Żydzi i Izrael mają swoje „Jedwabne”


W tym roku (2018) żydowskie lobby w Polsce znowu wymusiło na Polakach szumne obchodzenie kolejnej okrągłej rocznicy (50-tej) wyjscia Żydów z polskiego „domu niewoli”.

Na tą „historyczną” okoliczność zaserwowali społeczeństwu polskiemu sztukę teatralno-propagandową, gdzie na scenę co raz wskakiwali rozmaici spadkobiercy (dzieci i wnuki) o tradycjach KPP-wsko-PPRowsko- PZPR-owskich. Dzisiaj oczywiście jako czołowi   „liberałowie” i „demokraci liberalni”.

Wśród nich znalazło się niepotrzebnie wielu polityków, ponoć polskich, z prez. Andrzejem Dudą na czele, którzy licytowali się, kto bardziej potrafi pokajać się i być bardziej efektywny w lizaniu d…y Żydom polskim, izraelskim i amerykańskim. Było to widowisko żałosne i od czasu do czasu wywołujące u oglądających odruchy wymiotne. Zwłaszcza w tych momentach, kiedy na scenę wskakiwali różni „eksperci”, naukowi historycy i inni spekulanci intelektualni, usiłujący Polakom za darmo – jako że Zydzi nie są pazerni i też potrafią być wspaniałomyślni – sprzedać swoją wersję wydarzeń z marca 1968 r. Wyrazy obłudy, niebotycznego łgarstwa i cynizmu rzucane ze sceny nie miały granic.

Na tę scenę teatralną mieli też nieograniczony wstęp, oprócz polskiej żydokomuny, także potomkowie różnych mętów i rzezimieszków, kanalii, szuji i najpodlejszych typów, których zaciągnięto do różnych szczebli władzy PRLowskiej w ramach akcji tzw. „awansu społecznego” łechtając ich argumentem nie do odrzucenia: „Nie matura a chęć szczera zrobi z ciebie oficera!”. W ten sposób otwarto różnym łajdakom, rzezimieszkom i typom spod ciemnej gwiazdy drogę do władzy i decydowania o losach Polaków.

Uroczystości żałobne w Jedwabnem w 2001 r. Od lewej: ambasador Izraela Szewach Weiss i prezydent Aleksander Kwaśniewski (obaj pod parasolem), prof. Władysław Bartoszewski, minister kancelarii prezydenta Marek Siwiec i prezes IPN prof. Leon Kieres. Fot. Krzysztof Miller, AG.

Najbardziej smuci to, że wśród tych rozmaitych żydowskich spekulantów intelektualnych i propagandowych szubrawców, znalazł się prezydent III RP, Andrzej Duda, następnie szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jacek Czaputowicz, prof. Jan Żaryn, senator z ramienia PiS-u. A poza nimi, Kornel Morawiecki, polityczna miernota, która dostała się do parlamentu na plecach P.Kukiza, czy też n.p. Jarosław Gowin z partii, o której mało kto coś wie. Ale jeszcze bardziej żenujące, oburzające i odrzucające było ich tańczenie tanga z Żydami i całodzienne krążenie wokół nich z tą polską „kulturalną uprzejmością”: „padam do nóżek!”, „całuję rączki!” (ambasodorzycy izraelskiej) i jedzenie sobie z dziubków. No i to bezwstydne podlizywanie się, kajanie i płaszczenie przed rozmaitymi żydowskimi kanaliami i agresywnymi hochsztaplerami. Dla ich udobruchania liżą im d…y, nadają rozmaite polskie ordery i krzyże zasługi – za co?! Za obszczekiwanie, oczernianie i szkalowanie Polski i Polaków przy każdej nadarzającej się okazji? Tu dla przykładu wystarczy wystukać na GOOGLE „Szewach Weiss-Andrzej Duda” i poczytać.

Prezydent RP Andrzej Duda (P) oraz pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda podczas uroczystości wręczenia Orderu Orła Białego byłemu ambasadorowi Izraela w Polsce Szewachowi Weissowi. Fot. PAP/R. Pietruszka

Politycy polscy, począwszy od prezydenta poprzez premiera i ministrów, powołani są do obrony polskich interesów – interesów państwa polskiego. Minister Jacek Czaputowicz, szef MSZ zdaje się tego nie rozumić. W „Rzeczypospolitej” (8 luty 2018) w udzielonym temu pismu wywiadzie stwierdził, że w Jedwabnem Polacy zabijali Żydów. Jest to wystąpienie nie tyle haniebne (powiela żydowskie kłamstwa), co głupie (gdzie są na to dowody?). Należy mu tutaj przypomnieć, że terytorium państwa polskiego znalazło się pod okupacją niemiecką i z tą chwilą obowiązywała jurysdykcja okupanta, czyli prawo niemieckie. Tak samo zresztą jak w Palestynie obowiązuje jurysdykcja izraelska i Żydzi wymuszają siłą na Palestyńczykach przestrzeganie prawa izraelskiego.

Wspominam o tym, bo 10 lat temu, na 40.rocznicę „marca 68” (w 2008r.) też był taki teatr. Tylko, zdaje mi się, mniej krzykliwy i mniej intensywny, bo liczyli się z tym, że nie wszyscy świadkowie tamtych czasów już wymarli, albo że dotknął ich Alzheimer. Na ówczesną 40.rocznicę też przygotowano odpowiednią oprawę propagandową i przelewające się fale żydowskich kłamstw, oszczerstw i podłych obelg wymierzonych w Polskę i Polaków. Brał w niej udział tak hołubiony i uwielbiany przez dzisiejszych filosemitów rządowych i opozycyjnych, Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce. Dlatego uważam, że poniższy tekst informacyjny sprzed 10. lat, publikowany na pięciu portalach internetowych, które dzisiaj już nie istnieją – warto przypomnieć. W kilku miejscach artykuł ten został poprawiony i uzupełniony nowymi faktami.

*

Szewach Weiss i niewygodna prawda

W numerze 2. tygodnika „Wprost”, z 13 stycznia 2008 r., były ambasador Izraela w Polsce wystąpił w roli producenta i fabrykanta. Komentując książkę „Strach” J.T.Grossa produkuje dodatkowe kłamstwa i mity, które próbuje następnie sprzedać tanio Polakom (Żydzi zawsze drogo kupują i tanio sprzedają). Swój komentarz (str. 118) zaczyna następująco: „JAN TOMASZ GROSS, wybitny amerykański historyk i politolog, pochodzi z Polski. On i jego rodzina zostali stąd wypędzeni”. Prawdą jest, że J.T.Gross pochodzi z Polski. Większość Żydów amerykańskich pochodzi z Polski albo z Rosji. Nie jest historykiem ani politologiem, lecz socjologiem z wykształcenia. Gross i jego rodzina nie zostali wypędzeni z Polski. Wyjechali sami na własne życzenie. Rodzina Grossa i jego żony, Ireny Grudzińskiej, (córki ministra Grudzińskiego w rządzie W.Gomułki), była członkiem bandy komunistycznej spod znaku PPR/PZPR, rządzącej Polską z sowieckiego nadania. Innymi słowy: była to banda komunistycznych kolaborantów stalinowskich. A więc wiemy do jakiej rodziny i stadniny religijno-ideologicznej przynależał Jan Tomasz Gross.

Henryk Szlajfer i Adam Michnik. Fot. za: dzienniknarodowy.pl

W 1968 r., kiedy władza Gomułki wyraźnie słabła , obie frakcje stalinowskie w PZPR wzięły się za łby i rozpoczęły bieg rozstawny do przechwycenia władzy w PRL. J.T.Gross był wówczas studentem II roku socjologii na Uniwersytecie Warszawskim i towarzyszem A. Michnika, H. Szlajfera (jego syn, J. Szlajfer jest dzisiaj urzędnikiem w MSW, kontrolnym „podwładnym” Jacka Czaputowicza), S. Blumsztejna (dzisiaj w „Gazecie Wyborczej”).

Seweryn Blumsztajn ze swoja tablicą. Fot. Inter.

To właśnie oni wraz z wieloma innymi z tej samej stadniny organizowali poparcie polityczne dla stalinowskiej frakcji żydowskiej w PZPR. Czyniono to pod hasłem „obrony >Dziadów< Mickiewicza”, „wolności demokratycznych”,   ale i – a może przede wszystkim – „Zambrowski do Biura!” (Czyli do Politbiura PZPR, tzn. do władzy). Kto to dzisiaj pamięta? – choć ta sprawa jest dobrze udokumentowana zarówno w Polsce jak i na Zachodzie. Ale przyjrzyjmy się trochę dokładniej …

 

Kto jest kim, przeciwko czemu…

Roman Zambrowski, Hilary Minc, Jakub Berman i cały szerg innych typów tej samej stadniny, to przedstawiciele stalinowskiej frakcji żydowskiej. Po 1956 roku wielu z nich, będąc doszczętnie skompromitowanymi, zostało pozbawionych wysokich stanowisk w aparacie władzy. Jeszcze więcej komunistów żydowskich usunięto ze stadniny trzymającej władzę w PRL w roku 1968.

Aleksander Smolar, Leszek Kołakowski, Eugeniusz Smolar, Adam Michnik podczas międzynarodowej konferencji w 20. rocznicę wydarzeń 1956 r., Paryż, października 1976. Fot. ze zbiorów Andrzeja Friszkego. Za: aneks.kulturaliberalna.pl

Duża część tych ludzi opuściła PRL, udając się do Izraela (głównie ci z UB i LWP). Inni kierując się względami ekonomicznymi – w pogoni za pieniędzmi – udali się na Zachód. Wszyscy byli jednako „wypędzeni” z Polski. Ani lepiej ani gorzej od Grossów. Ci, co chcieli wyjechać, opuszczali Polskę. Ci, co chcieli zostać, nie wyjeżdżali. Adam Michnik, Antoni Zambrowski, (syn Romana), Bronisław Geremek, Anatol Feigin, Józef Różański, Luna Brystygierowa i cały szereg innych komunistycznych notabli, oraz synalków i cór stalinowskich bossów, skupionych dzisiaj wokół „Gazety Wyborczej” i „Polityki”, tworzących obóz michnikowski, zostali w Polsce. Inni natomiast, jak na przykład bracia Smolarowie, Eugeniusz i Aleksander (dzisiaj szefujący Fundacji Batorego/Sorosa) wyjechali, a potem wrócili do Polski po „okrągłym stole”. Zresztą, jak ludzie typu J.T.Grossa, bywali „wypędzani” z Polski, ilustruje najlepiej Alicja Zawadzka-Wetz w swej pracy (książce) p.t. „Refleksje pewnego życia” (wydanej w 1967 roku w Paryżu przez „KULTURĘ , w serii „DOKUMENTY”). Na stronie 100 – 101 przytacza takie oto wydarzenie (rok 1956)

– cytuję:

„W tym okresie, jako przedstawiciel partii, opiekowałam się organizacją partyjną w „LOT-cie. Na jednym zebraniu wystąpił młody chłopak, pracował zdaje się w administracji. Oznajmił, że chce wyemigrować do Izraela. Na sali rozległy się głosy: „wychodowaliśmy żmiję. Wiadomo, żydek…” Nie mogę znieść tego zdrobniałego słowa, które jest dla mnie odpowiednikiem obelgi. Uniosłam się, nawymyślałam ludziom od rasistów i zakończyłam zebranie. Potem rozmawiałam długo z tym chłopcem, używając wszelkich argumentów, żeby pozostał, że tylko w ten sposób może uratować honor Żydów. Słuchał mnie z wielkim bólem.

Mówił, że czuje się Polakiem, że Polska jest jego ojczyzną, ale upierał się przy wyjeździe.

Wyrzucono go z partii. Wyemigrował. Później dowiedziałam się, że jego matka była odpowiedzialnym pracownikiem Bezpieczeństwa. (UB – dop. mój, W.G.) Nie najważniejszym zresztą, jednak z anonimowej armii znienawidzonych ludzi. Syn nie mógł znieść tej sytuacji, nie był zdolny postawić własnej matki pod pręgierz opinii. Kiedy to zrozumiałam, wstydziłam się mojej rozmowy i moich argumentów. Ten chłopak miał rację”.

Koniec cytatu.

Barbara Toruńczyk i Adam Michnik, Warszawa 2004. Fot. Marusz Kubik / za: wikimedia.org

Zanim pójdziemy dalej, mała dygresja: Czy w oparciu o powyższe wydarzenie nie powinno być łatwiej zrozumieć ten gwałtowny opór po 1990 roku obu stadnin PZPR-owskich wobec dekomunizacji, a zwłaszcza lustracji?! Pamiętamy, że prym na froncie wiodła „Gazeta Wyborcza” A. Michnika i „Polityka” stworzona przez puławianina, M.F.Rakowskiego. Ale czy można się temu specjalnie dziwić?! Na przykład Barbara Toruńczyk, to córa płk. Henryka Toruńczyka, twórcy PRL-wskich oddziałów NKWD w 1944 roku. Były one powołane do bezwzględnego rozprawienia się z polskimi organizacjami niepodległościowymi, czyli z AK, NSZ, WiN i innymi, które nie chciały się poddać jurysdykcji sowieckiej. Marcowy przyjaciel Michnika, Henryk Szlajfer, to syn Ignacego, oficera UB. Stefan Meller, syn oficera osławionej bandyckiej Informacji Wojskowej. Konstanty Gebert (Dawid Warszawski) z „Gazety Wyborczej”, to syn Bolesława, współzałożyciela KP USA, agenta NKWD, ps. „Ataman”, czy Adam Michnik, syn

KPP-owców żydowskich, przywleczonych do Polski przez stalinowskie wojska bolszewickie.

Akurat ci wyżej wymienieni zostali w Polsce, tworząc podstawy dzisiejszego lobby żydowskiego. Byli oni też „wyganiani”, czy nie? Te zbrodnicze typy żydowskie, które opuściły Polskę po marcu 1968 roku nie były wygnane przez nikogo. Sami wyjeżdżali, bo zostali odsunięci od polskiego koryta. Powielana w koło teza, że zostali „wygnani” jest bezczelnym i grubiańskim kłamstwem. W książce pt. „Marzec ‘68” , (str.104) Piotr Osęka, bard marcowy, przytacza zdarzenie, jakie miało miejsce w 1967 r. w Warszawie w studenckim klubie „Babel” powiązanym z Towarzystwem Społeczno Kulturalnym Zydów w Polsce.

Podczas prelekcji red. nacz. „Polityki” i członka KC PZPR, M.F.Rakowskiego, zaczęto wznosić na sali okrzyki: „wypuście nas, a zobaczycie jak walczymy!”. No to reżim Gomułki dał im paszporty i wypuścił z PRL-u. Ci, co chcieli, to wyjechali, ci co nie chcieli, zostali. Notoryczne powielanie wierutnego kłamstwa, że zostali wygnani nie przysporzy im sympatii a jedynie wywołuje coraz większą niechęć i wrogość.

Żeby nie było nieporozumień, należy tu wspomnieć, że autorka „Refleksji pewnego życia”, polska Żydówka, przeżyła piekło hitleryzmu, ukrywając się z matką w Rembertowie. Po wojnie, od początku PRL była wieloletnią dziennikarką Radia. Zaczynała swą działalność propagandową na rzecz stalinowskiej bolszewizacji Polski już w Lublinie w 1944 roku. Była członkiem PPR-PZPR i sowietyzatorem Polski do chwili wyjazdu z PRL w 1962 r. Żyła zatem w „gnieździe os” w okresie intensywnej sowietyzacji naszego kraju – zwanym później „okresem błędów i wypaczeń” socjalistycznych. Jest przeto bardziej wiarygodna niż tabuny dzisiejszych naukowych „historyków”, „socjologów”, politologów” i innych „ekspertów -logów” żydowskich, usiłujących narzucić Polakom swoją żydowską siatkę poglądów, przez którą mamy patrzeć na „marzec 1968”.

 

Dwa antysemityzmy

Polsko-amerykański Żyd, J.T.Gross, w swych pseudohistorychnych paszkwilach antypolskich przedstwia Polaków jako notorycznych antysemitów; ludzi złych dla Żydów. Żyd izraelski, Sz. Weiss przyklaskuje mu gorąco: Gross został z Polski „wypędzony”. Co ma się tutaj rozumieć: To „polski antysemityzm” wypędził Grossa z Polski. No dobrze. Ale dopuśćmy znowu tutaj do głosu polską Żydówkę, Alicję Zawadzką-Wetz, która widziała dwa źródła powojennego antysemityzmu w Polsce. Wskazuje, że jeden, ten negatywny, to ten odgórny, płynący z Kremla. Natomiast drugi antysemityzm, ten pozytywny, to – cytuję:

„…zdrowa reakcja społeczeństwa polskiego na akty gwałtu, bezprawia i terroru, których wykonawcami, z konieczności, czy też z przekonania byli w przeważającej mierze Żydzi. To oni, właśnie ci przedwojenni komuniści, którym udało się przetrwać okres wojny w Związku Sowieckim, objęli później najbardziej odpowiedzialne stanowiska w aparacie bezpieczeństwa, czy propagandy. To oni w oczach Polaków byli odpowiedzialni za całe zło, za ludzkie cierpienia w okresie stalinizmu. Nie można się takiej reakcji dziwić. Ci ludzie powinni byli odejść. Nie dlatego, że przypadkowo byli Żydami, ale dlatego, że ponosili objektywnie odpowiedzialność – jako komuniści i jako polscy obywatele – wobec swych rodaków.

Cała trudność działania w tym okresie polegała na tym, że trudno było oddzielić dwa krzyżujące się wówczas nurty antysemityzmu: ten, niedobry, który przyszedł z góry, i ten zdrowy, oddolny, który był antysemityzmem w takich tylko granicach, gdy odpowiedzialni za przeszłość i bezprawie byli Żydami.”

 

Szewach Weiss maluje autora antypolskiego paszkwilu „Strach” jako „wybitnego amerykańskiego historyka i politologa”. Gross jest tak samo „amerykański”, jak i „polski”.

A każdy wie, że to populistyczny żydowski propagandzista. To się słyszy trochę jak Radio Erewań, ale to tylko Szewach Weiss. J.T. Gross nie jest z wykształcenia historykiem ani politologiem, lecz socjologiem.

„Historykiem” i „politologiem” stał się na zamówienie żydowskich organizacji w USA takich, jak AIPAC, ADL (Anti-Defamation League) i podobnych włącznie z rabinem Hier i jego Centrum-Wiesenthala. Do tego grona należy też Daniel Goldhagen, Elie Wiesel, Alan Dershowitz i wielu innych tego samego pokroju „wybitnych” i „uczonych” szubrawców intelektualnych. Ich „wybitność” i „naukowość” jest tworzona sztucznie przez członków tej samej mafii żydowskich spekulantów intelektualnych, którzy celowo i metodycznie „wybijają” się nawzajem do góry. Celem tej przewrotnej reklamy i propagandy są głównie ludzie młodzi i naiwni. Pod jednym wszakże względem są oni wybitni: jako hochsztaplerzy , chucpiarze, cyniczni kłamcy, krzykacze, manipulatorzy propagandowi, ludzie podli i złajdaczeni. To nie tylko ja ich tak widzę, ale również prof. Norman Finkelstein i prof. Ilan Pappe.

 

Kto mordował

W innym miejscu Sz.Weiss pisze, że: „ …w najnowszej książce „Strach” Gross przytacza mnóstwo faktów na temat pogromu kieleckiego”. I zaraz dodaje, że jest to: „Niewygodna prawda”. Pytanie: Dla kogo niewygodna? To prawda, że Gross wysysa z palca i przytacza mnóstwo czegoś na wzór „faktów”. A nawet te wyglądające na fakty, nasuwają pytanie: Jaka jest ich faktyczna wartość? Radio Erewań znajdzie w tej książce dużo materiału do nowych doniesień.

Jeżeli zaś chodzi naprawdę o „prawdę” o pogromie kieleckim i innych pogromach z tego czasu, to powiedzmy tu wprost, że zna ją najlepiej Ben Gurion, Menahem Begin i inni przywódcy żydowskich organizacji terrorystycznych takich, jak n.p. „Irgun”, „Haganah” czy bandy Sterna, które w bestialski i okrutny sposób dokonywały szeroko zakrojonych czystek etnicznych na terenie Palestyny.

 

Weiss mówi, że w ciągu 60 lat powstało wiele mitów wokół tego (kieleckiego) wydarzenia.

I że powstały na ten temat różne teorie. Po czym zaraz oznajmia: „I co z tego? Kto i dlaczego wysłał morderców – to jest oczywiście kwestia polityczna”. Jednakże kwestia ta nie ma dla Weissa znaczenia: „… najważniejsze pozostaje to, kto mordował”.   Aha! Weiss cwaniak. Szybko zabezpieczył się na wypadek, gdyby wyszło w przyszłości na jaw że jednak był ktoś, kto wysyłał morderców, bo miał w tym jakiś cel polityczny. Dlatego to, co ważne jest dla Weissa, to żeby jego klienci kupili od niego towar: „nie ważne, kto i dlaczego wysyłał

morderców”. Zapamiętajmy jednak sobie, że najważniejsze jest to, KTO MORDOWAŁ, a nie kto inspirował, wywoływał, nakłaniał i kierował.

Dawid Ben Gurion, Mosze Dajan i Szimon Peres. Fot. za: izrael.org.il

Do powstania państwa jako bytu politycznego potrzebne jest terytorium. Żeby móc ogłosić powstanie państwa Izrael, Żydzi musieli wejść w posiadanie jakiegoś terytorium. Mogli to osiągnąć tylko drogą dokonania czystki etnicznej na wybranym obszarze. Strategia Dawida Ben Guriona (jego agentem w Polsce w latach 1944 – 1952 był Adolf Berman, brat osławionego komunisty i nadUBeka, Jakuba Bermana) i żydowskich organizacji terrorystycznych (Irgun, Haganach i Lehi-banda Sterna) na terenie Palestyny szła w dwóch kierunkach: Jeden, to akcja dyplomatyczna. Drugi, to szeroko zakrojona czystka etniczna dokonywana poprzez masowe mordowanie miejscowej ludności, stosowanie brutalnego terroru, mającego na celu wymuszenie na tubylcach masowych ucieczek z terenów przez nich zamieszkałych. Celem terroru było sianie strachu, wywoływanie paniki, niepewności jutra i ryzyka utraty życia. Żydzi dopuścili się wówczas ogromnych zbrodni i okrucieństw, dokonanych po II wojnie światowej, zasługujących na miano ludobójstwa.

 

Plan „D”

To plan „Dalet”. Oznaczał on szeroko zakrojoną czystkę etniczną, będącą kontynuacją poprzednich tego rodzaju akcji. Ale wyczyszczenie określonego obszaru z ludności tubylczej nie załatwiało przecież sprawy. Celem tych działań nie było bowiem stworzenie pustyni. Dlatego drugim, równoległym kierunkiem było naganianie na ten teren innej ludności – żydowskiej. Amerykański prof. Norman Finkelstein, przypomina w swej książce pt. „Beyond Chutzpach: On the Misuse of Anti-Semitism on the Abuse of History”, że naganianie Żydów do Palestyny odbywało się drogą stosowania “brutalnych środków działania”. I że eksodus Żydów na oczyszczone z Arabów tereny wymuszano drogą stosowania prowokacji i często przemocy (podkreślenia moje – W.G.).

Naeim Giladi w swej książce pt. „Ben Gurion’s scandals: How the Haganas & the Mossad eliminated Jews” ukazuje, na przykładzie zniszczenia najstarszej na świecie społeczności żydowskiej w Iraku; jak przebiegało naganianie Żydów do Palestyny. W Iraku został zredagowany Talmud Babiloński. Irak był przez wiele stuleci uznawany za duchowe centrum społeczności żydowskiej. Ta społeczność została w 1946 roku wyrwana z korzeniami i zniszczona. N. Giladi pisze, że syjoniści w Iraku dokonali – na polecenie specjalnych służb żydowskich organizacji – terroru przeciw irackiej społeczności żydowskiej, prowokując tym falę uciekinierów do Palestyny. Czy to przypadek (polski antysemityzm), że w tym samym czasie miały miejsce antyżydowskie akcje w Rzeszowie, w Krakowie no i ta słynna „masakra” żydów w Kielcach zw. jako „pogrom kielecki”. O wyganianiu w tym samym czasie (rok 1946) Zydów ze Słowacji, Ukrainy i Węgrzech nie mówi się prawie wcale. A przecież i tam były takie akcje.

Ilan Pappe. Fot. za: ronitlentin.net

Dużo zamieszania wśród kłamców i bezkrytycznych apologetów żydowskich wywołała książka izraelskiego historyka, Ilan Pappe, pt. The Ethnic Cleansing of Palestine” (wyd. Oneworld, Oxford 2006). Autor dotarł do dokumentów wykazujących, że Ben Gurion i jego wspólnicy już przed II wojną św. zaplanowali czystkę etniczną na terenie Palestyny. Jej momentem kulminacyjnym był „Plan D” w 1948 roku na krótko przed proklamowaniem powstania państwa Izrael. Oczywiście, Ilan Pappe został za to wszechstronnie obszczekany w

prasie żydowskiej i okrzyczany żydożercą w prasie anglojęzycznej, kontrolowanej przez Zydów. W Izraelu tak mu dali „popalić”, że musiał udać się na emigrację. Mieszka i pracuje dzisiaj w W.Brytanii jako profesor na Uniwersytecie w Exeter.

