Defasonowanie historii czyli doktrynalne abc


  Zanim przejdę do super poważnych rozważań, będzie trochę śmiechu. Dzisiaj są moje urodziny. A zaczęły się tak. Odpalił tylko jeden samochód. Poszedłem więc do składziku po kable rozruchowe i połączyłem je tak jak należy. Przy podłączaniu czarnego kabla z akumulatora poleciały iskry. O kurczę – pomyślałem, źle coś zrobiłem. Potem zauważyłem, że spod kabla się dymi. Rozłączyłem więc wszystko i machnąłem ręką na drugie auto, pomyślałem, że zawiozę wszystkich do szkoły moim samochodem. Potem jednak przeczytałem w internecie, że czarny kabel lepiej połączyć do masy w tym samochodzie, który nie odpala. No i tak zrobiłem. Ja pierniczę, co się działo…Nie zdążyłem wejść do domu, a auta stały tuż przed gankiem, kiedy Michalina zaczęła krzyczeć – tato, dymi się! Wszystko się dymiło. Mam nadzieję, że paski rozrządu się nie stopiły. Dymiły kable rozruchowe, dymiło się z chłodnic, wszystko dymiło. Prędko odłączyłem przewody, ale okazało się, że są stopione i bardzo gorące. Izolacja była całkiem miękka. Rzuciłem je na ziemię, śnieg od razu stopniał pod nimi. No, ale najważniejsze, że jeden samochód jeździ. Drugi odpalimy jak się trochę ociepli. Mam nadzieję, że to koniec atrakcji na dzień dzisiejszy i do wieczora będzie już spokój.

Teraz o historii. Okazało się, że na mojej półce stoi książka Natana Rybaka, pod tytułem „Rada perejesławska”. Każdy mniej więcej może sobie wyobrazić o czym jest ta książka, ale nie każdy wie kim był Natan Rybak. Był to mąż siostry Ołeksandra Kornijczuka, ten zaś z kolei był mężem Wandy Wasilewskiej, byłej, jak sama mawiała Polki. Jako to zwykle w rodzinach literatów bywa, talent w familii Kornijczuków-Rybaków był przechodni. Mieli go wszyscy, a on przesuwał się od jednego do drugiego i od jednej do drugiej. I wszyscy byli szczęśliwi. Nie to jest jednak dla nas dzisiaj ważne. Istotne jest, że Ołeksandr Kornijczuk opisany jest w wiki, jako ukraiński pisarz okresu radzieckiego. Stwierdzenie to wstrząsnęło mną do głębi. Albowiem wskazuje na to, że bracia nas prowadzą bardzo sensowną politykę historyczną. Do której jak ulał pasuje słowo imperialna. Dlaczego? Bo imperia wchłaniają w siebie wszystko co ma jakąkolwiek wartość i czynią z tego oręż. Tak jest w ukraińskim pisarzem okresu radzieckiego Kornijczukiem, sowieckim agentem i zdrajcą. On, w myśl tej doktryny, zdrajcą nie jest, jest człowiekiem, który pobłądził, ale po śmierci może się na coś przydać. Rosjanie, zapatrzeni w swoją umykającą niczym zając wielkość, zapewnie nie zwracają uwagi na takie blotki jak Kornijczuk, bo ich rozdęte ego i aspiracje każą im wierzyć, że potęgą bierze się z różnych Puszkinów i Lermontowów jedynie. A to nieprawda. W Kijowie wymyślili sobie tego pisarza okresu radzieckiego, tak samo jak wymyślili, że Słowacki jest poetą ukraińskim piszącym po polsku. I już z tego poziomu nie zejdą dobrowolnie. Mowy nie ma. No, a co my robimy? U nas dominuje inna zupełnie doktryna. Jest to doktryna, która nie ma swojej nazwy, ma jedynie przydomek. Brzmi on – dla idiotów. Autorzy inni niż socjalistyczni w ogóle nie istnieją. Nie mówi się o nich, nie dyskutuje, nie wspomina. Publicystyka polityczna polska, pisana przed pierwszą wojną światową po francusku, przez ludzi, którzy mieli dostęp do władzy i pieniędzy, nie została na polski przetłumaczona nigdy. Milewski, Woyniłłowicz, Małyński, to są nazwiska szerszemu czytelnikowi nieznane. Misja narodu i państwa jest sformatowana źle. Żywią i bronią, za waszą i naszą – to jest pustosłowie na poziomie szkoły elementarnej w Galicji przed pierwszą wojną światową. Pisarze zdrajcy nie są nazywani pisarzami polskimi okresu radzieckiego, ale po prostu pisarzami polskimi lub pisarzami postępowymi. Żaden z nich nie został usunięty z listy lektur, proszę mnie poprawić jeśli się mylę. Polska tradycja literacka to tradycja rewolucyjna. Co praktyce oznacza werbunkowa. Bo chodzi o to, by ogłupić maksymalnie wielu mężczyzn i pchnąć ich bez broni w jakąś pułapkę. Za bardzo niewygórowanym wynagrodzeniem.

Przy tym wszystkim spryciarze z Holocaust Industry ładują nam na garba wszystkie swoje zaniechania i wmawiają nam, że współpracowaliśmy z Hitlerem. Choć to wszyscy inni na wszystkich możliwych poziomach z nim współpracowali. Fantastycznie wybrnęli z tego Francuzi, naród kolaborantów indywidualnych i państwowych, którzy podzielili swoją historię na okresy – ten dobry – nazywany historią Francji i ten zły – nazywany historią okupacji, w którym mieszczą się różne brudne czyny. On jest jednak całkowicie dla Francuzów bezpieczny, bo kiedy im się zarzuca współpracę z nazistami, oni mówią – bracie, ale to jest historia okupacji. I wszyscy, a na pierwszym miejscu Żydzi, rozumieją, że w okupację można robić różne świństwa i szlus. Nie ma się o co czepiać. My zaś uważamy, że okres okupacji to najbardziej chlubny czas w naszej historii, bo wszystkie te dzieciaki, które wtedy pomordowano, to kamienie rzucone na szaniec po to, by wyzwolić ojczyznę. Oni – Francuzi, Żydzi i reszta – widząc taką postawę, nie mogą się nadziwić naszej głupocie, albowiem historia niemieckiej okupacji Europy została dawno sformatowana i wierzganie przeciwko temu formatowi nie ma sensu. Jeśli ktoś latał z karabinem po polu i strzelał do ludzi, a rzecz miała miejsce w Polsce to z całą pewnością był to antysemita. Jeśli oczywiście nie był żołnierzem radzieckim żydowskiego pochodzenia. Bo dla Rosjan przewidziano taryfę ulgową i dobrze to zrozumieli bracia nasi Ukraińcy pisząc, że Kornijczuk to ukraiński pisarz okresu radzieckiego. Oni rozumieją format. Sołżenicyn napisał, że jeśli idzie o ilościowy udział kolaborantów w armii Hitlera to Rosjanie są na pierwszym miejscu. Nikt, żaden inny naród nie dostarczył Niemcom tylu dobrych i wiernych wojaków. Dziś jednak się o tym nie pamięta. Bo format tego nie przewiduje. Format ten bowiem jest tak skonstruowany by piętnować wyłącznie postawy antyżydowskie, we wszystkich odcieniach. Jeśli więc przed wojną w Polsce chłopi założyli spółdzielnię, w której bułka kosztowała dwa grosze mniej niż u Żyda, to znaczy, że byli to antysemici, co chcieli wysłać Żydów na Madagaskar. I szlus. Odwołania od tego nie ma. Wobec takiej postawy trzeba by może opracować jakąś strategię. Tylko kto ma to zrobić? Przecież nie minister Gliński, przecież nie premier, ani nie Polska Fundacja Narodowa. No, ale coś takiego jest potrzebne. W dodatku z wektorem zwróconym do wewnątrz. To znaczy, trzeba mieć tyle dobrych nośnych historii dyskutowanych na forach w języku polskim, w poważnych bardzo kontekstach, żeby ludziom, rzeczywiście ponieść trochę samoocenę. Żeby nie musieli słuchać o zagładzie i wojnie, o waszej i naszej wolności i innych sformatowanych przeciwko nam sprawach. Jeśli zaś ktoś chce mi powiedzieć, że nie wolno zapominać o historii, bo skazani będziemy na jej powtarzanie, niech się zastanowi co to jest historia i czy zna takie nazwisko jak Emanuel Małyński. A potem niech zapyta jakiegoś francuskiego nauczyciela historii, gdzie leży Gdańsk. Obstawiam, że wskaże Syberię. W najlepszym razie Skandynawię. Na tym kończę, idę odpalać samochód. Módlcie się za mnie….

Zaczynamy sprzedaż nowego, specjalnego numeru Szkoły nawigatorów, poświęconego protestantyzmowi. Numer w całości złożył i przygotował do druku nasz kolega Rotmeister. Wykonał wielką pracę. Cześć mu i chwała. Dziś w sklepie znajdzie się także książka eski o architekturze drewnianej.

Michał zaś zmontował moją pierwszą pogadankę nagraną w jego sklepie. Niebawem będzie kolejna. A potem następne. Na ile czas pozwoli oczywiście.

Oto link https://www.youtube.com/watch?v=8xpy8i8nV6U

Przypominam, że na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl trwa promocja książek i czasopism. Baśń czeska i amerykańska po 10 zł, Baśń III po 15, tak samo Łowcy księży oraz Straż przednia. Nawigatory także po 10, ale ubywa ich w zastraszającym tempie, więc trzeba się spieszyć. Budowa jachtów po 35, Berecci, Irlandzki majdan i Kroniki klasztoru w Zasławiu po 10. Sanctum regnum po 30 zł. Na tej samej stronie dostępny już jest nowy komiks Tomka Bereźnickiego zatytułowany „Kościuszko. Cena wolności”. W sprzedaży jest już także książka „Czerwiec polski” zwana tu książką o pluskwach

Michał zmontował kolejne nagranie, które niniejszym prezentuję

https://www.youtube.com/watch?v=5cXv6kzVA9A

 

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  27 lutego 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski Coryllus – Biblioteka Historii Gospodarczej Polski. Fot. YouTube-kruk1959.  / Wybór zdjęcia wg.pco
 Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2018.02.27.

Autor: Gabriel Maciejewski