A jednak idioci…


Miało być dzisiaj o Orbanie, ale będzie trochę o Orbanie, a trochę o czymś innym. Pobieżnie dość, bo czas mnie goni, przeczytałem przed chwilą tekst pantery o finansowaniu obozu patriotycznego przez komorników. Mogę się tylko uśmiechnąć, albo może skrzywić sam nie wiem…z mojej żabiej perspektywy, z perspektywy faceta strugającego patyki i budującego z nich lotniska dla boeingów mogę rzecz całą skomentować w sposób pewnie dla kilku osób zaskakujący. Nie powstrzymam się jednak. Jak zobaczyłem tę informację o galach GP, W sieci, Instytutach wolności i innych ultrapatriotycznych przedsięwzięciach, do głowy przyszło mi jedna myśl, taka bardziej swojska i kojarząca się z ulicą Nową w moim rodzinnym mieście. Brzmi ona – kto się ch…hakiem urodził, kanarkiem nie umrze. Jak to się ma do Wiktora Orbana, a przede wszystkim jak to się ma do mnie? Już tłumaczę. Dostałem ostatnio wielką paczkę wydawnictw IPN, którą wysłano do mnie na osobiste polecenie prezesa Szarka. Tak się złożyło, że kiedyś, dawno temu poznaliśmy się, a potem zgadało się o możliwości sprzedaży tych wydawnictw przez nasz sklep. To nie jest ani przymus, ani konieczność dla żadnej ze stron. A już na pewno nie będziemy przy tym organizować żadnej gali. To jest propozycja. Dlaczego instytucja taka jak IPN chce sprzedawać przez mój sklep swoje książki? Bo sklep ten daje gwarancje, że książki trafią do ludzi, którzy są nimi rzeczywiście zainteresowani, a do tego jeszcze jest szansa, że oni te książki po przeczytaniu oddadzą komuś innemu z odpowiednią rekomendacją. Tak działamy i to jest dla ludzi oczywiste. Jest to także oczywiste dla coraz większej liczby wydawców i pośredników. Jakie są owego faktu konsekwencje. Na razie nie tragiczne, ale nie wiemy co przyniesie przyszłość. Oto, w tydzień ledwie, podnieśliśmy znaczenie i sprzedaż książki Marka Budzisza „Koniec rosyjskiej Ameryki”. Czy podobnej sztuki dokonał Igor Janke i jego Instytut Wolności sponsorowany przez komorników? Nie. On się jedynie tą książką zasłonił, żeby nie było widać istotnych powodów założenia tego instytutu. No, ale książka jest i ktoś ją sprzedaje. W jaki sposób? No, tak jak zwykle – obniżając cenę. Wydawca widząc, że książka schodzi oddał ją pośrednikom na dużym bardzo rabacie i oni teraz psują nam interes. Czy popsują? Nie sądzę. Idiota bowiem nie zrozumie, że książka jest do czytania, a nie do kupowania za 15 zł. A idiota z grupy PWN nie zrozumie tego w sposób szczególny. On wie, że trzeba przewalić pieniądze i zrobić galę, bo wtedy ciemny lud to kupi. Tak jest również innymi, także z najbardziej gorącymi patriotami. Czy tak postępują ludzie, którzy zajmują się dystrybucją poważnej propagandy? Nie. Oni podnoszą znaczenie swoich komunikatów i mówią – książka nie składa się z papieru. Ona się składa z autora, czasem z tłumacza, grafika, składacza, wydawcy i działu promocji. Wszyscy ci ludzie pracują na to, by produkt był przekonujący, dawał satysfakcję i gwarancję jakości na to co jest w środku czyli na treść. Czy tak myślą wydawcy i sprzedawcy obniżający ceny książek już na starcie? Nie. Oni myślą – bierz forsę i w nogi. Tyle, że forsy nie ma, a i uciec nie ma za bardzo dokąd. Żeby forsa się pojawiła trzeba zorganizować zróżnicowany rynek. Jak są traktowani ludzie, którzy ten rynek próbują organizować? Źle. Są z miejsca podejrzani. Po pierwsze przychodzą z zewnątrz, a więc nie mają żadnych umocowań w środowiskach akademickich, regularnie okradanych ze swojej własności intelektualnej. Co tym środowiskom nie przeszkadza bynajmniej, bo w zamian za zajumane dobro dostają galę organizowane przez tych czy innych komorników. Jeszcze gorzej traktują ich wydawcy, którzy za wyłudzane od państwa dotacje wydają wartościowe książki i nie umieją ich sprzedać. Ja na przykład, za książki Wydawnictwa Poznańskiego muszę płacić z góry. Od razu za całe zamówienie, które nie jest przecież małe. Każdy kto ze mną handluje i każdy kto jest trochę obyty na rynku wie, jak się sprawy mają. Żaden hurtownik nie zapłaci za książki od razu, bo on w ogóle nie jest kupującym. Kupującym jest wydawca, ale wydawca nie rozumie sprzedaży, bo dostaje pieniądze na wydanie książek za darmo. Jest też ów wydawca durniem w podstawowym tego słowa znaczeniu, bo nie pojmuje prostoty sytuacji w jakiej się znalazł. Co hurtownik sprzedaje wydawcy? Złudzenie, że upłynni duży nakład, za niską cenę. Cena może być niska, bo pieniądze na wydanie i tak były za darmo. Czy hurtownik to zrobi? Za jasną cholerę. On weźmie książki i będzie je trzymał przez lata, przysyłając co pół roku raporty sprzedaży i odwlekając moment zapłaty. No, ale on jest hurtownikiem i sprzedaje złudzenie masowej sprzedaży. Takiej sprzedaży już od dawna nie ma. Ja też jestem w dzisiejszym rozumieniu tego słowa masowym sprzedawcą, ale ja – ponieważ nie mam żadnych związków z gangami – muszę płacić z góry. I to ja, organizując te wszystkie pogadanki i promocję kreuję sprzedaż rzeczywistą i normalną, zadowalającą wszystkich cenę. W normalnych realiach nasza sprzedaż nie byłaby masowa, byłaby detaliczna. Masowa byłaby 20 razy większa, ale tego nie można osiągnąć bez rynku i nie można tego osiągnąć sprzedając książki za pół darmo. To jest myślenie debila.

Byłoby mi oczywiście lżej gdybym miał dłuższy termin płatności, ale mimo tego, że zorganizowałem pogadankę z Grzegorzem Kucharczykiem, a teraz jeszcze zrobię z nim cały cykl nagrań promujących nie moją przecież książkę, jestem traktowany jak potencjalny złodziej. Dlaczego? Bo nie uczestniczę w galach organizowanych przez komorników.

Jestem przekonany, że rynek książki, który jest w istocie rynkiem propagandy, odzwierciedla tak zwaną sytuację ogólną. Jesteśmy w rękach bęcwałów, a firmuje te okoliczności akademia, ze szczególnym wskazaniem na Kraków. Wyobraźcie sobie, że złożyłem uczonym z miasta Krakowa już cztery propozycje wydania ich, zapomnianych, wycofanych z hurtowni, przemielonych, zlekceważonych przez studentów, ale w mojej ocenie ważnych i potrzebnych książek. Myślicie, że ktoś odpowiedział? Jeden pan tylko. Napisał, że musi się skonsultować z poprzednim wydawcą, który mu tę książkę wydał 9 lat temu. Ciekawe po co…Żeby zapytać o zgodę pewnie i upewnić się, że środowisko bawiące się na komorniczych galach nie obruszy się na takie obniżenie rangi i jakości publikacji. Nikt nie odpowie jestem tego pewien. Nawet gdyby tonęli w szambie nie chwyciliby podanej sobie ręki, bo nie byłaby to właściwa ręka. Nie szkodzi. Poradzimy sobie.

Teraz pora na Orbana. Mniszysko podesłał mi link do jego przemówienia, które jest absolutnie wstrząsające. Nie ze względu na odróżnienie demokracji liberalnej i chrześcijańskiej bynajmniej i nie ze względu na wątki dotyczące uchodźców. Orban wie, że Węgry nie mają szans na nic, a jedyną okolicznością, która im sprzyja jest położenie w centrum Europy. To jak wiemy jest także zagrożenie, ale plan który przedstawił odsuwa to zagrożenie daleko, konkretnie do nas, do Polski. Orban powiedział – musimy zweryfikować politykę wobec Rosji, a to znaczy, że musimy – my czyli Unia – zwalić na kogoś całą odpowiedzialność za złe stosunki z Rosją. Ktoś powinien to dźwignąć po to, by cała reszta mogła z Rosjanami robić interesy. On tego nie powiedział złośliwie, o wie, że taka sztuka może się udać tylko z Polakami, bo oni za nic w świecie się z Rosją nie porozumieją. Nie dlatego, że nie chcą, bo ekipa gotowa do takich dogoworów znalazłaby się w pięć minut. To jest niemożliwe, bo Rosjanie tego nie chcą. A w dodatku nikomu to nie jest na rękę. A skoro tak, po co trzymać się pozorów – odrzućmy je. Niech Polska i kraje bałtyckie staną się strefą przyfrontową, dla której zaplecze organizować będą Węgrzy, Czesi i Słowacy. Węgrzy już tu inwestują i to w dodatku w książki, właśnie kupili WSiP, ciekawe co będą wydawać i jakimi kanałami to sprzedadzą? Jakie mogą być konsekwencje takich zmian w polityce? Proste i on o nich także wspomniał – jeśli Amerykanie nie poradzą sobie z Chinami, a nawet jeśli sobie poradzą przy udziale Rosji, ta ostatnia wraz z Niemcami może odciąć Polskę od Bałtyku. I co wtedy? Jak to co? Po podpisaniu serii porozumień, Polska wejdzie w zupełnie nowy krąg spraw, zwróci się ku południowi, a grunt pod to przebiegunowananie przygotują Węgrzy. W zasadzie już przygotowują. Najciekawsze jest jednak to, co Wiktor Orban powiedział Rumunom. On im, moim zdaniem, oznajmił wprost, że jeśli interesy węgierskie za Karpatami i w Rosji będą układać się dobrze, a w kraju będzie przybywać pieniędzy, to Rumunia straci Siedmiogród. I nie będzie na to siły. Ja tylko przypomnę, że gwarancją przynależności Siedmiogrodu do Rumunii było złoto z Baia Mare przekazywane Francuzom. Ciekawe ile tego złota jeszcze tam zostało? Program Orbana jest programem poważnym, bo innego on mieć nie może. Węgry mogą się jedynie zapaść pod ziemię, albo ekspandować. No więc będą ekspandować. Koszta tego ponosić będą inni, także my i o tym właśnie powiedział nam w swoim przemówieniu Wiktor Orban.

I teraz ważna rzecz – natychmiast moim zdaniem powinna powstać specjalna katedra zajmująca się studiami nad stosunkami polsko-węgierskimi od X wieku do dziś. To jest konieczność absolutna. Trzeba ponadto, by jak najdalej od tej katedry trzymał się znawca spraw węgierskich profesor Jerzy Robert Nowak. Natychmiast powinna się w tej katedrze pojawić osoba zajmująca się badaniem dokumentów i analizą stosunków pomiędzy Europą Środkową, a Genueńczykami.

Co z tego rozumieją ludzie, którzy zostali przez komorników wytypowani do napisania książki o Orbanie. Gó…no. Trzeba to powiedzieć wprost i niestety przy niedzieli. Oni z tego rozumieją tyle właśnie. To są ludzie bezradni wobec perkalu i paciorków, co pantera udowodniła przywołują przykład Gudzowatego rozdającego pamiątkowe, złote medale luminarzom kultury. To są osoby bezradne nieraz wobec siedmiuset złotych, a co dopiero kiedy mowa o czymś cięższym…Niestety to oni określają warunki naszego tutaj funkcjonowania i działania. Na dziś to tyle. Wracam do strugania patyków i budowania z nich lotnisk dla boeingów.

Powiem jeszcze tyle, że dawnymi czasy zastanawialiśmy się tutaj często z Toyahem, czy „nasi” to idioci czy może spryciarze…sprawa się wyjaśniła…Już nie musimy sobie tym zaprzątać głowy.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl .

 

Gabriel Maciejewski

 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  12 sierpnia 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Premier Węgier uważa, że dni obecnej Komisji Europejskiej są policzone (fot. PAP/EPA/BORIS PEJOVIC) / Wybór zdjęcia wg.pco

 

  , 2018.08.16.

Autor: Gabriel Maciejewski