Gwałt na Polsce (Część III.)


Przeczytaj:   Część I.     Część II.

 

Trockizm – powrót do rewolucji 1917 r.

 

W 1964 r. Michnik wyjechał na Zachód, gdzie spotykał się z komunistami. W 1993 r. na łamach Gazety Wyborczej pisał: „Rozmawiałem z polskimi emigrantami, z włoskimi komunistami i z francuskimi trockistami. Coś mieliśmy wspólnego z trockizmem. (…) Przyjeżdżali do Polski ludzie z SCR (Liga Trockistowska). Ja sam wysłałem na Zachód dwa egzemplarze »Listu Otwartego« Modzelewskiego i Kuronia. (…) Jeden wysłałem do »Kultury« paryskiej, a drugi do SCR. I to zostało opublikowane równocześnie w »Kulturze« i u trockistów. (…) Przyjeżdżali do Polski młodzi chłopcy z SCR, którzy mówili, że są zbuntowanymi marksistami przeciwko stalinowskiej ortodoksji we francuskiej partii. Co było dla nas atrakcyjne w ich myśleniu? To, że dzięki trockizmowi można było być zbuntowanym, antysowieckim, a jednocześnie być komunistą-marksistą”.

Maurice Merleau-Ponty, wyznawca marksowskiego humanizmu, w książce„Humanizm i terror” pisze: „Trocki uwydatnił dobrze głęboką przemianę ZSRR. Ale określił ją jako kontrrewolucję i wyprowadził stąd wniosek, iż trzeba było na nowo rozpocząć ruch z 1917 roku. Słowo kontrrewolucja ma sens precyzujący tylko wtedy, jeśli aktualnie w ZSRR kontynuacja rewolucji jest możliwa. A właśnie Trocki często opisywał odpływ rewolucyjności jako nieuchronne zjawisko po porażce rewolucji niemieckiej. Mówić o kapitulacji, to zakładać, że Stalinowi zabrakło odwagi wobec sytuacji samej przez się równie jasnej jak sytuacja walki” (Maurice Merleau-Ponty, „Humanizm i terror”, Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej Uniwersytet Warszawskiego, Warszawa 2005).

W 1936 r. Stalin zlikwidował rewolucję obyczajową dotycząca małżeństwa i relacji seksualnych, wprowadzono zakaz aborcji, utrudniając także procedurę rozwodową. Jednocześnie cała sfera seksualności człowieka podlegała ingerencji państwa (http://historia.org.pl/2015/07/08/bolszewicka-rewolucja-seksualna/). Tępienie przestępczości nieletnich, sztucznych poronień, utrudnienia przy rozwodach, nałożenie podatku na samotnych albo na rodziny z mniej niż z trojgiem dzieci wskazują, że społeczeństwo radzieckie powraca do norm tradycyjnych (Maurice Merleau-Ponty cytuje Arthura Koestlera, „Ciemność w południe”).

Rewolucja obyczajowa została wprowadzona w 1917 r. przez Lenina, i była ona zbliżona do rewolucji proletariackiej. W tym sensie Stalin dokonał kontrrewolucji. Po śmierci Stalina w 1955 r. ponownie wprowadzono aborcję.

Trocki, Lenin i Kamieniew. Fot. Inter.

Lew Trocki, właśc. Lejba Dawidowicz Bronsztejn, (1879-1940) w 1937 r. napisał książkę „Zdradzona rewolucja”, w której zamieścił krytyczną analizę rozwoju gospodarczego i społecznego ZSRR po dojściu do władzy Stalina. Jedna z najważniejszych prac teoretycznych ruchu trockistowskiego. Według intencji autora zawartych we wstępie miała być równolegle analizą radzieckiego systemu władzy, krytyką stalinizmu i zarazem podkreśleniem tych osiągnięć rewolucji październikowej, które jego zdaniem nie uległy zupełnej destrukcji.

Amerykański trockista James Patrick Cannon, w wydanej w 1942 roku „Historii amerykańskiego trockizmu” pisał, „trockizm nie jest nową doktryną, ruchem ale renowacją, odrodzeniem prawdziwego marksizmu, który był postulowany w czasie rewolucji rosyjskiej i w pierwszych dniach Międzynarodówki Komunistycznej”.

W czasie rewolucji 1905 r. Trocki sformułował teorię permanentnej rewolucji, która stanowi przedstawienie punktu jego widzenia na proces przemian społecznych. Trocki następnie rozwinął tę teorię w książce „Permanentna rewolucja”, która została wydana w 1930 r.

Idea permanentnej rewolucji nawiązuje do Marksa. Użyte przez Marksa w 1850 r. w „Apelu Komitetu Centralnego do komunistów” wyrażenie „rewolucja permanentna” w gruncie rzeczy oznacza, że cel nigdy nie będzie osiągnięty. Nie ma również idei, do której należy dążyć. Jest tylko czysty sadyzm. Bowiem u Marksa idea i cel są pojmowane mglisto, natomiast jest mocno rozbudowana krytyka panującego porządku społecznego oraz religii chrześcijańskiej. Adam Michnik powiedział w 1990 r. (wówczas trockista), że Polska od 1944 r. znajduje się w stanie permanentnej rewolucji.

Trockiści mają czas i są cierpliwi. Trocki powiedział Kamieniewowi: «Nie jestem w żadnym razie zmęczony, ale jestem zdania, że musimy się uzbroić w cierpliwość na dosyć długi okres, na całą epokę historyczną. Dzisiaj nie ma problemu walki o władzę, lecz problem przygotowania narzędzi ideologicznych i organizacji walki o władzę w perspektywie nowego wzlotu rewolucyjnego. Kiedy natomiast nadejdzie ten wzlot – tego nie wiem» (Maurice Merleau-Ponty, „Humanizm i terror”, Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej Uniwersytet Warszawskiego, Warszawa 2005). W Polsce ten czas przyszedł w 1989 r.

Trocki sam charakteryzuje radziecki „termidor” w ten sposób, iż ukazuje się on jako niejednoznaczna faza historii, a nie jako osiągnięty cel rewolucji. Mógłby on, na szczeblach historii powszechnej, reprezentować okres utajenia, podczas którego stabilizuje się pewna zdobycz. W Polsce po 1989 r., zgodnie z Trockim, trockiści zeszli do podziemia. Dzisiaj nikt z nich nie przyznaje się do trockizmu. Ich zdobyczą są reformy Balcerowicza, które wyniszczyły Polskę.

Wobec dylematu Zinowjewa – zdobyć władzę czy podporządkować się – Trocki kreśli trzecie rozwiązanie: zachować spuściznę rewolucyjną, prowadzić w kraju agitację za linią klasyczną aż do momentu, kiedy obiektywne warunki staną się sprzyjające i kiedy ujawni to nowy zryw mas, krótko – podjąć działalność opozycyjną. Trocki: „Bo najwyższym szczęściem człowieka nie jest wcale korzystanie z teraźniejszości, lecz przygotowywanie przyszłości” (Maurice Merleau-Ponty, „Humanizm i terror”, Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej Uniwersytet Warszawskiego, Warszawa 2005).

Trocki w 1938 r. założył IV Międzynarodówkę. Oparty na jego myśli politycznej trockizm stał się najpoważniejszym odłamem marksizmu krytycznym wobec ZSRR. Z zagranicy toczył walkę ze Stalinem. Stworzył „Biuletyn Opozycji” jako stałe wydawnictwo periodyczne relacjonujące i komentujące wydarzenia w ZSRR. Krytykował dyktaturę Stalina jako zdradę ideałów rewolucji i wynaturzenie istoty państwa radzieckiego. Trocki uznał, że rewolucja może się udać jedynie w skali globalnej. Działania rewolucji w jednym kraju miały stać się czynnikiem wpływającym na rewolucje w innych państwach. Odrzucał teorię „socjalizmu w jednym kraju”. Uważał że warunkiem zwycięstwa komunizmu jest pomoc ekonomiczna i militarna, którą będą udzielać między sobą radzieckie Stany Zjednoczone Europy, dlatego też rewolucja miała być rozszerzana przez ZSRR na sąsiadujące z nim państwa. 15 sierpnia 1920 r. Polska zatrzymała pochód komunizmu do Europy. Nowy pochód komunizmu rozpoczął się w latach 60. i 70. XX w. od rewolucji obyczajowej lub seksualnej w USA i Europie Zachodniej.

13 grudnia 1981 r., na wiadomość o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, manifestacje przeciwko „biurokratycznej kontrrewolucji” odbyły się przed polskimi ambasadami w całej Europie Zachodniej. Aktywnie uczestniczyli w nich trockiści, niejednokrotnie będąc inicjatorami tych akcji. Największe manifestacje oraz strajki solidarności z Polską miały miejsce we Włoszech i Francji. Na okładce „Rouge’a” z 24-30.12.1981 ukazało się hasło „Solidarite avec Solidarność! Socialisme, oui! Stalinisme, non!”, dobrze oddające postawę zachodniej lewicy radykalnej (Dariusz Zalega: Trockizm w PRL – zapomniana opozycja (cz. VI). Za: http://www.1917.net.pl/node/3289). Trockiści z Europy Zachodniej wspierali „Solidarność”, bo mieli nadzieję na obalenie stalinizmu, nie tylko w Polsce, ale przez Polskę obalenie ZSRR (Zbigniew Brzeziński), by zapoczątkować na nowo komunizm z 1917 r. Na „Solidarność” istotny wpływ wywierali trockiści z KOR.

Trockizm to stan permanentnego wrzenia społecznego, stan nieustannych przewrotów, które mają zostać podporządkowane interesom trockistów, a nie dobru wspólnemu narodu.

 

 

Permanentna rewolucja

 

W Polsce po 1944 r. komuniści w sposób radykalny przystąpili do niszczenia stosunków własnościowych, zarówno własności prywatnej i spółdzielczej. Wywłaszczono ziemian, właścicieli fabryk i zakładów produkcyjnych, sklepikarzy, kupców. Polacy stali się społeczeństwem bezklasowym, zostali wywłaszczeni i zmuszeni do zatrudnienia się u jednego i tego samego, kolektywnego pracodawcy. Polacy zostali brutalnie pozbawieni własnej elity. Jej miejsce zajęła kasta komunistyczna, która została nazwana „nową klasą”. W odróżnieniu od dawnych „klas”, ta „nowa klasa” korzystała z przywłaszczonych przez siebie dóbr nie bezpośrednio, lecz zasadniczo poprzez udział we władzy jako biurokracja polityczna odpowiednio wysokiego szczebla, tj. raczej właśnie dysponowanie własnością, niż przez jej używanie.

Tak jak w latach 1944-1956 komuniści przeprowadzili zbrodnicze eksperymenty na narodzie polskim, tak i po 1989 r. Polacy ponownie padli ofiarą zbrodniczych eksperymentów, prowadzonych skrycie i metodami b. subtelnymi, przy propagandzie rzekomego dobrobytu. Eksperyment ten obliczony został na długie lata, ale najpierw komuniści muszą rzucić naród polski na kolana, bo rewolucja permanentna w gruncie rzeczy oznacza, że cel nigdy nie będzie osiągnięty. Nie ma również idei, do której należy dążyć. Jest tylko czysty sadyzm.

Permanentna rewolucja to niekończące się reformy, ciągłe zmiany również w szkolnictwie, wprowadzanie w życie teorii maltuzjańskich, ograniczanie dostępu do lekarza, to aborcja (po 1989 r. dopuszczalność w trzech wypadkach) i eugenika. To szerzenie strachu: przed utratą pracy, przed wyrzuceniem na bruk, a więc niepewność przyszłości, niepokój i niebezpieczeństwo, to koszmarne sny. To wreszcie niszczenie polskiego przemysłu, bezrobocie i głębokie przemiany społeczne oraz systemu społecznego. To rzucanie Polaków na kolana.

Od 1989 r. Polska znajdowała się w transformacji ustrojowej. Według Jana Szczepańskiego, transformację ustrojową charakteryzuje endogenne źródło zmian. Transformacja nie jest synonimem zmiany społecznej. To ciąg zmian dokonujących się w różnych dziedzinach prowadzący do przemiany istotnych dla całego systemu społecznego. Takie definiowanie problemu oddaje ducha transformacji przebytej przez społeczeństwo polskie w 1989 r. (Jan Szczepański: „Reformy, rewolucje, transformacje”, Wyd. IFiS PAN Warszawa 1999).

System społeczny oznacza całokształt wzorców, funkcji i społecznie akceptowanych sposobów zachowania, obowiązujących w danym społeczeństwie, natomiast jego przemiana oznacza zmianę całokształtu wzorców, funkcji i społecznie akceptowanych sposobów zachowania obowiązujących w społeczeństwie.

Na skutki nie trzeba było długo czekać. Po 1989 r. w Polsce nastał kryzys moralności. Stan ten spowodował rozchwianie wartości i porządku moralnego, niezbędnego do równowagi psychicznej i samorealizacji osoby. Zatarcie bądź zniesienie granic między dobrem a złem w pewnych kręgach społecznych spowodowało dezorientację moralną i problemy na większości płaszczyzn życiowych. Przyjęto zasadę, że jednostka nakazom etyczno-moralnym nie musi się podporządkowywać.

Liberałowie traktują Polskę jak chorego człowieka, którego ledwo utrzymuje się przy życiu. Platon w „Liście siódmym” o chorym człowieku pisze: „Przypuśćmy, że mamy człowieka chorego i pędzącego taki tryb życia, który ujemnie wpływa na jego zdrowie. Czyż ten, kto chce mu swoją radą służyć i pomocą, nie powinien przede wszystkim wpłynąć na zmianę jego dotychczasowego trybu życia i dopiero wtedy, jeżeli go posłucha, zalecać mu jeszcze inne środki? W razie zaś odmowy ze strony chorego, człowiek z charakterem i prawdziwy lekarz uchyli się, moim zdaniem, od udzielenia dalszej porady; o tym, kto by się godził na to, powiedziałbym przeciwnie, że pozbawiony jest charakteru i niewiele się rozumie na sztuce lekarskiej. To samo da się także zastosować do państwa…”.

Norman Davies w „Boże igrzysko” pisze, że metodę tę stosował już na narodzie polskim cesarz niemiecki Fryderyk II Wielki, który zaplanował operację, by osłabić Polskę i zarazem pozbawić ją możliwości stawiania oporu. Autor pisze: „Rozczarowany ubocznymi skutkami wcześniejszych aktów bezpośredniej agresji, udoskonalił technikę, która kosztowała mniej, sprawiając wrażenie bardziej skutecznej. Demoniczny chirurg z góry upatruje sobie ofiarę i poznaje jej słabości. Potem, pozując na życzliwego obserwatora zaniepokojonego objawami choroby, tak długo drażni chore miejsce, aż wywoła konwulsje, a ofiara zacznie skręcać się z bólu. Następnie radzi zbawienną operację, na którą zdesperowana ofiara daje się łatwo namówić. W trakcie operacji pilnuje, by skalpel chirurga pozostawił akurat tyle chorej tkanki, ile trzeba do ponownego wywołania stanu zapalnego, a asystentów zachęca do ćwiczenia się w swej sprawności i przy okazji amputowali pacjentowi rękę lub nogę. Następnie, gdy pacjent już osłabiony cierpi na dalszy atak konwulsji, lekarz kieruje go na kolejną operację, a potem jeszcze jedną i tak aż do skutku. Jeżeli pacjent umrze, światu się ogłasza z żalem, że choroba od początku była złośliwa, oraz, że podejmowano wysiłki, by chorego uratować. Fryderyk dobrze wiedział, że metoda rozstrzygającej operacji miała wszelkie pozory szacownej legalności. Była ona o wiele bezpieczniejsza i o wiele bardziej skuteczna niż zaatakowanie ofiary na ulicy. Co więcej, wiązała się z minimum przemocy, a temu, kto ją umiejętnie stosował, wzbudzała podziw świata. Jest to metoda, którą na swój sposób doprowadziła do perfekcji caryca Katarzyna, a którą wschodzący tyranii z tak wielką ochotą naśladowali” (Norman Davies, „Boże igrzysko”, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989).

Adam Michnik w towarzystwie Jerzego Urbana. Fot. za: alexirinsblog.jpg

Jerzy Urban, rzecznik prasowy rządu PRL w latach 1981–1989, również zabawił się w chirurga, i w 1981 r. napisał list do ówczesnego sekretarza PZPR Stanisława Kani. W liście tym m.in. napisał „Tu trzeba chyba kalkulować jak lekarz przed ciężką operacją: czy większa jest szansa, że pacjent przeżyje, gdy się go zoperuje, czy kiedy operacja się nie odbędzie. W chirurgii, gdy jest np. tylko 15% szansy, że pacjent przeżyje – kroi się go na pewno. Rozumiem, jak trudno jest postawić wszystko na jedną kartę, słabą kartę i nieprzyjemną kartę. I że łatwiej jest czekać w nadziei, że jakoś to się z czasem uspokoi, ale chyba potrzebna jest dziś ta chirurgiczna śmiałość, to zagranie losem Polski”.

 

 

Utrzymywanie ludzi w stałym poczuciu zagrożenia

 

Wytwarzanie atmosfery strachu jest stałym czynnikiem występującym w polityce, i pozwala architektom nowego porządku świata na realizację ich celów. Bowiem zastraszony człowiek siedzi cicho jak mysz pod miotłą i jest bierny. W latach 50. i 60. XX w. napięcia i brak stabilności w stosunkach międzynarodowych, a mianowicie zimna wojna, wojna w Korei i Wietnamie, zagrożenie nuklearne, niebezpieczeństwo zagłady i kryzysy społeczne, komunizm, powodowały u ludzi odpowiednie odczucia i postawy strachu. Kiedy znikły te zagrożenia, pojawił się terroryzm. W latach 70. i 80. XX w. oraz na początku XXI w. terroryzm stał się problemem ogólnoświatowym. Strach przed wojną atomową, przeludnieniem, Azją, biedą i terroryzmem powoduje, że narody europejskie nie widząc już innych rozwiązań pozostają bierne. Do tego należy jeszcze dodać utratę wiary w Boga, upadek chrześcijańskich wartości, oraz niepokój wywołany kruchością życia ludzkiego, wszystko to powoduje u ludzi odpowiednie odczucia i postawy strachu. Wszystkie te czynniki silnie wpływają na psychikę ludzką. Łatwo jest wpaść w panikę, zwłaszcza, że środki masowego przekazu, rządy i nieprzebrane rzesze „znawców” od terroryzmu, przeludnienia, wojny, wciąż rozpowszechniają pesymistyczną, a wręcz katastroficzną wizję ludzkości. Obecnie obok terroryzmu do skutecznego zastraszania ludzi przyczynił się też światowy kryzys ekonomiczny, który wyrzuca na margines życia każdego roku olbrzymią ilość ludzi. Ekonomia stała się narzędziem zastraszania.

W latach 1944-1956 komuniści rządzili za pomocą terroru. Szerzenie strachu było na porządku dziennym, szczególnie w okresie stalinowskim. Po 1989 r. doszły nowe niepokoje, niebezpieczeństwa i zagrożenia. Społeczne skutki wprowadzonej transformacji ustrojowej okazały się dla bytu państwa i narodu tragiczne. Ich efektem jest wysokie bezrobocie, głębokie rozwarstwienie społeczeństwa, zwiększanie się podziałów i niesprawiedliwości, zubożenie i degradacja licznych grup ludności, permanentne obniżanie się ogólnej jakości życia, brak perspektyw dla młodych ludzi, często dobrze wykształconych, brak mieszkań.

W wydanym w 1984 r. przez Niezależny Ośrodek Myśli Politycznej w ramach Zeszytów Edukacji Narodowej opracowaniu pt. „Polska lat osiemdziesiątych. Analiza stanu obecnego i perspektywy rozwoju sytuacji politycznej w Polsce”, autorzy piszą:

„System komunistyczny wyróżnia się spośród innych systemów totalitarnych tym, że podstawą deprywacji obywatela czyni deprywację na płaszczyźnie ekonomicznej”. Autorzy definiują deprywację ekonomiczną w sposób następujący: „Komuniści dążą do maksymalnej deprywacji, tj. do zdegradowania obywatela – zarówno jako członka społeczeństwa, jak też osoby prywatnej – do roli quasi-niewolnika, utrzymywanego co prawda przy życiu, ale pozostającego w stałym poczuciu zagrożenia, na pograniczu możliwości przetrwania”. Tak było w okresie stalinowskim i tak jest obecnie. Upadła dyktatura (państwo totalitarne), ale na jej miejsce weszła tyrania, jeszcze bardziej groźniejsza, a mianowicie tyrania ekonomiczna, która ubrana w szaty demokracji daje pozory legalności. Zabija nie setki, nie tysiące, ale miliony ludzi, nie fizycznie, lecz psychicznie. Wprowadzony system ekonomiczny wyrzuca na margines życia miliony ludzi.

Utrzymywanie ludzi w stałym poczuciu zagrożenia powoduje u ludzi odpowiednie uczucia strachu przed utratą pracy, przed wyrzuceniem z mieszkania na bruk, a więc niepewność przyszłości, niepokój i niebezpieczeństwo. Ludzie nie wytrzymują psychicznie, dlatego gwałtownie wzrasta ilość samobójstw. Na wskutek utraty źródeł utrzymania około 5 tys. osób, albo i więcej rocznie popełnia samobójstwa. W marcu 2012 r. stopa bezrobocia wynosiła 13,3 proc. a na początku 2013 r. już ponad 14 proc. i rośnie. Brak perspektyw dla młodych ludzi, choćby uzyskanie jakiejś pracy, niekoniecznie zgodnej z posiadanym wykształceniem, czy kwalifikacjami. Ponad 2 mln młodych Polaków pracuje w Anglii, Irlandii i Szkocji, w Niemczech, Norwegii i Finlandii. Czy taka ma być przyszłość Polaków? Jest to skandal!

 

 

Adam Michnik

 

Adam Michnik: „Marzec utytłał polską świadomość, rok ’68 to był horror horrorów, rok 1968 przyniósł wielką rehabilitację polskiej megalomanii narodowej, która owocowała straszliwym spustoszeniem społecznej substancji. I dodawał: Dla mnie Marzec to było rżenie demona. Wtedy pierwszy raz za mojego życia w Polsce zarżał przerażający demon nacjonalizmu” (Adam Michnik, „Między Panem a Plebanem”, s. 167, 187, 191, 385).

Grupa konfrontacyjnie nastawionej młodzieży, z czasem nazwana komandosami; od lewej: Jan Kofman, Barbara Skowrońska. Stoją: Irena Grudzińska, Jan Lityński i Adam Michnik. Siedzą: Jan Gross i Aleksander Smolar. Zdjęcie za rp.pl / ŻIH

7 lipca 1976 roku podczas procesu robotników fabryki „Ursus” w Warszawie spotkało się kilkunastu działaczy tzw. opozycji antykomunistycznej na czele z Janem Józefem Lipskim, byłym prezesem Klubu Krzywego Koła, oraz od 1961 roku członkiem polskiej loży „Kopernik” w Paryżu. W spotkaniu wzięli między innymi udział: Jacek Kuroń, Jakub Karpiński, Antoni Maciarewicz. Na tym spotkaniu uzgodniono projekt utworzenia KOR-u. Zamierzeniem KOR-u było powołanie ciała, które miało patronować akcji pomocy robotnikom, z udziałem znanych intelektualistów, polityków i uczestników II wojny światowej. Ponadto do KOR-u mieli wejść najbardziej aktywni i znani w swoich środowiskach przedstawiciele żydowskiej opozycji wobec kampanii rządu przeciwko intelektualistom pochodzenia żydowskiego w 1968 roku. KOR uznał autorytet Kościoła Katolickiego jako jedynej możliwej opozycji w stosunku do komunizmu.

W latach 70. XX wieku żydowscy intelektualiści skupili się więc wokół Kościoła, ale nie w sensie nawracania się, lecz by go politycznie wykorzystać. W tym czasie Michnik bardzo mocno deklarował chęć dialogu z Kościołem katolickim w Polsce. W 1977 roku w Paryżu wydał książkę „Kościół, lewica, dialog”, w której przedstawił tony pełnego pokory samobiczowania za dawny antyklerykalizm własny i swojego środowiska. Swą samokrytyczną ekspiacją Michnik umiał utorować sobie drogę do licznych środowisk katolickich. Nie zdają one sobie bowiem sprawy, że chodzi wyłącznie o manewr taktyczny, by zyskać poparcie Kościoła dla całkiem innych celów, niż niepodległość Polski (prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak „Załgany rodowód Adama Michnika- vel Aarona Szechtera”, portal Polonica.net/).

Jan Nowak Jeziorański pisał o książce Adama Michnika: „Zaprzysięgły ateista Adam Michnik… doszedł do wniosku, że dominująca wśród intelektualistów postawa była błędna. Kościół, pisał Michnik, stał się najgroźniejszym przeciwnikiem systemu totalitarnego. W tej roli stał się także główna podporą wszystkich ludzi walczących o większą wolność, zarówno wierzących i niewierzących” (Nowak, „The Church In Poland”).

Natomiast Antoni Macierewicz próbując stworzyć program dla szerokiego ruchu opozycyjnego, ostrzegał przed traktowaniem Kościoła jako jedynej instytucji reprezentującej wolę oporu wobec komunizmu i odrzucał uzależnienie działań opozycji od Kościoła. Pisał: „Polityka Kościoła obliczona jest na stulecia, nasza działalność na dzisiaj” (Jerzy Holzer, „Solidarność 1980-1981. Geneza i historia” Wydawnictwo Krąg. Warszawa 1984). Macierewicz i jego klika z KOR-u byli mądrzejszy od Kościoła i nie musieli go słuchać, ani też mu się podporządkować. Oni realizując własne cele, pragnęli wykorzystać Kościół.

Aleksander Smolar, Leszek Kołakowski, Eugeniusz Smolar, Adam Michnik podczas międzynarodowej konferencji w 20. rocznicę wydarzeń 1956 r., Paryż, października 1976. Fot. ze zbiorów A.Friszkego

Wydarzenia 1976 roku, czas Radomia i Ursusa, Michnik spędził daleko od Polski. Przebywał rok we Francji na zaproszenie Jeana Paula Sartre’a, akurat wówczas przeżywającego jeden z najbardziej fanatycznych okresów ultralewicowości. Michnik był wielokrotnym gościem paryskiej Kultury, słynnego Maisons Laffitte, poznał ogromną liczbę ludzi, zdobywał znajomości, które okażą się później wprost bezcenne dla nagłaśniania poza Polską ludzi związanych z opozycją z tzw. lewicy laickiej. Wiele podróżował. Zygmunt Hertz w liście do Miłosza z 30 XI 1976 r. wspomina, że Michnik właśnie narozrabiał jak pijany zając we Włoszech, i podziwia jego rozmach (prof. dr. hab. Jerzy Robert Nowak „Załgany rodowód Adama Michnika- vel Aarona Szechtera”, portal Polonica.net/).

Do Maisons–Laffitte trafił po raz pierwszy w 1977 r. podczas pobytu we Francji na zaproszenie Jeana Paula Sartre’a. W tym samym roku, nakładem Instytutu Literackiego ukazała się z przedmową Stefana Kisielewskiego jego książka „Kościół, lewica, dialog”. Od tego czasu pisywał w „Kulturze” (m.in. jako Andrzej Zagozda list z więzienia poświęcony propozycji emigracji, którą proponował opozycjonistom generał W. Jaruzelski). W 1985 r. w Bibliotece Kultury ukazała się jego druga książka „Z dziejów honoru w Polsce. Wypisy więzienne” – napisana w więzieniu mokotowskim.

Sartre był entuzjastą polskiego Października, wydał numer specjalny „Les Temps Modernes”, poświęcony w całości opozycji demokratycznej w Polsce. Podobny stosunek miał do Wiosny Praskiej. Sartre napisał i zrobił wiele rzeczy niesłusznych, uchodzi dziś za jednego z głównych diabłów epoki, ale był pierwszym francuskim pisarzem, który do zaprzestania wojny kolonialnej w Algerii. Odbyła się wówczas na Polach Elizejskich manifestacja z okrzykiem „Sartre a la lanterne”. Groziło mu niebezpieczeństwo. Czynniki mniej skrajne domagały się jego aresztowania, czemu sprzeciwił się prezydent Republiki de Gaulle: „Sartre c’est la France”. Po czym zawarł pokój z powstańcami w Algerii (Kazimierz Brandys, „Miesiące 1985-87”, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1989). Sartre był entuzjastą polskiego Października, bo liczył, że zostanie wprowadzony liberalizm.

W dziesiątą rocznicę śmierci Antoniego Słonimskiego (8 czerwca zamiast 4 lipca) odbyła się msza koncelebrowana w kościele na rue Cler, odprawiona przez księży Pallotynów. Dziesięć lat temu wynosiliśmy trumnę z kościoła św. Krzyża. Trumnę nieśli między innymi Adam Michnik, Jan Józef Lipski. 8 czerwca 1956 r. Lechoń odebrał sobie życie. Msza rocznicowa za duszę Słonimskiego odbyła się w 30 rocznicę śmierci Lechonia (Kazimierz Brandys, „Miesiące 1985-87”, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1989). Jan Lechoń, właściwie Leszek Józef Serafinowicz, urodził się 13 marca 1899 r. w Warszawie, zmarł 8 czerwca 1956 r. Antoni Słomiński ur. 15 listopada 1895 w Warszawie, zm. 4 lipca 1976 tamże.

Michnik osobiście prze całe dziesięciolecia upajał się faktem, że był w latach 1972-1976 sekretarzem Antoniego Słonimskiego. Słonimski był w PRL-u wielkim mistrzem działającej w ukryciu masonerii polskiej (http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/08/spor-z-michnikowcami-iii.html).

Przedstawiciele organizacji chłopskich u ks. prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego, 1981. Fot. za zakliczyninfo.pl.

Prymas Polski, Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński zwracając się do delegacji „Solidarności Wiejskiej” 6 lutego 1981 roku powiedział: „Mówiłem tu przed chwilą z panem Wałęsą i delegacją z Bielska Białej, że ruch, który zrodził się w Polsce – odnowy moralnej i społecznej – jest wybitnie polski. Ten ruch musi służyć przede wszystkim sprawie Polski, to znaczy ludności polskiej, czy to będzie ludność rolnicza, czy robotnicza, dla zaspokojenia jej potrzeb. Trzeba się strzec, żeby się nie wplątali tacy ludzie, którzy mają inne założenia, którzy są gdzieś uzależnieni i chcą przeprowadzić nie polskie sprawy. Trudno to po nazwisku wymieniać. Ludziom tym zależy na tym, aby Polskę wplątać w jakieś sytuacje polityczne” (Stefan Kardynał Wyszyński, „Kościół w służbie Narodu”, Rzym 1981).

Michnik ostatnie miesiące 1981 roku przeżywał w nastroju ogromnego rozczarowania. Nie mógł pogodzić się z faktem, że w „Solidarności” coraz bardziej dominował nurt patriotyczno-narodowy. Dopiero po stanie wojennym nadchodzi prawdziwy czas Michnika. Decydują o tym bardzo umocnione w międzyczasie wpływy dawnych marcowych kolegów w Radiu Wolna Europa, polskiej sekcji BBC (domena Smolara), zdecydowanie najlepszy dostęp ludzi z opozycji, związanych z tzw. lewicą laicką, do zachodnich mediów i do zachodnich funduszy.

W czerwcu 1988 roku, na przyjęciu z okazji święta narodowego Włoch, w ambasadzie w Warszawie, Andreotti zamknął podstępem w jednym pokoju Jaruzelskiego i Michnika, czyli de facto jest ojcem naszego Okrągłego Stołu (Jacek Pałasiński, „Boski Belzebub”, „Film”, 24 września 2009). Coś w tym było, gdyż już 26 sierpnia 1988 roku Czesław Kiszczak w swym oświadczeniu zapowiadał okrągły stół. Oto jego fragment: „Nie stawiam żadnych warunków, ani co do tematyki rozmów, ani co do składu uczestników. Wykluczam jednak możliwość uczestnictwa osób odrzucających porządek prawny i konstytucyjny PRL”. Już nigdy nie dowiemy się, jakich argumentów użył Michnik w rozmowie z Jaruzelskim? Faktem jednak jest, że Andreotti z Michnikiem już wcześniej mieli przygotowany plan, który postawił Jaruzelskiego pod ścianą.

 

 

Michnik i terroryści

 

Kiedy w 1972 roku zostali aresztowani niemieccy terroryści z Frakcji Czerwonej Armii (RAF) Andreas Baader, Ulrike Meinhof, Jean Paul Sartre odwiedzał Andreasa Baadera w więzieniu (Kazimierz Brandys, „Miesiące 1985-97”, Niezależna Oficyna Wydawnicza „Nowa”, Warszawa 1989). Popierał studencki ruch maoistyczny i interweniował na rzecz uwolnienia przywódcy lewackiej terrorystycznej Frakcji Czerwonej Armii Andreasa Baadera.

Michnik sympatyzował z Franco Piperno, ojcem duchowym włoskich terrorystów, oskarżonym w procesie uprowadzenia i zabójstwa włoskiego premiera Aldo Moro. Sam Piperno nie wypierał się swoich związków z terroryzmem: „Terroryzm był częścią naszego ruchu” – przyznawał w publicznych wypowiedziach.

Postać terrorysty Michnik ponownie przywołał w swoim tekście z 1993 r., opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” pt. „Świat się zakołysał ’68”: „Poznałem bohaterów tamtej kontestacji: Dutschkego i Piperno, Cohn-Bendita i Kouchnera, Serge July i Jana Kavana. (…) Rozmawiając z nimi, znów odczułem wspólnotę generacyjną: gestów i żartów, wspomnień i – o dziwo – systemu wartości. Bowiem wielu z tych ludzi odbyło długą drogę od mitu rewolucji proletariackiej, poprzez utopię socjalizmu spontanicznego i antyautorytarnego, po postawę demokratyczną, wrażliwą na ludzką nędzę, niewolę, nienawiść i nietolerancję. (…) Nie udają konserwatystów od urodzenia, nie zaprzeczają, że fascynowała ich rewolucja kubańska. Pamiętają słowa Che Guevary: »Póki ten świat jest taki, jaki jest, nie mam ochoty umrzeć we własnym łóżku«” (http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=77445).

 

 

Triumwirat i wyborcze oszustwo

 

16.06.1993 Warszawa, Ambasada Francji – wręczenie Legii Honorowej Jackowi Kuroniowi. Stoją od lewej: Jacek Kuroń, Bronisław Geremek i Adam Michnik. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta.

Przy patronacie Sorosa, i za pieniądze jego fundacji, Jeffrey Sachs rozpoczął opracowywanie ostatecznej wersji planu szokowej transformacji. W swej książce „Koniec walki z nędzą. Zadania dla naszego pokolenia” pisze: „W maju 1989 roku ponownie pojechałem z Sorosem do Polski. Spotkaliśmy się z przedstawicielami rządu i ponownie z ekonomistami z Solidarności” (Jeffrey Sachs, „Koniec walki z nędzą. Zadania dla naszego pokolenia”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006). W czerwcu już po wyborach kontraktowych, wraz z przedstawicielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego Davidem Liptonem, w redakcji informacyjnej „Gazety Wyborczej”, Sachs opracował ostatecznie plan szokowej transformacji. J. Sachs pisze „Pracowaliśmy całą noc do świtu, a w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcję i planowany chronologiczny porządek reform”. Tekst ten przedstawił następnego dnia Jackowi Kuroniowi. „Dobre, to jest dobre – powiedział Kuroń – chodźmy do Michnika”. Oprócz kluczowej akceptacji przez „triumwirat „Solidarności”, jak Sachs nazywa Michnika, Kuronia i Geremka, koncepcję przedstawiono Wałęsie. Kluczowy dla przyszłości Polski projekt szokowej transformacji gospodarki, zastał zaakceptowany przez samozwańczą trójkę doradców „Solidarności”, będących ignorantami ekonomicznymi, zarówno z wykształcenia, jak i doświadczenia zawodowego, a następnie uzgodniony z nic z tego nie rozumiejącym elektrykiem z zawodu i przywódcą związkowym z wyboru.

Program Sorosa, który wdrażał Balcerowicz, polegał głównie na podporządkowywaniu polskiej gospodarki zaleceniom Międzynarodowego Funduszu Walutowego i radom harwardzkiego profesora Jeffrey’a Sachsa. „Terapia szokowa” zastosowana przez Sorosa, Sachsa i Balcerowicza była oszustwem, bo pozostawała w bezpośrednim konflikcie z pragnieniami przeważającej większości wyborców, którzy oddali 4 czerwca 1989 r. swoje głosy na „Solidarność”. Naród polski został oszukany.

To że to „Solidarność”, ruch stworzony przez polskich robotników, odpowiada za znaczne zwiększenie się liczby ludzi ubogich, oznaczał zdradę ideałów ruchu związkowego i stał się pożywką dla cynizmu i gniewu, z którego kraj nigdy do końca się nie otrząsnął” (Naomi Klein, „Doktryna szoku”, Wydawnictwo MUZA SA., Warszawa 2008).

Oszukano Polaków, bo celem reform Balcerowicza nie było dobro Polski i Polaków, lecz budowanie na nowo komunizmu, bo w 1956 r. go przegrali. Obecnie komunizują Polaków marksowskim humanizmem.

W latach 90. XX wieku Polska zanotowała największy wzrost ubóstwa spośród wszystkich 175 państw sklasyfikowanych przez ONZ-towski program rozwoju UNDP. Kojarzyła sie z biednymi krajami Afryki. W 2007 r. Komisja Europejska opublikowała raport, w którym wykazano, że wśród wszystkich krajów UE w Polsce najwięcej dzieci żyje w biedzie, bo aż 29 proc. Wzywała ona Polskę do bardziej konkretnych działań na rzecz integracji społecznej i wzrostu zatrudnienia. W 2002 r. bez pracy pozostawało 5 mln 754 tys. osób, i to jest rzeczywista liczba ofiar planu Balcerowicza.

 

 

Komisja Michnika

 

Była to nieformalna nazwa zespołu badawczego, który na wniosek Henryka Samsonowicza, ministra edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego miał się zająć aktami SB.

Zespół ten pracował od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990 w archiwach MSW. W jego skład wchodzili: jej przewodniczący dyrektor Archiwum Akt Nowych Bogdan Kroll, prof. Jerzy Holzer historyk z PAN, historyk prof. Andrzej Ajnenkiel i ówczesny poseł OKP Adam Michnik, redaktor naczelny Gazety Wyborczej”.

Badaczy tych nie dopuszczono do akt wytworzonych przez Departament I MSW (wywiad) – siłą rzeczy skoncentrowali się na aktach Departamentu III (Służba Bezpieczeństwa). Najprawdopodobniej mieli oni dostęp do akt osobowych byłych współpracowników UB i SB.

Tygodnik „Wprost” w artykule „Komisja Michnika” 20 lutego 2005 r. pisał: „Kto w kwietniu 1990 r. powołał tzw. komisję Michnika? Czy była to rzeczywiście komisja, czy prywatna inicjatywa? Jakim prawem kilka osób miało dostęp do archiwów MSW i teczek SB? Co Adam Michnik przeczytał w teczkach bezpieki? Badająca na początku lat 90. teczki SB komisja, w której skład wchodził Adam Michnik, została powołana przez Sejm – przekonywała w ubiegłą środę „Gazeta Wyborcza”. To kłamstwo. Komisję składającą się z historyków Andrzeja Ajnenkiela, Jerzego Holzera i Bogdana Krolla oraz ówczesnego posła Adama Michnika powołał minister edukacji w rządzie Mazowieckiego -Henryk Samsonowicz. Grupa działała od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990 r.

Prawem kaduka członkom komisji umożliwiono przeglądanie dokumentów opatrzonych klauzulą „tajne specjalnego znaczenia”, obecnie klasyfikowanych jako ściśle tajne. Nie wiem jak inni, ale Michnik, wówczas poseł, miał prawo dostępu tylko do dokumentów „tajnych”. Członkowie komisji chodzili od regału do regału i mogli brać to, co im się podobało” (https://www.wprost.pl/73290/-, Komisja Michnika, Wprost, 20 luty 2005 r.).

W składzie komisji był wieloletni współpracownik tajnych służb. Historyk prof. Jerzy Holzer w programie „Misja specjalna” przyznał się, że w latach 60. XX w. pisał raporty o Niemczech dla wywiadu PRL (http://wyborcza.pl/1,76842,2766858.html).

 

 

Z liberalizmu do komunizmu

 

W Rosji rewolucja lutowa 1917 r. doprowadziła do upadku caratu i wprowadzenia liberalno-demokratycznej republiki. Po niej przyszła rewolucja październikowa 1917 r. dokonana przez bolszewików.

Postulaty młodego Marksa mogą być zrealizowane tylko w systemie liberalnym, nie mogły więc być zrealizowane w PRL. Dlatego rewizjoniści, czyli wyznawcy młodego Marksa, walczyli po 1956 r. o liberalizację systemu. Jednak dopiero po 1989 r. zaistniały warunki do wprowadzenia liberalizmu. Bo droga do komunizmu prowadzi z liberalizmu.

Albert Sarrault trafnie podkreślił granice liberalizmu, kiedy zawołał w Izbie: „Komunizm nie jest poglądem – to zbrodnia” (Maurice Merleau-Ponty, „Humanizm i terror”, Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej Uniwersytet Warszawskiego, Warszawa 2005).

Książka młodego Karola Marksa „Rękopisy filozoficzno-ekonomiczne” z 1844 r., która została dopiero opublikowana w 1932 r., była świętą księgą rewizjonistów. Według J. Kuronia, wnosiła ona nowe treści w marksizm.

Wspomniany Adam Schaff na ten temat pisał: „Przy takim szerokim rozumieniu słowa „historycznie” sprawa losów myśli Marksa przedstawia się stosunkowo prosto. Oto myśliciel, który jest czynny na niwie twórczości duchowej ponad czterdzieści lat. W tym czasie przechodzi ewolucję, która prowadzi go w filozofii od idealizmu do materializmu, a w polityce od burżuazyjnego demokratyzmu i liberalizmu do komunizmu”.

 

 

W drodze do komunizmu

 

Wspomniany przez Adama Schaffa, Sartre, a właściwie Jean-Paul Charles Aymard Sartre (1905-1980) był francuskim powieściopisarzem, dramaturgiem, eseistą i filozofem. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1964 (odmówił jej przyjęcia). Sartre był czołowym przedstawicielem egzystencjalizmu ateistycznego. Pod koniec życia odszedł od egzystencjalizmu i rozwinął własną wersję socjologii marksistowskiej. Związał się z lewicowymi ugrupowaniami, wierząc, że najlepszym wolnym wyborem, którego można dokonać, jest postulowanie wolności dla wszystkich. Był piewcą marksizmu. Jego ostatnim znaczącym dziełem filozoficznym jest napisana w 1960 roku „Critique de la raison dialectique”, w której starał się stworzyć syntezę egzystencjalizmu z marksizmem.

W 1960 r. Jean-Paul Sartre i Simone de Beauvoir, jego partnerka życiowa, spotkali się z Che Guevarą na Kubie. Po śmierci Guevary, Sartre ogłosił go za „nie tylko intelektualnym, ale również najbardziej kompetentnym człowiekiem naszych czasów” oraz „ery najbardziej doskonałego człowieka”. Sartre był przeciwnikiem prześladowania homoseksualistów na Kubie przez Castro, i porównując je do nazistowskiego prześladowania Żydów, powiedział: „Na Kubie nie ma Żydów, ale istnieją homoseksualiści”.

Jean-Paul Sartre z Simone de Beauvoir. Fot. Getty Images.

Swe credo w sprawach seksu Sartre określił następująco: podróż, poligamia, szczerość. O jego życiu seksualnym http://wyborcza.pl/alehistoria/1,143604,17460007,Simone_de_Beauvoir_i_Jean_Paul_Sartre__Zycie_seksualne.html.

Adam Michnik w latach 1976-77 na zaproszenie Jeana-Paula Sartre’a przebywał zagranicą. 24 stycznia 2014 r. w mediatece Instytutu Francuskiego w Polsce odbyła się debata nt. aktualności filozofii i myśli politycznej Sartre’a z udziałem Annie Cohen-Solal i Adama Michnika. Michnik o Sartrze: „Recepcja Sartre’a i oddziaływanie jego filozofii na rekonfiguracje zachodzące w świecie od lat 60. XX w. przez długi czas były we Francji nieznane. W książce Une renaissance sartrienne (Gallimard, 2013), Annie Cohen-Solal ukazuje, w jaki sposób jego dzieło nadal wpływa na podważanie porządku świata w różnych zakątkach globu. Publicysta Scott McLemee w The Chronicle of Higher Education, pisze o młodych naukowcach w Stanach Zjednoczonych: mają oni świadomość że „namiętności i problemy, które nadawały kierunek jego (Sartre’a) pracom wciąż nękają XXI wiek”. Ciągle aktualny przekaz filozofii Sartre’a przeczy formułowanym pod jego adresem zarzutom i obowiązującym schematom” (http://4free.blox.pl/2014/01/Michnik-o-Sartrze.html).

Wręczenie Nagrody im. Adama Mickiewicza w sali Salon Horloge w gmachu francuskiego MSZ w Paryżu. Laureat Adam Michnik oraz minister ds. europejskich Francji Harlem Désir i jego odpowiednicy z Polski – Rafał Trzaskowski i Niemiec – Michael Roth. 30.09.2015 (fot. IFRANCJA.FR)

Na podwalinach nurtu egzystencjalnego swoje systemy filozoficzne stworzyło jeszcze dwoje polemistów, a mianowicie Albert Camus i Simone de Beauvoir, długoletnia partnerka życiowa Sartra, która początkowo była zainteresowana egzystencjalizmem, potem szybko zajęła pozycję feministyczną, a jej esej „Druga płeć” stał się manifestem światowego ruchu kobiet.

Według egzystencjalistów, człowiek wbrew złu i absurdalnej bezcelowości życia wciąż ma potrzebę dokonywania wyborów i tworzenia własnego systemu wartości. Jednocześnie egzystencjaliści pozostawali nieufni wobec systemu społeczno-politycznego jako takiego.

Zgodnie z Trockim po 1989 r. w Polsce dokonano zmian w różnych dziedzinach prowadzących do przemiany istotnych dla całego systemu społecznego. System społeczny oznacza całokształt wzorców, funkcji i społecznie akceptowanych sposobów zachowania, obowiązujących w danym społeczeństwie, natomiast jego przemiana oznacza zmianę całokształtu wzorców, funkcji i społecznie akceptowanych sposobów zachowania obowiązujących w społeczeństwie. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Po 1989 r. w Polsce nastał kryzys moralności. Stan ten spowodował rozchwianie wartości i porządku moralnego, niezbędnego do równowagi psychicznej i samorealizacji osoby. Zatarcie bądź zniesienie granic między dobrem a złem w pewnych kręgach społecznych spowodowało dezorientację moralną i problemy na większości płaszczyzn życiowych.

 

 

Antypolonizmy

 

O wydarzeniach w Polsce w 1968 r. mówiły zagraniczne media, np. „The New York Times”, „The Washington Post” i „Radio Wolna Europa”. Do 1969 roku opinia międzynarodowa postrzegała Polskę jako państwo antysemickie. W maju 1969 Zgromadzenie Doradcze Rady Europy przyjęto rezolucję potępiającą antysemityzm. W dokumencie domagano się także zaprzestania prowadzenia nagonki antysemickiej w Polsce oraz przywrócenia praw religijnych i kulturalnych Żydom.

Z „Klubu Raczkujących Rewizjonistów”, wywodzi się nieustający antypolonizm części środowisk żydowskich w Polsce i nie tylko w Polsce. Stąd nieustająca fala kłamstw, oszczerstw i szyderstw. Składa się on zarówno z judejskiej teorii narodu wybranego jak też z pogardy wobec innych religii, ras, narodów. Żydzi polscy, a przynajmniej ta ich część, która aspirowała do rządzenia Polską, oczerniali naród polski, pomniejszali lub negowali nasz niemały wszak wkład w kulturę europejską, naszą powszechnie znaną, tolerancję, umiłowanie wolności, nasze „za waszą i naszą”. Jeśli czemuś trudno było zaprzeczyć przypisywali, to… sobie. Starali się dowodzić, że praktycznie bez kulturotwórczej roli Żydów nie powstałaby kultura polska. Przypisywali Polakom najbardziej haniebne cechy i najbardziej nikczemne czyny. Robiąc wszystko, aby nas pomniejszyć uważali, że w ten sposób siebie powiększą. Już w toku wydarzeń marcowych jeden z Komandosów oświadczył, że „na każdych pięciu Polaków powinien przypadać jeden Żyd, który by nimi kierował”. Tak myśleli. Jakże wielu z nich tak myśli. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych to myślenie w kręgach żydowskiej elity było dosyć rozpowszechnione. Nie było dziełem przypadku, że Raczkujący Rewizjoniści to prawie w komplecie dzieci żydowsko-stalinowskiej warstwy rządzącej, „nowej klasy”, czerwonej burżuazji. Butny, żydowski szowinizm sprawił, że uważali się za uprawnionych do rządzenia „tym narodem”. Pycha wyrosła z niesłychanych, niczym nie uzasadnionych karier „w tym kraju” sprawiła, że po raz kolejny zamierzali rozprawić się z „polskimi ciemniakami” i raz jeszcze stanąć za sterem. Czyż można się dziwić, że tę butę, pychę i żądzę władzy młodzi raczkujący, żyjący za żółtymi firankami (tak nazywano w tamtych czasach sklepy i domy dla uprzywilejowanych) przejęli po ojcach i starszych braciach? (Jerzy Brochocki, „Rewolta Marcowa – narodziny, życie i śmierć PRL” Dom Wydawniczy „Ostoja” Warszawa 2000.).

Opluwa się polską historię, polskość, patriotyzm, bohaterów narodowych, Armię Krajową (niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie”), literaturę, jak między innymi bohaterów z książki „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Elżbieta Janicka z Instytutu Slawistyki PAN uważa, że to jedna z najbardziej mitotwórczych książek w polskiej historii. Janicka w lekturze doszukała się m.in. wątków homoseksualnych i antysemickich. Danuta Rossman, w czasie wojny łączniczka Tadeusza „Zośki” Zawadzkiego i przyjaciółka całej trojki z „Kamieni na szaniec” w rozmowie z natemat.pl stwierdziła: „To jest coś tak obrzydliwego. To są bzdury zupełne! I wszyscy, którzy pamiętają tamte czasy, to potwierdzą”.

Adam Schaff, filozof. Od 1931 do 1989 roku członek najpierw Komunistycznej Partii Polski, później PZPR, w latach 1955-1968 członek Komitetu Centralnego. Fot. marxismocritico.com

Antysemityzmem w nacjonalizm. Według poglądów Adama Schaffa, Polakom należy wmawiać antysemityzm tak długo, dopóki nie zostanie przezwyciężony nacjonalizm. Czynią to publicyści, pisarze, politycy, redaktorzy programów telewizyjnych. W swoich publikacjach, książkach, programach telewizyjnych, zarzucając Polakom antysemityzm, posługują się fałszem. Prawda w ogóle ich nie interesuje, gdyż antysemityzmem pragną dokopać Polakom, a może nawet ich zastraszyć i rzucić na kolana, by wyrzekli się polskości. Obecnie walka z rzekomym antysemityzmem Polaków przybrała obrzydliwe formy, by wspomnieć tylko książki Jan Tomasza Grossa. Jego prace nie są historyczne, lecz ideologiczne. Wszystkie napaści na Polaków są ideologiczne.

Prof. Andrzej Paczkowski w 2013 r. na międzynarodowym sympozjum „Pamięć Europy” stwierdził znaczny antysemityzm wśród Polaków: Z rąk polskich chłopów, często za kilo cukru lub litr wódki wręczany przez niemieckiego policjanta, zginęło zapewne kilkadziesiąt tysięcy Żydów uciekających z „likwidowanych” gett, a drugie tyle wydano w ręce niemieckich oprawców

(http://www.pch24.pl/polski-historyk–polacy-wydawali-zydow-za-litr-wodki,18338,i.html#ixzz3TUpSDxOP).

Zrealizowany w 2012 r. przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej, trzyczęściowy film „Nasze matki, nasi ojcowie” („Unsere Mütter, unsere Väter”) ukazuje Polaków, jako „krwiożerczych antysemitów”. Film ten jest wyświetlany w wielu państwach świata. To z Niemiec od dłuższego już czasu coraz częściej wychodzi w świat termin „polskie obozy koncentracyjne”. Termin ten pojawia się w bardzo często w prasie niemieckiej. Użyły go gazety takie jak „Der Spiegel”, „Bild”, „Der Tagesspiegel” „Ster”, „Focus”, „Die Welt”, „Westdeutsche”, Junge Welt”, Thurgauer Zeitung”, „Die Zeit”, „Sueddeutsche Zeitung”, niemiecka agencja prasowa „dpa”, niemiecki oddział Reuters, internetowy portal rozgłośni Saarlaendischer Rundfunk”, oraz portal internetowy niemieckiej telewizji NTV. Używany jest również zwrot „polski obóz zagłady” (niem: polnisches Vernichtungslager).

Na ten temat prof. M. Giertych już w 2000 r. pisał: „Obrzydliwe filmy typu „Shtetl” Marzyńskiego, „Shoah” Lanzmana, czy obsypana oskarami „Lista Schindlera” Spielberga, wybielają Niemców, a podkreślają polski antysemityzm i sugerują nasz udział w zabijaniu Żydów. Np. w „Liście Schindlera” wszystkie dialogi są po angielsku, tylko komendy w Auschwitz po polsku z angielskim podpisem” (Maciej Giertych, Opoka w Kraju, nr 34 (55), czerwic 2000).

W 2012 r. doszło do skandalu podczas wręczenia przez prezydenta USA Obamę Medalu Wolności dla Jana Karskiego. Prezydent USA podkreślił, że Karski był przedstawicielem polskiego ruchu oporu. Później wypowiedział jednak niefortunne słowa: „Partyzanci poinformowali go, że Żydzi są mordowani na masową skalę i przeszmuglowali go do warszawskiego getta oraz polskiego obozu śmierci”. Czy była to gafa, czy też zamierzone działanie? Raczej zamierzone działanie.

 

 

Drugie dno

 

26 stycznia 2018 r. Rex Tillerson, sekretarz stanu USA, przyleciał do Warszawy wprost ze Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, na którym od wtorku obecny był też Andrzej Duda. Prezydent i Tillerson spotkali się w piątek wieczorem w Belwederze. W sobotę rano z sekretarzem stanu USA rozmawiali premier Morawiecki i Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych.

Tego dnia, 26.01.2018 r. (piątek), Sejm RP przyjął nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która wprowadza karę grzywny lub karę do trzech lat więzienia za słowa „polskie obozy koncentracyjne”. Następnego, dnia 27.01.2018 r., przypadała 73 rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Na uroczystościach obecna była ambasador Izraela Anna, która odniosła się do nowelizacji ustawy o IPN. Powiedziała, że rząd chce ustanowić „kary dla świadectw ocalałych z Zagłady”.

Ciągle ta sama ambasador Izraela w Polsce Anna Azari i nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

28.01. 2018 r. rozpętała się istna burza z gradobiciem. Beniamin Netanjahu, premier Izraela, powiedział, że zdecydowanie „sprzeciwia się ustawie”. Oświadczenie te spowodowało rekcję polskich polityków.

W ślad za Beniaminem Netanjahu poszedł Departament Stanu USA, który w wydanym oświadczeniu w ostrych słowach skrytykował planowane zmiany w polskiej ustawie o IPN: „Reperkusje, które wprowadza, mogą mieć wpływ na strategiczne interesy Polski, również z USA” (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,22967486,departament-stanu-usa-ostro-skrytykowal-ustawe-o-ipn-skorzystaja.html).

W związku z tym zachodzi pytanie: dlaczego Sejm RP wybrał właśnie tę datę na nowelizację ustawy o IPN, w czasie pobytu sekretarza stanu USA, dzień przed uroczystościami 73 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, i kilka tygodni po uchwale Senatu USA w sprawie żydowskich roszczeń.

Czy celowo chciano sprowokować Izrael. Sprawa ma wyraźnie ukryty sens, głębsze znaczenie, drugie dno. O co więc chodzi?

Żydzi domagają się od Polski 65 miliardów dolarów za majątek pozostawiony przez zamordowanych przez Niemców Żydów polskich.

Wspólne posiedzenie Sejmu RP i izraelskiego Knessetu, Kraków 27.01.2015. Fot. Inter.

Już 21 stycznia 2014 r. żydowscy posłowie podczas obrad Knesetu, które miały miejsce w Krakowie, mieli przyjąć m.in. uchwałę potępiającą często stosowane przez zagraniczne media określenie „polskie obozy zagłady”. Uchwały tej jednak nie podjęto. Prawdopodobnie sprawa wiąże się z roszczeniami żydowskimi względem Polski.

12 grudnia 2017 r. Senat USA przyjął ustawę 447 (Justice for Uncompensated Survivors Today), która przyznaje Departamentowi Stanu prawo do wspierania „organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holocaustu.

Nowelizacja ustawy o IPN została słusznie przyjęta w odpowiedzi na ustawę nr 447 Senatu USA z 12 grudnia 2017 r., która otwierała amerykańskim sądom cywilnym drogę do zasądzania wyłudzeń żydowskich za mienie bezspadkowe obywateli polskich, żydowskiego pochodzenia.

Stąd ta dzika nagonka na Polskę Izraela i USA, łącznie z lewicowym New York Times’em.

Przyjęta przez Kongres USA ustawa nr 447 daje możliwość zasądzenia od Polski odszkodowania.

Ustawa oparta jest na domniemanym współuczestnictwie Państwa Polskiego i Polaków w Holocauście. Taki amerykański wyrok ipso iure (z mocy prawa) byłby wykonalny w Polsce. Próba zatrzymania procesu legislacyjnego noweli ustawy o IPN ma na celu umożliwienie uzyskania od Polski gigantycznych pieniędzy przez organizacje syjonistyczne w USA.

Natomiast nowela ustawy o IPN powyższe komplikuje, a nawet uniemożliwia.

Bardzo ważne było spotkanie, które odbyło się 19 stycznia 2018 r. (na tydzień przed przyjęciem ustawy o IPN) w Warszawie. W Polsce pojawił się wówczas Thomas K. Yazdgerdi, który w amerykańskim Departamencie Stanu odpowiada za kwestie dotyczące Holokaustu („Special Envoy for Holocaust Issues”). Został on przyjęty w MSZ przez trzech urzędników. Wśród nich był Maciej Pisarski, pełnomocnik ministra do spraw kontaktów z diasporą żydowską. Po tym spotkaniu powstała notatka firmowana przez Pisarskiego. Napisano w niej jasno (pisownia oryginalna):

„TKY [czyli Thomas K. Yazdgerdi – red.] zapytał o stan prac parlamentarnych nad zmianą ustawy o IPN. Zapytał także o stan śledztwa w sprawie kontrowersyjnego artykułu J.T. Grossa w Die Welt, 13.09.2015 (w którym stwierdził, że podczas II wojny światowej „Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców”). Wyjaśniłem cel projektowych zmian w ustawie o IPN. Podkreśliłem, że w kwestii J.T. Grossa postępowanie prokuratorskie toczy się ‘w sprawie’, a ‘nie przeciwko’ i jako MSZ nie mamy wglądu w tok toczącego się postępowania. TKY powtórzył znane i wielokrotnie sygnalizowane stanowisko, że w przypadku uchwalenia zmian w ustawie o IPN, jak również w przypadku oskarżenia J.T. Grossa Dep. Stanu będzie zmuszony do wyrażenia krytycznego stanowiska” (https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/zlekcewazone-ostrzezenie-z-ameryki/4plrm81).

Specjalny wysłannik Departamentu Stanu USA do spraw Holokaustu Thomas K. Yazdgerdi sedecznie witany przez szefa MSZ Jacka Czaputowicza w trakcie spotkania w Skopje. Fot. Tymon Markowski, MSZ, za: twitter.com/statesehi

Już w 1997 r. Sejm RP przyjął ustawę na mocy której Polska zwraca od lat mienie gmin żydowskich. Na tej drodze te organizacje odzyskały już wiele budynków publicznych. Uregulowanie spraw mienia gmin nie spowodowało, że nacisk na zwrot majątków osób fizycznych zelżał. Temat ciągle wraca. Światowy Kongres Żydów cyklicznie wzywa nasz kraj do pełnego załatwienia sprawy

(http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/amerykanscy-zydzi-chca-od-polski-zwrotu-230,198,0,1851078.html).

Przy oddawaniu mienia Żydom czy gminom żydowskim, trzeba brać pod uwagę fakt, że przed wojną spora część Żydów żyła w kompletnej biedzie, oraz to, że w czasie wojny duża część budynków została zniszczona, jak np. w Warszawie. Stolicę odbudowywał cały Naród. Żydzi mieszkali też na naszych Kresach (około milion), które Polska po 1945 r. utraciła. Zachodzi więc pytanie: na jakiej podstawie Żydzi wyliczyli swój majątek utracony na kwotę 65 mld dolarów? Żydzi mieszkający w Polsce w okresie międzywojennym byli obywatelami Polski, Izraela wówczas nie było. Podlegają więc polskiemu prawu. Nie może być równych i równiejszych.

 

 

Polska już odszkodowania zapłaciła

 

Sprawa jest o tyle kontrowersyjna, że Żydzi, którzy w efekcie wojny stracili swoją własność w naszym kraju, zadośćuczynienie już otrzymali. W pierwszym wypadku płatnikiem były Niemcy. Traktat między RFN a Izraelem z 1952 roku zagwarantował wypłatę 3,5 miliarda marek jako zadośćuczynienie. Na tym się jednak nie zakończyło, bo Niemcy Zachodnie wspierały Tel Awiw gospodarczo i finansowo przez lata. Ostateczne szacunki mówią, że wartość tej pomocy sięgnęła nawet 60 mld marek.

17 marca 2011 r. Radosław Sikorski w odpowiedzi Stuartowi Eizenstatowi, specjalnemu doradcy sekretarza stanu USA ds. Holocaustu, powiedział: „Polska już raz zapłaciła Stanom Zjednoczonym za majątki jej obywateli żydowskiego pochodzenia”. Nie krył tez poirytowania nagłą interwencją amerykańskich władz. W radiowej Trójce powiedział: „Jeśli Stany Zjednoczone chciały coś zrobić dla polskich Żydów, to dobrym momentem były lata 1943-44, kiedy większość z nich jeszcze żyła. Można było np. zbombardować tory wiodące do niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Jego zdaniem Stany nie powinny się wtrącać, bo już raz przyjęły od nas pieniądze za majątki Żydów” (http://www.se.pl/wiadomosci/polska/radosaw-sikorski-juz-raz-zapacilismy-za-zydowskie-majatki_176334.html).

Jedynie Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych w latach 2007-2014, zachował się w tej ważnej sprawie jak należy. Jako jedyny z ministrów spraw zagranicznych bronił interesów Polski.

16 lipca 1960 roku, Polska pod rządami Władysława Gomułki podpisała ze Stanami Zjednoczonymi układ, na mocy którego wypłaciła amerykańskiemu rządowi 40 mln dolarów. W zamian za to, amerykański rząd zobowiązał się do rozdysponowania tych pieniędzy wśród swoich obywateli o pochodzeniu żydowskim, których majątek został pozostawiony lub znacjonalizowany w Polsce po II wojnie światowej. W ten sposób całkowicie uregulowano i zaspokojono roszczenia amerykańskich obywateli pochodzenia żydowskiego.

W układzie tym rząd USA zobowiązał się nie popierać roszczeń obywateli USA do rządu polskiego z powyższych tytułów, a gdyby takowe były wobec Polski składane, będą przekazane rządowi USA (Interpelacja prof. Macieja Giertycha, 17 stycznia 2002 r.).

USA, Żydzi i tzw. elity III RP uważają, że PRL była państwem komunistycznym, a nawet jak to stwierdził premier Morawiecki, Polski w tamtym czasie nie było, więc wniosek stąd prosty: tamte odszkodowania się nie liczą, są nie ważne.

Mimo wspomnianej umowy z USA kolejne rządy z reguły nie odpowiadają ostro na te żądania i prezentują postawę, która obu stronom daje nadzieje na jej ostateczne rozwiązanie

 

 

Łatwowierni i naiwni

 

Jesteśmy łatwowierni i naiwni, co wykorzystują nasi wrogowie. W latach 90. XX w. wiązaliśmy duże nadzieje z Solidarnością, potem z AWS sprawujące władzę w Polsce w latach 1997–2001, następnie w latach 2005–2007 z PiS i obecnie od 2015 r. ponownie z PiS. W 1995 r. i w 2000 r., po tzw. obaleniu komuny, wybraliśmy na prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego, komunistę. Kupił nas hasłami: „Wybierzmy przyszłość” i „Wspólna Polska”. Niestety, jak do tej pory, wszelkie nasze nadzieje były tłumione w zalążku. Dawano je nam, a następne brutalnie deptano. Wprowadzony po 1989 r. system, niezależnie czy rządzi tzw. prawica czy lewica, wyrzuca na margines życia wielką liczbę Polaków. Żadna z partii nie przerwała procesu rozpoczętego przez Balcerowicza w 1989 r. Przepędza się nas z deszczu pod rynnę i z powrotem. W konsekwencji jesteśmy coraz słabsi. Na naszych oczach od 1989 r. niszczy się Państwo Polskie. Stworzono pojęcie „polskie piekło”, do którego może odnosić się napis widniejący nad bramą piekielną z „Boskiej komedii” Dantego: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”.

Na początku lat 90. XX w. kolega namówił mnie, aby pójść na spotkanie mieszkańców Wałbrzycha z poseł Barbarą Labudą z UD. W 1989 została posłanką na Sejm kontraktowy z poparciem Komitetu Obywatelskiego. W 1991 i 1993 uzyskiwała ponownie mandat poselski w okręgach wrocławskich z ramienia Unii Demokratycznej. Spotkanie odbyło się w Magistracie, i nie z mieszkańcami, ale z działaczami UD z okręgu wałbrzyskiego. Sprytnie, bo p. poseł nie musiała płacić za wynajęcie sali. Przyjechało ponad 100 agresywnych członków UD. Rozdzieliliśmy się, kolega usiadł po jednej stronie sali, a ja po drugiej. Była dolnośląska prasa. I zaczęło się. Pani poseł nie wiedząc o nas, powiedziała, że my z Polakami możemy robić wszystko, bo są łatwowierni i naiwni. Na to zareagował kolega. Od razu został zakrzyczany. Natychmiast wstałem. Niestety, nie dopuszczono mnie do głosu. Obecni na sali zaczęli tupać i buczeć. Zrobiło się b. głośno. Wyleciał z sali jeden z członków UD, po chwili wrócił z gaśnicą, wskoczył na stół na wprost mnie, i chciał mi dać pianą po oczach, ale w ostatniej chwili sie opamiętał. Labuda zakończyła zebranie. Trwało kilkanaście minut. Sala była na drugim piętrze. Na schodach zrobili szpaler, przez który schodziliśmy w dół. Na ich twarzach była nienawiść tak wielka, że jakby mogli, to rozerwali by nas na części. Nigdy tego nie zapomnę. Na drugi dzień w „Gazecie Wrocławskiej” ukazał się artykuł pt „Dwóch narodowców tak podgrzało spotkanie z poseł Labudą, że gaszono je gaśnicą”. Oni w swych dążeniach są bezwzględni.

W dniu 18 listopada 1989 r., w Warszawie odbył się I Ogólnopolski Zjazd Delegatów Stronnictwa Narodowego. Obrady Zjazdu poprzedziła Msza Św. W Kościele św. Aleksandra w Warszawie przy pl. Trzech Krzyży, celebrowana przez biskupa sufragana warszawskiego W. Miziołka. W Wiadomościach TVP1, lub jeszcze w Dzienniku Telewizyjnym, podano krótką informację o reaktywowaniu SN. Pokazano również krótką scenę. Do biura Geremka wchodzi Wujec i mówi: „Bronku, właśnie reaktywowano SN”. Geremek złapał się za brodę i powiedział: „Jest to zagrożenie dla naszych planów”.

04.1989 Warszawa, obrady okrągłego stołu. Widoczni na zdjęciu: Czesław Kiszczak, Bronisław Geremek i Lech Wałęsa. Fot. Krzysztof Miller, AG

Bronisław Geremek brał udział w rozmowach plenarnych w czasie obrad tzw. Okrągłego Stołu z władzami PRL w 1989, które doprowadziły do wyborów parlamentarnych w Polsce i powstania tzw. sejmu kontraktowego. W wyborach tych po raz pierwszy zdobył mandat poselski. Urodził się jako Benjamin Lewertow w żydowskiej rodzinie Borucha i Szarcy Lewertowów. Jego odpowiedź „Jest to zagrożenie dla naszych planów” dotyczyła żydowskich planów zniszczenia Polski. Tylko Stronnictwo Narodowe mogło temu przeszkodzić. Przed II wojną światową SN było największą partią polityczną w Polsce. W 1938 liczyło ponad 200 tys. członków. Środowisko Geremka bało się, że SN po reaktywowaniu stanie się licznym i wpływowym stronnictwem, i przeszkodzi ich planom.

Od chwili reaktywowania, Stronnictwo Narodowe padało ofiarą zaciekłych ataków ze strony Adama Michnika, redaktora Gazety Wyborczej. Kilkakrotnie było rozbijane. By zniechęcić młodych Polaków do Stronnictwa Narodowego w latach 90. XX w. w podręcznikach do historii klas licealnych nauczano: Stronnictwo Narodowe to była partia ziemiaństwa, faszystów i antysemitów. Obrzydzano uczniom Stronnictwo Narodowe.

 

Stanisław Bulza

 

Zdjęcie strona tytułowa: Przy okrągłym stole, siedzą od lewej: T. Mazowiecki, L. Wałęsa, B. Geremek. Fot. Inter / wyb. zdj. wg.pco 

 

Stanisław Bulza na Facebooku … .

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2018.03.19.

Autor: Stanisław Bulza