Dywersja zamiast V kolumny Putina


Osławiony Marcin Rey, człowiek, który zajmuje się tropieniem w Polsce tzw. V Kolumny Putina, udzielił wywiadu periodykowi „Nowa Europa Wschodnia” (nr 6/2017), co świadczy tylko o tym, że uznawany jest on w środowiskach gierdoyciowych za „autorytet”. W opinii wielu ludzi Rey działa w ścisłym porozumieniu z ukraińskimi władzami, a jego zadaniem jest neutralizowanie nieprzychylnych banderowskiej Ukrainie tendencji w polskim świecie politycznym.

Rey do tej pory ferował na prawo i lewo opinie i oskarżenia o „agentach Putina”, czym narażał się nawet na procesy karne. Kilka razy musiał zamilknąć – teraz, jak się okazuje po lekturze tego wywiadu – zmienił taktykę. Już nie mówi o agenturze, ale o „dywersji Kremla”. Ma to być nie tylko bardziej prawdziwe, ale i bardziej skuteczne. Mówi na ten temat tak:

„Mamy też klasyczną agenturę, w Polsce agentów jest jednak niewielu. W ostatnich latach mieliśmy tylko jeden przypadek zatrzymania pod zarzutem współpracy z rosyjskimi służbami polskiego obywatela, który zajmował się dywersją polityczną: Mateusza Piskorskiego, założyciela partii Zmiana. Jestem przekonany, że znakomita większość osób oskarżanych o agenturalność, agentami nie jest – przynajmniej od strony prawnej. Ostrzegam też przed nadużywaniem określenia agent, gdyż naraża to całą analizę i walkę z dywersją na uproszczenie i ośmieszenie. Dla ludzi wierzących w propagandę Kremla trzeba być miłym, bo do sporej części z nich można dotrzeć i spróbować ich wyleczyć. Nazywanie ich agentami sprawia, że tylko zamykają się na argumenty”.

To bardzo istotna zmiana, ale wynika ona raczej z analizy nieskuteczności taktyki „agenturalnej”, pewnie mocodawcy Reya mu to zalecili. Ogromny skandal jakim jest przetrzymywanie w więzieniu od o półtora roku Mateusza Piskorskiego było apogeum opcji „agenturalnej”. Sprawa ta zapędziła władze w ślepy zaułek (prawny), z którego nie ma dobrego wyjścia. Dlatego zmiana akcentów przedstawiciela ukraińskiej dywersji w Polsce (tu akurat to określenie jest jak najbardziej na miejscu) – jest bardzo charakterystyczne.

Dla Reya są dwa środowiska najbardziej podatne na „dywersję Kremla” – to ugrupowania i środowiska narodowe i ruch kresowy (szczególnie zaś ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski). To naturalne, ale najbardziej niepokoi go wpływ tych środowisk na PiS, i tym zajmuje się najwnikliwiej. Uważa np., że Wydawnictwo „Warszawska Gazeta” wydawane przez Piotra Bachurskiego pełni rolę wentyla bezpieczeństwa dla PiS, co wydaje się akurat prawdą. Mówi na ten temat tak:

„Jednym z jej przejawów [dywersji] są media Piotra P. Bachurskiego, takie jak „Warszawska Gazeta”, prowadzące zmasowaną agitację w obszarach, wobec których PiS zachowuje się w sposób umiarkowany, to jest przeciwko Ukrainie czy Niemcom. Tymczasem w Rosję media te nie uderzają prawie nigdy [to akurat nie jest prawdą, pismo to jest także wściekle antyrosyjskie, co wskazuje na jego pisowskie konotacje – JE]. Antagonizowanie sobie ponad miarę Niemiec, naszego najważniejszego partnera w NATO, jest bardzo szkodliwe i zasługuje na co najmniej taką samą uwagę, jak konfliktowanie się z Ukrainą. Jednocześnie w mediach Bachurskiego niemal w każdym numerze pojawia się w miarę prominentny polityk PiS, który udziela wywiadu, próbując w ten sposób zagospodarować to środowisko”.
Groźne jest także środowisko kresowe, które próbuje zdobywać poparcie rządowego establishmentu: „Przejawem wzajemnego zbliżania się różnych grup prawicowych jest skład wspomnianego Honorowego Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich. Jego członkami zostało również kilkunastu polityków, głównie z Kukiz 15 i PiS, w tym wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk i wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. Obaj związani są ze środowiskiem kresowym i szukają w nim poparcia politycznego. Wyraźnie widać, że ksiądz Isakowicz-Zaleski próbuje w zorganizowany sposób wpływać na szerokie środowiska”.

okl nowa new.jpg

Ale szczególnie niebezpieczna z tego punktu widzenia jest dla Reya sytuacja na Podkarpaciu: „Od jakiegoś czasu w Przemyślu obserwujemy radykalną agitację antyukraińską, w której tworzeniu bierze udział lokalna Wspólnota Samorządowa Doliny Sanu. Kontrolują ją znani z antyukraińskich poglądów Mirosław Majkowski i Andrzej Zapałowski. Nie są w stanie objąć władzy w Przemyślu, ale zdobywając kilkunastoprocentowe poparcie, stają się języczkiem u wagi lokalnej polityki. Ci panowie, wykorzystując miejscowe zadawnione spory polsko-ukraińskie, a także wykorzystując radykalnych nacjonalistów, byli w stanie rozgrzać do czerwoności prawicowy elektorat i stworzyć na Podkarpaciu klimat daleko idącej niechęci w stosunku do Ukrainy. Tym klimatem zarazili dużą część rządzącego na Podkarpaciu establishmentu. Powoduje to, że zarówno władze regionalne, jak i parlamentarzyści PiS brylują raczej w kwestiach wołyńskich niż współpracy regionalnej. Do tego dochodzi prosta arytmetyka wyborcza. Jeżeli przyjmiemy, że Podkarpacie to około jednej piątej elektoratu PiS, nie sadzę, żeby na Nowogrodzkiej podejmowano jakąkolwiek decyzję, która może spowodować utratę tej grupy”.

Konkluzja zaś jest taka: „Samo PiS nie przyjęło narracji środowisk skrajnej prawicy, nieraz prorosyjskiej, jednak pragmatyzm polityczny, kalkulacja wyborcza i branie pod uwagę bliskich partii środowisk, które są ofiarami radykalnej kremlowskiej dywersji informacyjnej, są przyczyną niejednoznaczności polityki wschodniej rządu. Obecnie nie wiemy, czy ma być ona endecka, czy prometejska, i stąd pojawiające się pytania, czy Jarosław Kaczyński odszedł od polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego. Lider PiS nie rozstrzyga wewnętrznego sporu dotyczącego polityki wschodniej, bo mógłby stracić zbyt wielu wyborców”.

Osobną sprawą są dla Reya wpływy „rosyjskiej dywersji” na SLD i PSL: „Wpływy rosyjskiej dywersji na PSL mają stosunkowo długą historię i, w odróżnieniu od przypadków partii prawicowych, nie można powiedzieć, by w szczególny sposób zwiększyły się w ostatnich trzech latach. Ludowcy są akurat dosyć zdyscyplinowaną ekipą, która w kwestiach wschodnich reprezentuje postawę co najmniej ambiwalentną. Widać to po decyzjach podejmowanych przez polityków PSL, takich jak umowa gazowa czy propozycje zniesienia nałożonych na Rosję sankcji. Ludowcy próbują też żerować na sentymencie antyukraińskim”.

A w SLD „czarną owcą” był i jest Leszek Miller: „Jeżeli zaś chodzi o SLD, to warto zwrócić uwagę na to, co działo się z tą partią w 2015 roku. Nagle, w marcu 2015 roku, zanim Paweł Kukiz wykonał swoją woltę wobec Ukrainy, to właśnie SLD na czele z Leszkiem Millerem rozpoczął antyukraińską kampanię”.

Ciekawe w tym wszystkim jest to, kogo Rey nie wymienia jako objętych „dywersją rosyjską”. Jest to PO, Nowoczesna, „Gazeta Wyborcza” i w ogóle cały obóz „postępu” w Polsce. To potwierdza tylko jedno – są to partie i ośrodki objęte intensywną dywersja ukraińską, prezentujące skrajną odmianę antynarodowego mesjanizmu i internacjonalizmu. Gotowe są one do bagatelizowania i rozgrzeszania banderyzmu i podporządkowania polskich interesów interesom kliki w Kijowie. Reprezentantem i eksponentem tych sił jest właśnie Marcin Rey.

 

Jan Engelgard

 

Źródło:  Myśl Polska .

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.12.12.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci