O politycznym geniuszu Andrzeja Dudy


Włączyłem wczoraj telewizor, albowiem jestem na wyjeździe służbowym i zobaczyłem tam, jak prezydent Andrzej Duda czyta na stojąco fragment „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Dziś zaś przeczytałem komentarz eski dotyczący genialnych posunięć prezydenta, który próbował zorientować politykę polską na Chiny, ale mu nie wyszło. Obawiam się, że eska się myli i nawet jeśli prezydent coś tam zamierzał, to był, jest i będzie „za krótki w uszach” jak to się dawnymi czasy mówiło. Polityka bowiem polega na udzielaniu partnerom gwarancji na zyski, które pochodzą z zarządzanego przez nas terenu. A jakich gwarancji może udzielić Chińczykom prezydent? On im może sprzedać jabłka co najwyżej i to jest wszystko.

Oprócz okazjonalnego oglądania telewizji, słucham też często radia w samochodzie. Ostatnio, na przykład, powiedzieli, że Dubieniecki wyłudził z NFZ (chyba) 14 milionów złotych, a na dodatek chciał uciec do Izraela, to jest, przepraszam, chciał tam wyjechać na leczenie kręgosłupa. Mam w związku z tym dwa pytania, czy to prawda, że Dubieniecki był mężem Marty Kaczyńskiej i czy to prawda, że Andrzej Duda jest zajmuje swoje stanowisko ponieważ został do tego przeznaczony przez Jarosława Kaczyńskiego. Mam też trzecie pytanie – czy to prawda, że Bagsik z Gąsiorowskim nie byli oszustami tylko zasłużonymi dla kraju przedsiębiorcami, którzy narażając mienie, a może i życie ratowali przewożonych z ZSRR do Izraela Żydów? Tylko tak pytam, porównując telewizor z radiem i dodając do tego komentarz eski.

Jeśli bowiem tamci okazali się po wielu latach uczciwymi ludźmi, a polski wymiar sprawiedliwości i cały aparat państwowy okazał się gromadą niczego nie rozumiejących durniów, podobna przygoda może spotkać także Marcina Dubienieckiego. My się tu z niego natrząsamy i drwimy, a on może w istocie dokonuje właśnie jakichś bohaterskich czynów, w których przeszkadza mu prokurator i policja. Co Dubieniecki ma wspólnego z dojrzałą polityką Andrzeja Dudy? Mam wrażenie, że reprezentują oni tę samą formację, choć o Dubienieckim mówią, że przez ojca jest związany z SLD. Obaj należą do pokolenia, z którym będziemy się męczyć przez najbliższe dekady i nie jest wcale pewne – casus Bagsika i Gąsiorowskiego – który z nich okaże się bohaterem, a który zdrajcą. Na pierwszy rzut oka, dzisiaj, wszystko wydaje się jasne, ale to tylko pozory, dobrze wiemy przecież.

Wracajmy do prezydenta, czy on dysponuje jakąś organizacją, która mogła wprowadzić w życie na poziomie lokalnym chociaż jakąś nową wizję polityki. Nie. On ma do dyspozycji bardzo ograniczonych urzędników i jakieś figury w rodzaju tego całego Dobosza, który poprawiał przedwiośnie. Prezydent nie ma żadnych kontaktów w regionach, a jego funkcja reprezentacyjna jest mocno przereklamowana. Poza tym, co ważne, on nie ma żadnych gwarancji. Jedynych gwarancji udzielił mu Jarosław Kaczyński, to wszystko. Politykę zaś poważną robi na obcych gwarancjach, które się następnie odrzuca w imię własnej racji stanu. Tak jak tego nauczył wszystkich Józef Piłsudski. Z tego co pisze eska niemożliwe jest, by prezydent działał w porozumieniu zresztą bandy, to jest chciałem rzec, ze strukturami PiS, bo oni reprezentują opcję amerykańsko-żydowską. Ta zaś doprowadzi nas wkrótce do zguby. To jest ciekawa koncepcja, ale co w zamian może nam zaproponować prezydent Duda? Sprzedaż jabłek Chińczykom? Porozumienie z Kazachstanem i Ukrainą? Jakoś ten most do Chin trzeba zbudować. To się nie uda, z racji tego, o czym napisała sama eska – fizycznej obecności wojsk USA w Polsce. Jechałem wczoraj autostradą i minąłem trzy nieoznakowane amerykańskie samochody wojskowe. Jeden wymalowany na zielono, a dwa stare, w kolorze piasku pustyni, jeszcze z operacji Irackiej. Żaden nie miał rejestracji. Poza tym, nie śledzę na bieżąco, więc dokładnie nie wiem, prezydent Duda, miał być, albo już był w USA. Jak został tam potraktowany? Czy ktoś to sprawdził? Przypuszczam, że źle. Żeby prowadzić politykę wobec hegemona trzeba dysponować czymś na czym hegemonowi zależy, albo czymś czego on się bardzo boi, można też mieć pod ręką jakiś inny atut, równie ważki. Dla przykładu taki Kim, ma wszystko – może być antychińskim przyczółkiem, ma broń nuklearną i nierozpoznane do końca zasoby, ponadto ewentualny proces łączenia Korei może ocalić amerykańską gospodarkę. Co takiego mają Polacy? Chęć wybicia się na niepodległość za pomocą Chińczyków? I co jeszcze? Niechęć do Rosji i Niemiec, a także plany, by w jakiś, jeszcze nie wiadomo jaki sposób, zostać liderem w regionie. Problem polskiej polityki polega na tym, że w zasadzie poza nielicznymi wyjątkami zaludniona jest ona osobami z komunistycznych dynastii, albo ze służb. Ludzie ci są całkowicie oderwani od istotnych realiów, ale żywią głębokie przekonanie, że jest na odwrót, albowiem byli tu i ówdzie i znają tego i owego, a ponadto opanowali perfekcyjnie trzy języki. To są idiotyzmy. Jeśli do tego dodamy tradycyjną w zasadzie, żeby nie powiedzieć przyrodzoną degenerację byłych już oficerów różnych pionów i poziomów, mamy konglomerat, który każdy, nawet Kim, może rozgrywać jak chce. Wystarczy, że przypadkiem położy na stole 500 zł. Takie są okoliczności i inne nie będą. One takie były w zasadzie zawsze, ale wobec stałej obecności Kościoła w polityce, można było liczyć na charyzmat i powstanie jakiejś nowej organizacji, której członkowie nie sięgną po leżące na stole pięć stów, a zaczną robić coś z sensem. Jeśli ktoś nie lubi gadania o Kościele, może w to miejsce wstawić armię. Musi być w każdym razie jakaś organizacja, która dźwignie odpowiedzialność. Innej możliwości nie ma. Oczywiście armia to junta, Jaruzelski, a wcześniej Piłsudski, a potem jeszcze Wilecki, a Kościół to Jezuici, stawiajmy na demokrację. Co to jest demokracja? To kooptacja w ramach oligarchii o bardzo płytkich tradycjach. Na czym opiera się ta oligarchia i co jest jej wyróżnikiem? Bezradność wobec leżących na stole banknotów. I tylko tyle. Wobec takich okoliczności wszelkie posunięcia Andrzeja Dudy są jedynie nieistotnym folklorem dla gawiedzi. Bardzo mi przykro to stwierdzić, ale nie możemy, zwłaszcza, że się starzejemy, popadać w zdziecinnienie.

Powróciłem znów do lektury książki, którą polecił mi Szymon – „4 tysiące lat temu”. Wszystkim polecam. Szczególnie na uwagę zasługuje rozdział o Egipcie po upadku Echnatona, który większość z nas zna także z powieści „Egipcjanin Sinuhe”. Jest tam opisany moment triumfu kapłanów Amona, którzy powracają do władzy po śmierci faraona-heretyka. Postępują jednak lekkomyślnie i rujnują kraj, chcąc odbić sobie straty, na jakie naraził ich nowy kult. Na północy w Delcie, człowiek imieniem Horemheb gromadzi armię, która w stosownym momencie ruszy na południe i zacznie robić porządek. Na czym to polegało? Na tym między innymi, że każdy oficer i żołnierz mógł ukarać skorumpowanego urzędnika czy kapłana śmiercią na miejscu. Ciekawe prawda? Mam na myśli tę gradację władzy i wpływów. Jeśli już ktoś jest bardzo, bardzo, bardzo pewny siebie, a ktoś inny bezradny do tego stopnia, że zostało mu już tylko czytanie „Przedwiośnia” w telewizji, może pojawić się ktoś trzeci, ze specjalnymi zupełnie charyzmatami, nie wynikającymi ani z tradycji, ani z zajmowanego stanowiska. To na razie, pędzę dalej załatwiać sprawy służbowe.

 

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  1 września 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Andrzej Duda, prezydent RP. Fot. NCzas.com / PAP  / Wybór zdjęcia wg.pco

 

  , 2018.09.04.

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski