Narodziny liberalnego klanu. Trzy dni, które wstrząsnęły Polską (cz. 1)


Skąd pojawił się w Polsce wspomniany w tytule klan liberałów?

Otóż warto przypomnieć, że po II Wojnie Światowej w Polsce nie istniał żaden liberalny nurt polityczny, nie było skromnego choćby środowiska zwolenników liberalizmu, nie powstało ani jedno dzieło naukowe z zakresu liberalnej myśli filozoficznej lub ekonomicznej. 

I oto zaledwie w ciągu kilku miesięcy urosła siła polityczna demonstrująca bezgraniczne przywiązanie do liberalizmu. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ub. wieku liberalizm został entuzjastycznie przyjęty w Polsce jako oferta szybkiego awansu i powszechnego dobrobytu w nowej rzeczywistości, lecz był różnie rozumiany. Jego polityczne znaczenie oznaczało wolność od przeszłości  wyrażającą się w wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego: „Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania”. Szybko jednak okazało się, że była to deklaracja fałszywa, gdyż niosła za sobą skandaliczny brak odpowiedzialności.

W Polsce brakuje współczesnej historii gospodarczej. Liberalizm ekonomiczny jest z natury ahistoryczny, toteż od zwolenników ekonomii liberalnej nie należy wymagać podejmowania wątków historycznych. Brakuje zatem oświetlenia tego, co działo się z polską gospodarką przez niemal trzydzieści lat, a skierowanie światła na to, co się działo, może zwalać z nóg. Historia klanu liberalnego w Polsce jest jednym z głównych wątków historycznych, bez poznania których Polacy pozostaną ślepi.

Rozpoczynamy więc cykl publikacji  Narodziny, rozkwit i upadek klanu liberalnego w Polsce. Sukcesywnie, w odstępie miesięcznym, będziemy publikować kolejne fragmenty tej pouczającej historii. Ważnym punktem odniesienia dla oceny działalności tego klanu jest przypomnienie dorobku polskiej myśli ekonomicznego, co pozwala na ujawnienie bezdennej szkodliwości i głupoty kilkunastoosobowej grupy ludzi, która dostała się na szczyty władzy politycznej w Polsce.

Klan liberalny był i nadal jest schizofreniczny. Jego członkowie nienawidzą Polski, ale czynią co tylko mogą, aby być lubianymi. To tłumaczy, dlaczego tylko „wymykają się” im  negatywne opinie o Polsce lub wolą wypowiadać się o naszym kraju w zagranicznych mediach. Z czasem udało się stworzyć „przestrzeń liberalną”, która zapewniała im możliwość spokojnego kultywowania tej obrzydliwej postawy wobec naszego kraju.

Redakcja EEM

 

  *   *   *   *

Narodziny liberalnego klanu. Trzy dni, które wstrząsnęły Polską (cz. 1)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

W 1990 roku niepostrzeżenie pojawił się w Polsce trudny do wyjaśnienia fantom, który zaważył na blisko trzydziestu latach życia politycznego i gospodarczego. Teraz dopiero jesteśmy świadkami rozwiewania się tego fantomu; czegoś, co od początku było ukryte przed wzrokiem  osób zainteresowanych sytuacją w Polsce i  sprawiające wrażenie siły politycznej, a zarazem ośrodka monopolizującego władzę. Ten fantom nazywamy klanem liberałów. Pierwsze pytanie nigdy jasno nie zostało postawione, chociaż ma ono podstawowe znaczenie: skąd pojawił się w Polsce wspomniany klan liberałów? 

Otóż warto przypomnieć, że po II Wojnie Światowej w Polsce nie istniał żaden liberalny nurt polityczny, nie było skromnego choćby środowiska zwolenników liberalizmu, nie powstało ani jedno dzieło naukowe z zakresu liberalnej myśli filozoficznej lub ekonomicznej. I oto zaledwie w ciągu kilku miesięcy urosła siła polityczna demonstrująca bezgraniczne przywiązanie do liberalizmu , która postanowiła dokonać rewolucyjnych przeobrażeń ustrojowych, społecznych i gospodarczych w Polsce. Jeśli komuś wydaje się to czymś nadzwyczajnym, to powinien zapoznać się z historią o zaplombowanym wagonie, w którym Władimir Ulianow (Lenin) wraz z garstką wspólników dotarł na dworzec w Petersburgu, aby niebawem przeprowadzić rewolucję komunistyczną. Lenin, wykorzystując nastroje rewolucyjne zdołał zdobyć władzę i zmienić ustrój społeczno-gospodarczy.

Jednak analogie nie są odpowiedzią na pytanie. W 1990 roku nie ujawnił się w Polsce przywódca polityczny podobnego formatu; osoby zmieniające się u steru władzy nie odznaczały się oryginalną umysłowością i charyzmą, lecz tworzyły dziwaczny konglomerat postaci o zagmatwanych rodowodach.  Obok siebie znajdziemy pozbawionych ogłady i słabo wykształconych robotników przemysłowych, wykładowców z uczelni państwowych, adwokatów zasłużonych w obronie opozycjonistów, ale także członków komitetu Centralnego PZPR oraz wysokich funkcjonariuszy komunistycznej informacji wojskowej. Znajdziemy także agentów wywiadów zagranicznych i zwykłych kryminalistów. Trudno o bardziej różnorodne połączenie. Trudno także uwierzyć, że wszyscy oni przeszli zbiorową metamorfozę, przeistaczając się w  liberałów i demokratów. Mamy raczej do czynienia z jakąś sztuczką kuglarską.

Odpowiedz na pytanie o pochodzenie klanu liberalnego w Polsce częściowo kryje się w wieloznaczności pojęcia „liberalizm”. Liberalizm został entuzjastycznie przyjęty jako oferta szybkiego awansu w nowej rzeczywistości, lecz był różnie rozumiany. Ponieważ uwalniał członków rodzącej się „elity politycznej” od rygorów systemu komunistycznego, ale także od dotychczasowych przestępstw wobec narodu polskiego, umożliwiał nadanie słowu „Liberty” praktycznego znaczenia: wolności od przeszłości. Z perspektywy dwudziestu kilku lat możemy domyślić się, że adepci postkomunistycznej „elity politycznej” nie mieli zielonego pojęcia, jak niebezpieczna – również dla nich – jest tak pojmowana wolność, najdobitniej wyrażona, w wielokrotnie później powtarzanym sloganie Tadeusza Mazowieckiego: „ Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania”. W tekście expose Mazowieckiego nie ma jeszcze wzmianki o liberalizmie, przeciwnie – zaznacza on, że Polski nie stać już na ideologiczne eksperymenty.

Mazowiecki nie przedstawia nawet ogólnego zarysu programu społeczno-gospodarczego, poprzestając na efektownych  ogólnikach. Dwa zdania jednak zasługują na uwagę: „Długofalowym strategicznym celem poczynań rządu będzie przywrócenie Polsce instytucji gospodarczych od dawna znanych i sprawdzonych. Rozumiem przez to powrót do gospodarki rynkowej oraz roli państwa zbliżonej do rozwiniętych gospodarczo krajów”. Jest to idea naśladownictwa, czyli czerpania z wzorów  „rozwiniętych gospodarczo krajów”. Zarówno premier, jak i słuchający go posłowie zapewne nie wiedzieli, co kryje się za brakiem konkretnego programu społeczno-gospodarczego i oparciem się na biernym naśladownictwie, które okazało się opcją najgorszą z możliwych. Otóż nowa „elita polityczna” ustawiła się w pozycji mało rozgarniętych uczniów zachodnich mentorów i mocodawców. Można to było ciągnąć długo, świecąc księżycowym blaskiem, dopóki gwiazda protestanckiego liberalizmu nie zaczęła gwałtownie wirować i ostatecznie nie zgasła (jeszcze nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę).

Powstały w 2007 roku globalny kryzys ekonomiczny zgasił protestancki liberalizm. O polskim nurcie ekonomii liberalnej, włączonym w obieg narodowej  myśli ekonomicznej skierowanej na  rozwój społeczno-gospodarczy Polski, jaskrawo różnej od protestanckiego liberalizmu, nowi adepci ekonomii liberalnej prawdopodobnie nic nie wiedzieli. Daje znać o sobie brak wiedzy ekonomicznej.

Właściwie to już na powyższe pytanie mamy odpowiedź. Bezkrytyczne naśladownictwo „rozwiniętych gospodarczo krajów” było tym, co powstające  „elity polityczne” uznały za liberalizm ekonomiczny. Trzeba zastrzec, że owo naśladownictwo pojawiło się wcześniej, już czasach przywództwa Edwarda Gierka i przyniosło skutki dokładnie takie, jakie przynosi naśladowanie innych bez zrozumienia ich motywów i zachowań, a także bez chęci zgłębienia własnych problemów.

Trzeba wiedzieć, że naśladownictwo nie rozwiązuje żadnych problemów społecznych i gospodarczych, natomiast automatycznie stawia polityków w pozycji podrzędnej wobec mentorów i mocodawców. Nawet wtedy, gdy ci ostatni są cyniczni i głupi, ciągle w powietrzu wisi pytanie, kim konkretnie są mentorzy i mocodawcy?. Naśladownictwo rodzi przywiązanie i posłuszeństwo. Najgorzej dzieje się wówczas, gdy naśladowcy prześcigają swoich mentorów  i mocodawców pod względem cynizmu i głupoty. Większego nieszczęścia trudno sobie wyobrazić.

Rok 1989 upływał pod znakiem głębokiego kryzysu ekonomicznego, którego najbardziej widocznym przejawem była wysoka inflacja, wywołana głównie przez odejście od cen urzędowych. Czy było to zjawisko nie mające precedensu w historii gospodarczej? Nic podobnego.

Problem był bardzo poważny i wymagał rzetelnej i wszechstronnej analizy. Należało dobrze poznać jego przyczyny i  zdać sobie sprawę z konsekwencji zaistniałej sytuacji.

 

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2018-01-26

 

  • Zdjęcie tytułowe:  Lech Kaczyński i Tadeusz Mazowiecki podczas obchodów II Dnia Dziękczynienia na warszawskich Polach Wilanowskich, Warszawa, 07.06.2009 r. Foto: PAP/GRZEGORZ JAKUBOWSKI. za: polskieradio.pl   08.07.2017. / wybór zdjęcia wg.pco.

 

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22018.03.30.

 

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński