Nie zbaczać z „drogi do wspólnej Europy”, „nie spóźnić się na pociąg do Brukseli”, nie rezygnować ze swego „przeznaczenia”, jakim jest „powrót do europejskiej rodziny”


Prof. I. Bukraba-Rylska o Polsce w UE

 

Nie ma to jak obcowanie z myślą mądrego człowieka. Kilkanaście lat temu Pani Profesor Izabella Bukraba-Rylska  napisała tekst o Polsce w Unii Europejskiej. Mimo upływu lat nadal pozostaje aktualny. Oto obszerne fragmenty rozdziału pt. „Polskie „Logos” i „Ethos” w Unii Europejskiej” (I.Bukraba-Rylska, „Socjologia widzenia spraw różnych”, Warszawa 2006):

„Jedna z uderzających cech debaty publicznej w Polsce począwszy od lat dziewięćdziesiątych jest traktowanie dokonujących się przemian jako pozbawionego niewiadomych, dobrze rozpoznanego procesu, którego nie tylko finał, ale nawet poszczególne etapy są już z góry znane. Socjologowie ukuli w związku z tym specjalny termin określający specyfikę takiego sposobu rozumienia i – niestety – także realizowania transformacji: mówią mianowicie o zmianie imitacyjnej, ale z równym powodzeniem dałoby się użyć innych sformułowań – naśladowcza, wtórna, epigonska. Można zatem odnieść wrażenie, iż najważniejszym zadaniem Polaków w niepodległej wreszcie ojczyźnie stało się posłuszne dreptanie wytyczonym przez innych szlakiem, wierne odgrywanie scenariusza, w którego powstaniu nie mieli żadnego udziału. Często stosowana metafora „teatru” (w odniesieniu do życia społecznego) oraz „aktora” (jeśli idzie o działających ludzi) ujawnia w tym przypadku swój dosłowny, wcale nie przenośny sens – podrzędność i brak autonomii owych aktorów oraz tego, co zgodnie z wyznaczonymi nam rolami powinni czynić, czuć i myśleć. Charakterystyczne, że w licznych przecież opracowaniach naukowych nie pojawia się pytanie o „autorów” zaproponowanego Polsce scenariusza ani „reżyserów” trwającego spektaklu, choć konsekwentyna analiza rzeczywistości zdawałaby się przesadzać o potrzebie stawiania także takich kwestii. Umacnia się więc przekonanie o dokonującym się samoistnie, naturalnym i logicznym rozwoju „ducha dziejów”, któremu należy ulec, gdyż na jego działanie nie ma się żadnego wpływu.

Język, jako wierne zwierciadło życia społecznego, potwierdza istnienie wskazanej tu tendencji. W wypowiedziach polityków i przedstawicieli elit od lat powtarzane są słowa, mówiące o potrzebie „dostosowywania się”, „doganiania” czy „nadążania za” krajami zachodnimi. Zwłaszcza państwa Unii Europejskiej traktowane są jako niewymagający żadnych korekt idealny wzór, istne wcielenie hasła Fukuyamy o „końcu historii” możliwym ponoć do osiągnięcia w warunkach liberalnej demokracji, kiedy już nic lepszego ludzkość nie będzie w stanie wymyślić. Zwłaszcza okres poprzedzający akcesję Polski do UE obfitował w nerwowe napomnienia, aby nie zbaczać z „drogi do wspólnej Europy”, „nie spóźnić się na pociąg do Brukseli”, nie rezygnować ze swego „przeznaczenia”, jakim jest „powrót do europejskiej rodziny”. Bardzo umiarkowany sukces referendum sugerował, że ani używane argumenty, ani tym bardziej kryjąca się za sloganami wizja przyszłości Polski nie wzbudziła w społeczeństwie szczególnego entuzjazmu….

Jeśli idzie natomiast o rolę przypadającą Polsce w „wielkiej europejskiej rodzinie”, to również nie wydaje się ona szczególnie ciekawa czy tym bardziej ambitna. Przede wszystkim dlatego, że z góry zakłada się konieczność tylko takiego uczestnictwa, które oznacza podporządkowanie się wypracowanym mechanizmom, lecz nie aktywne wpływanie na ich kształt i sposób funkcjonowania. Już w okresie przedakcesyjnym narzucano Polsce (co nie miało miejsca w stosunku do żadnego z wcześniejszych kandydatów) cały szereg regulacji i warunków, a polscy negocjatorzy byli systematycznie wzywani do Brukseli „na dywanik” i skrupulatnie rozliczani z postępów w „odrabianu lekcji”, jak sami bez cienia żenady określali. Konsekwencje ekonomiczne tych posunięć widoczne są dziś aż nadto wyraźnie, ale konsekwencje polityczne, chociaż mogą się ujawnić dopiero w dłuższej perspektywie, kto wie, czy nie będą bardziej znaczące…

Wejście w struktury europejskie, wbrew temu, co mówią o tym politycy, nie powinno więc być traktowane jako wpłyniecie Polski do spokojnej przystani, gwarantującej raz na zawsze jaki taki standard życia i bezpieczeństwo, ani tym bardziej nie może zwalniać od samodzielnego działania a zwłaszcza myślenia. Niestety, obserwacja aktualnie toczonych w kraju dyskusji nie daje nawet cienia nadziei, by ktoś zechciał o tym pamiętać. Język debaty publicznej skutecznie wdraża społeczeństwo do roli posłusznego trybika w maszynerii, która wprawia w ruch cudza myśl i energia. Ale czy takie właśnie ma być polskie Logos i Ethos w trzecim tysiącleciu?”

Wybór fragmentu książki:

Tymczasowy 

 

Za: BLOGMEDIA.pl , 16 maja 2018.

  • Tytuł zewnętrzny pochodzi od redakcji PCO.
  • Ilustracja tytułowa za Inter / wybór wg.pco

 

, 2018.05.17.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci