Grali dla Hitlera, zagrają dla Merkel i Putina


Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26).
Fot. wPolityce.pl

Akcja toczy się w II RP, gdzieś w okolicach Łucka na Wołyniu. Stłoczone niemiłosiernie w obskurnej więziennej celi niemieckie dzieci, a także kobiety i mężczyźni zmuszeni są przez swoich polskich prześladowców do spania na stojąco. W oczekiwaniu na rychłą śmierć, dzielna Marie dodaje otuchy swoim zrozpaczonym rodakom słowami: „Wyobraźcie sobie, jak to będzie, mieszkać pośród Niemców. Jeśli wejdziecie do sklepu, nikt nie będzie gadać po polsku albo po żydowsku, a tylko po niemiecku. Nie tylko wieś, a cała okolica, całe państwo będzie niemieckie. Gleba na polu będzie niemiecka i kamienie, i trawa, i leszczyna. I nie tylko żyjemy niemieckim życiem, a też umieramy niemiecką śmiercią. Nawet zmarli zostaniemy Niemcami, i zostaniemy częścią Niemiec, niemiecką glebą…” Nagle do celi wchodzą uzbrojeni umundurowani Polacy i prowadzą Niemców do piwnicy gdzie ma odbyć się zbiorowa egzekucja. Wtem na niebie pojawiają się samoloty Luftwaffe z czarnymi krzyżami, a z daleka słychać szczęk gąsienic niemieckich czołgów. Gnębieni przez Polaków przedstawiciele niemieckiej mniejszości na Wołyniu skazani na śmierć za słuchanie przemówień Hitlera są uratowani, a wszystko to dzieje się dokładnie 1 września 1939 roku.

Opisana powyżej scena pochodzi z nakręconego w 1941 roku propagandowego hitlerowskiego filmu Heimkehr (Powrót do ojczyzny), nad którego realizacją czuwał osobiście sam Heinrich Himmler. Według zaleceń niemieckich władz film w swoim przekazie miał być mocniejszy i bardziej rasistowski niż nakręcony rok wcześniej antysemicki obraz Żyd Süss. Nawet noblistka, lewaczka i feministka, Elfriede Jelinek nazwała Heimkehr: „jednym z najnikczemniejszych filmów propagandowych Trzeciej Rzeszy”. Przypominam tę historię, ponieważ w tym nakręconym przez niemieckiego okupanta propagandowym antypolskim paszkwilu dobrowolnie zgodzili się zagrać popularni przedwojenni polscy aktorzy, tacy jak: Bogusław Samborski, Józef Kondrat, Michał Pluciński czy Hanna Chodakowska. Jako ciekawostkę dodam, że Józef Kondrat to stryj Marka Kondrata, a Michał Pluciński był bratem Andrzeja Szalawskiego znanego z roli Juranda ze Spychowa w filmie „Krzyżacy”, Aleksandra Forda. Udział polskich aktorów miał wzmocnić propagandowy przekaz, a za skłonienie ich do gry odpowiadał konfident Gestapo, polski przedwojenny aktor, Igor Sym, który jednak nie dożył premiery zlikwidowany przez zespół bojowy „ZOM” kontrwywiadu Okręgu Warszawa-Miasto ZWZ. I tak oto grupka tak zwanych artystów zdradziła własną ojczyznę biorąc udział w propagandowym przedsięwzięciu okupanta, którego celem było szkalowanie polskiego narodu i usprawiedliwianie bandyckiej napaści Niemiec na nasz kraj. Spotkała ich za to nie tylko kara infamii nałożona przez Państwo Podziemne, ale kilku z nich usłyszało kilku i kilkunastoletnie wyroki więzienia zasądzone w 1948 roku na podstawie dekretu o współpracy z okupantem.

Ostatnio głośno było w mediach o europosałnce PO, Róży Marii Barbarze Gräfini von Thun und Hohenstein, która wystąpiła w filmie zrealizowanym przez niemiecką publiczną stację NDR, w którym wylewa się na Polskę hektolitry pomyj. Jak wytłumaczyć, że finansowana z abonamentu publiczna niemiecka telewizja produkuje za pieniądze niemieckiego podatnika antypolski paszkwil? Oto niemieckie państwo sfinansowało kłamliwy i jadowicie antypolski propagandowy film i to w czasie, kiedy najwyższe władze niemieckie obłudnie deklarują chęć współpracy z Polską. Ktoś powie, że zestawiając rolę Róży Thun w niemieckim filmie z przywołanymi powyżej zdrajcami okresu niemieckiej okupacji mocno przeginam. Ale czym tak naprawdę różnią się te dwa przykłady? Przecież w obu przypadkach zadziałał ten sam psychologiczny mechanizm każący zdrajcom służyć silniejszemu panu nie bacząc, że to wróg lub choćby tylko przeciwnik Polski. Przecież film z Różą Thun w roli głównej powstał po to by uzasadnić i usprawiedliwić ataki Brukseli, a tak naprawdę Berlina na Polskę. Polka w roli głównej to podobnie jak przy kręconym przez niemieckiego okupanta filmie Heimkehr, celowy i przemyślany zabieg twórców mający na celu nadanie kłamliwemu obrazowi cech wiarygodności. W filmie Róża Thun mówi: „O demokrację walczyliśmy od dekad, a oni chcą to wszystko zniszczyć. Jak tak dalej pójdzie, w Polsce nastanie dyktatura, ale my nie zgodzimy się na to”. Cały ten pseudo dokumentalny kłamliwy i propagandowy paszkwil nosi tytuł, „Polen vor der Zerreißprobe – Eine Frau kämpft um ihr Land” (Polska stoi przed próbą – kobieta walcząca o swój kraj). „Róża Thun walczy o duszę Polski. Krytykuje rządzącą partię Prawo i Sprawiedliwość, której antyeuropejski, antyimigrancki i coraz bardziej autorytarny reżim sprzeciwia się wszystkiemu, w co Thun wierzy”, – czytamy w krótkiej zapowiedzi zachęcającej do obejrzenia filmu. Nie będę bawił się w poszukiwanie eufemizmów i powiem wprost. Eurodeputowana z ramienia Platformy Obywatelskiej z wyrachowaniem i premedytacją wzięła udział w realizacji antypolskiego propagandowego paszkwilu, sporządzonego dokładnie według wzorców rodem z Trzeciej Rzeszy. Trudno sobie wyobrazić, aby któryś z niemieckich polityków czy eurodeputowanych wyraził zgodę na udział w antyniemieckim filmie realizowanym przez polską Telewizję Publiczną. Nie można także zapominać, że Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein była wśród szóstki europosłów PO, która w Parlamencie Europejskim zagłosowała za rezolucją wymierzoną w państwo Polskie i jego obywateli.

Pozostańmy w kręgu aktorów. W 1989 roku uczestnikom starannie wyreżyserowanego i oszukańczego spektaklu pod tytułem „okrągły stół” niezwykle zależało na tym, aby Polacy naiwnie uwierzyli, że w Polsce skończył się komunizm. Doskonale wpisała się w to aktorka Joanna Szczepkowska wygłaszając w październiku 1989 roku pamiętne zdanie: „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Nie podejrzewam Szczepkowskiej o działanie na zlecenie uczestników zmowy z Magdalenki. Raczej zrzuciłbym to na karb naiwności młodej jeszcze wówczas aktorki lub jej infantylizmu tak charakterystycznego dla całego tego środowiska. Jednak jej dzisiejsze chełpienie się tamtą wypowiedzią musi być już wynikiem niezmierzonej głupoty. Kiedy minister Błaszczak niemal trzydzieści lat po Szczepkowskiej ogłosił upadek komunizmu po tym jak prezydent podpisał ustawy reformujące sądownictwo, Joanna Szczepkowska napisała na Facebooku: „Żeby takie zdanie wybrzmiało i miało sens, trzeba je mówić z pozycji ryzyka, a nie ze stołka w rządzie. Trzeba osobistej, samotnej odwagi, a nie władzy nad policją”. Okazuje się, że aktorka mimo upływu trzech dekad do dziś nie pojęła, że nie ryzykowała dosłownie niczym i tak naprawdę oddała nieocenioną przysługę uwłaszczającej się na majątku narodowym komunistycznej nomenklaturze. Do niej do dziś nie dotarło, że ogłosiła upadek komunizmu w TVP kierowanej przez komunistycznego kapusia, Andrzeja Drawicza (TW „Kowalski”, „Zbigniew”). Ona do dziś nie przyjęła do wiadomości, że po tym ogłoszonym przez nią „końcu komunizmu” bezpieką nadal kierował zbrodniarz Kiszczak, a prezydentem został zdrajca Jaruzelski. Ona nie zauważyła, że „upadek komunizmu” zaowocował oddaniem TV Polsat Zygmuntowi Solorzowi – tajnemu współpracownikowi komunistycznej bezpieki o pseudonimie „Zegarek” a TVN wpadł w ręce komunistycznych agentów, Mariusza Waltera (TW „Mewa”) i Jana Wejcherta (TW „Konarski”). Szczepkowska na zasadzie wyparcia nie chce przyjąć do wiadomości, że tak naprawdę robiła za mało spostrzegawczą głupiutką przyzwoitkę.

Przypomniałem tę historię z Joanną Szczepkowską i jej „upadkiem komunizmu”, aby ukazać, że to samo środowisko zaangażowanych politycznie komediantów nazywanych artystami znowu po trzydziestu latach z zapałem przyjęło rolę pożytecznych idiotów. Tak jak trzydzieści lat temu ku utrwalaniu magdalenkowej władzy kłamliwie informowali naród o upadku komunizmu tak dzisiaj chcąc utorować tej szkodliwej złodziejskiej i antypolskiej sitwie powrót do władzy grają tym razem rolę w kłamliwej antypolskiej propagandówce zatytułowanej „Koniec demokracji”. Trudno nie odnieść wrażenia, że na tle tych wszystkie żałosnych głupiutkich, choć dyplomowanych aktorów, Szczepkowskich, Cieleckich, Ostaszewskich, Jand i Stuhrów, Róża Thun zagrała swoją rolę świadomie niczym prawdziwa profesjonalistka, która w przeciwieństwie do wymienionych pożytecznych idiotów z artystycznego światka doskonale wie, że szkodzi Polsce i robi to z pełną premedytacją. Ciekawe czy zdaje sobie sprawę z tego, że w historii zapisze się podobnie jak wymienieni na początku aktorzy, którzy zagrali według scenariusza Adolfa Hitlera?

  • Artykuł ukazał się w „Warszawskiej Gazecie”

 

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26)  

 

Źródło: FB-Mirosław Kokoszkiewicz , 15 stycznia 2018.

 

Bloger, stały publicysta ogólnopolskich tygodników: Warszawska Gazeta i Polska Niepodległa oraz miesięcznika Zakazana Historia. Autor książek „Jak zabijano Polskę” i „Polacy, już czas”.

 

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) na Facebook’u  >   >   >   TUTAJ.

 


Przeczytaj więcej tekstów Mirosława Kokoszkiewicza na naszym portalu  
>  >  >  > TUTAJ .

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22018.01.15.

Mirosław Kokoszkiewicz

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz