Ciąg dalszy sporu chamów z żydami


Nie tak dawno na łamach Myśli toczyła się dość namiętna i gorąca debata na temat roli i miejsca w najnowszej naszej historii, dość wąskiego i ekskluzywnego środowiska Ruchu Młodej Polski. Była nawet taka polityczna chwila, gdy to za sprawą prof. Wiesława Chrzanowskiego i jego projektu funkcjonującego pod nazwą Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe wydawał się, że owe grono znajdzie sobie trwałe miejsce na naszej politycznej mapie.

Ale iluzja trwała krótko i grupa ta została faktycznie rozbita, zaś jej prominentne postacie musiały coś wybrać. Właśnie przywołana dyskusja dotyczyła tego „coś”. Z całą pewnością są to ważne przyczynki dla polskich dziejów, do pewnego stopnia zahaczające o przyszłość, lecz wydawało mi się rzeczą sensowniejszą, wykorzystać ów przypadek w postawieniu na dziennym porządku spraw o znaczeniu bardziej zasadniczym oraz pryncypialnym. Chodzi mianowicie o źródła III Rzeczpospolitej i jej realne umocowanie w naszej historii.

Czy jest w istocie prostą kontynuacją PRL? Czy może jej legitymacja tkwi w II RP, zaś ten cały okres od 1939 r. do 1989 r. to jakiś przebrzmiały incydent, chichot dziejów, ale nic ponadto. Należy na zupełnym marginesie dodać, że od lat PiS sugeruje tę drugą odpowiedź, a ponieważ akt założycielski III RP jest, z tego punktu widzenia, jakiś dwuznaczny, a nawet pokrętny, to stąd wynikają projekty budowy Nowego Państwa, potrzeba wszechogarniających reform, agresywności publicznego języka, itd., itp. Warto jednak pominąć te wszystkie kwestie związane z potrzebami bieżącej politycznej walki i zapytać: jak jest naprawdę? Wróćmy zatem do początku.

Otóż PRL nie była przypadkowym wybrykiem, pomyłką historii, wreszcie oszustwem (jak niektórzy utrzymują), lecz jednak rezultatem całego ciągu porozumień zwycięskich mocarstw. Od Teheranu aż po Poczdam. W zasadzie Zachód od Moskwy oczekiwał właściwie tylko jednego: zachowania pewnych pozorów demokratycznej legitymizacji nowego układu sił na obszarach jej wpływów. I to zasadniczo otrzymał. Polska Ludowa była więc nie ułomnym państwowym bytem, lecz przez cały czas swojego istnienia pełnoprawnym uczestnikiem międzynarodowych politycznych stosunków.

Owa kwestia miała jeszcze inny kontekst. W Stanach Zjednoczonych w czasach prezydentury Roosevelta zaczęła niepomiernie rosnąć rola i znaczenie tamtejszych Żydów, którzy w większości rekrutowali się spośród gettowych mieszkańców carskiej Rosji. To oni też – jak traf chciał – stanowili wcześniej rdzeń bolszewickiej rewolucji. Między tymi społecznościami istniały liczne powiązania. Na dodatek nabrzmiewała sprawa stworzenia w Palestynie żydowskiego państwa. Polski rząd w Londynie, wiedząc o tym, rozpoczął rywalizację z Kremlem o przychylność amerykańskich syjonistycznych kręgów. I tę batalię – co był do przewidzenia – przegrał.

W konsekwencji tego powojenna Polska została wprost najechana przez radzieckich Żydów, którzy traktowali nasz kraj, przez lata swych rządów, jako terytorium podbite. Rzeczpospolita była wówczas jakąś formą projektu znaną wcześniej pod nazwą Judeopolonii. Z czasem jednak polski żywioł narodowy rozpoczął swoistą rekonkwistę, co doprowadziło do kilku przełomowych wydarzeń: najpierw rok 1956, następnie marzec 1968. Ostatecznie polscy Żydzi stracili swoją pozycję, co część z nich pchnęło do emigracji, inni przyczajając się, rozpoczęli spiskowanie. W każdym razie dziesięciolecie Gierka, trzeba zakwalifikować jako rządy komunistyczno-narodowe; ale reakcją na nie była Solidarność, którą użyto do odbudowania przez Żydów starych wpływów. I to przy wyraźnym poparciu Zachodu udało się w całej rozciągłości.

Symbolem tego niewątpliwego sukcesu jest współcześnie Muzeum Żydów Polskich, które teraz powstaje w Warszawie. Takie są rzeczywiste źródła III RP. Oczywiście nic nie bywa proste, zaś gra dla wszystkich jest zawsze trudna i skomplikowana, niepewna co do swoich końcowych rezultatów. Jednak taka jest geneza ostatniego ćwierćwiecza polskiej historii. Nie ma co tego ukrywać. Co zatem należy na tym tle, sądzić o rządach PiS – u, który kontestując Okrągły Stół, zawzięcie dystansuje się – co wcześniej odnotowaliśmy – od III RP. Czy jednak intencje tej politycznej formacji rzeczywiście są szczere, narodowe w najgłębszej swej treści i konserwatywne w wymowie?

Przypatrując się politycznym biografiom partyjnej czołówki, należy w to wątpić. I działania Nowogrodzkiej trzeba ocenić jako taki projekt, który używając praktyk fałszywej flagi ma raczej utrwalić pewien stan władzy, a nie coś realnie zmieniać. Co na powyższy stan rzeczy może wskazywać? Kostiumy są po to, by je dowolnie zmieniać, zaś rządy mniejszości – oparte nawet na zagranicznym parasolu – by trwać, muszą być szczególnie przebiegłe i podstępne. A jednym ze sposobów stałego utrzymywania władzy jest umiejętność zabudowywania całej politycznej przestrzeni własną agenturą. Jednym słowem moneta, mając dwie strony stanowi niepodzielną całość.

Sterowanie kukłami tego teatrzyku wymaga zdolności budowania sztucznych konfliktów, by widz mógł ustawić się w roli kibica i nie domyślił się, że pojedynek jest reżyserowany. W polskich realiach nie ma powodów sądzić, że PiS jest jakąś suwerenną nową siłą, która realizuje rzeczywiście narodowe cele, dobrze odczytując naszą rację stanu. W takich okolicznościach każda formacja dążąca do suwerenności, tak czy owak będzie zniszczona.

Taki los spotkał wiele środowisk, o których już dawno zapomnieliśmy. W tym i ZChN. Można sądzić, że prof. Wiesław Chrzanowski dobrze znał powyższe realia, lecz zgodnie z polityczną szkołą narodowej demokracji, próbował przeciwnika przechytrzyć, wpisując się w jego system, by ratować, co tylko było możliwe. Przegrał. Pamiętam, jak brutalnie zaatakowano go. Zostali po nim ludzie. I jak to zawsze polityczne sierot, niektórzy posypali głowy popiołem, wpisując się w ten nowy, ale jakże stary system. Inni szlachetniejsi, bardziej ideowi, stali się politycznymi analitykami, czy aż nawet egzegetami. Naród i państwo tak mało suwerenne, poza pracą organiczną może polegać wyłącznie na jednym.

Tkwić w oczekiwaniu na szersze procesy i zjawiska polityczne, które jakoś unieważnią przedstawioną sytuację albo przynajmniej ją mocno osłabią. Czyli pozostała nadzieja, zaś ta – jak powiadają – umiera ostatnia. Można też wtrącić, iż istnieje dodatkowa komplikacja utrudniająca właściwe rozeznanie, otóż w Polsce Żydzi mają swoich chamów, a chamy mają swoich Żydów. I zupełnie na sam koniec trzeba zaznaczyć, iż według kryterium wyboru mniejszego zła rządy PiS są strawniejsze od władzy PO, przede wszystkim separują nas od niemieckiego uścisku.

 

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 42-42 (8-15.10.2017)

 

 

Warto poznać co na ten temat napisał bliski tematu Witold Jedlicki: 

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.10.19.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci