Mamy nowego Jelenia – Zdrowie.


Z cyklu: „ P – 252, państwo istniej formalnie”

Nikt nie ma odwagi przeciwstawić się złu,
 kiedy stało się ono powszechne”
„To nie większość tworzy prawdę,
To prawda powinna towrzyć większość.”
O dziennikarzu nazwiskiem Deer  pisałem już w związku z dr Wakefieldem. W skrócie przypomnę.
Praca ponad 5 letnia dr Wakefielda i jego 12 kolegów, dotycząca zpaleń przewodu pokarmowego po szczepieniach, została opublikowana w 1998 roku.  W tym czasie wyszczepialność  na  odrę, świnkę i różyczkę -MMR doszła w wielkiej Brytanii już do 87 %, czyli w ciągu ok. 10 lat podniosła się o prawie 30 %. Proszę to pomnożyć, przez te kilkadziesiąt funtów i kilkaset tysięcy dzieci rocznie. Ładna kwota. Ale w kolejnych 5 latach‚ wyszczepialność podniosła się tylko o 5 % tj. do 92%.  I to było to, co zaniepokoiło producentów szczepionki, czyli firmę Merck, między innymi wydawcę Polskiego Tygodnika Lekarskiego, dawniej wielce szanowanego biuletynu lekarskiego.
Jeszcze większy popłoch powstał, kiedy w kolejnych 5 latach „wyszczepialność” spadła do 82%. No, tego to już nie mogli podarować jakiemuś tam doktorkowi. Rozpoczęła się nagonka na całego. 
Po pierwsze, wynajęto dziennikarza Briana Deer do ataku na dra Wakefielda i jego kolegów. Większość  spośród nich, na te ataki okazała się mało odporna i wycofała się z dalszych badań. Ministerstwo na wszelki wypadek obcięło wszelkie fundusze na kontynuację badań, potwierdzających lub wykluczających związek szczepień ze stanem zapalnym jelit. Wymaga podkreślenia fakt, że w swojej pracy dr Wakefield podkreślił, cytuję: „nie udowodniliśmy związku pomiędzy szczepionką MMR a autyzmem”.
Było to wybitne, można tak nazwać, asekuranctwo  PT Autorów tej pracy, ponieważ na 12 przeprowadzonych badań 11 dzieci cierpiało na rozpoznany wcześniej autyzm. Poza tym wiadomo, że po szczepieniu dziecko „ sieje” wirusami poprzez układ oddechowy  do ok. 3-4 tygodni,  a poprzez przewód pokarmowy przez ok. 5-8 tygodni zakażając sąsiadów. Wiadomo np. z epidemii kokluszu w żydowskiej szkole w N. Jorku w 2009 roku, że epidemia, czyli 3501 chorych,  wystąpiła u dzieci prawidłowo zaszczepionych.
Wiadomo także z podstawowych podręczników medycznych, że 75% przeciwciał znajduje się w przewodzie pokarmowym, a nie we krwi. Tak więc podawanie  tych szczepionek bezpośrednio do krwioobiegu, pomija cały naturalny system obrony człowieka.
Wiadomo także, z tych samych podręczników medycznych, że większość, bo aż 70% synaps nerwowych jest w układzie pokarmowym, a tylko 25% w centralnym Układzie Nerwowym CUN. Tylko więc wakcynolodzy wykazują się w praktyce nieznajomością aktualnej wiedzy medycznej.
Dziwnym trafem i oczywiście bez żadnego podtekstu, wynajęty dziennikarz p. Brajan Deer nomen omen  Deer, czyli Jeleń po polsku, został dopuszczony do pełnej dokumentacji lekarskiej. Jest to bardzo zaskakujące, ponieważ w krajach anglosaskich tj. Anglii i USA, dokumentacja lekarska jest pod bardzo ścisłą ochroną prawną i nawet pacjent traktowany jest jako przedmiot i nie ma dostępu do własnej historii choroby. A w tym przypadku, ktoś, nie wymieniany oficjalnie nigdzie z nazwiska, udostępnia jakiemuś tam pismakowi, historię chorób 12 dzieci, ich wyniki badań i całą resztę. I o dziwo, żaden prawnik  w tym praworządnym państwie  jakim jest W. Brytania, nie protestuje przeciwko takiemu łamaniu prawa.
Tak więc urzędnicy Ministerstwa Zdrowia tej pięknej wyspy, chcąc ratować własne fotele niekompetencji i oczywiście  dochody, rozpoczęli akcję niszczenia dra Wakefielda  poprzez łamanie prawa. Artykuły szkalujące dra Wakefielda i jego kolegów, były publikowane w najbardziej poczytnych gazetach.  Już po 3 latach takich publikacji,  ale w 9 lat po publikacji artykułu, Generalna Komisja Medyczna  wzięła się w 2007 roku za krnąbrnego i samodzielnie myślącego lekarza. Po  dalszych 3 latach starań, uznano go za winnego całej masie przekłamań  i nadużyć, które rzekomo znaleziono w omawianej publikacji w Lancecie  i pozbawiono prawa wykonywania zawodu lekarza na wyspach.
Zupełnie nie zwrócono uwagi na to, że tego rodzaju postępowanie tj, opublikowanie przez tzw. recenzowane czasopismo, pracy nie spełniającej warunków publikacji  jest dowodem, albo na nieudolność czasopisma, albo na fakt, że praca była staranna, tylko zadziałały inne czynniki i to w wiele lat później.
Jak to tak, szanowane czasopismo jakim był Lancet o ponad 100 letniej tradycji [od 1828 roku], posiada  recenzentów, którzy  nie wiedzą jakie warunki naukowe musi spełniać publikacja?. Przecież całe działania urzędników i ich  red. „Jelenia” doprowadziły do wniosku, że PT Redaktorzy Lancetu to „Idioci” , którzy nie wiedzą co drukują. Suma sumarum, dr Wakefield musiał emigrować do Teksasu.
Oczywiście, dr Wakefield odwoływał się do sądu, ale sędziowie  zachowywali się dziwnie [szkoda „papieru” na pokazywanie tych matactw]. Natomiast do sądu odwołał się także jeden  ze współautorów tego artykułu pan prof. Walker- Smith oskarżony także o te same błędy, co dr Wakefield. I o dziwo sąd, nie urzędniczy, a profesjonalny,  uniewinnił go  ze wszystkich stawianych mu zarzutów. Tak więc w tej samej sprawie jednego artykułu, mamy dwa wyroki:  jeden rządowej Komisji Medycznej uznającej dra WAKEFIELDA ZA WINNEGO i  odbierającego mu prawo wykonywania zawodu lekarza w Anglii, oraz drugi wyrok, uniewinniający prof. J. Walker- Smitha. Prawda, że to ciekawa sprawiedliwość, tym razem w wydaniu angielskim.
Jak stwierdził sąd w uzasadnieniu wyroku profa. J.Walker – SMITHA: „Rażące błędy i stronniczość , nie uwzględnianie dokumentów i argumentów, zeznań świadków Komisji Rządowej w wyżej wymienionych zarzutach wobec J.Walker- Smitha”  pozwala sądzić, że podobna stronniczość  odegrała istotną rolę przy formułowaniu wyroku wobec A. Wakefielda i wykreśleniu  tego naukowca z rejestru brytyjskich lekarzy”.
A  prawda jest zawsze ciekawa i wbrew powszechnej opinii zawsze kolejne zjawiska dają się wyjaśnić w prosty sposób.
I tak. Lancet należy do grupy wydawniczej Reed – Elsevier posiadającej 2460 tytułów wydawniczych czasopism naukowych na świecie. W Polsce to wydawnictwo istnieje w formie spółki Urban – Partner we Wrocławiu. Urban – Partner wydaje wiele tytułów czasopism medycznych. Dyrektorem naczelnym tej grupy jest pan Crispin Davis.  Bardzo dziwnym trafem p. Crispin Davis kilka miesięcy przed rozpoczęciem nagonki na dra Wakefieldsa został dołączony do zarządu firmy sprzedającej nieszczęsną szczepionkę MMR. Oczywiście jest to zupełny przypadek i broń Panie Boże niczego nie sugerujący.
W kilka miesięcy po tym „przekręcie” redakcja innej gazety;  The Sunday Times wynajęła znanego  dziennikarza Briana Deer – Jelenia [po Polsku] do oszkalowania dra Andrea Wakefielda. Nie chodziło o doktora, ale o wybicie wszystkim innym naukowcom badania szczepionek i tym samym udowadniania ich negatywnych działań. Wybór terminu nie był przypadkowy, ponieważ pierwsze artykuły B. Deera ukazały się tuż przed cofnięciem pomocy prawnej Legal Services Commission, co spowodowało pozbawienie  pomocy prawnej rodzin, w pozwie zbiorowym przeciwko producentom szczepionek.
Osobą współpracującą z p. B. Deerem był  niejaki Paul Nuki, kiedyś szef badań Newsroom. Oczywiście, zupełnie przypadkowo p. Paul Nuki miał ojca, co obecnie nieczęsto się zdarza, i znowu zupełnie przypadkowo  i bez związku ze sprawą, ten jego ojciec siedział  w komisji dopuszczającej szczepionkę do obrotu, oczywiście za odpowiednim wynagrodzeniem. Wiadomo, że każda praca musi być nagrodzona proporcjonalnie do wartości.  Nuki pracował w Komitecie d/s Bezpieczeństwa leków,  przy CSM, w koncernie GSK & Pluserix, laboratorium  francuskiego producenta  szczepionki MMR. Czyli, innymi słowy, tatuś naszego Paula zatwierdził bezpieczeństwo tej szczepionki MMR.  Niestety, szczepionka powodowała bardzo dużo powikłań i po cichu została w 1992 roku wycofana z obrotu.
Jak wiecie Szanowni Czytelnicy, urzędnicy i przemysł zawsze po cichu wycofują szkodliwe leki, bez podania  przyczyny wycofania, ani nazwisk tych, co dopuścili do wprowadzenia do obrotu tych nieprzebadanych leków.
Oczywiście zupełnie przypadkowo w tym samym zespole CSM z profesorem Nuki, siedział inny profesor sir Roy Meadow i sir David Hull.
Profesor Roy Meadow jest znanym fachowcem  z jeżdżenia po świecie i zaprzeczania związkowi szczepionek z jakimikolwiek powikłaniami. Szczególnie głośna była sprawa śmierci dziecka Sallu Clark. Jego działania dla rządu  T. Blaira zostały docenione i p. prof. był nagradzany,  a to wniesieniem na prezydenta Brytyjskiego Towarzystwa Pediatrycznego a to tytułem „sir”==============================
Dziwnym trafem jest to doskonały znajomy p. prof. Radzikowskiego z Warszawy [tak przynajmniej twierdzi p. A.R.], który tak się chwalił znajomością z tym panem  w mass mediach niemieckich właścicieli i w taki sam bezmyślny sposób agitujący za szczepieniami w Polsce.
Prof. David Hull był tym, który w 1989 roku rozpoczął nagonkę na dra A.Wakefielda. Prof. D.Hull był przewodniczącym wspólnego Komitetu Szczepień i Szczepionek i to on wymusił na Departamencie Zdrowia szybką akcję przeciwko dr A.Wakefieldowi i jego kolegom.
Oczywiście źródło finansowania dziennikarza Braian’a Deer -[Jelenia] nie zostało nigdy podane, ale Stowarzyszenie Brytyjskiego Przemysłu Farmaceutycznego miało  istotne powiązania z The Sunday Times.
Na marginesie można podać, że Briana Deer wspomagał merytorycznie inny pracownik GSK,  aktywny członek Brytyjskiego Stowarzyszenia Medycznego dr Evan Harris. To także bardzo ciekawa postać inaczej.
Ujawniono  w Parlamencie, że to Urząd  Zdrowia przekazał dziennikarzowi tajne dokumenty historii chorób dzieci.
Już w 2003 roku wyszło na jaw także, że dziennikarz miał dostęp do dokumentów Royal Free Hospital. Było to ewidentne łamanie prawa. Jak się okazało całkowicie bezkarne dla sprawców.
Ciekawe kto ich krył?
A 12 lutego 2004 roku wydawca Lancetu Richard Horton przekazuje  The Sunday Times „historię” publikacji dra Wakefielda,  po 6 latach od zaakceptowanej publikacji tego „prestiżowego” czasopisma. The Sunday Times czeka  z publikacją, aż do 5 dni,  tuż przed  wyrokiem  o wycofanie pomocy prawnej dla dzieci.  Termin  nagłaśniania w odpowiednim świetle  całej sprawy był istotny. Publikując  cykl artykułów o rzekomych nieetycznych działaniach dra Wakefielda, The Sunday Times podawał np. takie fakty nieetycznego postępowania dra Wakefielda, że „dawał” on przed badaniami dzieciom cukierki!?!?!
Tak więc, nazwisko owego dziennikarza doskonale konweniuje z jego pracą.
Otóż w Polsce, podobną rolę ostatnio pełni dziennikarz tygodnika Wprost o nazwisku Krawiec. Wyraźnie widoczne jest jego nieobycie z zawodem, ponieważ smaży takie duby smolone, że strach.  Pewnie dlatego został wybranym przez PT Redakcję do firmowania artykułu szkalującego p. Jerzego Ziębę.
Sprawa jest dla wtajemniczonych znana, a jak ktoś nie zna, to może zapozanć się  pod tym. adresem:
O „nieopierzeniu” p. Krawca, świadczą jego wypowiedzi w tzw. sprostowaniu.
P. Krawiec pisze: „Nikt mnie tym tematem nie zainspirowal, nikt mi niczego nie doradzal, nie sugerowal,  pracowałem wyłącznie na własny rachunek.”
Ale zacznijmy od tego co to jest Tygodnik Wprost?.
Tygodnik WPROST jest najbardziej opiniotwórczym polskim tygodnikiem ostatniej dekady. Według Instytutu Monitorowania Mediów, tylko w 2014 r. tygodnik WPROST, był najczęściej cytowanym przez inne media tygodnikiem i jednym z najczęściej cytowanych mediów w Polsce. Inne media powoływały się na publikacje WPROST 7 412 razy.
Pierwszy numer tygodnika WPROST ukazał się 5 grudnia 1982 roku. Wówczas było to wydawane w Poznaniu pismo społeczno-polityczne o tematyce regionalnej.
W 1989 roku staliśmy się tygodnikiem ogólnopolskim, zdobywając nowych czytelników i pozycję największego opiniotwórczego tygodnika w kraju.”
Tyle ze strony internetowej.
Już te dwa cytaty wyjaśniają sprawę. Tygodnik Wprost powstał w pierwszym roku działania hunty wojskowej kierowanej przez gen.Wojciecha Jaruzelskiego, pseudonim Wolski, Margules, Słuckin i kto to tam wie jak jeszcze.
Czyli  korzeniami sięga do najbardziej mrocznego okresu w powojennej historii Polski.
Jednocześnie fakt częstego cytowania przez inne publikatory jest dowodem wprost powiązań tych mediów.
Przypominam, polskojęzyczne media należą do niemieckich wlaścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku. W czasie Okupacji nazywano je „gadzinówkami’.,
Jak wiadomo, szczepionki sprowadzane do Polski należą do koncernów, głównie amerykańskich.
Jak dyplomacja USA zabezpiecza interesy takich koncernów, najlepiej pokazuje film pt. „Cristieros”.
„Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem Tobie kim jesteś”.
Tygodnik Wprost promował i promuje takie osoby jak:
  • 1991 – Leszek Balcerowicz, wicepremier, minister finansów, twórca reformy finansów publicznych
  • 1992 – Hanna Suchocka, premier Polski
  • 1993 – Aleksander Kwaśniewski, przewodniczący klubu parlamentarnego Sojuszy Lewicy Demokratycznej, prezydent RP w latach 1995-2005
  • 1994 – Jacek Kuroń, polityk i działacz społeczny, były minister pracy i polityki społecznej
  • 1995 – Lech Wałęsa, prezydent RP w latach 1990-95, legendarny twórca „Solidarności”
  • 1996 – Wisława Szymborska, poetka, laureatka literackiej Nagrody Nobla
  • 1997 – Marian Krzaklewski, przewodniczący AWS
  • 1998 – Jerzy Buzek, premier RP w latach 1997-2001
  • 1999 – Bronisław Geremek, minister spraw zagranicznych
  • 2000 – Andrzej Olechowski, niezależny kandydat w wyborach prezydenckich, w których zajął 2 miejsce za Aleksandrem Kwaśniewskim. Wcześniej m.in. minister finansów i szef polskiej dyplomacji.
  • 2001 – Leszek Miller, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, premier w latach 2001 – 2004.
  • 2002 – Leszek Miller i Günter Verheugen (po raz pierwszy tytuł przyznano dwóm osobom, w tym cudzoziemcowi (Verheugen) i osobie już wcześniej wyróżnionej (Leszek Miller, laureat 2001 r.)
  • 2003 – Jan Maria Rokita, przewodniczący klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej
  • 2004 – Wiktor Juszczenko, premier Ukrainy (1999-2001), od grudnia 2004 prezydent Ukrainy
To chyba jednoznacznie wskazuje jakiej to obiedencji jest czasopismo.
I teraz należy się zastanowić, dlaczego tak utytuowany Tygodnik nagle interesuje się jakimś tam niszowym pisarzem?
  • Jerzy Zięba wielokrotnie podkreślał, że tylko przytacza artykuły publikowane w uznanych czasopismach medycznych. Nie leczy.
Jakież to niebezpieczeństwo dla wielkich koncernów stanowi ktoś, kto tak naprawdę pełni rolę listonosza?.
Przeciez p. Jerzy Zięba tylko przynosi informacje. Ułatwia zapracowanemu mniej wartościowemu ludkowi [St.Michalkiewicz], żyjącemu jeszcze pomiędzy Odrą i Bugiem, wypełnienie luk w swoim wykształceniu. Innymi słowy, spełnia rolę taką, jaka w normalnym państwie, a nie będącym czyjąś własnością jak twierdzi p. minister Morawiecki, powinno spełniać Ministerstwo Oświaty i Nauki.  Już nie wspomnę o tych towarzystwach wzajemnej adoracji zwanych w  kraju naukowymi.
Proszę zauważyć do jakiej sytuacji doprowadzono w Polsce. Nie można podawać żadnej informacji do wiadomości zainteresowanym, która nie  jest poprawna politycznie, ponieważ zaraz zostanie wypuszczony jakiś „jeleń” do szkalowania.
Przeciez nikt, przy odrobieniu zdrowego rozsądku nie bierze poważnie wypowiedzi tego młodzieńca, że sam siebie finansuje i może drukować to, co chce.
Gdyby tak było, to Niemcy nie wydawali by pieniędzy na wykupienie polskich mediów.
Każdy kto płaci to wymaga. Nawet najbardziej infantylna osoba to rozumie.
Kolejny cytat z odpwiedzi p. Krawca jeszcze bardziej go pogrąża.
P. J. Zięba powiedział;  „Oni sprostowania  nie wydrukują”.
 Na co p. Krawiec replikuje: „Jerzy Zięba ma prawo złożyć wniosek o sprostowanie i naszym obowiązkiem jest je opublikować”.
Nie wiadomo śmiać się, czy płakać?
Byłem swego czasu w podobnej sytuacji, jak p. J. Zięba, z redakcją Przekroju. Odpisali mi, zamiast umieszczenia sprostowania, że mogę ich podać do sądu. Wyobrażacie sobie Drodzy Czytelnicy co to znaczy w polskim wydaniu?
Co najmniej uziemnienie na kilka lat, nie wspominając o kosztach. Po jednej stronie osoba prywatna, a po drugiej koncern medialny z dowolną liczbą prawników.
„Na marginesie: Przypominam o tym ku przestrodze, bynajmniej nie dlatego, że p. Latkowski [Redaktor Naczelny] to były gangster i to wbrew temu, co twierdził, nie byle jaki gangster – który właśnie do mnie przyszedł przed laty na dziennikarski dyżur w dzienniku Życie, skąd, na jego prośbę, odprowadziłem go do prokuratury, gdzie na moich oczach zakuto w kajdanki i skąd trafił do więzienia na blisko dwa lata – ale przede wszystkim dlatego, że w tym przypadku naprawdę warto pokusić się o odrobinę refleksji i wstrzymać ręce od oklasków.
„Rób z tymi dziewczynami, co chcesz” – to były słowa Latkowskiego.
We „W Sieci” szokująca relacja jego byłego wspólnika. Czy ktoś taki może być naczelnym tygodnika? 18 czerwca 2014, wpolityce
Wojciech Sumliński
Tydzień temu tygodnik „Wprost” wszystkich wrażliwych ludzi wprawił w osłupienie. Oto pismo kierowane przez byłego gangstera zainicjowało obrzydliwą i kłamliwą nagonkę na prof. Bogdana Chazana, wspaniałego człowieka i lekarza, który nie chciał „dokonywać aborcji” czyli mordować niewinnych, bezbronnych istot.
No cóż, praca w takiej Redakcji to wielkie możliwości, szczególnie dla ludzików pozbawionych moralności.
Przeciez liczy się skóra, fura i komóra lub odwrotnie.
Obecnie „Wprost”  bierze się za medycynę w całej pełni, chce.
Ustawiać lekarzom sumienia ? 
Jak nisko upadły media III RP ?
Komu przeszkadza pisanie p. Jerzego Zięby?
Nie karze się tego kto zabija ustami, ani też nie łupi się tego, który zabija językiem “
– Tajna Historia Mongołów, PIW Warszawa 2005.
Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]
Gdańsk, 11 listopada 2017 r.

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

  • Ilustracja tytułowa: Jerzy Zięba o witaminie C w leczeniu raka. Fot. za Prosto po zdrowie / wybór wg.pco
Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2017.11.14.
Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski