Duże zagraniczne firmy, wielomiliardowe obroty i stałe strat


Pan Zbigniew Kuźmiuk napisał na ten temat notatkę licząc, że publikacja danych zmusi te firmy do płacenia podatku od zysku /CIT/.

Komentatorzy obeszli się z tym nastawieniem dość bezwzględnie i nie ma co się dziwić, bezkarne praktyki zagranicznych firm w Polsce funkcjonują od lat.
Zainteresowani w tym procederze straszą podobnie jak w sprawie frankowego oszustwa banksterów, że w przypadku ich przyciśnięcia opuszczą Polskę i zostaniemy bez pieniędzy, towarów i usług.

Andrzej Owsiński. Fot. naszeblogi.pl

Oczywista bzdura, ale określone koła decydenckie są żywotnie zainteresowane w tym procederze, które po imieniu trzeba nazwać – oszustwem

Spotkałem się z takim przykładem, że znakomicie prosperująca firma w swoim czasie upaństwowiona i rozbudowana, została sprzedana „inwestorowi” zagranicznemu /nota bene za ułamek wartości/ i natychmiast zaczęła wykazywać zamiast dotychczasowych zysków – straty, rosnące z roku na rok.
Uczciwa urzędniczka w Urzędzie skarbowym zwróciła uwagę, że firma stosuje nagminną praktyką zaniżania ceny sprzedaży do swojej zagranicznej partnerki i zawyżania ceny zakupów od niej.

W nagrodę za zwrócenie swoim szefom uwagi została zwolniona z pracy.
Wniosek sam się narzuca, znacznie taniej jest zapłacić milion „człowiekowi” niż 100 milionów skarbowi państwa.

Firma z udziałem tegoż skarbu nie może tego zrobić, ale przepisy w krajach starego kapitalizmu są niezmiernie łaskawe dla takich praktyk prowadzonych w krajach „na dorobku”, jeżeli nie wprost „trzeciego świata”.

Ja dla urzędów reprezentujących fiskusa mam inną radę, opieram na własnym doświadczeniu. W rybołówstwie morskim w czasach, kiedy jeszcze ono w Polsce istniało stałą bolączką były wysokie koszty remontów w polskich stoczniach.

Chcąc jakoś załatwić ten problem poprosiłem znakomitego „kosztowca” pana Antosia Grzędzickiego, którego przy okazji serdecznie pozdrawiam mając nadzieję, że jeszcze żyje, ażeby przeanalizował koszty tych remontów.
W rezultacie tej analizy rachunki spadły do połowy, ale monopolistyczne stocznie odmówiły nam przyjęcia statków na następne remonty.

Dzisiaj coś takiego nie wchodzi w rachubę i radzę po prostu poddać porządnej analizie koszty firm ponoszących straty, a mimo to ciągle funkcjonujących na polskim rynku.

Od razu mogę wskazać gdzie należy szukać, przede wszystkim w transakcjach zagranicznych, kosztach osobowych i rachunkach materiałowych.
Ręczę za rezultat w 100 %.

Pisząc o kosztach osobowych mam na względzie pozycje takie jak know how, Consulting fee, wynagrodzenia zarządu i rady nadzorczej itp.

Przedwojenna ustawa o ograniczeniu wysokości uposażeń zmuszała do wypłat wysokich płac wyłącznie jako dywidenda z wypracowanego zysku po opłaceniu podatku dochodowego. Aparat kierowniczy był żywotnie zainteresowany w wypracowaniu zysku.

Obecna praktyka wysokich płac dla zarządu niezależnie od wyników finansowych przedsiębiorstwa jest jednym z koronnych przykładów powszechnej korupcji.

Tego rodzaju praktyki mają swoja historię, przed wojną trzy wielkie zakłady Żyrardowskie prowadzone przez pana Boussac’a, manufaktura widzewska Buchholca i pszczyńskie Plessów /vide film „Magnat”/ za prowadzenie tego rodzaju praktyk zostały objęte komisarycznym zarządem, a odpowiedzialni za oszukańcze praktyki poszli siedzieć z Boussac’iem na czele i nie pomogły interwencje francuskiego rządu. Trzeba przyznać, że Niemcy byli bardziej powściągliwi i w sprawie Plessów nie interweniowali.

Z drugiej strony chciwość fiskusa powoduje powszechny odruch obronny w odniesieniu do wielkości zysków. Z pewnością wpływy z podatków byłyby większe gdyby ich poziom obniżyć do około 30 % przy równoczesnej rzetelnej kontroli.

Jest to najskuteczniejsza droga dla stworzenia sytuacji „nieopłacalności” oszukiwania skarbu państwa.
Andrzej Owsiński

 

Źródło: NaszeBlogi.pl , 11 maja 2018.

 

, 2018.05.11.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci