O istotnych funkcjach muzeów


Wczoraj usłyszałem taką historię, w muzeum Polin organizowane są lekcje poglądowe dla uczniów rozmaitych szkół. W czasie tych lekcji nauczyciele, którzy przybyli z dziećmi do muzeum proszeni są o to, by opuścili salę i obejrzeli sobie ekspozycję. Dzieci w tym czasie zaś uczestniczą w różnych śpiewograch, a jedna z nich jest taka – mają odegrać scenkę domową, w której dziewczyna mówi rodzicom, że wyjdzie za mąż za Żyda. Rodzice oczywiście wybuchają nienawiścią, a dzieci grające młodą parę mają się wobec tego wybuchu odpowiednio zachować. Większość dzieci solidaryzuje się z dziewczyną i tym Żydem, udają więc, że uciekają z domu, żeby znaleźć szczęście i takie tam…. Ja jednak mam pytanie – dlaczego uczy się tej strasznej nienawiści, w środku Warszawy, miasta zniszczonego przez Niemców, dlaczego uczy się jej za pieniądze polskiego podatnika? Tam są jeszcze organizowane różne konferencje, w czasie których zebrani dostają pigułę wiedzy o polskim antysemityzmie i nietolerancji.

Czy ktoś jest sobie w stanie wyobrazić sytuację następującą – w galerii średniowiecznej Muzeum Narodowego, historycy sztuki organizują lekcje dla uczniów, w czasie których mają oni odegrać scenkę, jaka rozegrała się w Ogrójcu, w noc przed męką Chrystusa, albo inną, tę, w której tłum woła – uwolnijcie Barabasza! Albo jeszcze inną, kiedy uczniowie muszą zamykać drzwi z obawy przed Żydami. Czy to jest w ogóle do pojęcia? Nie, albowiem z innych powodów zorganizowano Muzeum Narodowe, a z innych Polin. Funkcje tych instytucji nie są tożsame, choć w nazwie jednej i drugiej mamy słowo muzeum.

Muzeum Narodowe to zbiór pamiątek po artystach, którzy tworzyli niegdyś na ziemiach zwanych dziś Polską, a także na tych, które do Polski już nie należą. Są tam także dzieła mistrzów obcych, które przez Polaków lub ich państwo zostały zakupione.

Pomyślane zostało to muzeum jako panoptikum nie mogące z istoty pokazać wszystkich swoich zbiorów, bo miejsca jest za mało. Dlatego właśnie wymyśla się różne ciekawe i coraz bardziej idiotyczne uzasadnienia dla poszczególnych ekspozycji. W muzeum tym nie ma ani jednego katolickiego księdza, choć przecież galeria rzeźb i obrazów religijnych jest duża i robi wrażenie. No, ale ksiądz jest niepotrzebny, albowiem owe rzeźby i obrazy są wyrwane z kontekstu i nie służą temu by zagłębić się, podczas ich oglądania, w doktrynę Kościoła katolickiego, ale o coś innego. O to, by pokazać kunszt i wielkość twórcy, a także jego wrażliwość, która uwidacznia się w dziele. Oczywiście są jeszcze inne sprawy, dla których warto zwiedzać to muzeum, można na przykład opowiedzieć dzieciom o tym, że gotyckie malarstwo było wcześniej niż barokowe, a Jan Matejko tworzył później niż Bacciarelli. Generalnie jednak chodzi o to, by zrobić na widzu wrażenie potęgą geniuszu twórczego, a także jego wrażliwością operującą na wielu bardzo poziomach. Bo to i dzieła monumentalne mamy, wielkie nastawy ołtarzowe ze smutnymi madonnami, ale też urocze pejzaże, które chwytają nas za serce, bo rozpoznajemy w nich nieraz kraj lat naszych dziecinnych, albo po prostu odkrywamy fascynację przyrodą. Wszystko to wykonali artyści, których ktoś nauczył fachu, którzy obracali się w kręgu pewnej szczególnej bardzo kultury. Takiej, której podstawą jest otwarcie na drugiego człowieka i jego wrażliwość. Mam tu oczywiście na myśli kulturę chrześcijańską, bo w żadnej innej, nie licząc starożytnych, pogańskich człowiek nie jest godzien tego, by obejrzeć samego siebie w innej niż jego własna redakcji. To trochę skomplikowane, ale postaram się to uprościć. Tylko w kulturze chrześcijańskiej można lansować wzory postaw poprzez przedstawienia. I dlatego ciekawe by było, gdyby dzieci w Muzeum Narodowym mogły odgrywać scenę pod krzyżem. Może wtedy nie nudziłby się tak strasznie. Nikt im przecież tam nie wyjaśni tajemnic warsztatu średniowiecznego rzeźbiarza. Mogą co najwyżej poopowiadać trochę o ikonografii, ale przy tym większość ziewa. Tylko w kulturze chrześcijańskiej człowiek może eksperymentować z własną, osobistą wolnością i bezpiecznie sprawdzać do jakich granic może się posunąć, albowiem zanim zawloką go przed sąd dostanie szereg, wyrażonych z miłością i troską upomnień. W kulturach, gdzie nie ma teatru, obrazów, na których widać ludzi i ich zachowania ryzyko zetknięcia się z nieludzkim prawem jest o wiele większe. A i przed sąd trafić łatwiej. Ponieważ jednak nie jestem prawnikiem, nie będę się nad tym dalej rozwodził. Są tu lepsi specjaliści od takich spraw. Mnie interesuje coś innego. Oto każdy przedmiot wyniesiony z Muzeum Narodowego miałby wielką wartość rynkową, a za jego wyniesienie można by trafić na długie lata do więzienia. Są to bowiem przedmioty nie dość, że stare, to jeszcze piękne i one mają swoją określoną pozycję w rynkowej hierarchii, której wyrazem widomym są katalogi aukcyjne. Powiedzcie mi teraz jaki przedmiot wyniesiony z Polin po kryjomu miałby wartość choć ułamkową najmarniejszego obrazu wiszącego w Narodowym? Ja tam nie byłem, powiem otwarcie i w najbliższym czasie się do tego miejsca nie wybieram. Interesuje mnie jednak to ile tam jest bezwzględnie i jednoznacznie wartościowych przedmiotów? Może są tam jakieś cenne obrazy? Albo rzeźby, albo może choćby fotografie, które ujawnione na jakiejś aukcji wywołałby szum, jeśli nie skandal.

Ktoś zdenerwowany zerwie się zaraz i powie, że sztuka i jej wartość to rzecz umowna, o czym dobrze wie każdy miłośnik sztuki współczesnej. Jasne, umowna – powiedzcie to Żydom prowadzącym wielkie domy aukcyjne, powiedzcie im, że wartość malarstwa średniowiecznego jest umowna i tak naprawdę powinni przerzucić się na handel przedmiotami wynoszonymi po kryjomu z Polin.

Czemu służy to muzeum? To nie jest w istocie muzeum, ono służy szerzeniu propagandy, o wyższości jednych nad drugimi. Ci lepsi są w nim przedstawiani jako ofiary, które cudem ocalały i uniknęły strasznej śmierci, a ci gorsi jako zbrodniarze, a w najlepszym razie, jako aspirujący neofici, którzy po długich i trudnych przygotowaniach mogą stać się asystentami lepszych, albo po prostu iść do nich na służbę.

Czemu służy Muzeum Narodowe w takim razie? Jego istotną funkcją jest uwiarygodnienie i utrzymywanie w pionie lokalnych hierarchii cenowych na rynku sztuki. No i komunikacja z tymi, którzy ten rynek kontrolują. – My mamy to i to, a jest to warte tyle i tyle. Takie komunikaty podaje nasze muzeum, a w ramach funkcji dodatkowych prowadzi z dziećmi lekcje z paćkania farbami po szarym papierze. Na dziś to tyle, muszę posprzątać magazyn, bo zaraz nowe tytuły tu przyjadą.

A oto najnowsze nagranie „u Michała” w księgarni Foto-Mag, tym razem:

O wydawniczych nowościach i kolejnych tomach baśni „Socjalizm i Śmierć”:

https://www.youtube.com/watch?v=D_pzN2U-hsA

poprzednie nagrania:

O kwartalniku Szkoła Nawigatorów o protestantyzmie:
https://www.youtube.com/watch?v=mPtOH0VMOq0

O filmie Grzegorza Brauna „Luter i rewolucja protestancka”:

https://www.youtube.com/watch?v=69RcKACAUZI

O książce Hanny Koschenbahr-Łyskowskiej „Zielone rękawiczki”:

https://www.youtube.com/watch?v=PBIz5asguCA

O Bibliotece Historii Gospodarczej Polski:

https://www.youtube.com/watch?v=8xpy8i8nV6U

Teraz uwaga – za chwilę zabraknie książek Śmiertelne niebezpieczeństwa rewolucji rosyjskiej i Handel wołami w Polsce. Jeśli ktoś zamówił te książki dawniej i jeszcze zwleka z wpłatą, niech potem nie zgłasza się z pretensjami, że nie ma dla niego książek.

I jeszcze jedno – 5 kwietnia mam wykład we Wrocławiu, przy Ołbińskiej 1, u karmelitów. 6 kwietnia w tym samym miejscu odbędzie się wieczór autorski. Na wykład osoby z miasta wchodzą za okazaniem biletu, który kupuje się u ojca Antoniego Rachmajdy.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  23 marca 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Zdjęcie z wycieczki uczniów Szkoły Podstawowej Nr 2 z Makowa Mazowieckiego do Warszawy. Jak czytamy na portalu szkolnym głównym celem wyjazdu było zwiedzanie Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, w ramach programu edukacyjnego „Przywróćmy Pamięć”. Muzeum wywarło na nich ogromne wrażenie. Uczniowie dowiedzieli się ciekawych rzeczy oraz uzyskali odpowiedzi na wiele pytań: jak pojawili się Żydzi w Polsce i jak odradza się tu życie żydowskie. Wystawa to podróż przez 1000 lat historii Żydów polskich – od średniowiecza do współczesności. 2016-02-29. Fot. za: dwojka-makow.pl.  / Wybór zdjęcia wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2018.03.24.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski