O co w tym wszystkim chodzi?


Burza wokół nowelizacji ustawy o IPN, w której polski ustawodawca słusznie zdecydował się na penalizację nieuprawnionych opinii na temat rzekomego udziału Polski w zagładzie Żydów, dobrze ukazuje postawę i nastawienie środowisk żydowskich prezentowaną w odniesieniu do Polski.

Zamieszanie na linii Warszawa – Jerozolima ukazywane jest jednak tak, jak gdyby różnice w podejściu do najnowszej historii zaczęły się wraz z rządami PiS-u. Tymczasem tak nie jest. Polska i Polacy oskarżani byli w mniej lub bardziej otwarty sposób przez międzynarodowe środowiska żydowskie i Izrael o współudział w zagładzie Żydów, mający miejsce w czasie ostatniej wojny światowej, niemal od samego jej zakończenia. Ileż to farby drukarskiej spożytkowano w Izraelu, Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy po II wojnie światowej dla ukazania tezy o rzekomym polskim współsprawstwie?

Odpowiedzialne miały być i Armia Krajowa wraz z innymi formacjami zbrojnymi, na czele z NSZ, i Polskie Państwo Podziemne, i Kościół katolicki i sami obywatele wreszcie. Od połowy lat 60. ub. wieku rzekome polskie winy zaczęły zaś być eksponowane w stopniu większym niż zbrodnie niemieckie. Bez wątpienia wpływ na podobną sytuację miał fakt ówczesnego sojuszu amerykańsko – izraelsko – zachodnioniemieckiego wymierzonego w blok wschodni. Tu leży też praźródło pojawiających się współcześnie raz po raz twierdzeń o „polskich obozach śmierci”.

Nikt nie zwraca na to jednak uwagi ze względu na fakt, iż w oficjalnej doktrynie państwa polskiego po 1989 r. wszystkie wcześniejsze działania władz, zdaniem kolejnych solidarnościowych ekip rządzących, zbyć można stwierdzeniem o „komunistycznej propagandzie”. Tymczasem, gdyby rządzący Polską po roku 1989 uwzględnili te elementy polityki swoich poprzedników, które dyktowała polska racja stanu, uniknęliby wielu błędów. Tak się jednak nie stało i nie dzieje, a kolejne elementy składające się na rację stanu Polski negowali i wciąż podważają sami Polacy. Pod pozorem walki z „komunistyczną propagandą” zanegowano polskie prawa do Ziem Odzyskanych, zrobiono dosłownie wszystko dla zerwania wszelkich stosunków z naszym największym wschodnim sąsiadem, przez lata hodując przy okazji banderowskiego potworka na Ukrainie.

Na ołtarzu “walki z komuną” poświęcono także polskie racje na polu stosunków z Izraelem. Przez szereg lat kolejne rządy nad Wisłą spełniały dosłownie każdą prośbę i żądanie Izraela i lobby żydowskiego. Muzeum Żydów, zwroty mienia, sto milionów na cmentarz w Warszawie, potępienie marca 1968. To tylko pierwsze z brzegu przykłady. Wszystko to jednak okazuje się za mało. Żydzi, chcąc mieć monopol na ukazywanie swojej wersji historii ostatniej wojny, całemu światu dyktują co wolno, a czego nie w tej złożonej materii. Być może rację mają też ci, którzy wskazują, że całe zamieszanie wokół ustawy o IPN ma swoje drugie dno. Jest nią rzecz, z materialnego punktu widzenia, dużo istotniejsza – projekt nowej ustawy reprywatyzacyjnej, podług którego zwrot majątku ma wynosić maksymalnie 20 procent jego wartości.

Tajemnicą poliszynela jest, że podobna regulacja uderzałaby także w osoby pochodzenia żydowskiego. I tu jest pies pogrzebany. Potomkowie tych, którzy nie zrobili nic dla ratowania swoich współbraci w czasie zagłady, dziś postanowili „zmiękczyć” nieco Polskę, stawiając ją pod międzynarodowym pręgierzem, rytualnie nadając łatkę antysemityzmu, obciążając przy tym winą za niepopełnione zbrodnie.

Maciej Motas

Źródło: KONSERWATYZM.pl , 8 lutego 2018.
  • Ilustracja tytułowa: Uroczystości żałobne w Jedwabnem w 2001 r. Od lewej: ambasador Izraela Szewach Weiss i prezydent Aleksander Kwaśniewski (obaj pod parasolem), prof. Władysław Bartoszewski, minister kancelarii prezydenta Marek Siwiec i prezes IPN prof. Leon Kieres. Fot. Krzysztof Miller, AG.
 , 2018.02.21.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci