalistyczną działalnością”. Z kolei TW ps. “Marta” działał w PTHZ Varimex, a TW ps. “Włodek” w PTHZ Elektrim. W realizującym kontrakty na budowę infrastruktury drogowej w Libii i Iraku zjednoczeniu PEBK Dromex działało kilku tajnych współpracowników bezpieki o pseudonimach: “Anna”, “Jan II”, “Róża”, “Hass” oraz konsulat o kryptonimie “Tadeusz”. W centrali Polimex (poźniej Polimex-Cekop) bezpieka miała ulokowanych TW o pseudonimach: “Zew”, “Karol X”, “Magdalena”, “Panegirysta”, “Fatma”, a w Budimeksie TW ps.: “Selim”, “Adam”, “Antek”, “Hutnik”, “Brzoza”, “Wiktor”. Takie przykłady rejestracji pracowników central handlu zagranicznego jako tajnych osobowych źrodeł informacji służb specjalnych PRL, zarówno cywilnych, jak i wojskowych, można by mnożyć. A ich teczki pracy z reguły nie ograniczają się do takich pozornie mało istotnych zadań jak “zabezpieczanie kserokopiarki” w przypadku TW ps. “Pola”. Piszę “pozornie”, ponieważ musimy pamiętać, że dla komunistycznego aparatu bezpieczeństwa potencjalnie ważną była każda przekazana przez źródło informacja, a nawet sam fakt zaistnienia tajnej współpracy z daną osobą.

 

Spektrum służb

Osobowe źródła informacji w centralach handlu zagranicznego prowadzone były przeważnie przez Departamenty I (zwłaszcza Wydział VIII, “ekonomiczny”) i II Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a także Departament III i wyodrębniony z niego pod koniec lat 70. Departament III-A, przeznaczony do kontroli operacyjnej przemysłu lekkiego, ciężkiego i handlu zagranicznego. Ich działania dotyczyły – oczywiście poza “standardową” inwigilacją współpracowników – wywiadu gospodarczego i kontrwywiadu (w przypadku Departamentu II). Tajni współpracownicy w CHZ-ach byli również prowadzeni przez wchodzące w struktury Departamentu III Wydziały III, III-A i V-1 KSMO/SUSW. To “uprzywilejowanie” wynikało z ulokowania w stolicy większości central. W latach 80., w związku z przekształceniem w 1981 r. pionu III-A w Departament V, to ten departament (szczególnie jego Wydział VI) stał się osią współpracy z agenturą ulokowaną w centralach handlu zagranicznego. Przy czym warto zwrócić tu uwagę, że głównym zadaniem pionu V była “ochrona gospodarki przed wrogim działaniem grup antysocjalistycznych”. Eliminuje to a priori ewentualne tłumaczenia współpracowników Departamentu V o współpracy z bezpieką w celu ochrony “tajemnic gospodarczych państwa” przed obcymi wywiadami.
Spektrum służb PRL posiadających agenturę w CHZ-ach zamyka oczywiście Zarząd II Sztabu Generalnego LWP. Wiązało się z tym prowadzenie przez OZI, choć z marnym skutkiem, także wywiadu politycznego i wojskowego (Wspólnoty Europejskie, NATO). Znaczący wzrost liczby osobowych źródeł informacji służb wojskowych we wszystkich instytucjach związanych z międzynarodową współpracą gospodarczą (nie tylko centrale, ale także placówki polskich banków i ministerstw za granicą, przedsiębiorstwa polonijne) zauważamy od początku lat 80. Działalność CHZ-ów nadzorowało Ministerstwo Handlu Zagranicznego, w którym w okresie stanu wojennego (od grudnia 1981 r. do lutego 1983 r.) komisarzem wojskowym był płk Feliks Kwiatkowski, od 1973 r. funkcjonariusz Zarządu II Sztabu Generalnego, m.in. w Oddziałach “X” i “Z”. Druga fala wzrostu rejestrowań wystąpiła w połowie dekady. Było to efektem opisanej niedawno w książce “Długie ramię Moskwy” dr. hab. Sławomira Cenckiewicza “rewolucji wojskowej” i “kolonizacji” państwa przez ludzi związanych z sektorem militarnym. Wytyczne Zarządu II SG mówiły wprost o “prowadzeniu działalności finansowej i gospodarczej” z wykorzystaniem central handlu zagranicznego i firm polonijnych.

 

Zasoby central

Taki stan rzeczy nie może dziwić. Przypomnijmy, że centrale handlu zagranicznego już od lat 40. i 50. XX wieku stanowiły specjalny typ przedsiębiorstw państwowych PRL, który mógł prowadzić obrót gospodarczy z zagranicą. Z czasem poszczególne centrale stały się monopolistami w poszczególnych branżach, reprezentując grupowo inne przedsiębiorstwa ze swojego sektora w kontaktach zagranicznych. Ich pracownicy posiadali możliwość podróżowania lub przebywania dłuższy czas na Zachodzie, dostęp do waluty, szansę poznania funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej, zdobycia kontaktów. Zarabiali również więcej niż w kraju. Pracownicy central handlu zagranicznego stanowili zatem swoistą kastę uprzywilejowanych, podobnie jak ich koledzy z placówek zagranicznych Banku Handlowego, Biur Radców Handlowych przy placówkach dyplomatycznych, pracownicy Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Typowa kariera takich ludzi w PRL obejmowała zresztą rotację i pracę w różnych okresach w większości z ww. podmiotów. Często zdarzało się zatem, że dana osoba przychodziła do pracy w centrali handlu zagranicznego już jako współpracownik służb pozyskany we wcześniejszej instytucji. W takiej sytuacji pozostawała na wcześniejszym kontakcie bądź była przerejestrowywana (jeśli wynikało tak z różnych systemów klasyfikowania i prowadzenia osobowych źródeł informacji przez różne rodzaje służb).

Taką praktykę pokazuje przypadek niejakiego Roberta Młyńca, pracownika CHZ Rolimpex i Ministerstwa Handlu Zagranicznego, a także polskich placówek dyplomatycznych w USA, Indiach i Brazylii. W różnych okresach swej kariery Młyniec był rejestrowany jako kontakt operacyjny, kontakt służbowy Departamentu II, dysponent lokalu kontaktowego, wreszcie jako kontakt informacyjny Departamentu I MSW o pseudonimie “Syski”.

 

Szerokie zainteresowanie

Oczywiście centrale handlu zagranicznego były także obiektem działań ze strony SB o charakterze represyjnym (np. inwigilacji i zabezpieczenia pod kątem wspierania opozycji antykomunistycznej) oraz śledczo-kontrolnym, związanych z łamaniem lub podejrzeniem łamania prawa gospodarczego. Przykładowo od 1988 r. przeciwko THM Dal prowadzona była sprawa operacyjnego sprawdzenia o kryptonimie “Prox”, na przełomie lat 80. i 90. Wydział VI Departamentu I MSW prowadził sprawę operacyjnego sprawdzenia (dotyczącą niegospodarności w gospodarce narodowej) kryptonim “Auto”, skierowaną przeciw przedsiębiorstwu Pol-Mot. Na największe centrale handlu zagranicznego założonych było po kilka lub nawet kilkanaście spraw, np. na Animex – SOS krypt. “Tamka”, “Olek”, “Chłodnia”, “Transport”, “Decyzja” i “Kujawiak”; na CIE Ciech – SOS krypt. “Lepiszcze” i “Terpen”; na PHZ Agros – SOS krypt. “Cytrus”, “Konflikt”, “Sezam” i “Adaś”; na PHZ Unitra SOS krypt. “Londyn” oraz SOR krypt. “Ren”; natomiast na PTHZ Varimex – SOS krypt. “Polonus” i “Unia”. Inne sprawy operacyjnego sprawdzenia prowadzone w związku z działalnością CHZ-ów to m.in. “Centrala” (Centrozap), “Inwestycje” (Elektrim), “Szyb” (Kopex), “Urlop” (Polcoop) czy “Węgiel” (Węglokoks).

Nie zmienia to faktu, że zasadniczym polem działań operacyjnych bezpieki oraz służb wojskowych wobec przedsiębiorstw z udziałem kapitału zagranicznego i central handlu zagranicznego nie były typowe sprawy karne, badanie legalności i prawidłowości działania pod kątem fiskalno-finansowym, a wykorzystywanie ich jako instytucji lokowania funkcjonariuszy i agentury.

 

Universal-ny FOZZ

Centrale handlu zagranicznego odegrały również swoją rolę w aferze FOZZ. Jak przyznał Grzegorz Żemek, dyrektor generalny Funduszu, część jego budżetu stanowiły “czarne pieniądze” polskich central. Również oficjalnie FOZZ był zasilany legalnymi środkami będącymi w dyspozycji CHZ-ów. Zresztą sam Żemek był na początku lat 70. pracownikiem jednej z central i właśnie wówczas zainteresował się nim Zarząd II Sztabu Generalnego. “Należy przypuszczać, że w stosunkowo krótkim czasie może on wejść do rotacji wyjazdów na placówki zagraniczne, co stworzyłoby mu pewne możliwości pracy dla Zarządu II Sztabu Generalnego”, pisał we wrześniu o przyszłym tajnym współpracowniku “Diku” mjr Jan Lesiński, wnioskując o wytypowanie Żemka – wówczas handlowca w Centrali Handlu Zagranicznego Metronex – na kandydata na TW “wojskówki”.

Szczególną pozycję wśród instytucji i osób powiązanych z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego miała spółka Universal (działająca najpierw jako CHZ, później jako Universal SA). Od 1986 r. jej dyrektorem był Dariusz Przywieczerski, w latach 70. instruktor KC PZPR, występujący w dokumentach SB jako tajny współpracownik o pseudonimie “Grabiński”, rejestrowany w latach 1987-1989 przez Wydział I Departamentu II MSW. FOZZ i Universal zawarły między sobą blisko 80 różnego rodzaju porozumień finansowych. Ich szczegóły w większości nie są znane. W 1990 r. Przywieczerski, Żemek i Janina Chim (zastępca dyrektora FOZZ) pożyczyli – jako osoby prywatne – pół miliona dolarów w Bank of Scotland, za które założyli spółkę Trast. Pożyczkę spłacił Fundusz. Firma Trast, której FOZZ miał pożyczyć pieniądze na łączną sumę 4 mld dolarów, miała zawierać umowy finansowe z założoną przez KC PZPR, a później należącą do SdRP, firmą – nomen omen – Transakcja.

Powiązania decydentów FOZZ i Universalu były bardzo rozbudowane. W 1994 r. księgową w firmie Dariusza Przywieczerskiego została Janina Chim, która jako zastępca kierownika jednego z działów pracowała w tym przedsiębiorstwie już w latach 80. Cała trójka (z Żemkiem) utrzymywała również bliskie kontakty towarzyskie. Universal był ponadto jednym z udziałowców BIG Banku, tworzonego w 1989 roku. Przywieczerski i Żemek zasiadali także razem w Radzie Nadzorczej spółki Dolta. Dariusz Przywieczerski kontrolował w tamtym okresie liczne spółki, w tym Ad Novum, wydającą m.in. “Trybunę”, oraz Dukat, której FOZZ poręczył jeden z kredytów zaciągniętych w BIG Banku.

Postaci Chim i Przywieczerskiego pojawiają się również w działalności firmy Eurotrade-Pol. Zastępczyni Grzegorza Żemka była jej prezesem. Od 1993 r. Eurotrade-Pol administrowała budynkami dawnych Zakładów im. Róży Luksemburg w Warszawie, produkujących lampy i żarówki. W 1994 r. prawo do wieczystego użytkowania gruntów i budynków starej fabryki odkupił od firmy Janiny Chim Universal, który następnie sprzedał całość Głównemu Urzędowi Ceł. Miała tam stanąć główna siedziba urzędu. Okazało się jednak, że ze względu na zbyt duże stężenie rtęci wykorzystywanej przez lata do produkcji lamp teren ten nie nadaje się do użytkowania. Prawdopodobnie wiedział o tym Ireneusz Sekuła, polityk lewicy i ówczesny prezes GUC, która za nietrafioną transakcję miał odpowiadać przed sądem. W 1995 i 1998 r. prokuratura oskarżyła Sekułę o popełnienie kilku przestępstw, w tym działania na szkodę GUC. Polityk jednak przed sądem nie stanął. W marcu 2000 r. w tajemniczych okolicznościach popełnił samobójstwo. Dawne Zakłady im. Róży Luksemburg do dziś straszą swoim nieremontowanym, opustoszałym gmachem.

Co ciekawe, cała afera FOZZ zaczęła się właśnie od Universalu. Na trop nielegalnej działalności Funduszu wpadł znany głównie jako inspektor Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann, gdy – jeszcze jako komisarz Izby Skarbowej w Warszawie – w październiku 1989 r. przeprowadzał kontrolę w Universalu. W 2005 r. Dariusz Przywieczerski został skazany w procesie FOZZ na trzy i pół roku pozbawienia wolności oraz 380 tys. zł grzywny. Jednak w przeciwieństwie do Grzegorza Żemka i Janiny Chim kary nie odbył. Uciekł za granicę, obecnie jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym (ostatni raz był widziany kilka lat temu na terenie USA).

 

Uwłaszczenie

Historia Universalu jest także przykładem “prywatyzacji” central handlu zagranicznego, z których wiele w okresie transformacji stało się “udzielnymi księstwami” grup interesów lub nawet poszczególnych osób. CHZ-y, wraz z firmami polonijnymi (Przedsiębiorstwami Polonijno-Zagranicznymi, które mogli zakładać obcokrajowcy bądź polonusi), na przełomie lat 80. i 90. stały się również elementem procesu uwłaszczania nomenklatury PZPR i osób związanych z tajnymi służbami PRL. Dla członków komunistycznej nomenklatury, patrząc z ich osobistego punktu widzenia, była to szansa na życiowe “ustawienie się”. Ze środowiskowego – możliwość utrzymania przez PZPR przewagi w wymiarze ekonomicznym. Z kolei dla funkcjonariuszy służb podmioty te stanowiły naturalne pole lokowania agentury (np. kurierów, łączników), stały się również swoistym poligonem, na którym “testowano” mechanizmy rynkowe, wykorzystując je jednocześnie do działań operacyjnych. W późniejszym okresie, w samym roku 1989, doświadczenie owego “poligonu” umożliwiło ludziom służb skuteczne zagospodarowanie otwierającego się obszaru biznesowego już w III RP.

Adam Chmielecki
politolog, publicysta

Autor jest byłym pracownikiem IPN oraz Komisji ds. Likwidacji WSI. Ostatnio wydał książkę pt. “Wokół “Solidarności””. Wspólnie ze Sławomirem Cenckiewiczem jest współautorem książki “Tajne pieniądze. Wywiad wojskowy PRL w labiryncie biznesowych gier”, która ukaże się na rynku nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.

 

Zrodlo: Serwis Informacyjny BIBULA: http://www.bibula.com/?p=47463 

 

  • Ilustracja tytułowa: Ufficio Primo. Fot. za: vumag.pl / wybór wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.09.18.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci

  • Michał Sybirak

    Podczas, gdy wielu z trwogą przygląda się manewrom armii rosyjskiej i zastanawia się (zresztą nie bez podstawy), czy nie uderzy ona po raz kolejny na Europę Wschodnią, Moskwa ma plany o wiele sprytniejsze (choć wcale się z nimi nie afiszuje). Po co używać własnej armii tam, gdzie całą „brudną robotę” mogą zrobić „miejscowi działacze”, zaś „ciemny lud” jeszcze będzie z tego zadowolony i będzie uważać to za własne zwycięstwo? Tym bardziej, że takie numery już się udawały w przeszłości…
    https://urbietorbi-apokalipsa.net/pl/bl/2017-09-16-nowy-bolek.html

  • fiesta

    Cytat:

    „Doświadczenia z PRL umożliwiły służbom skuteczne przejęcie obszaru biznesowego w III RP”.

    Komentarz „fiesta”.

    To tylko czesc prawdy, panie Adamie i wystarczy dzis sprawdzic kto jest wlascicielem rozkradzionego polskiego majatku narodowego po 1989r, czyli rozkradania dokonanego w latach 1990-tych i 2000-cznych, i w wiekszosci jest to kapital obcy, glownie zydowski i niemiecki, i glownymi winowajcami likwidacji polskiego majatku narodowego po 1989r sa KONTRAKTOWE RZADY (premierzy, ministrowie i prezydenci Polski) – na internecie krazyla lista wyprzedanych polskich fabryk i zakladow, i kazda z dzisiejszych partii politycznych (PO, PiS, SLD i PSL) jest wspolwinna likwidacji polskiego potencjalu ekonomiczno-finansowo-gospodarczego.

    Owszem, rozkradanie polskiego majatku narodowego za przyslowiowy bezcen rozpoczely spec sluzby PRL i wysoko-postawiona NOMENKLATURA KOMUNISTYCZNA juz w 1985r, czyli jeszcze w okresie rzadow zyda Margulisa vel „gen.Jaruzelskiego”, ale lata 1990-te i 2000-czne to z kolei robota POLSKOJEZYCZNYCH RZADOW (zdominowanych przez polskojezyczne zydostwo).

    Wspomnial pan o Aferze FOZZ, ktora ma swoje zrodlo w PRL (FOZZ powstal w 1989r) , ale oprocz spec sluzb PRL i wysoko-postawionych PROMINENTOW KOMUNISTYCZNYCH, udzial mieli rowniez agenci OBYCH SLUZB SPECJALNYCH, jak: Mosadu, CIA, KGB, Stasi, BND, czyli dzialala MIEDZYNARODOWA MAFIA PRZESTEPCZA AGENTOW SLUZB SPECJALNYCH, ktorzy zakladali fikcyjne firmy na wyspach, a nastepnie za zrabowane pieniadze z FOZZ wykupywali fabryki i zaklady w Polsce za przyslowiowy bezcen.
    Te kilkanascie miliardow dolarow FOZZ rozplynelo sie jak we mgle i panuje cisza – Zemek, Przywieczerski i Chim zostali rzuceni na pozarcie

    Wspomniany przez pana M.Falzmann oraz nie wymieniony przez pana W.Panko, ktorzy badali sprawe Afery FOZZ zostali zamordowani przez „nieznanych sprawcow” w drugiej polowie 1991r.

  • fiesta

    Czytelnikom tego forum chce polecic artykul ekonomisty i socjologa Wojciecha Błasiaka z listopada 2014r pt. „Bilans 25-lecia samozwańczych elit władzy III RP”.
    (Jest to jednoczesnie dowod, ze Polska rzadza SAMI SWOI – dopisek „fiesta”).

    FRAGMENTY…

    Samozwańczy uzurpatorzy polityczni

    Elity władzy III RP są w istocie samozwańcze. To uzurpatorzy
    polityczni, którzy nigdy nie przeszli demokratycznej weryfikacji
    wyborczej. W latach 1987-1991 dokonał się zasadniczy proces pierwotnej
    selekcji elit politycznych III RP. Jego trzema głównymi kanałami była
    selekcja w samym obozie władzy komunistycznej, selekcja w ramach
    tworzonej przez Lecha Wałęsę i jego grupę nowej „Solidarności” i
    kluczowa selekcja do grupy Krajowego Komitetu Obywatelskiego przy Lechu
    Wałęsie dla potrzeb tzw. Okrągłego Stołu.

    Wałęsa, przy wsparciu medialnym, politycznym, ale i policyjnym
    komunistów, zablokował w latach 1987-1989 możliwość reaktywacji
    działalności władz NSZZ „Solidarności” wybranych na I Zjeździe w 1981
    roku, a nade wszystko Komisji Krajowej i jej Prezydium. Grupa Wałęsy
    poprzez powołanie samozwańczej Krajowej Komisji Wykonawczej, a następnie
    Regionalnych Komisjach Wykonawczych, wyeliminowała działaczy i
    przywódców „Solidarności”, sprzeciwiających się porozumieniu z
    komunistami na ich warunkach. Następnie zaś rejestrując nowy związek
    zawodowy pod starą nazwą „Solidarność”, zalegalizowała te samozwańcze
    władze nowego już związku. Wałęsa i jego grupa podszyła się de facto pod
    „Solidarność” lat 80., kradnąc politycznie jej szyld i stające za nim
    zaufanie polskiego społeczeństwa. Doszło nawet do tego, iż aby
    całkowicie zdezorientować polskie społeczeństwo, pierwszy zjazd nowego
    związku w kwietniu 1990 roku nazwano II Zjazdem NSZZ „Solidarność”.

