Kanibalizm wakcynologów, napletek niemowlaków do produkcji szczepionek.


Z cyklu: PZ-51, „przeczytaj i zapamiętaj”

 

„Polityka jest ostatnim schronieniem łotrów.”

 

Już ojciec założyciel Stanów Zjednoczonych, Thomas Jefferson, stwierdził jednoznacznie: „Jeżeli ludzie się zgodzą, żeby rząd kontrolował ich jedzenie oraz leczenie, to w krótkim czasie ich zdrowie będzie w podobnie opłakanym stanie, jak dusza niewolnika”.

 

Obecnie skutki tej radosnej twórczości aktorów sceny politycznej, zwanych w zależności od poziomu administracyjnego, radnymi, lub posłami, widzimy w całej rozciągłości. Wyraźnie widoczny jest też fakt, że scenariusz do tej sztuki pisany jest poza granicami naszego nieszczęśliwego kraju, jak mówi St.Michalkiewicz.
Nie jestem gołosłowny, wystarczy prześledzić problem tzw. pożyczek pobieranych przez poszczególne grupy namiestników warszawskich. Teoretycznie to Sejm ustala budżet, a rząd ma tylko go realizować. Tymczasem każdy z tzw. rządów samodzielnie załatwia sobie dodatkowe finansowanie poza sejmem, czyli załatwia sobie „pożyczkę” z
niewiadomego źródła i
na niewiadomy okres i
niewiadomy procent,
czyli jesteś za głupi Rodaku ale masz płacić za nasze zobowiązania.
Gensek Edward Gierek, agent Kominternu, czyli Międzynarodówki, czyli koncernu Rothschilda, pobrał 20.7 miliarda dolarów [inne źródła podają, że to było tylko 10 miliardów], które to pieniądze poszły na budowę rurociągu orienburskiego i celulozowni zabajkalskiej. Było to w latach 1970 – 80, czyli potrzebował 10 lat. Spłacaliśmy jego dług do 2010 roku.
Gen. W. Jaruzelski, alias Wolski alias Słuckin… zadłużył Polskę na 35 miliardów. Jak wiadomo, w Polsce w owym czasie nic nie budowano, z wyjątkiem utopienia kilku miliardów w budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu. Efekty ekonomiczne tej inwestycji nigdy nie zostały podane do wiadomości publicznej. Ale sprywatyzowało się sporo ludzi. Była to priorytetowa budowla hunty wojskowej. Ciekawe, dlaczego właśnie wojsko się tak interesowało atomem?
Innymi słowy, cała reszta pożyczki poszła na wojenkę w Afganistanie? Takie wrażenie można odnieść po przeczytaniu pamiętników tzw. Afgańców.
W. JARUZELSKI, ALIAS SŁUCKIN, POTRZEBOWAŁ NA ZACIĄGNIĘCIE TEJ POŻYCZKI RÓWNIEŻ 10 LAT. Kolejny namiestnik z tej samej opcji politycznej, podobno agent GRU, Józef Oleksy, pobrał z banków zachodnich 35 miliardów dolarów. Był rok 1995.
Jeszcze lepszy w tym łupieniu Polaków był kolejny agent Informacji Wojskowej p. Jerzy Buzek, który w krótkim okresie pobrał w imieniu Polski od zachodnich bankierów aż 69.5 miliarda dolarów w 2000 r.
Następny namiestnik z te samej opcji politycznej, p. Leszek Miller, do 2003 roku pobrał od zachodnich bankierów 106.9 miliarda dolarów. Potem jeszcze 15 – 60 milionów dolarów, jako napiwek za tajne więzienia CIA, przyniósł mu w kartonie ambasador USA.
Dalej poszło jeszcze łatwiej. Ta sama opcja, ale już pod sztandarem CIA, czyli namiestnik od Iraku p. Marek Belka, pobrał od zachodnich bankierów 122.4 miliarda dolarów. Awansował za to do kadry banków zachodnich, a potem został dyrektorem wykonawczym konsorcjum Rothschilda, jako namiestnik NBP. Jak wiadomo, to p.Roteschild powiedział, że nieważne kto rządzi danym państwem, ważne, kto emituje pieniądz. Był rok 2005.
Prezydent Marcinkiewicz, w okresie 6 miesięcy swoich rządów, pobrał ponad 67 miliardów pożyczki. Następny namiestnik naszego nieszczęśliwego kraju p. Jarosław Kaczyński podniósł poprzeczkę i w krótkim okresie swoich rządów zdołał pobrać od zachodnich bankierów aż 166,8 miliardów dolarów. Był rok 2006.
W następnym roku, tj.  2007, dorzucił do pierwotnej kwoty, jeszcze 205 miliarda dolarów, czyli łącznie było to 371.8 miliarda.
Kolejny namiestnik, p. Donald Tusk, w czasie swoich ośmioletnich rządów podbił stawkę pożyczek, przy pomocy pana Vicenta R. o kolejne 350 – 500 miliardów. Pomimo minięcia już wielu miesięcy od zmiany rządu, do dnia dzisiejszego nie ustalono, ile to ten facet naprawdę pożyczył. Ciekawe, nieprawdaż?!
To krótkie zestawienie oczywiście nie jest w żaden sposób odzwierciedleniem prawdziwym i podane kwoty mogą być zdecydowanie wyższe. Żaden bowiem z kolejnych namiestników nie przedstawił tzw. Księgi Otwarcia swoich rządów, czyli kontynuował to, co poprzednicy zabrali. Żaden z kolejnych namiestników nie rozliczył przed Sejmem, na co wydatkowane zostały pożyczone pieniądze. Żaden z kolejnych namiestników nie opublikował w Dzienniku Ustaw sprawozdania finansowego, a przecież budżet jest corocznie publikowany.
I mamy dwa problemy.
Po pierwsze, dlaczego nigdy nie przeprowadzono remanentu po poprzednikach? Nawet kasjerka w supersamie, zmieniając koleżankę dokonuje mini remanentu. A namiestnicy naszego nieszczęśliwego kraju przychodzili na swoje i nie potrzebowali żadnej kontroli pomimo, że podawali się za opozycję?
Po drugie, na co owe pieniądze poszły?
Żaden z wymienionych rządów nigdy nie rozliczył się z pobranych pieniędzy. Zupełnie infantylne były informacje o tym, że wynoszono krzesła z pałacu namiestnikowskiego przez członków poprzedniej ekipy. Czyli, wynoszone krzesła to problem, a defraudacje miliardów dolarów, to normalka?
Oczywiście, nikt nie śmie zapytać nawet, nie wspominając o publikacji, na co te ogromne kwoty zostały wydane przez kolejne rządy warszawskie. Powyższy przykład jest chyba wystarczającym dowodem, że jesteśmy tylko kondominium koncernów, a właściwie grup kapitałowych zachodnich banków z City of London Corporation.
Stawiam roboczą tezę, że zdecydowana większość z tych pieniędzy nigdy do Polski nie dotarła. A co się z nią stało? O tym już sam musisz pomyśleć, Szanowny Czytelniku.
Ale tak to jest, kiedy państwo nie posiada własnych mediów i musi opierać się na polskojęzycznych gazetach niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 r., jak podaje dr Brzeski. Media te nazywane były w okresie okupacji „GADZINÓWKAMI”. Także w tym przypadku musisz sobie Dobry Człeku dopisać wyjaśnienie.
Realizacja działań na szkodę społeczeństwa, czyli oskubywanie podatkowe, odbywa się poprzez tzw. instytucje państwowe. Proszę zauważyć, że od kilku lat każdy wojewódzki sanepid jest rejestrowany w księgach instytucji prywatnych w Niemczech. Innymi słowy, każdy sanepid posiada swój indywidualny numer handlowy, nie stanowią więc już jedności państwowej. W tej sytuacji trudno oczekiwać, aby dbały o dobro lokalnego podatnika.
Nie jestem gołosłowny.
Brak danych uniemożliwia mi oparcie się na polskich statystykach, więc posłużę się amerykańskimi. W USA na skutek przepisanych na recepty leków umiera rocznie ponad 106 000 ludzi, a ok. 3 milionów jest leczonych z powodu ciężkich powikłań. Polska jest ok. 8 razy mniejszym krajem, więc proporcje są mniejsze. I to są wszytko osoby poszkodowane przez instytucje, reprezentujące formalnie państwo, opłacane z pieniędzy podatnika, rzekomo  strzegące jego interesów, a więc i zdrowia i życia. Zupełnie podobnie jest w Polsce, Główny Inspektor Sanitarny, obecnie w osobie p. Marka Posobkiewicza, pozostałość Platformy Obywatelskiej z poprzedniego rządu, także nie publikuje danych o skażeniu żywności np. pestycydami.
Jak każdy może sprawdzić chociażby na Youtube, p. M. Posobkiewicz zajmuje się głownie handlem szczepionkami, tak samo jak Państwowy Zakład Higieny, czyli Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego.
Przypomnę, że przez ostatnie 1000 lat Polska była zawsze państwem wielonarodowościowym i nikomu to nie przeszkadzało, nie wiadomo więc obecnie,  jakiego narodu jest ten Instytut. Podobnie jak nie wiadomo, co znaczy „publicznego”, ponieważ publiczne zawsze były domy, czyli burdele. A burdele to instytucje nastawione na wyjątkowy zysk, poprzez eksploatację biednych kobiet. Czyżby ten Instytut także był odmianą firmy nastawionej na eksploatacje społeczeństwa? Sam musisz sobie odpowiedzieć, Szanowny Człowieku.
Pomogę w przemyśleniach, podając poniższy przykład. Otóż, ta podobno jeszcze państwowa instytucja otworzyła specjalną stronę, tematycznie związaną ze szczepieniami. Postaraj się poszukać na niej poniższych informacji dotyczących szczepionki przeciwko odrze, różyczce, śwince, czy wirusowi brodawczaka ludzkiego, czyli HPV oraz wirusowi cytomegalii, tworzonych na napletkach wycinanym niemowlakom. DNA dziecka nie może być całkowicie usunięte ze szczepionki, powoduje to określone skutki zdrowotne. Poza tym, używa się również napletka do otrzymywania ludzkiej telomerazowej odwrotnej transkryptazy nieśmiertelnej linii komórkowej, stosowanej do produkcji szczepionek.
Otóż już od wielu lat w USA wykorzystuje się napletek odcinany niemowlakowi w rodzinach semickich, do produkcji szczepionek. Jest to bardzo dochodowy interes dla szpitali prowadzących ten biznes. Chirurgicznie usuwany napletek zabija w USA jedno dziecko co dwa dni, ale napletek się nie marnuje i idzie do produkcji. Tak przynajmniej twierdzi prasa amerykańska.
Przed obrzezaniem usuwa się toksyny wstrzykiwane niemowlakowi z syntetycznego szczepu wit. K oraz z WZW B. Przypomnę, że stosowany w Polsce zastrzyk witaminy K od wielu lat nie uzyskał do dnia dzisiejszego zatwierdzenia przez Urząd Kontroli Leków.
Ujawniono to w czasie tzw. sprawy Białogardzkiej. I widzisz Szanowny Czytelniku, że ani Ministerstwo nie wiadomo dlaczego zwane Zdrowia, ani Izby Lekarskie, rzekomo czuwające na bezpieczeństwem pacjentów, ani GIS, przez ponad dekadę nie zorientowały się, co wstrzykuje się niemowlakom w Polsce.
Oczywiście to tylko przypadkowa nieuwaga tych instytucji, a nie  celowe działanie. Nawet pomyśleć tak nie wolno.
Przecież owi działacze działają dla „dobra” społeczeństwa, za pieniądze tegoż społeczeństwa!?
Przecież w jakiś sposób muszą uzasadniać swoje podwyżki wynagrodzeni. Przypomnę, średnie wynagrodzenie urzędników wynosi ponad 6200 złotych, a reszty społeczeństwa tylko 4200, w sytuacji kiedy zdecydowana większość ludzi otrzymuje niespełna 2500 zł.
Nie będę opisywał szczegółowo procedury otrzymywania odpowiednich komórek do produkcji szczepionek, nie chcąc zanudzać PT Czytelnika. Podam tylko, że preparowanie napletka jest opisywana w internecie i każdy może się z tym zapoznać.