 

Metoda skuteczna, ale nie ludzka

Benny Morris. Fot. za: wikipedia.org

Zbrodnie i okrucieństwa żydowskie dokonane na cywilnej ludności palestyńskiej,   wyspecyfikował inny historyk izraelski, Benny Morris, w swej książce pt. „The Birth of Palestinian Refugee Problem” i w drugiej: „1948 and After”. O wiele więcej można znaleźć w prasie zachodniej z doniesień Agencji Reutera z Palestyny w latach 1945 – 1948, dostępnych w bibliotekach zachodnich. (Tutaj – uwaga! W Polsce może być bardzo trudno znaleźć te informacje, bo ówczesna prasa PRLowska, agencje informacyjne i wydawnictwa były całkowicie pod kontrolą żydowską). Ja tutaj ograniczę się tylko do przytoczenia paru przykładów takich informacji z tamtych czasów.

Jak już wspomniałem, dla oczyszczenia terenu z miejscowej ludności, Zydzi stosowali ślepy i dziki terror wobec miejscowej ludności cywilnej, siejąc swymi bestialskimi działaniami strach, zgrozę i panikę.

Menachem Begin wśród członków Irgun, 1948 r. fot. za: wikipedia.org

Terroryści żydowscy z IZL (Irgun Zvai le’umi M.Begina) bez ostrzeżenia rzucali bomby na targowiska arabskie i na ludzi czekających na przystankach autobusowych. Bandziory z Irgun’u dokonywali regularnie zbrojnych wypadów na wybrane przypadkowo wsie arabskie, mordując miejscową ludność bez wyjątku. Wyłapywali w jednej osadzie kobiety w zaawansowanej ciąży, przywiązywali je łańcuchami do jeepów i ciągnęli przez ulice innej wsi przy akompaniamencie dzikich wrzasków, serii z karabinów maszynowych i wybuchów rzucanych na wszystkie strony granatów. Takich okrucieństw, przywiązywania ciężarnych kobiet łańcuchami do samochodów i włóczenia ich po ulicach, nie dopuszczali się ani naziści ani bolszewicy, którzy – owszem, też mordowali, ale nie znęcali się nad niewinnymi ofiarami, jak Zydzi w Palestynie czy galicyjscy Ukraińcy na Wołyniu. Nie ma się zatem co dziwić, że przy takich barbarzyńskich i dzikich ekscesach zydowskich, bezbronna ludność arabska wpadała w panikę i uciekała na śmierć i zycie jak najdalej „od pijanycj wariatów, którym dano do ręki karabiny maszynowe i bomby” – jak to określali tychże Zydów starzy Arabowie palestyńscy. Tu trzeba przyznać, że była to skuteczna metoda oczyszczania terenów z niepożądanej ludności. Ale czy była ludzka?!

 

Zapomniane zbrodnie

Dobrze udokumentowana jest też masakra ludności palestyńskiej w Deir Yassin, dokonana przez IZL i LHI. Cała miejscowość została zrównana z ziemią. Jej mieszkańcy wymordowani. Jeden z miejscowych Żydów, który przypadkowo pojawił się w tej miejscowości parę godzin później, opowiedział, że masowego mordu dokonali ludzie z IZL i LHI, którzy najpierw zaaresztowali wszystkich obecnych mężczyzn, po czym załadowali ich na samochody ciężarowe , obwozili po okolicy, by wrócić i wymordować ich seriami z karabinów maszynowych. Ale wszystkich złapanych przedtem poddali gruntownej rewizji, w tym kobiety, dzieci i starców, rabując ich z pieniędzy i biżuterii. Całe rodziny – w tym kobiety, dzieci i starcy – zostały wymordowane. W wielu miejscach leżały hałdy trupów. Za inny przykład żydowskiego barbarzyństwa i okrucieństwa niech posłuży masowy mord dokonany w październiku 1948 roku na ludności Ad Dawajma, gdzie liczba ofiar sięgnęła kilkuset zamordowanych. Jeden ze świadków (Zyd) masakry ludności w Ad Dawajma zdał relację z przebiegu wydarzenia. Mordowano wszystkich, którzy ukazali się na celowniku: mężczyzn, kobiety, dzieci i starców. Nie oszczędzano nikogo. Dzieci mordowano roztrzaskując im głowy kijami. Złapane stare kobiety umieszczono w jednym z domów, który potem wysadzono w powietrze razem z nimi. To było tylko takie żydowskie „Jedwabne”, o czym się nie mówi i nie pisze. Ale należy zauważyć, że w tej barbarzyńskiej i okrutnej zbrodni nie brali udziału Polacy ani naziści. Sprawcami byli tylko Żydzi. A zatem nie ma tu wątpliwości, KTO MORDOWAŁ.

Jeden z członków terrorystycznej organizacji, która brała udział w dokonanym mordzie, chwalił się, że zgwałcił dziewczynę a potem ją zastrzelił. Inną złapaną przypadkowo młodą kobietę z niemowlęciem na ręku zaciągnęli do sprzątania placu, gdzie „bohaterowie-bojowcy” żydowscy mieli spożyć zasłużony posiłek. Po dwóch dniach zastrzelili ją i niemowlę.

Norman Gary Finkelstein. Foto: Wikipedia.org

Profesor Norman Finkelstein przytacza wypowiedź jednego z oficerów izraelskich, ilustrującą mentalność Żydów i nastroje w izraelskich oddziałach militarnych: „ – Kiedy mogę zabić Araba – to jest to cała przyjemność.” Czy tutaj nie słyszy się głosu

bolszewika? – Jak zabiję kapitalistę, wyzyskiwacza, kułaka etc., to cała przyjemność.

Takich przykładów żydowskiego bestialstwa, barbarzyństwa i okrucieństwa można tu przytoczyć dużo więcej. Ale nie o to tutaj chodzi. Chodzi bowiem o ukazanie żydowskiego oblicza etycznego i moralnego; jacy są „czyści”, jaką mają mentalność i do czego zdolni.

W świetle powyższych faktów ciśnie się pytanie: Czym zbrodnie żydowskie, np ta w Ad Dawajma, różnią się od zbrodni niemieckiej w Jedwabnem?!

I chyba pasuje tutaj przypomnieć stwierdzenie Grossa i Weissa: Kto wysyłał żydowskich bandziorów do okrutnego mordowania niewinnych i bezbronnych dzieci, kobiet, starców i mężczyzn palestyńskich – to jest oczywiście kwestia polityczna. Ale na poziomie ludzkim: dobra i zła, solidarności i nienawiści, humanizmu i barbarzyństwa, najważniejsze pozostaje to, kto mordował. W każdym razie Polaków i Niemców tam wtedy nie było.

 

Ktoś w internecie rzucił Żydom: Przestańcie o nas kłamać, to my przestaniemy o was pisać prawdę. Podpisuję się pod tym wezwaniem.

Władysław Gauza

Marzec 2018.

  

 *****************************************************

 

Powyższy artykuł miał swój epilog. Warto, moim zdaniem to odnotować, bo ujawnia trochę dodatkowych informacji, które wzbogacają obraz dzisiejszej polskiej sceny politycznej.

 

1)    Powyższy artykuł został napisany zaraz po 50-tej marcowej chucpie żydowskiej i dwa miesiące przed planowanymi kolejnymi: „70. rocznicą” powstania państwa Izrael (połowa maja 2018), „pogromu kieleckiego” i „Jedwabne” w lipcu. Artykuł ten, demaskujący żydowskie załganie najnowszej historii dotyczącej powstania państwa Izrael, t.zw. pogromu kieleckiego i mordu w Jedwabnem, próbowałem zamieścić na kilku portalach internetowych w ramach kampanii kontrpropagandowej dla propagandy żydowskiej. Trochę byłem zaskoczony, kiedy wśród nich dwa portale hurrra-narodowo-patriotyczne, których dysponenci zresztą potwierdzili otrzymanie tekstu, ale go nie opublikowali. Nie wiem, dlaczego nie. Mam na ten temat różne teorie. Jedną z nich jest to, że nie chcieli zakłócać żydokomunie i ich polskim pachołkom (szabesgojom) dobrego nastroju i samopoczucia. Zatem nasuwa się tutaj pytanie: po której stronie barykady w tym przypadku stanęli? Wygląda na to, że te ich tyrady patriotyczno-narodowe maja funkcję specjalną; funkcję fasady, za którą kryją swoje prawdziwe intencje i zamierzenia sprzeczne z polską racją stanu.

Na tym tle wygląda inaczej właściciel portalu „Wprawo.pl”. Nie miał bowiem żadnych obiekcji i zastrzeżeń, co do treści tego artykułu. Rozumiał doskonale o co tu chodzi i opublikował go w całości. Artykuł ten znajduje się w internecie i można go zaleźć … tutaj.

 

2)    Następna informacja, która moim zdaniem, dodatkowo odsłania prawdziwe oblicze „polskojęzycznych” aktorów polskiej sceny politycznej też zasługuje na przytoczenie.

Powyższy artykuł został m.in. opublikowany na niszowym portalu „Związek Polaków w Norwegii”. Ale nie przetrwał długo, bo na dwa tygodnie przed oczekiwaną majową chucpą żydowską nagle zniknął z tego portalu. Po moich dociekaniach dlaczego został usunięty wyszło na jaw, że interweniowało MSZ J. Czaputowicza i jego podwładna jednostka, ambasada III PRL w Oslo, która wywarła presję na admina w/w portalu, żeby usunął ten artykuł, jako że jest nieKOSZERny. Admin uległ presji i tekst ten wymiótł z portalu. Niewątpliwie było to związane ze zbliżającą się 70.rocznicą powstania tworu politycznego zwanego „Izrael”. Artykuł ten bowiem demaskuje jak bardzo załgana przez Żydów jest historia powstania państwa Izrael.

Treść tego artykułu jest udokumentowana i źródła, na których jest oparty, są wskazane. Nie było zatem powodu, żeby tymi faktami nie podzielić się z czytelnikami. Jednak nie to jest ważne. Najważniejsze dla Żydów jest to, żeby Polacy byli ograniczeni intelektualnie i żeby nie zakłócali tworzonego przez nich szumu propagandowego i żydowsko-PiSowskiej narracji historycznej.

Tutaj konieczne jest przypomnieć, że usuwając powyższy artykuł z portalu „Związku Polaków w Norwegii”, zarówno dysponent portalu jak i urzędnik ambasady PRL-owskiej w Oslo nie przestrzegają obowiązującego Polaków prawa i łamią w sposób rażący obowiązującą Konstytucję, w której zawarty jest Art. 54 gwarantujący Polakom wolność wypowiedzi i swobodę wyrażania swoich poglądów.

 

A teraz wyobraźcie sobie Państwo, jak zażydzone muszą być władze polityczne w III RP. (To, że Warszawa jest najbardziej zażydzoną stolicą Europy, to od dawna – t.zn. przed i po „okrągłym stole” – jest ogólnie wiadomym.). Ale tego jeszcze nie było, żeby w dniu rocznicy powstania państwa Izrael nadawcy telewizyjni, z PiSowską TVP włącznie, demonstrowali swoją przynależność duchową, uczuciową i sercową z państwem Izrael w ten sposób, że poprzypinali sobie na pierś żółtą żydowską gwiazdę Dawida, narzucając Polakom tym symbolem kogo powinni czcić i miłować, przed kim padać na kolana i kogo przepraszać.

PiS-owska TVP posunęła się tak daleko, że przy tej okazji wspomniała z sympatią i uznaniem czołowego i najbardziej bestialskiego terrorystę żydowskiego, Menachema Begina, który   podłożył bombę pod hotel King David” mordując 90 niewinnych ludzi. Czy ten PiS-owski głupiec polityczny, który dał polecenie wspomnienia z uznaniem i wyrażenia sympatii dla działalności tego bandziora żydowskiego – zdawał sobie sprawę, że tym wyraził w imieniu swojego obozu politycznego akceptację dla terroru w walce politycznej??? Tutaj ciśnie się na usta pytanie: Jak będzie trzeba ustosunkować się do sytuacji, kiedy UB/SB-ecy z PO, Nowoczesnej, SLD i KOD-ziarstwa zaczną stosować te same metody walki politycznej z PiS-owcami i ich przydupasami?

Dopisano 22 czerwca 2018 r.

W. Gauza

*

I jeszcze jedna i na dzisiaj ostatnia sprawa.

Szef Światowego Kongresu Żydów (W.J.C.), Ronald S. Lauder, 26 lutego b.r. wystąpił na łamach „New York Times” z apelem, że już „czas złagodzić retorykę w Polsce w sprawie ustawy o IPN”. Ergo: Czas już zakończyć rozpętaną (przez Żydów) wojnę polsko-żydowską, bo jej skutki zaczynają przechylać się na niekorzyść Żydów w Polsce.

Ronald S. Lauder, prezydent Światowego Kongresu Żydów (WJC) w rozmowie z kardynałem Jorge Mario Bergoglio, późniejszym papieżem Franciszkiem, 2008. Fot. za: collmejorgebergolio.com, 25.08.2014.

Jego przekaz w tempie ekspresowym poparło „Forum Żydów Polskich”, bo już na drugi dzień ogłosiło, że „Czas złagodzić retorykę”. O co tu właściwie chodzi? Po prostu o to, żeby nie dopuścić do takiego rozwoju sytuacji, że Polacy zaczną dociekać, gdzie jest „pies pogrzebany” i w swych poszukiwaniach trafią na żydowskie szafy ze „szkieletami” i zaczną je powoli i po kolei otwierać. Dla żydostwa byłoby to tragedią, żeby nie powiedzieć – katastrofą. Wyobraźmy sobie, co by wyszło na jaw, gdyby te żydowskie szafy ze „szkieletami”, Polacy zaczęli uchylać i do nich zaglądać. I po otwarciu, co których drzwi, wypada „szkielet” i wraz z nim towarzyszący mu smród – moralny i etyczny smród żydowski, który do dzisiaj ludzkość nie bardzo pojmuje, gdzie się rodzi i kształtuje, a potem materializuje, między innymi n.p. w dzikich i głupowatych atakach propagandowych na Polskę i Polaków, czy podobnych napaści na wszystkich tych, których Żydzi nie lubią.

Dlatego apeluję do Polaków, żeby nie byli łatwowierni i nie dali się Żydom oszukać. Badajmy, szukajmy i wałkujmy sprawę żydowską a zwłaszcza ich stronę moralną i etyczną do chwili otwarcia ostatniej szafy z ukrywanym w niej „szkieletem”.

Apeluję! – Nie poddawajmy się!

Władysław Gauza
25 sierpnia 2018

*

  • Ilustracja tytułowa: Warszawa, Rondo de Gaulle’a, skrzyżowanie Alej Jerozolimskich i Nowego Światu z palmą. Grudzień 2012. Fot. Lech Marciniak. Za: tvn24.pl / wybór zdjęcia wg.pco

*

Przeczytaj również:

 

   , 2018.08.26.

Autor: Władysław Gauza