    Całkowicie samozwańczym tworem był też Krajowy Komitet Obywatelski
    przy Przewodniczącym „Solidarności” Lechu Wałęsie. Ten liczący około stu
    osób komitet został skooptowany ostatecznie w grudniu 1988 roku na
    niejasnych i niejawnych zasadach towarzysko-politycznych w środowisku
    zasadniczo warszawskim. Został faktycznie skooptowany przez grupę Jacka
    Kuronia, wywodzącą się głównie z anarodowego skrzydła byłego KOR. KKO
    stał się trzonem tzw. strony opozycyjno-solidarnościowej przy Okrągłym
    Stole, a następnie decydował o wystawieniu kandydatów w
    zakontraktowanych wyborach do Sejmu i Senatu w czerwcu 1989. Zadecydował
    o pierwotnym składzie polityczno-personalnym pozakomunistycznych elit
    władzy.

    Ta pierwotna selekcja elit władzy III RP była dokonywana przy
    zasadniczym udziale władz komunistycznych i ich tajnych służb
    specjalnych, których celem było, jak dowodzi Sławomir Cenckiewicz,
    wykreowanie opozycji godzącej się na komunistyczne warunki porozumienia,
    a zmarginalizowanie i likwidacja opozycji temu przeciwnej. Równolegle
    ta „konstruktywna” opozycja została naszpikowana agenturą wpływu, której
    skalę ukryto po dziś dzień w archiwum akt zastrzeżonych IPN.

    Wtórna selekcja tych samozwańczych elit władzy rozpoczęła się
    wyborami parlamentarnymi w 1991 roku i trwa do dziś. Ich podstawą jest
    proporcjonalna ordynacja wyborcza uchwalona w czerwcu 1991 roku przez
    uzurpatorski Sejm kontraktowy. Dzięki tej ordynacji wyłonione pierwotnie
    w latach 1987-1991 samozwańcze elity polityczne uzyskały możliwość
    samoreprodukcji. To one bowiem ustalają partyjne listy kandydatów do
    Sejmu i kolejność miejsc tych kandydatów. Obywatele zostali pozbawieni
    biernego prawa wyborczego, nie mogąc startować w wyborach do Sejmu bez
    zgody tychże samozwańczych elit. Samoreprodukcja samozwańczych elit III
    RP nie może być przerwana bez zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i
    wprowadzenia ordynacji większościowej opartej na regule jednomandatowych
    okręgów wyborczych. Czyli odzyskania przez obywateli biernego i
    czynnego prawa wyborczego oraz przeprowadzenia wolnych wyborów i
    likwidacji fasadowej demokracji, jaką jest obecna parlamentarna
    oligarchia wyborcza.

    Tak więc pierwotna selekcja została dokonana samozwańczo w latach
    1987-1991, z kluczowym udziałem komunistycznych służb specjalnych.
    Selekcja wtórna była i jest zaś oparta na fasadowej demokracji w ramach
    proporcjonalnej ordynacji wyborczej, która stale reprodukuje stan
    wyjściowy. Efektem jest nędza intelektualna, ideowa i etyczna oraz
    kompradorski charakter samozwańczych elit władzy III RP reprodukowana
    przez 25 lat.

    Polityczni kompradorzy i ich kompradorska polityka

    Kompradorami nazywano pierwotnie kupców tubylczych w krajach
    podlegającej ukrytej lub jawnej kolonizacji, którzy pośredniczyli w
    handlu z kolonizującymi metropoliami. W naukach społecznych przyjęła się
    nazwa „burżuazja kompradorska” na określenie tubylczej burżuazji
    handlowej krajów skolonizowanych, która pośredniczyła w eksploatacji
    gospodarczej kolonii przez metropolie, faktycznie pełniąc rolę agentów
    handlowych tych metropolii. Współcześnie nazywam tak rodzime grupy i
    środowiska, które pełnią rolę pośredniczącą w eksploatacji ekonomicznej
    własnego kraju przez obce centra gospodarcze i działają na ich rzecz. I
    taką właśnie rolę pełnią elity władzy III RP od jej okrągłostołowych
    narodzin. Elity te, to w istotnej większości polityczni kompradorzy,
    którzy pełnią, w większym lub mniejszym stopniu, rolę przedstawicieli
    obcych centrów politycznych i kapitałowych na Polskę.

    Stricte kompradorski charakter miała już szokowa transformacja
    ustrojowa przełomu lat 80/90., czyli realizacja tzw. planu Balcerowicza,
    a w rzeczywistości planu autorstwa Georga Sorosa i Jeffrey’a Sachsa.
    Realizacja tego z początkiem lat 90. otworzyła drogę nie tylko do
    głębokiej penetracji gospodarki i rynków Polski. Umożliwiła spekulacyjne
    wysysanie zasobów finansowych polskich banków dzięki stałemu kursowi
    dolara w warunkach hiperinflacji korekcyjnej (m.in. afera FOZZ).
    Doprowadziła do celowego zadłużenia i upadku finansowego przedsiębiorstw
    państwowych, dzięki skokowemu podniesieniu oprocentowania kredytów z 7%
    w 1989 roku do ponad 80% w 1990, a odsetek od zaległości do poziomu
    212% średniorocznie. Otworzyła też drogę do przekształcenia procesu
    prywatyzacji w wyprzedaż enklaw rentowności i nowoczesności polskiego
    przemysłu.

    Plan Sorosa-Sachsa, a następnie polityka kolejnych rządów, tak
    postsolidarnościowych, jak i postkomunistycznych, umożliwiła
    przeprowadzenie prywatyzacji majątku państwowego w formule
    latynoamerykańskiej w postaci wyprzedaży, aż do skali rozbioru
    gospodarczego, enklaw nowoczesności i rentowności zagranicznym
    korporacjom, firmom oraz bankom. Według NIK – podsumowywał w 1995 roku prof. Józef Balcerek – do
    końca 1994 r. „sprywatyzowano” około 36% potencjału sektora
    państwowego. Przyjmując wartość netto (po aktualizacji) środków trwałych
    w tym sektorze, w 1994 r., oraz stopień ich zużycia dla całej
    gospodarki (42,8%), można stwierdzić, że wartość „sprywatyzowanych”
    środków trwałych wynosiła co najmniej 451,6 bln zł (około 47,6 mld USD).
    Z tego tytułu wpłynęło łącznie do budżetu, w okresie 1991-1994, 30
    354,0 mld zł (1 648,4 mln USD). Z tego należałoby odliczyć koszty
    „prywatyzacji”, które wyniosły 8,5% dochodów z „prywatyzacji” w 1993 i
    3,2% w 1994 roku. Oznacza to, że środki trwałe wartości 47 mld USD
    oddano obcym korporacjom i nomenklaturze za około 1,5 mld USD, czyli za
    około 3% ich wartości.

    Jak to oszacował z kolei inną metodą prof. Kazimierz Poznański, do
    2004 roku „wyprzedano” państwowy kapitał przemysłowy i bankowy za 4,5-5%
    ich wartości odtworzeniowej. Poznański wyliczył też, iż do 2004 roku w
    wyniku tej „prywatyzacji” Polska faktycznie przekazała w ręce obcego
    kapitału równowartość co najmniej 218 mld dolarów. Głównym zaś motywem
    tej „wyprzedaży” narodowego przemysłu i bankowości była bezkarna
    korupcja, której wielkość Poznański oszacował na 0,4 do 0,5 mld dolarów,
    a „sprzedający” w liczbie około tysiąca osób zadowolili się mniej niż pół procentem wartości kapitału, który przeszedł w zagraniczne władanie.

    Dokonano faktycznego rozbioru gospodarczego polskiego przemysłu i
    bankowości. To były rządy „gospodarczej Targowicy”, jak je nazywał w
    latach 90. XX w. prof. Balcerek.

    Wywóz dochodu narodowego za granicę

    Wyprzedaż w ręce obcego kapitału polskiego przemysłu i bankowości
    doprowadziła do stałej już sytuacji „wywozu” części polskiego dochodu
    narodowego za granicę. Z Polski „wywozi się” zyski, dywidendy i inne
    dochody z tytułu zagranicznej własności. Obrazuje to różnica pomiędzy
    polskim produktem krajowym brutto, a polskim dochodem narodowym brutto w
    postaci tzw. dochodu z zagranicy. I tak w 2007 roku, jak podawał GUS,
    przy wielkości polskiego PKB 1 bln 177 mld zł, tzw. dochód z zagranicy
    wykazywał deficyt 42 mld zł. W 2010 roku to ujemne saldo wyniosło już 47
    mld zł. Oznacza to ujemny bilans transferów finansowych z tytułu
    właśnie własności narodowej zysków i wynagrodzeń. Jest to stały „wywóz”
    części polskiego PKB. Wykazuje on stale deficyt rzędu ponad 40 mld zł
    rocznie.

    Roczniki statystyczne GUS nie podają niestety obu stron tego bilansu.
    A transfer polskiego PKB jest jeszcze wyższy, gdyż trzeba uwzględnić
    również głównie pomniejszający go przywóz dochodów pracujących za
    granicą Polaków oraz polskich firm. Prawdopodobnie jest to wielkość nie
    mniejsza niż 10 mld zł. Poza tym jest to tylko wynik oficjalnych
    transferów finansowych. Do rejestrowanego wywozu zysków, dywidend i
    dochodów z tytułu obcej własności, trzeba by jeszcze doliczyć
    nierejestrowany wywóz zysków ukryty w cenach produktów i usług
    transferowanych między zagranicznymi firmami-matkami, a krajowymi
    firmami-córkami. Osiąga on prawdopodobnie równowartość transferu
    oficjalnego, a więc około 50 mld zł rocznie. Tak więc co roku wywożonych
    jest z Polski około 100 mld zł. Jest to jeszcze jedna cena wyprzedaży w
    obce ręce polskiego majątku gospodarczego.

    Import zachodniego bezrobocia

    (…)

    Rozbiór gospodarczy III RP i agresor wewnętrzny

    Prof. Poznański szacował, iż w 1999 roku udział kapitału
    zagranicznego w przemyśle w Polsce wynosił 35-40%. Ponieważ od 1999 roku
    dokonano jeszcze kolejnych znaczących sprzedaży polskiej własności
    przemysłowej, m.in. całego hutnictwa żelaza i stali, szacuję, iż
    przekroczono 50% tego udziału. Przekazanie ponad 50% najlepszego majątku
    przemysłowego i 75% kluczowego sektora bankowego za kilka procent jego
    wartości ekonomicznej, a często za dopłatą, w ręce zagranicznego
    kapitału, jest pierwszym przypadkiem w historii cywilizowanego świata,
    aby przyzwoliło na to formalnie suwerenne państwo. Doprowadzenie do
    zniszczenia kilku milionów miejsc pracy i pozbawienie podstaw
    egzystencji ekonomicznej milionów własnych obywateli w warunkach
    istnienia własnego suwerennego państwa, jeszcze się w historii
    współczesnej wcześniej nie zdarzyło. I to bez przegranej krwawej wojny i
    narzuconych warunków przymusowej kapitulacji. Czegoś tak niebywałego
    jeszcze w historii współczesnego cywilizowanego świata nie odnotowano.

    Ten rozbiór gospodarczy Polski można porównać historycznie tylko z
    rozbiorami państwa I Rzeczypospolitej w XVIII wieku. I ta zewnętrzna
    agresja nigdy nie byłaby możliwa, gdyby nie istniał współpracujący z
    Zachodem współczesny agresor wewnętrzny, owa „gospodarcza Targowica” jak
    ją nazywał prof. Balcerek.

    Tym agresorem wewnętrznym były i są
    samozwańcze i kompradorskie elity władzy III RP.

    OBUDZCIE SIE POLACY !… (dopisek „fiesta”)

    Caly artykul znajduje sie na stronie:

    http://jow.pl/bilans-25-lecia-wolnosci-samozwanczych-elit-wladzy-iii-rp/