Dr Tinari szacuje, że wartość napletka od momentu zabiegu i od sprzedaży, do momentu materiału szczepionkowego, wzrasta do 100 000 dolarów. Rurki komórek fibroblastów pochodzące z napletka od dziecka do 14 dnia życia są warte grube setki dolarów. Jedna probówka z tymi komórkami fibroblastów kosztuje tysiące dolarów.
Podobnie wygląda zabawa z wirusem cytomegali, którym rzekomo  matka może zakażać niemowlaka. Pomimo faktu nieudowodnienia tego wirusowego zakażenia jako przyczyny, nadal prowadzi się prace nad szczepionką.
Poniżej podam kilka patentów:
• Metoda tłumienia cytomegali wirusowej  US 4058598A,
• Szczepionka przeciwko cytomegalii WO 2009049138A1,
• Szczepionka przeciwko cytomegalii US 20100285059 A1.
• Immunizowana linia komórkowa do produkcji szczepionek WO 2002016555 A2.
Tak samo jest przeprowadzana  produkcja szczepionki przeciwko różyczce.
Poniżej fragment opisu produkcji szczepionki przeciw różyczce z 1979 roku: „wirusy szczepionki przenoszono dwukrotnie w hodowli tkankowej RA 27/3 w ludzkich komórkach fibroblastów napletka i HPV/77, w komórkach Vero.
Tak samo postępują podczas produkcji szczepionki HPV: „Kultury komórek pochodzące z tkanek ludzkiego napletka HFS wykorzystano do izolacji wirusów z próbek diagnostycznych”.
I podstawowe pytanie:
Dlaczego w programach studiów medycznych nie podaje się zasad i sposobów produkcji szczepionek?
  Dlaczego ogłupia się polskich pediatrów, nie informując ich o składzie szczepionek?
Dlaczego za pieniądze podatnika PZH dezinformuje na swojej stronie internetowej społeczeństwo?
Podobnie jest ze szczepionką MMR rzekomo przeciwko odrze, chociaż dwa lata temu Sąd Najwyższy Federacji Niemieckiej, po wysłuchaniu wielu biegłych, stwierdził, że wirusa odry nie ma. Na co więc ów preparat, zwany MMR? W dodatku zawierający niespotykanie wysoką dawkę aluminium?
Potwierdza to wszystko fakt, że jesteśmy kolonią City of London Corporation, przeznaczoną tylko i wyłącznie do płacenia podatków oraz do eksperymentów medycznych – eksperymentów medycznych przeprowadzanych na polskich dzieciach. Jak inaczej bowiem nazwać stosowane przez wszystkie szpitale w całej Polsce, bezmyślne podawanie preparatu zwanego witaminą K bezpośrednio po urodzeniu, który w ogóle nie ma podanego składu, ani zezwolenia na obrót w kraju?
I to wszytko dzieje się za zgodą innego urzędu, tj. wymiaru sprawiedliwości, a przecież teoretycznie stoi on na straży prawa. Każdy lek dopuszczony do obrotu w kraju jeszcze pomiędzy Odrą i Bugiem, musi mieć zgodę odpowiedniego urzędu.
I następna refleksja, jak skutecznie po 1989 roku zrobiono z pediatrów Roboty Biologiczne, które bezmyślnie podają ampułki, nawet nie interesując się ich składem. Rocznie mamy ok. 350 000 porodów. Przez 10 lat, ten eksperyment przeprowadzono na ponad 3 milionach Polaków. Ile milionów wypłynęło z koszyczka, zwanego NFZ?
Preparat podawano dzieciom;
• bez ich zgody,
• bez  zgody rodziców,
• wbrew istniejącym ustawom.
I zupełna cisza. Okazuje się, że nikt nie jest winien.
Taka jest po „przemianach” Polska!

 

Zysk określonych grup na pierwszym miejscu.

 

Dr Jerzy Jaśkowski
jerzy.jaskowski@o2.pl
Gdańsk, 1 października 2017 r.

 

 

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

  • Ilustracja tytułowa: Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. za YT-Tagen / wybór zdjęcia wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2017.10.03.
Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski