Wypędzeni z partii, rządu, bezpieki… (2)


Przeczytaj:  Część 1.

 

 „Chciałabym, by patrzenie na historię było otwarte i uczciwe. (…) Przez ostatnie półtora miesiąca już wiem jak łatwo w Polsce obudzić i przywołać wszystkie demony antysemickie – nawet, kiedy w kraju prawie nie ma Żydów” – powiedziała Anna Azari ambasador Izraela w Polsce podczas przemówienia z okazji 50. rocznicy Marca’68 na Dworcu Gdańskim.

Mówiła dalej: „…można przypisać Związkowi Radzieckiemu oraz innym krajom bloku wschodniego zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem”.

I na koniec: „Jednak marzec 68. zdarzył się tylko w Polsce. Ciekawe jest to, że wyrzucenie Żydów z Polski nie pomogło Gomułce i partii w rozwiązaniu problemów społecznych”.

To bezczelne oświadczenie nie spowodowało reakcji polskich kół rządowych, natomiast ostro potraktował tę wypowiedź senator PiS prof. Jan Żaryn:

„Jeżeli ktokolwiek dziś będzie uważał, że rządy Prawa i Sprawiedliwości w jakimkolwiek stopniu nawiązują do hucpy żydowskiej, prowadzonej przez aparat partyjny ‘68 roku, czyli przez moczarowców, to ja na pewno takiej osobie nie podam ręki. Jeżeli to czyni ambasador obcego państwa, to może trzeba poprosić tę panią, by opuściła to państwo”.

Zanim przejdę do omówienia samych wydarzeń marcowych, trzeba zaznaczyć, że

przed marcem ’68 był czerwiec ’67.

Wtedy to Władysław Gomułka na kongresie związków zawodowych wygłosił słynne przemówienie. Potępił on agresję Izraela na państwa arabskie, którym udzielił poparcia, a jednocześnie odniósł się do reakcji Żydów w Polsce na tę wojnę. I sekretarz mówił m.in.:

Władysław Gomułka na kongresie związków zawodowych wygłosił słynne przemówienie. Potępił on agresję Izraela na państwa arabskie. Fot. Inter.

„W związku z tym, że agresja Izraela na kraje arabskie spotkała się z aplauzem w syjonistycznych środowiskach Żydów – obywateli polskich, którzy nawet z tej okazji urządzali libacje, pragnę oświadczyć, co następuje: nie czyniliśmy i nie czynimy przeszkód obywatelom polskim narodowości żydowskiej w przeniesieniu się do Izraela, jeżeli tego pragnęli. Stoimy na stanowisku, że każdy obywatel Polski powinien mieć tylko jedną ojczyznę – Polskę Ludową. Podziela to olbrzymia większość obywateli polskich narodowości żydowskiej i służy wiernie naszemu krajowi. Władze państwowe traktują jednakowo wszystkich obywateli Polski Ludowej bez względu na ich narodowość. Każdy obywatel naszego kraju korzysta z równych praw i obowiązków i na każdym ciążą jednakowe obywatelskie obowiązki wobec Polski Ludowej.

Ale nie chcemy, aby w naszym kraju powstała piąta kolumna. Nie możemy pozostać obojętni wobec ludzi, którzy w obliczu zagrożenia pokoju światowego, a więc również bezpieczeństwa Polski i pokojowej pracy naszego narodu polskiego, opowiadają się za agresorem, za burzycielami pokoju i za imperializmem”.

Wprawdzie słowa o „piątej kolumnie” zostały wykreślone z publikacji prasowych za zgodą Gomułki, ale już tego samego dnia został on mianowany „antysemitą”.

Blitzkrieg na Bliskim Wschodzie spowodował erupcję szowinizmu w środowiskach żydowskich na świecie i w Polsce.

Odrębną kwestię stanowi stosunek Żydów w Polsce, licznie usytuowanych wysoko i na najwyższych szczeblach aparatu państwowego i partyjnego, do oficjalnego i jednoznacznego stanowiska władz polskich wobec agresji. I tu doszło do konfliktu na tle problemu lojalności wobec interesów międzynarodowych państwa, jakiekolwiek owo państwo by nie było. A wytyczną ruchu syjonistycznego wobec mniejszości żydowskich na całym świecie był nakaz podwójnej lojalności, z wyraźnym prymatem lojalności wobec Izraela.

Wtedy rozpoczęła się antygomułkowska akcja środowisk żydowskich w Polsce. Rozpętali całe piekło. Charakterystyczne była tu reakcja oficerów żydowskich w Wojsku Polskim, którzy uczestniczyli ochoczo w zwalczaniu Gomułki i jego ekipy, opowiadającej się przeciwko Izraelowi.

Ponieważ Puławianie od pewnego czasu przegrywali walkę z Partyzantami, doszli do wniosku, że

najwyższy czas na konfrontację,

na odzyskanie władzy. Odbywała się ona przy akompaniamencie antypolskiej nagonki środowisk żydowskich na świecie, oskarżających Polaków o antysemityzm. Spisek, którego celem było obalenie Gomułki miał trzy poziomy.

Pierwszy obejmował komandosów, przygotowywanych uprzednio do takich działań w nieformalnej organizacji Klub Raczkujących Rewizjonistów. Przewodzili im Karol Modzelewski i Jacek Kuroń oraz – wówczas studenci – Adam Michnik i Józef Szlajfer.

Poziom drugi stanowili współdziałający z nimi niektórzy pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego i część literatów.

Trzeci poziom, najgłębiej zakonspirowany – to Puławianie, czyli stalinowska frakcja PZPR, w dużej części odsunięta lub usuwana od władzy. Na tym poziomie doskonale wiedziano, że Mieczysław Moczar dokładnie infiltruje cały spisek, a mimo to podjęto ryzyko. Zapłacić mieli przecież polscy naiwni studenci, a nie Komandosi czy Puławianie.

Nawet na wiecu 8 marca 1968 r. na dziedzińcu UW nie zjawił się nikt z czołówki spiskowców. I młodzi Polacy zapłacili – na szczęście nie krwią, ale złamanymi życiorysami i nieukończonymi studiami, służbą w karnych batalionach.

Część „komandosów nie kryła nawet, że chodzi o władzę, wznosząc hasła „Zambrowski do władzy!” Pojawiło się też inne hasło, przypisywane Antoniemu Zambrowskiemu: „Studenci – robotnicy – żołnierze – krwawy Budapeszt”. Miała więc polać się krew. Polska krew.

Operacja Puławian nie powiodła się. Dlaczego? Ponieważ “komandosi” nie wiedzieli czym żyje przeciętny Polak, którego los był im kompletnie obcy i obojętny. Jako zapalnik próbowali uruchomić wywołaną przez nich sprawę “Dziadów”, co działało tylko na część studentów i część literatów.

“Komandosi” próbowali wprawdzie uruchomić robotników, ale byli zupełnie nieprzygotowani. Robotnicy żyli innymi problemami. Po drugie, zaskoczyło ich kompletnie użycie argumentu narodowościowego, na co reagowali stereotypem “antysemityzmu”. Ta grupa młodzieży żydowskiej żyła w samoizolacji.

Opowiadanie, że był to czysty przypadek stanowi oczywiste kłamstwo. Jaki przypadek? Przecież dobierali się według jakiegoś klucza, a był to klucz narodowościowy. „Komandosi” pokończyli niewiele później uczelnie zagranicą lub w kraju – polscy studenci nie. Komandosów nigdy nie kierowano do karnych kompanii, polskich studentów – tak.

Wyjaśnienia wymaga także sprawa „Dziadów”. „Komandosi” zrobili wszystko, aby doprowadzić do zdjęcia „Dziadów”. Po roku 1989 już tego nie kryli. Świadczy o tym wiele materiałów źródłowych, również pochodzących od nich. Mówił o tym wprost Szlajfer, opisał dokładnie Mencwel. Bezpośrednią przyczyną zdjęcia “Dziadów” była świadoma akcja “komandosów” i parasol ochronny, jaki roztoczyli nad nimi Puławianie, czyli frakcja żydowska w PZPR.

Na kanwie tych wydarzeń oraz zapowiedzi Gomułki wydania paszportów nastąpiła

emigracja Żydów na Zachód,

w tym do Izraela. Piszę „w tym”, ponieważ wyjazd do Izraela nie stanowił dla wielu żadnej atrakcji. W Izraelu nie miało się żadnych przywilejów z racji swojej żydowskości, trzeba było uczciwie pracować, nie czekały wysokie stanowiska, nadto trzeba było bronić kraju z bronią w ręku. To nie był „cymes”.

Dlatego większość wyjeżdżała na Zachód i do USA, względnie Kanady. Do dziś sporna jest kwestia liczby wyjeżdżających z Polski w tym czasie. Prawdopodobne liczba ta oscyluje w granicach ok. 12 tysięcy.

Jest wierutnym kłamstwem, że Żydów z Polski wygnano. Wyjeżdżali, bo wygnano ich z sutych posad, z partii, bezpieki, rządu, wojska, mediów. Kto nie chciał, zostawał, np. dwóch czołowych „komandosów” – Michnik i Szlajfer.

Exodus ten wcale nie był największy. 28 maja 1948 r. Biuro Polityczne KC PPR stwierdziło: „wyjazd członków partii do Palestyny nie stoi w sprzeczności z ideologicznymi zasadami członków naszej partii. Partia nie zaleca i nie organizuje wyjazdów, okazując jedynie indywidualne poparcie tym towarzyszom, którzy zdecydują się wyjechać.”

Według danych Żydowskiego Instytutu Historycznego w końcu lipca 1946 r., po przybyciu do Polski z terenu ZSRR 136 tys. Żydów, ludność żydowska osiągnęła 259 tys. Tylko do lutego 1947 r. wyjechało z Polski 140 tys. To samo źródło podaje, że do końca 1950 r. przybyło do Izraela 106 tys. Żydów z Polski, w latach 1945-1956 Stany Zjednoczone przyjęły 160 tys., Kanada 12 tys., Australia 15 tys. i Ameryka Łacińska 30 tys.

Rzecz znamienna – wyjeżdżający otrzymywali dokument podróży i rezygnowali z polskiego obywatelstwa. Przepisy emigracyjne dla Żydów stworzyli więc nie Moczar i Gomułka, ale Berman! I nikt wtedy nie protestował, nikt nie mówił o antysemityzmie.

Czym kierowali się emigrujący? Były cztery powody: czuli się skrzywdzeni przez partię; bali się, że któregoś dnia mogą stanąć przed sądem za popełnione zbrodnie na Polakach; nie czuli się Polakami; chcieli po prostu wyjechać na Zachód, wierząc, że czeka ich tam lepsze życie.

Historyk Leszek Żebrowski podaje następujące szczegóły dotycząc emigrantów: „w okresie od stycznia 1968 r. do sierpnia 1969 r. wyjechało z Polski 11 tys. 185 osób, w tym 9570 osób dorosłych. Wśród nich było m.in.: 525 osób piastujących kierownicze stanowiska w ministerstwach; 200 osób z prasy i instytucji wydawniczych; 217 pracowników naukowych; 61 osób z Komitetu „Polskie Radio i Telewizja”; 176 osób z resortu spraw wewnętrznych (b. MBP) – z tego 12 osób to byli dyrektorzy departamentów, szefowie WUBP; 28 osób z sądownictwa, prokuratury i więziennictwa; 55 osób z MON i LWP; 998 rencistów, w tym 204 osoby pobierające renty z tytułu „szczególnych zasług dla PRL”.

Zaznacza jednak: „Nie są to informacje ścisłe, albowiem podawano na ogół ostatnie miejsce zatrudnienia, więc np. stalinowski sędzia kpt. Stefan Michnik mieścił się w kategorii „instytucje wydawnicze”, a wielu byłych funkcjonariuszy MBP to późniejsi pracownicy naukowi czy renciści specjalni”.

Tygodnik „Nasza Polska” (nr 12 z 18.03.2008 r.) publikuje listę ubeków, którzy wyemigrowali z Polski. Redakcja również zaznacza, iż jest to lista niepełna, bowiem nie ma na niej np. Heleny Wolińskiej czy wspomnianego już Stefana Michnika. Według tego dokumentu wyjechało 5 pułkowników, 23 podpułkowników, 33 majorów, 38 kapitanów, 20 poruczników, 11 podporuczników, 5 chorążych oraz 41 funkcjonariuszy w stopniach podoficerskich i bez stopnia. W sumie 178.

Czyli zamiast postawić ich przed sądem i skazać za zbrodnie na polskich patriotach, dano im paszporty.

Pamiętajmy, że w Polsce pozostali czołowi zbrodniarze, tacy jak Jakub Berman, Hilary Minc, Roman Romkowski, Antol Fejgin, Józef Różański. Wprawdzie trzej ostatni zostali skazani przez sądy PRL, ale szybko ich amnestionowano i wydanych wyroków w pełni nie odsiedzieli. Po zwolnieniu z więzienia otrzymywali zupełnie przyzwoite posady.

CDN.

Zbigniew Lipiński
15 marca 2018 r.
Myśl Polska, nr 13-14 (25-31.03.2018)
http://www.mysl-polska.pl

 

  • Ilustracja tytułowa: Henryk Szlajfer i Adam Michnik, dwóch czołowych „komandosów” pozostało w Polsce, kto nie chciał wyjechać, zostawał. Fot. za: dzienniknarodowy.pl / wyb. zdjęcia wg.pco

 

  , 2018.03.28.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci