Jednopartyjny system już nie wróci.


W związku z umacnianiem się PiS pojawiają się głosy o zamachu na demokracje i dążenie do układu partyjnego wzorem PZPR z jej nic nie znaczącymi dodatkami ZSL, SD, w którym prym wiodły marksistowskie elity.
Kołchoz zaczął się walić, nie nadążał za Zachodem. Trzeba było coś zreformować.  Gierek rozpoczął życie Polski na kredyt, co kontynuowane jest po dzień dzisiejszy. Każdy z kolejnych rządów, bez względu na to czy to był komunistyczny, czy też inny zadłużał Polskę rok po roku. Aktualnie władze jako duży plus przypisują sobie, że w tym roku mniej pożyczyły niż w ubiegłym. Można i tak, ale jak długo? Wygląda na to, że lada dzień zaczną nam dobierać się do skóry. Póki co zakazano hodowli norek…. Kongres USA ustalił reguły finansowego namaszczania organizacji popularnego tam lobby…
Nie bez nacisku społeczeństwa i zachodnich bankierów lukrowano i pudrowano naszą gospodarkę przez kolejne dziesięciolecia. W pewnym momencie zdecydowano zmienić ówczesny system. Robiąc to oczywiście tak, żeby zadbać o swoje interesy i zapewnić ciągłość … w okradaniu Polaków.
W sytuacji kiedy koniecznością stał się podział władzy, wychodząc na przeciw mitowi Stanów Zjednoczonych i oczekiwaniu na amerykańskie udogodnienia przez rodaków uznano, że nadszedł czas i trzeba stworzyć dwupartyjną czołówkę rządzącą w nadwiślańskiej części Europy. Dopilnowano i w rozmowach z tak zwaną stroną społeczną ustalono podział 60/40. Do zaklepania tego stanu potrzebowali jednak długiej drogi formacyjnej, również wśród swoich towarzyszy jak i dokooptowanej uważnie tzw. prawicy. Służby, media i czas zrobiły swoje…
Ten podział bardziej lub mniej „estradowo” ma miejsce do dzisiaj, przynajmniej takie wrażenie sprawiają wszelkie przepychanki polityczne nad Wisłą. Życie nie jest zero – jedynkowe, aczkolwiek wielu będącym na wpływowych pozycjach taka interpretacja bardzo odpowiada. Są tacy co wytrwali na jedynie słusznej drodze do historycznego momentu, „sztandar wyprowadzali„, wrócili i dzisiaj brylują na politycznym parkiecie. Są silni i zwarci po obu stronach. Dla zmyłki jedni są bardziej prawicowi a drudzy dla odmiany mniej. Obserwując można odnieść mylne wrażenie, że lewica jest już w zaniku. Nic bardziej mylnego, zmieniono jedynie definicję, dzisiaj prawie wszystko to prawica, może w tonacji różowej, ale jednak. Na lewo jeszcze chyba tylko Borowski, Miller i stary Cimoszewicz, bo pewnie młody to już dobrze oszlifowana elita z zachodu. Ulice zmieniają nazwy, ale nikt jak do tej pory nie wpadł na pomysł zdelegalizowania Komunistycznej Partii Polski, która podobno istnieje w dorzeczy Wisły.
Kiedy mason Bronisław Wildstein udostępnił długą listę osób będących w kartotekach UB-SB czy jeszcze gdzie indziej, co bez podania (umyślnie ?) szczegółowych danych pozwoliło skutecznie zamieszać wśród „ludzi pracy„. Mało kto sądził, że tego towarzystwa jest znacznie więcej niż na rzuconej gawiedzi liście. Czyszczono, rozliczano tak aby do tej pory nie opublikować rzeczy na najważniejszej w tych gierkach – Aneksu. Nikomu też dla dobra RP przypadkowo nie trafiło się znaleść Aneksu w koszu na przystanku tramwajowym, powiedzmy. Zapewne wokół tajemniczego Aneksu ani masoni, ani inni ważni lobbyści się nie kręcili.
Rok 1980 – Solidarność, okrągły stół i ironiczne „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” w Dzienniku Telewizyjnym zapodane 28 października 1989 roku przez Joannę Szczepkowską.
Młodzież lat osiemdziesiątych, to dzisiaj tatuśkowie z brzuszkami. Jedni, ci co podjechali do stoczniowej hali na służbowych wózkach nieźle się z czasem dorobili, inni – bardziej samodzielni, krnąbrni z czasem zostali rozgonieni po świecie. Aby nie czuli się samotni na poniewierce, służby dopilnowały i dorzuciły im zaradnych towarzyszy niedoli, wcześniej wytypowanych zgodnie z referencjami oficerów prowadzących. Dzisiaj wszyscy waleczni tamtych lat to już weterani, weterani walki z władzą ludową, walki z komuną. Nie jeden z nich ma za sobą ceremonię … klapa, rąsia, buźka, goździk…. promowanej już w nowej rzeczywistości, niektórzy nawet po kilkakroć.
Andrzej Rozpłochowski w artykule opublikowanym w Katowicach, 5 czerwca 2016 roku skierowanym do legendy wrocławskiej Solidarności – Władysława Frasyniuka z detalami opisuje jak Jaruzelski z Kiszczakiem spośród wybranego grona opozycji „chrzcili” swoich faworytów. Nie tylko Rozpłochowski o tym pisze. Ale pozostańmy przy opisie sporządzonym przez pana Andrzeja odnośnie Frasyniuka:

W latach 80. ludzie we Wrocławiu za ciebie się modlili, bo byłeś dla nich ikoną „Solidarności” i ich bohaterem, ale kim ty naprawdę już wtedy byłeś?

… Pamiętam rok chyba już 1981, kiedy pierwszy raz zjawiłeś się na obradach KKP, czyli władz krajowych NSZZ „Solidarność”. Byłeś nieśmiałym i ugrzecznionym synkiem, który dziwnie od zaraz stał się pupilkiem „Bolka”, czyli Lecha Wałęsy.

….z prawdziwym zdumieniem reagowałem na to, jak po wprowadzeniu stanu wojennego kreowano twój wizerunek jako wojowniczego przywódcę wrocławskiego podziemia, którego akurat nie internowano.

Jak wiemy, innego ulubionego twojego towarzysza działania, Zbigniewa Bujaka, też jakoś nie internowano, dzięki czemu i on znalazł się w podziemiu i rósł z podobną tobie legendą dzielnego opozycjonisty regionu „Mazowsze”.

Ale jeszcze wtedy nikt niewtajemniczony nie wiedział, że ta legenda „ukrywa się” np. u… Mieczysława Rakowskiego – jednego z głównych bandytów komunistycznej dyktatury Jaruzelskiego….

….Przypomnę, jak nikczemnie Zbigniew Bujak i spółka zagarnęli przed laty dolary nagrody od amerykańskiej senator, która pośmiertnie przyznana została również bł. księdzu Jerzemu Popiełuszce….

…Jeżeli mnie pamięć nie myli, to albo jeszcze w  1984 r. lub jednak w 1985 r. …. Aresztowano niedawno uwolnionych kilku czołowych działaczy opozycji po tym, jak prasa podziemna oraz rozgłośnie zachodnie podały, że osoby te spotkały się potajemnie z TKK, czyli podziemnym kierownictwem „Solidarności” i podpisały imieniem i nazwiskiem wspólny komunikat. …. był to Władysław Frasyniuk, Adam Michnik i Bogdan Lis oraz ktoś jeszcze. …. Grożono wielkim procesem itd.

…. Określonego dnia, u mnie na Śląsku odbyło się konspiracyjne spotkanie TKK ze mną, po którym znowu opublikowano komunikat, podpisany wspólnie przez ukrywających się członków TKK oraz moim imieniem i nazwiskiem.

I co się działo po tym fakcie? Czy zostałem podobnie jak tamci z hukiem aresztowany? Nie. Absolutnie nic się nie stało! Władza ani mnie nie usiłowała przesłuchać, ani zatrzymać lub aresztować!

Jakby nic nie miało miejsca. Byłem tym wówczas bardzo zaskoczony, gdyż psychicznie przygotowałem się na represje wobec mnie, na nowe aresztowanie. Dopiero po latach, z udostępnionych mi teczek bezpieki i MSW dowiedziałem się, dlaczego tak było. Otóż z Warszawy do prokuratury w Katowicach została przekazana dyrektywa, że owszem, mają zbierać na mnie dalsze materiały, mają otworzyć nowe śledztwo, ale… po cichu, i pod żadnym warunkiem nie wolno mnie oficjalnie wzywać na przesłuchania, zatrzymywać lub więzić, aby… bardziej nie nagłaśniać publicznie mojego nazwiska! Ale przecież właśnie odwrotnie postąpiono z panami opozycjonistami Frasyniukiem, Michnikiem, Lisem i kimś jeszcze. Dlaczego?

… Poznałem fragment wspomnień lidera „Solidarności” z lat 80. Mirosława Krupińskiego, który do 13 grudnia 1981 r. był wiceprzewodniczącym Komisji Krajowej związku, a parę lat temu zmarł na uchodźstwie w Australii.  (M.K. nie żyje – link/ dod. wg.PCO) Napisał on, że w pewnym okresie stanu wojennego siedział sam na sam w jednej celi więzienia z Władysławem Frasyniukiem, który usilnie namawiał go do… podjęcia kolaboracji z reżimem PRL! – napisał A.R.

Może przydługi cytat z pana Rozpłochowskiego, chciałem jednak za jego pomocą przytoczyć metody, system kreowania późniejszych liderów.
Adam Michnik, Jacek Kuroń i wielu innych, na których w IPN nie można znaleść ani ścinak papieru, to przykład jak daleko zapędzono się czyszcząc niektóre osoby. Dzisiaj już nikt nie pamięta jak zapierdzielał w ORMO-wskim uniformie walić studentów, nie pamięta jak pod jego adres przychodziła poczta dla komunistycznych służb. Te trudne początki…. Korzenie, korzenie rodowe dobrze osadzone w czasach budowy PRL też jednym są wytykane a innym z wyrozumieniem puszczane w niepamięć. Temat rodowodu nadal jest skrzętnie pomijany wśród nowoczesnej prawicy. Kiedyś ks. Lemański oskarżył metropolitę warszawsko-praskiego, że Arcybiskup chciał zobaczyć jego fajfusa. Nie wiem czy do prezentacji doszło. Jednak wcale to nie głupia metoda, kiedy to księgi zmian nazwisk z lat powojennych rozpłynęły się w zawilgoconych podwarszawskich lochach służących za archiwa.
Czy może nas dziwić, że uniewinniono sędziego po przyłapaniu go na łapówce 300 000 złotych polskich, w telewizji leci pasjonujący serial przesłuchań Amber Gold, i drugi nie mniej atrakcyjny oparty na motywach złodziejskiej prywatyzacji komunalnych kamienic pod auspicjami Anny Gronkiewicz Waltz z jej małżonkiem w roli głównej.  Pani Prezydent Stolicy tyłek wypina komisji, która bada jej „niefrasobliwości” ale czujnie się sroży i odgraża młodzieży, która widząc rozkradanie Polski staje okoniem parchatej rzeczywistości. Wystąpiła do ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego – poinformował ratusz.
Tymczasem mamy nowego Premiera Dobrej Zmiany RP.
  • Ilustracja tytułowa:  Październik 1980 roku, katowicki Spodek. Od lewej: Andrzej Rozpłochowski, Lech Wałęsa, Kazimierz Świtoń. – Kiedy pozdrawialiśmy ludzi wspólnym wzniesieniem rąk w górę, Wałęsa obcesowo nie podjął mojej, podanej mu dłoni, ściskając jedynie rękę Świtonia. Odczułem to z przykrością jako publiczny afront – mówi Rozpłochowski (kopia – reprodukcja z książki Andrzeja Rozpłochowskiego pt.: „Postawią Ci szubienicę”). Za gargangruelandia.fora.pl
Waldemar Glodek, PCO
12.17.2017

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.12.17.
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek