O co walczy Polska?


Czytając newsy z dni ostatnich, mam wrażenie, że o przetrwanie. Artykuły w sieci i telewizja pokazują bohaterstwo tych strażaków co pojechali do Szwecji i tego świra co zjechał z K2, w taki sposób, jakby od tego zależały decyzje rozbiorowe mocarstw. Jakby od zjazdu z K2 i ugaszenia pożaru zależało, czy Gdańsk będzie polski czy zostanie przyłączony do Niemiec. Ten zaśpiew, ta kokieteria są po prostu nie do wytrzymania. Gorszy jest chyba tylko teleturniej Milionerzy, który wczoraj oglądałem. Oto na tym krzesełku przed Urbańskim zjawił się facet, który zadeklarował, że chce mieć jacht. Na widowni siedziała żona, nieco zdenerwowana, ale raczej pewna, że ten cały Zbyszek, czy Roman sobie poradzi. Przyszło do pytań…o matko…a gość w okularach, z dyskretną bródką, prawdziwy inteligent z miasta powyżej 20 tysięcy mieszkańców. Niestety nie dosłyszałem jakiego był zawodu. Pytanie pierwsze – czy kumpel spod celi to herbatnik, biszkopt, keks czy coś tam jeszcze. Za 500 zł to pytanie. A facet normalnie bierze podpowiedź. Całe szczęście dobrze mu doradzili. Potem miał powiedzieć, które ze zwierząt – certa, jaź, miedzianka, jelec – nie ma linii bocznej. Myślałem, że zlecę ze stołka. Przeszdł, ale kombinował tak – ta miedzianka to pewnie ryba, a ryby nie mają linii bocznej…No i trafił…Potem dostał pytanie o to, jak się nazywa student w sutannie. Nigdy byście nie zgadli jak. Otóż według tego pana student w sutannie nazywa się kadet. I tak dobrze, że nie talib. Ale nie przejmujmy się, Polska walczy….Walczy na K2, walczy w Szwecji, a to co pokazują w Milionerach nie ma naprawdę znaczenia. Zacząłem się zastanawiać o co chodzi? Jak to jest, że człowiek, który kiedyś odbył podstawowy kurs przedmiotu nazywanego przyrodą, wiedział, że ryby mają linię boczną, a po rozmowach z kolegami na podwórku wiedział kto to jest herbatnik. Dzięki wizycie w kościele zaś wiedział czym taki herbatnik różni się od alumna. Oczywiście system edukacji, który nas ukształtował miał wiele wad. Bo i po cóż komu wiedza o rybach? Wdrukowywał jednak w mózg pewien schemat, który można było sobie sztukować samemu w różnych zakresach. Nie był i nadal nie jest to system, który czyni nas konkurencyjnymi wobec innych, bo przedmiotem nauki nie było w nim nigdy to, jak człowiek ma sobie poradzić sam w nieprzychylnym świecie, ale coś innego zgoła – ustawienie go w odpowiednim miejscu hierarchii, najczęściej dość niskim. No, ale to nie tłumaczy tego, skąd się biorą tacy faceci, jak ten co wczoraj wystąpił w Milionerach? Mam jedną tylko sugestię – System edukacji Polaków rozpadł się na kawałki, obsługą tego systemu nie zajmuje się już szkoła, nawet w wymiarze podstawowym, bo zadanie tej szkoły jest inne. Nauką i wychowaniem ludzi, zajmują się zakłady pracy, które zatrudniając pracownika świeżaka, czynią zeń specjalistę w jakiejś dziedzinie. Na przykład w dziedzinie zamykania i otwierania magazynu z cementem, albo pakowania mięsa i warzyw do gorącej bułki. Lub jeszcze jakiejś innej, równie ciekawej. W czasie każdego zajęcia, nawet najgłupszego, człowiek przeciętnie inteligentny może nabrać różnych ciekawych nawyków, a także dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Następnie skojarzyć je na nieznanych innym zasadach i stworzyć system, który uniesie go nieco w górę i pozwoli jakoś żyć. A może nawet awansować w hierarchii, która go przygarnęła i dała mu szansę. Jeśli ktoś taki ma aspiracje, szybko zauważy, że jest jakieś inne życie poza tym magazynem i poza firmą na literę M, a potem zacznie do tego życia tęsknić i aspirować. A pomoże mu w tym telewizja i różne interesujące programy, które ona emituje. Wystarczająco długa stymulacja mózgu tymi programami powoduje, że człowiek zrywa się nagle z fotela i utwierdzony przez żonę i dzieci w przekonaniu, iż może wiele wysyła zgłoszenie do teleturnieju. Później widzimy go tam, jak usiłuje odgadnąć czy wąż miedzianka ma linię boczną i czym się różni od herbatnika. Innego wyjaśnienia tej dramatycznej sytuacji nie widzę. Być może mam już swoje lata i wzrok mi osłabł. Ponieważ jednak, podobnie jak ci faceci, co pracując na magazynie uporczywie usiłują dowiedzieć się czegoś jeszcze, mam różne obserwacje, podzielę się teraz z Wami jedną z nich. Otóż, nie jest moim zdaniem tak, że te absurdalne z różnych powodów zagrywki, te „polskie szaleństwa”, te wyczyny i poświęcenia, to efekt jakiegoś przypadkowego zbiegu okoliczności. To jest systemowe i zaplanowane, a pewnie też pracowicie wkładane do łbów różnych aspirującym bohaterom. Takim jak ten co zjechał z wielkiej góry. Inaczej być nie może. Dla mnie samego, a pewnie też dla niektórych z Was symbolem manipulacji jakich system dopuszczał się na żywych mózgach młodych ludzi, była proza Łysiaka. Słowo proza nie jest tu może adekwatne, ale wiecie o co chodzi. Otóż Łysiak, z premedytacją i celowo lansował w swoich książkach takich bezkompromisowych bohaterów, którzy gotowi byli do różnych akcji w wymiarze ponadstandardowym. Kiedy byłem młodszy, sądziłem, że wynika to z deficytów samego Łysiaka, z faktu, że jest on mały, obrośnięty czarną szczecią i ma tyłozgryz. Dziś zmieniłem zdanie, to jest pewien plan, który ma długą tradycję. To jest plan wychowania dużej populacji w duchu poświęceń idiotycznych. Współcześnie nagrodą za owe poświęcenia mają być oklaski międzynarodowego tłumu i udział w jakichś kampaniach reklamowych, w czasach kiedy swoje książki drukował Łysiak, nagrodą był sugerowany w różnych miejscach przez autora swobodny bardzo seks. To było trochę demaskujące i od razu było widać, że Łysiak, adresuje swoją prozę do jakichś emocjonalenie pościskanych młodzieńców, których bardzo pragnie uwolnić, dając im jednocześnie szansę na awans. Było to też niesłychanie prymitywne, ale jak wszystko co występuje w dawce końskiej i podanej z pewną zręcznością, było też skuteczne.

Podkreślę raz jeszcze – mamy do czynienia z pewną tradycją, która nie umarła wcale, ale żyje w najlepsze i jest podtrzymywana, przez źle wyedukowanych redaktorów z portali internetowych. W chwili, kiedy żadna właściwie inna edukacja nie istnieje, a szkoła jest jedynie straganem, gdzie urzędnicy z ministerstwa sprzedają podręczniki przez siebie modyfikowane, a wydawane za pieniądze podatnika, sprawa wygląda słabo. I należy się raczej spodziewać, że ilość bezmyślnych idiotów zjeżdżających z wysokich gór będzie rosła. Należy się też liczyć z poszerzeniem spektrum szaleństwa, to znaczy z wytypowaniem nowych dyscyplin, w których Polska będzie mogła powalczyć o pierwszeństwo. Tak to niestety będzie wyglądać. Wracam z urlopu, jurto zaczynamy normalną pracę. Zapraszam na www.prawygornyrog.pl

 

Gabriel Maciejewski

 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  25 lipca 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski. Fot. YT / Wybór zdjęcia wg.pco

 

  , 2018.07.25.

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski