Na czyje zlecenie prof. Cenckiewicz robił kapusia z prezesa Edwarda J. Moskala.


 

Mija trzynaście lat jak w nocy z 21/22 marca w Chicago, w stolicy światowej Polonii zmarł Edward J. Moskal – prezes dwóch największych polonijnych organizacji: Kongresu Polonii Amerykańskiej i Związku Narodowego Polskiego od 1988 do 2005. Uroczyście pożegnany został w kościele św. Jana Kantego, z którym związany był od dziecka. Spoczywa w grobowcu rodzinnym Moskalów, na cmentarzu św. Wojciecha w Niles, dzielnicy Chicago. Cześć Jego Pamięci!

 

Dzisiaj, kiedy ze wszystkich stron Polacy zbierają niezasłużony łomot i już niewiele brakuje żeby Niemcy, Żydzi, Rosjanie i wiele innych nacji okrzyknęli nas winnymi  tragedii II wojny światowej od jej rozpoczęcia po zakończenie wraz z holokaustem, brakuje nam takich ludzi jak ś.p. Edward J. Moskal. Za stawianie czoła narastającej agresji przeciwko Polsce, za wykazywanie przekrętów transformacji, złodziejstwa i uległości nadwiślańskich władz przyklejono Mu ksywę „antysemity”. Już wtedy sygnalizował, że to dopiero początek. I nie pomylił się. Do zatarcia Jego osiągnięć zabrało się całe grono wykwalifikowanych i doświadczonych propagandystów. Przypomnę tekst jaki napisałem w 2010 roku w obronie Prezesa Moskala zaatakowanego przez ówczesnego Doktora, dzisiejszego już profesora doktora habilitowanego pana Sławomira Cenckiewicza.

 

Dr Cenckiewicz przekonuje

W swoich lustracyjnych dociekaniach nad Polonią dr Sławomir Cenckiewicz wdrapał się na sam szczyt … obwieszczając na konferencji prasowej poświeconej Stefanowi Korbońskiemu, ze w Instytucie Pamięci Narodowej doszukał się dwóch kartek papieru świadczących według niego o tym, ze długoletni prezes Związku Narodowego Polskiego (Polish National Alliance of the United States North America) i Kongresu Polonii Amerykańskiej (Polish American Congress), najwiekszych organizacji skupiających Amerykanów polskiego pochodzenia zmarły piec lat temu s.p. Edward J. Moskal był zarejestrowany jako kontakt informacyjny (KI) wywiadu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej; będącej w tym czasie częścią sowieckiego imperium. O co chodziło uchodzącemu za znanego historyka zapewne jedynie on wie; my możemy się jedynie domyślać. Jakby nie oceniać, tak czesto podkreślana przez dra Cenckiewicza jego profesjonalność w podejściu do badan naukowych zawiodła. Pozostawiła głęboką rysę na jego dotychczasowym dorobku w temacie kolaboracji Polonii z komunistycznymi władzami PRL. I na niewiele sie juz zdadzą dalsze wyjaśnienia historyka kto to taki  ten KI. Najistotniejsze, ze w tej kategorii teczek gromadzono informacje w różny sposób zbierane od osob mogących nie mieć żadnego pojęcia o prowadzonej przez wywiad operacji.

Z zaprezentowanych dwóch dokumentów przedstawionych przez dra Cenckiewicza nie wynika nic co świadczyloby o agenturalnej działalności prezesa Edwarda J. Moskala na rzecz komunistów. Rozpowszechniony natychmiast przez Polska Agencje Prasowa komunikat z konferencji dra Cenckiewicza a także natychmiast napisany artykul dla Rzeczpospolitej pióra Cezarego Gmyza z 25 marca są ogolnie dostępne. Ponad to zostały skwapliwie powtórzone w wielu mediach jako sensacja.

Historyk ubolewa nad tym, ze nie ma materiałow, ktore jakoby były pozyskane od prezesa Moskala. Myślę, ze własnie to jest problem, który profesjonalista powinien uwzględnić w wydawaniu świadectwa swoich badan; oczywiście jeżeli badania nie są programowane powiedzmy w celu zniesławienia kogoś. Wsród Polonii krążą różni lustratorzy. Bywa, ze posądzają bezpodstawnie działaczy polonijnych a odbiwszy się jak od ściany od dokumentów w IPN piszą własną historie o agentach w Polonii. Taką teczkę, jaka przedstawił na ostatniej konferencji prasowej dr Cenckiewicz insynuując kolaboracje prezesowi Moskalowi,  może mieć w archiwach komunistycznych slużb każdy znaczący dzialacz polonijny. Trudno się dziwic wywiadowi – skądkolwiek rodem on by nie był, ze zbierał informacje o liderach Polonii. Nie mniej publikowanie i rozpowszechnianie konkretnych nazwisk przez profesjonalistę wymaga poświecenia trochę więcej pracy i glębszych przemyśleń niż rozpowszechnianie jedynie kopi ubeckich dokumentów.

Swoją ostatnią rewelacją, dr Cenckiewicz wpisuje się w grupę ludzi zarówno w USA jak i w Polsce, zwalczających prezesa Edwarda J. Moskala tak w czasie kiedy nad Wisła panowała komuna, jak i teraz, piec lat po Jego śmierci, kiedy to słuzby dyplomatyczne RP piszą czarne listy ludzi nie chcących im się podporządkować. Świadczy o tym miedzy innymi marszruta dra Cenckiewicza po Stanach i korzystanie z opieki ludzi, wsród których trafiały sie osoby blisko związane z konsulatami jeszcze z czasów komunistycznego PRL.

W dzisiejszych czasach poprawności politycznej wracanie do korzeni jest zajęciem mało popularnym. Skoro jednak naukowiec w ekwilibrystyczny sposób interpretuje dokumenty tak by obciążyć prezesa Edwarda Moskala, należałoby przypomnieć, ze zarówno naukowcy jak i dziennikarze uniknęli lustracji mając za sobą cale gremium klakierów antylustracyjnych.

Te ostatnie rewelacje potwierdzają jedynie moje obawy co do intencji działania dra Sławomira Cenckiewicza. Podróże kształcą, ale nie sadze żeby dla historyka było koniecznością korzystanie z przewodników nie mających najlepszej reputacji wsród Polonii. Umożliwienie im w ten sposób powoływania sie na autorytet naukowca nie dodaje splendoru profesjonaliście. Na niewiele zdaja sie późniejsze wyjaśnienia, ze historyk nie ponosi odpowiedzialności za to co po jego wyjezdzie pisze lokalna prasa. A bywa, ze pisze juz bez dokumentów a jedynie powołujac sie na autorytet dra Cenckiewicza. Przykładem może być biuletyn wychodzący w rejonie San Francisco, który w grudniowym numerze ubiegłego roku, niedługo po wizycie historyka nad Pacyfikiem, opublikował rewelacje:  … fakt ujawniony przez p. Lewandowskiego i ówczesnego naukowego pracownika IPN-u  dr. Cenckiewicza, ze jego teczka jako funkcjonariusza WSI, prawem kaduka, znalazła się wśród zakazanych do wglądu, nawet przez naukowców IPN-u,… Autor tekstu podpiera się właśnie wiedzą pozostawiona w San Francisco, jakoby były długoletni prezes tamtejszego Domu Polskiego był funkcjonariuszem WSI; co zostało udokumentowane ze jest to nieprawda. Wychodzący w Nowym Jorku tygodnik „Polska Gazeta” posuwa się znacznie dalej, cytuje podobne rewelacje jednak podaje jako zródło dobrze poinformowaną osobę.

Dlatego tez poźniej dr Cenckiewicz pisze listy otwarte i wyjaśnienia odnośnie kolejnej wpadki starając się przekonać czytelników o swoich racjach; zadra jednak pozostaje, zaufanie maleje.

Włączenie się dra Cenckiewicza w kontynuowanie akcji zniesławiania prezesa Edwarda J. Moskala przez niektóre środowiska zarówno w Polsce jak i w USA koresponduje z obrona redaktora Andrzeja Jarmakowskiego z Chicago z zawartości jego „teczki” odkrytej dla odmiany przez innego badacza dra Marka Ciesielczyka. Nie bez znaczenia jest to fakt, ze red. Jarmakowski był i jest nieprzejednanym wrogiem prezesa Moskala. Zarówno wcześniej wydawany przez niego dziennik, jak również aktualnie prowadzony portal Progress for Poland robiły co mogły aby zniekształcić osiągniecia i pomniejszyć zasługi lidera Polonii. Wpisuje sie w to również fakt, ze portal red. Jarmakowskiego do niedawna był głownym miejscem promocji dra Andrzeja Olechowskiego mającego niekwestionowane mniejsze bądź większe powiązania ze służbami specjalnymi PRL. Działalność red. Jarmakowskiego przez lata była ściśle powiązana z linia programową lansowana przez Jana Nowaka Jeziorańskiego, dyrektora Radia Wolna Europa, któremu pewnego dnia podziękowano za prace w sposób natychmiastowy. Kontrowersyjne niuanse w życiorysie Jana Nowaka Jeziorańskiego, jak rownież do końca nie wyjaśnione sprawy rozliczeń pomocy finansowej Kongresu Polonii Amerykańskiej dla Solidarności, odmienność w ocenie środowiska polonijnego a także przyjmowanych kierunków działalności kongresowej stała się przyczyną rozstania Jana Nowaka Jeziorańskiego i prezesa Edwarda Moskala.

Życiorys prezesa Moskala jest klarowny od urodzenia do śmierci; poglądy również prezentował przejrzyste. Jego otwartość nie wszystkim odpowiadała. Niektórzy twierdzą ze bywał zbyt szybki w działaniu, czasami wybuchowy. Nie zmienia to jednak tego, ze jako urodzony na emigracji pamiętał o swoich polskich korzeniach. W swoim działaniu zawsze widział konieczność pomocy rodakom zarówno gospodarczej jak i politycznej. Wszak to on był motorem wprowadzenia Polski do NATO; przewidywał negatywne skutki wchłonięcia Polski przez Unie Europejską. Te rozbieżności bardzo były nie na rękę komunistycznym konsulatom i dyplomacji uchodzącej za polską. Niektóre polonijne środowiska miewały odmienną ocenę wydarzeń, co powodowało agresywność przeciwników. Czy pod innym kierownictwem Polonia i Polska osiągnęły by więcej niż pod przewodnictwem prezesa Moskala? Nie sadzę.

Odnoszę wrażenie, ze działalność naukowa dra Cenckiewicza w zakresie najnowszej historii Polonii amerykańskiej skupia się bardziej na kierunku rozrachunków pewnych frakcji, niż na dociekaniu gdzie znajdują się w ogniwach polonijnych organizacji ludzie, którzy faktycznie działali na szkodę Polonii współpracując z komunistycznymi służbami. Jestem wręcz przekonany, ze prezentowane zarówno przez dra Sławomira Cenckiewicza jak i jego kontrpartnera dra Marka Ciesielczyka podejście do badań nie gwarantuje poznania zakresu infiltracji Polonii, metod i sposobów wykorzystania Polonii dla potrzeb służb komunistycznych nie tylko w zakresie destrukcji wśród emigracyjnych organizacji ale wciąganie ich we wrogie Stanom Zjednoczonym hucpy. Przypuszczam, ze młody historyk mgr Paweł Zyzak z większym wyczuciem podszedłby do zaprezentowanych materiałów nawet juz w czasie praktyki po pierwszym roku studiów historycznych, o ile taka szanse by dostał w IPN.

Powinnismy pamiętać, że Polonia do zajmowania się sprawami Polski głównie jest zmuszona z powodu Jej braku; z powodu tego ze do Wolniej Polski ciagle daleko. Wiele decyzji władz warszawskich jak i odkrycia pewnych historyków, działania niektórych polityków sprowadzają się do aprobaty tego wszystkiego co dzieje się wokół nas bez własnej inicjatywy, bez działania w kierunku uzyskania wolności. W tę gmatwaninę zależności wpisują się odkrycia dra Cenckiewicza, wcale nie będące po drodze Amerykanom polskiego pochodzenia. Na lamach niewielu publikatorów można zauważyć radość z cienkich rewelacji dra Cenckiewicza o prezesie Edwardzie J. Moskalu. Narasta niezadowolenie z takiego sposobu stawiania sprawy. Przypomnijmy fakt, który pewne środowiska chcą zapomnieć; czyżby historyk dołączył do tych gremiów?

Według pewnych historyków i dziennikarzy wielostronicowe elaboraty spisane przez oficerów SB z długich rozmów z Jackiem Kuroniem to jego specyficzna forma walki z komuną. W tym chociażby kontekście, klasyfikowanie dwóch ubeckich kartek w żaden sposób nie upoważnia do sugerowania współpracy z komunistycznymi służbami.

Najistotniejszy w tym jest fakt, ze s.p. Edward J. Moskal był całym sercem oddany amerykańskiej Polonii i długoletnim liderem najwiekszych organizacji. Wystarczajaco wiele jest na to dowodów widocznych i spisanych. Jest to łatwe do sprawdzenia i nie wymaga ani stopni naukowych ani zdolności historyka. Prezes Edward J. Moskal był liderem z charyzmą i takim w naszej pamięci pozostanie.

28 Marzec, 2010  r.

Waldemar Glodek
www.polishclub.org

 

Ilustracja tytułowa: Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward J. Moskal z wizytą u prezydenta George Busha. Fot. PAC-History-23.

 

 , 2018.03.22.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek