Czarne trójprzymierze


Przytaczamy fragmenty naszych publikacji, które były wykorzystane do opracowania Raportu. Porozumienie określane mianem „czarnego przymierza” trzech potęg europejskich (Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii) załamało się z powodu dążeń osłabiających pozycję Stanów Zjednoczonych, a de facto światowej oligarchii finansowej. Niemniej widać, jak żywe są te ekspansjonistyczne dążenia. 

 

Czarne trójprzymierze (1)

2011-01-20

Większość analityków ekonomicznych i politycznych jest zgodnych co do tego, że obecny światowy kryzys ekonomiczny prowadzi do załamania dotychczasowego porządku międzynarodowego, ufundowanego na ustaleniach jałtańskich. To nie tylko hipoteza; od dłuższego czasu podejmowane są energiczne wielostronne zabiegi polityczne, które zmierzają do wynegocjowania nowego układu międzynarodowego.

Obecnie wyłania się z tych zabiegów nowy układ geopolityczny. Dotyczy on w przede wszystkim Europy, a co za tym idzie nowej konstrukcji Unii Europejskiej. Jednak najgłośniejsze dyskusje medialne nie odzwierciedlają istoty rzeczy. Głośna alternatywa stawiana przed Unią Europejską – rozpad lub gruntowna reforma – nie jest jedyna ani sensowna. Dominuje pogląd, że rozpad UE nikogo w istocie rzeczy nie satysfakcjonuje, głównie ze względu na trudne do przewidzenia konsekwencje polityczne i gospodarcze. Umocnienie UE, w duchu budowy monolitycznej struktury państwowej, jest również słabym pomysłem. Unia nie ma dostatecznej siły politycznej. Tendencje odśrodkowe są zbyt silne, toteż praktyka zarządzania politycznego od dłuższego czasu coraz bardziej odbiega od formuły „jednego państwa”. Chodzi o znany wszystkim fakt, iż Unia Europejska jest instrumentem politycznym rządów kilku najsilniejszych (ekonomicznie i politycznie) krajów i nic nie wskazuje na to, że mają one chęć wyzbycia się wpływów osiąganych za pośrednictwem Brukseli.

W drugiej połowie 2010 roku wysiłki polityków europejskich nabrały niecodziennej dynamiki. Wśród nich dominuje przekonanie, że mają zbyt wiele do przegrania. Dla nich dalsza gra nie tylko jest warta świeczki, ale jest szansą, że mogą jeszcze sporo wygrać.

Realistyczny (lub raczej realizowany) kierunek przemian ujawnił francuski specjalista z zakresu studiów strategicznych generał Eric de la Maisonneuve. W sierpniu 2010 roku przedstawił „rozwiązanie kompromisowe”, nad którym już wiele miesięcy wcześniej trwały ożywione negocjacje polityczne. Nie chodzi bynajmniej o jedną z wielu koncepcji rozwiązania problemów europejskich. Chodzi o ujawnienie stopnia zaawansowania tych negocjacji, które obecnie dochodzą do finału.

Projekt „porządku europejskiego” odwołuje się do koncepcji wyodrębnienia w łonie Unii Europejskiej dwóch kręgów: „twardego rdzenia” i „peryferii”. Gdy w publicystyce politycznej po raz pierwszy pojawiła się ta koncepcja, wzbudziła zrozumiałe wzburzenie zwłaszcza w krajach zagrożonych zepchnięciem na pozycje „peryferii”. Mimo, iż została złagodzona zastosowaniem eufemizmu „Europa dwóch prędkości”, spotkała się z silną krytyką, iż podważa ona istotę integracji europejskiej oraz usiłuje sprowadzić słabsze ekonomicznie kraje europejskie do poziomu kolonii. Została zatem potraktowana jako podwójne zagrożenie: integracji europejskiej i interesów większości członków UE.

Jednakże sygnalizowana koncepcja odżyła w okresie nasilenia się kryzysu gospodarczego. Lepsze sformułowanie brzmi: wykorzystano trudności Grecji i Irlandii do stworzenia atmosfery zagrożenia dla Euro i niemożności przezwyciężenia kryzysu z równoczesnym zachowaniem zasad wspólnotowych.

Ten fakt nie jest drugorzędnym komentarzem. To fakt jakościowego przełomu w procesach politycznych i gospodarczych w obszarze Europy. Ci, którzy tego nie dostrzegają lub usiłują zbagatelizować popełniają poważny błąd. Może on może zemścić się na całych społeczeństwach.

Wylansowanie koncepcji podziału Europy na „twardy rdzeń” i „peryferie” nie jest pomysłem czysto intelektualnym. Jest on ujawnieniem kulis zarządzania Unią Europejską, która jeszcze przed poszerzeniem wspólnoty o nowe kraje członkowskie miała de facto ukryty twardy rdzeń w postaci trójki (Niemcy, Francja, Wielka Brytania”). Kraje te zyskały zdolność działania pod dwoma szyldami: narodowym i unijnym, podczas gdy pozostałe kraje w większym lub mniejszym stopniu miały ograniczane możliwości korzystania z obydwu szyldów. Dysproporcja ta jest olbrzymia, lecz była ona najczęściej odbierana przez opinie publiczną jako naturalna rozbieżność miedzy teorią i praktyką. Była to swoista koncesja (lub wyrzeczenie) na rzecz integracji.

Należy bowiem uwzględnić szersze realia geopolityczne. Tandem Niemcy – Francja funkcjonował w ramach szerszego układu politycznego i militarnego, którego głównym ogniwem był zdominowany przez Stany Zjednoczone tandem USA – Wielka Brytania. Unia Europejska mogła się rozwijać jedynie pod parasolem dominacji politycznej, ekonomicznej i militarnej Stanów Zjednoczonych. Te zaś były bardziej zainteresowane relacjami z UE, aniżeli relacjami bezpośrednimi z Berlinem i Paryżem. Ponadto miały szerokie możliwości kształtowania korzystnych dla siebie stosunków dwustronnych z innymi krajami europejskimi. Stosunki między Stanami Zjednoczonymi i tandemem Niemcy-Francja nie były w pełni unormowane. Ich zasadniczą podstawą były wspólne interesy ekonomiczne, szczególnie w obszarach objętych ekspansją polityczna lub militarną; ale problemy podziału stref wpływów, nadzoru i administracji pozostawiane były uzgodnieniom doraźnym.

Mimo tych ograniczeń tandem Niemcy – Francja rozbudowywał swoje wpływy polityczne i ekonomiczne w regionie; ułatwiał to podwójny status polityki tych krajów (narodowej i unijnej). Także Stany Zjednoczone nie pozostawały w tyle. Większość średnich i małych krajów europejskich dostawała się więc pod podwójną kontrolę, co skutkowało uzgodnieniami podziału „sektorowego” (finanse, handel, przemysł) wpływów gospodarczych. Jednak na dłuższą metę przeważać musiał czynnik ukrytej rywalizacji, mimo zdecydowanej przewagi USA. Dało to znać ostro o sobie w okresie administracji Busha (juniora), kiedy rozwijane z trudem stosunki transatlantyckie były obciążone znacznymi konfliktami.

Uzgodnienie rozwiązania problemu podziału stref wpływów jest najważniejszym rezultatem obecnej koncepcji omawianego „porządku europejskiego”.

Temu rozwiązaniu warto się dokładnie przyjrzeć. Obejmuje on dwa aspekty problemu. Pierwszym z nich jest wyznaczenie dla głównych udziałowców obszarów zagranicznych stanowiących ich strefy wpływów oraz przyjęcie zasady wzajemnego respektowania interesów. To przypomina w ogólnych zarysach porozumienie Ribbentrop-Mołotow i prawdopodobnie było na nim wzorowane. Jest oczywiste, że zarówno negocjacje, jak i końcowe ustalenia były podejmowane poza plecami zainteresowanych krajów, a de facto – wymierzone przeciwko nim. Unia Europejska w tym procesie nie odgrywała żadnej roli, mimo iż formalnie chodziło o nadanie jej nowego kształtu i dynamiki. Jest to zarazem uściślenie pojęć „twardego rdzenia” oraz „peryferii” przez nadanie im biegunowo różnych prerogatyw politycznych.

Generał Eric de la Maisonneuve rozpatruje toczące się negocjacje nad nowym kształtem Europy pod kątem zabezpieczenia w nich interesów Francji (czemu nie należy się dziwić), a raczej formułuje francuskie warunki uczestnictwa w podziale Europy. Idea podziału od dłuższego czasu jest żywa w „elitarnych” kręgach europejskich. Wielobiegunowość Europy jest lansowana m.in. przez tak wpływową organizacje jak European Council on Foreign Relations. Pod hasłem wielobiegunowości kryje się rozwijany od kilku lat wątek radykalnej zmiany relacji między UE i Rosją, nad czym usilnie pracują Niemcy. W tym zakresie budowanie „strategicznego partnerstwa” Niemiec i Rosji jest stałym fragmentem polityki niemieckiej od czasu Gerharda Schreodera. Jednak w 2010 roku udało się dokonać zasadniczego przełomu, usunięcia najpoważniejszej przeszkody w realizacji podziału wpływów między Niemcami i Rosją – Partnerstwa Wschodniego. Ten aspekt, a raczej stan zaawansowania tworzenia bloku niemiecko-rosyjskiego Eric de la Maisonneuve bierze pod uwagę jako główny czynnik tworzenia nowego porządku europejskiego. Oczywiście nadal występują tarcia wokół „nowej architektury bezpieczeństwa europejskiego”, gdyż propozycje Rosji w tej kwestii nie są dostatecznie wygodne dla Stanów Zjednoczonych. Jednak w pozostałych kwestiach, zwłaszcza politycznych i gospodarczych Amerykanie demonstrują znaczny pragmatyzm. W istocie rzeczy ewolucja polityki amerykańskiej wobec Europy polega na wprowadzeniu dwóch elementów: ściślejszego związania się z Niemcami oraz zgody na wciągnięcie Rosji przez Niemcy w obszar europejski (niekoniecznie unijny).

Jakie zatem są wspomniane uściślenia? Porozumienie ustanawia „wielką trójkę” stanowiącą przymierze w zasadniczych kwestiach i wzajemne respektowanie odrębnych interesów politycznych i ekonomicznych, w szczególności z zakresie dyplomacji, bezpieczeństwa i gospodarki. To oczywiście wymaga „redefinicji” celów politycznych i „restrukturalizacji” państw peryferyjnych. Państwa te muszą przejść proces transformacji od państw zależnych (politycznie i ekonomicznie) do krajów posiadających ograniczoną autonomię administracyjną. Jest to trudny, jeśli nie najtrudniejszy element projektu.

Przede wszystkim wymaga on ścisłej i szerokiej współpracy w początkowej fazie jego realizacji. Ten niezwykle ekspansywny moment porozumienia jest również pietą achillesową projektu.

Projekt wymienia trzy strefy: niemiecko-słowiańską (z udziałem Rosji) pod dominacją niemiecką, obszar północno-atlantycki (z udziałem Stanów Zjednoczonych) będący nominalnie pod wpływami brytyjskimi oraz obszar basenu Morza Śródziemnomorskiego, z przewagą wpływów francuskich. Tak więc kluczem umożliwiającym otwarcie nowej Europy byłyby trójstronne stosunki wewnątrz „Wielkiej Europy”: silne powiązanie między Francją, Niemcami i Wielką Brytanią, służące jako wzmocnienie całości i dostarczenie każdemu z tych państw dźwigni w ich wysiłku do opanowania „bliskiej zagranicy”. Jednak za plecami tych trzech państw stoją jeszcze Stany Zjednoczone, Rosja i Izrael (których interesy są także umocnione).

Tylko na pierwszy rzut oka koncepcja wydaje się absurdalna. Pozorny absurd nie wynika z braku realizmu, lecz z szokującego nadmiaru cynizmu politycznego.

Jest to wyraźnie projekt zachowawczy, nie oparty na idei integracji europejskiej i dążeniach do zapewnienia Europie silnej pozycji w zglobalizowanym świecie. Jednak w skomplikowanych i niestabilnych warunkach geopolitycznych umożliwia utrzymanie, a może nawet umocnienie status quo. Projekt jest mało perspektywiczny, ale nie można mu odmówić krótkookresowej atrakcyjności.

Warto dokładniej przyjrzeć się proponowanej kombinacji geopolitycznej. Za szyldem Wielkiej Brytanii kryje się zachowanie wpływów politycznych przez Stany Zjednoczone, a także (jak się domyślamy) przede wszystkim ściślejsze powiązanie Wall Street i London City, czyli wsparcie nadal mocnych centrów finansowych świata zachodniego. To obliguje Wielką Brytanię do zabezpieczenia interesów wielkiego kapitału finansowego, ale także MFW i Banku Światowego w zamian za własne bezpieczeństwo finansowe. Za szyldem strefy niemiecko-słowiańskiej tkwi zapowiedź odejścia od formalnego choćby respektowania państwowości krajów Europy Środkowej, w szczególności Polski. Sojusz niemiecko-rosyjski jest kluczowym elementem rozwiązania politycznego w tej planowanej strefie. Z kolei kraje basenu śródziemnomorskiego są od dłuższego czasu głównym przedmiotem zainteresowań obecnego prezydenta Francji, który uporczywie dąży do ustanowienia Unii Śródziemnomorskiej. Rzecz może nie tyle dotyczy umocnienia wpływów na Bliskim Wschodzie, ile raczej wyhamowania niepożądanych przemian, co leży w interesie Izraela.

Eric de la Maisonneuve jest realistą. Zdaje sobie sprawę z politycznych ułatwień przeprowadzenia omawianej przez siebie koncepcji na gruncie traktatu lizbońskiego, który w znacznym stopniu zapewnia jej wykonalność. Pisze m.in. : „…tylko Francja i Niemcy, jeśli nie potkną się (o sabotaż lub bierność) posiada na tyle mocną zdolność techniczną i polityczną, aby przeprowadzić tę gigantyczną kombinację”. Ma też świadomość, że uwzględniane w omawianej koncepcji kierunki ekspansji są naturalne pod względem historycznym i geograficznym (inaczej mówiąc – akceptuje powrót ekspansjonizmu niemieckiego na wschód Europy).

Należy podkreślić, że zręby omawianej koncepcji były gotowe od dłuższego czasu, zanim jeszcze światowy kryzys ekonomiczny nadał jej obecny impet. Już w grudniu 2007 roku Angela Merkel wysłała do Francji pozytywny sygnał mówiąc, że Niemcy „czują się najbardziej zaangażowani w Europie Środkowej i Wschodniej, zaś Francja w basenie Morza Śródziemnego”. Ze swej strony zadbała o dwutorowe partnerstwo strategiczne z Rosją, zarówno pod egidą UE, jak i w bilateralnych stosunkach. Stany Zjednoczone, które uprzednio blokowały zbliżenie Niemieć i Rosji, od początku obecnej prezydentury zapaliły zielone światło. To był najbardziej widoczny rezultat amerykańskiego pragmatyzmu w obliczu załamania się Pax Americana.

***

P.S.: Czy tworzenie nowego układu politycznego ma związek z tragedią Smoleńską? Tak, skoro poważnie traktujemy opinię Franklina Roosevelta: W polityce nic się nie dzieje przez przypadek. Jeśli coś się stało, możesz być pewien, że było zaplanowane.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

*

Czarne trójprzymierze (3)

2011-03-20

Radykalny zwrot w procesie integracji europejskiej radykalnie zmienia układ geopolityczny w Europie. Dokonywana przebudowa UE z organizacji międzynarodowej o szerokich aspiracjach wspólnotowych na strukturę wspomagającą Niemcy (w mniejszym stopniu także Francję i Wielką Brytanię) służy realizacji ich partykularnych celów oraz przezwyciężaniu oporu tzw. krajów peryferyjnych.

W ramach przebudowy Unii Europejskiej na szczególną uwagę zasługuje tworzenie trójbiegunowego podziału wpływów politycznych, ekonomicznych i terytorialnych. Najbardziej zaawansowane jest tworzenie strefy niemiecko-słowiańskiej, która obejmuje m.in. terytorium Polski, co jest formą ekspansji ekonomicznej, politycznej i terytorialnej.

Fakt partnerstwa strategicznego Niemiec i Rosji nie ulega wątpliwości. Także wspólne przedsięwzięcia inwestycyjne tych krajów są w znacznym stopniu dyktowane przez potrzeby integracji między nimi i ekspansji na kraje sąsiedzkie, a nie przez względy ekonomiczne. Zaawansowanie partnerstwa strategicznego Niemiec i Rosji jest ponadto usankcjonowane rozciągnięciem tego partnerstwa na relacje EU-Rosja oraz przyzwoleniem obecnej administracji amerykańskiej.

Po Tragedii Smoleńskiej nastąpiła przebudowa struktury władzy w Polsce umożliwiająca realizację tego partnerstwa wbrew oczywistym interesom Polaków. Tragedia ta stanowi więc istotne ogniwo przebudowy UE.

Ekspansja Niemiec
Nie ulega wątpliwości, że tworzenie wspomnianej strefy jest strategią – w dwóch znaczeniach – ekspansywną. Jak wskazują liczni eksperci, jest to skierowanie zainteresowanie na „peryferie” wielkiej trójki (Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii), co oznacza de facto osłabianie integracji europejskiej i strategiczne rozszerzenie pola ekspansji gospodarczej. Jest to także strategia ekspansywna w tradycyjnym znaczeniu określenia „ekspansjonizm”.

Sprawy te są niedostatecznie rozpoznane. Znikły wątpliwości, że układają się one niekorzystnie dla takich krajów jak Polska czy Czechy (ściśle biorąc, że realizowana koncepcja strefy niemiecko-słowiańskiej jest dla nich zagrożeniem egzystencjalnym). To, co najbardziej wymaga gruntownego rozpatrzenia, to sprzyjanie (a czasem współudział) obecnego rządu i prezydenta RP w realizacji wspomnianej wyżej koncepcji. Dokonanie przez te ośrodki władzy rewizji polityki zagranicznej nie polega bynajmniej na poprawie wzajemnych relacji z sąsiednimi krajami, lecz na współudziale w realizacji wspomnianej koncepcji. Z ich strony padają niewiarygodne deklaracje kwestionujące zagrożenia związane z tandemem Niemcy-Rosja.

Budowanie niemiecko-słowiańskiej strefy wpływów jest uważnie obserwowane przez pozostałe kraje i media zagraniczne. Wydaje się, że za typowe dla światowej opinii uchodzić mogą przemyślenia Georga Friedmana z portalu Stratfor, który niedawno wizytował kilka krajów Europy Środkowo- Wschodniej, w tym Polskę. Friedman 3-go grudnia ub. roku pisał, iż nie ma złudzeń co do tego, iż „Polska niewiele może zrobić, aby zatrzymać Niemców i Rosjan, gdy połączą siły lub użyją Polski jako pola bitwy. Najwięcej, co Polska może zrobić, to mieć nadzieję, że dalsze rządy przyjdą jej z pomocą. Nie przyjdą”. To przeświadczenie jest logiczną konsekwencją innej rozpowszechnionej w świecie opinii, także formułowanej przez Friedmana: „Polska nie jest ani panem swego losu, ani jego kierownikiem duchowym”.

Problem władzy w Polsce
Współczesna Polska jest postrzegana jako państwo ubezwłasnowolnione w swoich decyzjach i uwarunkowaniach geopolitycznych. Jest to zarazem fundamentalne założenie, które leży u podstaw ekspansywnej strategii budowy strefy słowiańsko-niemieckiej: z Polską nie trzeba się liczyć.

Postrzeganie Polski jako państwa ubezwłasnowolnionego rzuca cień na mechanizmy sprawowania władzy w Polsce oraz na kreowanie „ludzi władzy”. Stawia też pod znakiem zapytania jej suwerenność polityczną i ekonomiczną. A jednocześnie podważa sens operowania takimi przymiotnikami, jak „wolność” czy „demokracja”. W państwie niesuwerennym nie ma miejsca na wolność i demokrację.

Friedman dość powierzchownie usiłuje wyjaśnić uległość czynników rządowych w Polsce wobec jaskrawo niekorzystnego dla egzystencji narodowej biegu spraw. Tłumaczy to bezradnością. Sądzi, że czynniki te doskonale wiedzą, co się dzieje, ale „…prawdziwe jest to, że robią tak, ponieważ nie mają wyboru”. Natomiast polska opinia publiczna jest uczulona na serwilizm tych czynników wobec Niemiec, Rosji i Stanów Zjednoczonych, który nie daje się usprawiedliwić bezradnością, lecz jawi się jako konsekwencja ich energicznych zabiegów (często jawnych) podporządkowujących ośrodki władzy w Polsce własnym interesom. Sprawa jest niewątpliwie bardziej skomplikowana, lecz to intuicyjne wyjaśnienie jest bliskie prawdy.

Friedman przypisuje Polakom świadomość niemożności wyjścia z pułapki i wynikający z tego paraliż działalności. Dlatego też – uważa- kurczowo trzymają się iluzji o stosunkach dobrosąsiedzkich i pozytywnym funkcjonowaniu unii europejskiej. To także błędna opinia szerzej rozpowszechniona w świecie. Jest dla Polski niezwykle szkodliwa. Chodzi o to, że jest ona tworzona na podstawie oceny zachowań i poglądów ludzi sprawujących obecnie władzę w Polsce (polityki i mediów). Ich zachowania i poglądy nie są reprezentatywne dla Polaków. Ci ludzie są w znacznym stopniu ubezwłasnowolnieni, co wynika z ich zależności od sił zagranicznych. Ich bezradność jest przykrywką. W tej sytuacji nie należy mówić o niezdolności rządzenia w interesie kraju.

Za tym uogólnieniem „świadomości niemożności” kryje się mimowolne przerzucanie ciężaru odpowiedzialności z władzy na społeczeństwo.

Błąd strategiczny

Jednocześnie sygnalizowana wyżej ocena sytuacji w Polsce rodzi zasadniczy błąd strategii sojuszu niemiecko-rosyjskiego. Polega on na amnezji historycznej i przypisywaniu tej amnezji Polakom. Przypisywana im „świadomość niemożności wyjścia z pułapki i wynikający z tego paraliż działalności” jest pobożnym życzeniem. Zważywszy na znaczny potencjał ludnościowy, ekonomiczny i kulturowy, a także na doświadczenie historyczne Polaków, nie jest to wątek uboczny. To oznacza, że stratedzy sojuszu niemiecko-rosyjskiego działają destrukcyjnie nie tylko na dotychczasowy układ europejski, lecz prowokują kontrakcję wymierzoną we własne kraje i destabilizują swoje wpływy w Polsce.

A.S.

Redakcja EEM

 

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2017-11-02

 

  • Zdjęcie tytułowe: Kanclerz Niemiec Angela Merkel, premier Wielkiej Brytanii Theresa May oraz prezydent Francji Emmanuel Macron na szczycie UE w Brukseli 20 października 2017 r., źródło European Council Audiovisual Services / wybór zdjęcia wg.pco.

 

MONITOR redaguje prof. Artur Śliwiński. Więcej artykułów Profesora na tematy ekonomiczne na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

 

Przeczytaj również:

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22017.11.21.

 

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński