Instytut machismo im. Rudolfa Valentino z siedzibą przy Wiejskiej w Warszawie


Miałem dziś pisać o czymś innym, ale ujawnione wczoraj przez Zadziornego Mietka informacje wstrząsnęły moją duszą i trochę też ciałem, a więc postanowiłem się do nich odnieść. Oto okazało się, że w drodze ustawy powołano do życia Instytut Męstwa, Solidarności i Odwagi. Stało się to w dodatku na wyraźne życzenie prezesa, wyartykułowane publicznie. Nie jest przy tym ważne jak ten instytut się w rzeczywistości nazywa, czy męstwa i odwagi, czy męstwa i solidarności. W nazwie jest męstwo i jeden z tych dwóch wyrazów. Do tego jeszcze ogłoszono konkurs na logo tego instytutu. Jeśli nie wiecie czym ma się ta agenda zajmować już wyjaśniam – promocją Polski za granicą. Na początek dostali 85 milionów. To jest kolejny przewał na tę cholerną promocję Polski za granicą. No to ja mam teraz pomysł na prawdziwą promocję Polski, która wzbudzi ciekawość we wszystkich zagranicznych mediach i nie trzeba będzie nikomu płacić za używanie słowa Polska na łamach pism i portali. Zakładamy instytut machismo im. Rudolfa Valentino. W logo dajemy wykonany z tytanu cock ring i hasło – to jest Polska. Komitet złożony z Gąsiorowskiego, Magdy Ogórek w miniówie i Serafiny w sukience bez pleców honoruje najwybitniejszych polityków światowych tymi tytanowymi cock ringami wręczając im je na uroczystych galach, poprzedzonych występem stu dżygitów (w zastępstwie może być grupa baletowa Sabat). Zaczynamy od Billa Clintona. Świetny pomysł, co nie? Aha…Gawinową chowamy na zaplecze i gasimy tam światło.

Proszę Państwa do wczoraj sądziłem, że istnieją granice zidiocenia. Myliłem się. Nie ma ich. Przed nami wielka przestrzeń jak śpiewał dawno temu w radio pewien artysta.

Proszę Państwa te rzeczy robione są w pełną świadomością, że popełnia się nieuczciwość. Nie może być inaczej. Być może prezes ma jakieś złudzenia co to tego, ale on jest stary, wychowany wśród innych jakości niż my tutaj. No i nie rozumie czym jest poważny przekaz propagandowy. Nie rozumie, że musi mieć on walor rozrywkowy. Nie to jest jednak ważne. Takie rzeczy jak oni teraz, robi się przed końcem. Wystarczy poczytać u Stanisława Mackiewicza do czego zdolni byli politycy sanacyjni przed samym wybuchem wojny, by dostrzec podobieństwa. Tym ludziom się zdaje, że coś mogą, a tymczasem wszyscy widzimy, że są oni schwytani w pułapkę i nie mogą nic ponad zakładanie instytutów i podległych im zespołów, przez które transferuje się gotówkę nie wiadomo gdzie. I jeszcze na koniec wywiadu z Mazurkiem minister Gliński mówi – tak działa ten świat. Panie ministrze kultury i wicepremierze, ludziom zamieszkującym Europę Wschodnią, przed rokiem 1241, sytym i bezpiecznym, też się wydawało, że tak działa ten świat. I trwali w tym swoim przekonaniu do chwili kiedy z lasu nie wychynęły pierwsze forpoczty kosookich jeźdźców z łukami na plecach. Tym samym złudzeniem żyła Europa przed Hitlerem i Rzym przed najazdem germańskim. Mówienie publicznie – tak działa ten świat demaskuje człowieka całkowicie, demaskuje jego uwikłania, żeby nie powiedzieć umoczenie, a im więcej i bardziej agresywnie tłumaczy się ów człowiek z dokonanych przez jego podwładnych zaniechań, tym jest gorzej. Ten świat bowiem działa inaczej. Z grubsza w taki oto sposób – pozwala się na obrośnięcie w piórka dużej grupie ludzi, daje im się złudzenie sukcesu i zgodę na ujawnienie ich przyrodzonych możliwości. Elitom zaś pozwala się kraść ile wlezie. Na koniec, kiedy wszyscy są już syci i zadowoleni, wpuszcza się w to miejsce Mongołów, albo kosmitów, albo kogoś jeszcze fajniejszego i kosi się wszystko równo z glebą. Nazywamy to nakręcaniem koniunktur w nieruchomościach i na rynku rolnym. A także pozyskiwaniem tanich rąk do pracy. Potem, kiedy już jest po wszystkim ci Mongołowie albo kosmici składają wnioski kredytowe w banku i wynajmują developerów, którzy organizują odbudowę i życie na podbitym obszarze w myśl nowych, lepszych i zdrowszych zasad. Jeśli mi nie wierzycie popatrzcie na ten fragment z Dziennika Wileńskiego opublikowany w roku 1911.

(…) Towarzystwo, zawdzięczając znowu wpływom ś. p. Józefa Montwiłła, zawarło umowę z Bankiem ziemskim na bardzo dogodnych warunkach. Osoba, życząca wybudować sobie dom, po wybraniu typu wnosi do kasy Towarzystwa 20 proc. od kosztów budowy wybranego domu. Jednocześnie zawiera umowę ze wskazanym przez Towarzystwo przedsiębiorcą budowlanym i zobowiązuje się do płacenia procentów od pozostałych kosztów budowy i spłacenia wartości placu. Reszta należności za budowę pozostaje jako zahypotekowany dług bankowy, od którego nabywca domu ma płacić rocznie 5 procent, a również 1 procent na amortyzację długu. Opłata za plac uskutecznia się ratami najwyżej w ciągu lat 8, bez procentu. Po spłaceniu całej należności za plac, nabywca otrzymuje tytuł własności, oczywiście dom obciążony wymienionym wyżej długiem bankowym.

Do chwili przyznania tytułu własności, zawiera on kontrakt dzierżawny z obowiązkiem opłacania dzierżawy w wysokości opłaty procentów do banku i rocznej amortyzacji wartości placu. Weźmy przykład: koszta budowy nabytego domu wynoszą 3000 rb., a plac 960 r. Nabywca wtedy obowiązany jest wnieść gotówką 600 rb.; płacić od pozostałych 2400 rb. 6 proc., czyli 144 rb. i spłacić w ciągu nie więcej niż 8 lat wartość placu po 120 r. rocznie. Jeśli zatem zrobimy maleńkie wyliczenia arytmetyczne, to zobaczymy, że w ciągu 8 lat płaci się rocznie 384 r., a dalej po 144 rb. Wszystko staje się niezależną od banku własnością po 36 latach i 4 miesiącach.W ten sposób, osoba średniej zamożności, zamiast płacić komorne całe życie, może za 36-io letnie komorne nabyć dom na własność.”

Już po 36 latach można być właścicielem domu! Czy to nie jest niezwykłe?! 1911+36 to daje nam 1947, jeśli ktoś zdecydował się wydać te 600 rubli gotówką w Wilnie roku 1911 był w roku 1947 właścicielem całego domu i mógł go wynajmować lokatorom! A minister i wicepremier Gliński za 15 lat zrobi nam film hollywodzki i będziemy wszyscy mieli fun. Myślę, że politycy, powinni być jak najbardziej zdeprawowani, wtedy jest szansa, że zrobią coś natychmiast. Glińskiemu się zdaje, że będzie żył jeszcze 15 lat…to także jest niezwykłe moim zdaniem.

Powiem wprost – nie ma czegoś takiego jak promocja Polski za granicą. To są głupoty. Można tam promować jedynie Polaków, a ci, by być promowani muszą mieć jakieś konkretne osiągnięcia. I to one decydują, a nie zgraja urzędasów opłacanych z kieszeni podatnika. To jest jawna juma.

Ciągnijmy dalej ten wątek promocji. Polega ona na tym, by otworzyć nowe rynki lub nakręcić koniunktury na tych już istniejących na oryginalne pochodzące z jakiegoś regionu czy kraju produkty. Wrócę raz jeszcze do mojego ulubionego przykładu – malarstwo francuskie drugiej połowy XIX wieku zostało wypromowane na rynku amerykańskim i zrobiło sukces światowy. Żeby do niego doszło, ktoś musiał dostać gwarancje, że rynek amerykański, a nie rosyjski będzie kluczowy, lub po prostu zaryzykować. Żeby ten sukces nastąpił należało dysponować ludźmi, którzy oddają się swoim zajęciom serio, takimi jak na przykład panowie Renoir i Degas, oraz pozwolić im działać. Należało także dysponować narzędziami promocji tych panów na rynku wewnętrznym. I tu dochodzimy do ważnego niezwykle momentu – żeby używać narzędzi promocyjnych trzeba mieć co promować. Malarze w pracowniach paryskich spędzali całe dnie przy sztalugach, produkcja szła pełną parą, a obrazy były dobierane zaraz po wyschnięciu i od razu umieszczane w witrynach sklepów. Spekulowano na nich, lokowano w nich kapitały, posagi córek i kto tam co miał. To była ważna gałąź gospodarki i traktowano ją serio. Co chce serio traktować Gliński? Piknik dla żołnierzy, żaglówkę czy śpiewnik patriotyczny? Nie mamy oryginalnych, wyróżniających nas produktów, sukces tych zaś powinien opierać się na nieznanej dotychczas na rynku jakości. Ta może być przez jakiś czas wyszydzana, ale w końcu robi sukces. Taka jest dobra, sprawdzona metoda promocji kultury lokalnej na rynku globalnym. U nas zaś nie ma żadnych produktów, ale za to są instytutu promocji męstwa i solidarności. Czyli czego? Nie ma realnie takich jakości jak męstwo i solidarność. To są kwestie umowne.

Czy ktokolwiek z polskich polityków, nie mówię o urzędnikach, to rozumie? Nikt. Bo oni wiedzą, że te wszystkie pierdoły, te obrazy, książki, filmy, to są śmieci. Kasa się liczy, kasa misiu, kasa, którą będziemy teraz trzepać. I to odróżnia polityków polskich anno domini 2018 od wstrętnych francuskich masonów walczących z Kościołem anno domini 1900. Nic na to nie poradzę.

Co chcemy promować? Prezes mówi, że męstwo i poświęcenie Polaków w walce o wolność swoją i innych narodów. Powiem wprost – wszyscy mają w dupie męstwo i poświęcenie Polaków w walce o wolność i coś tam jeszcze. Już lepiej by było gdyby Magda pokazała cycki, a Serafina tyłek, albo na odwrót. A na pewno byłoby taniej. I nie trzeba by było do tego wynajmować orkiestry symfonicznej, wystarczyłby podkład z magnetofonu. Przykład sióstr Godlewskich mówi sam za siebie, a Magda i Serafina niczym się od nich nie różnią. To one są produktami, które się sprzedaje na rynku wewnętrznym. Te wszystkie lale, wyglądające jakby je ktoś nadmuchał, to one są polskim produktem. I póki co nic więcej nie mamy. Czy Was to nie zastanawia? Mnie tak. Jeśli jest tak jak myślę, to produktami są także urzędnicy i politycy. Oni są sprzedawani nam w pakiecie z napisem – rzeczywistość polityczna, albo – tak działa ten świat. Pakiet te ciśnięte są po to właśnie, byśmy nie zauważyli jak świat działa naprawdę. Nie będzie żadnej promocji Polski za granicą. Wybijcie sobie to z głowy. Nie o to chodzi, chodzi o uśpienie naszej czujności. Idioci, którzy biorą w tym czynny udział zasłużyli już dziś na wszystko co najgorsze i głupi będzie ten, kto uroni nad nimi choćby jedną łzę.

Wrócę teraz na chwilę do budownictwa mieszkaniowego. Przykład, który podałem jasno dowodzi, że wszystkie tak zwane programy taniego budownictwa mieszkaniowego, są zwiastunem katastrofy. Po to się tanio buduje, żeby łatwiej było zburzyć i żeby za rzecz oczywistą, czyli dom na swojej ziemi, trzeba było płacić urzędom i bankowi horrendalne kwoty, które są przeznaczane na działalność polityczną lokalnych gangów, albo są po prostu haraczem, który oszukani ludzie muszą uiścić przed śmiercią i zakopaniem w masowym grobie. Jeśli zaś idzie o polityków, to programy taniego budownictwa służą bankom do wywierania na nich nacisku. Do brania ich za pysk powiem wprost – jeśli się raz zacznie wdrażać te programy nie można już przestać, polityk zaś który je firmuje staje się zakładnikiem banków udzielających kredytu developerom. I nie ma od tego ucieczki. A wystarczyłoby pozwolić ludziom budować się we własnym zakresie i po prostu nie przeszkadzać. No, ale to są z kolei mrzonki, bo takich rzeczy nie było w Polszcze i na świecie od dawna, myślę, że co najmniej od czasów króla Łokietka, tego siwego, co go w serialu oglądają niektórzy.

Przypominam, że na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl trwa promocja książek i czasopism. Baśń czeska i amerykańska po 10 zł, Baśń III po 15, tak samo Łowcy księży oraz Straż przednia. Nawigatory także po 10, ale ubywa ich w zastraszającym tempie, więc trzeba się spieszyć. Budowa jachtów po 35, Berecci, Irlandzki majdan i Kroniki klasztoru w Zasławiu po 10. Sanctum regnum po 30 zł. Na tej samej stronie dostępny już jest nowy komiks Tomka Bereźnickiego zatytułowany „Kościuszko. Cena wolności”. W sprzedaży jest już także książka „Czerwiec polski” zwana tu książką o pluskwach.

 

Gabriel MaciejewskiŹródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 9 lutego 2018.

  • Ilustracja tytułowa; Prezes PiS Jarosław Kaczyński z Piotrem Glińskim w Fundacji Batorego, 17 października 2013. Fot. YouTube..  / Wybór zdjęcia wg.pco
Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2018.02.11.

Autor: Gabriel Maciejewski