Morderstwo księdza Jerzego. Ofiara i kaci (Część I.)


W rocznicę zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki przypominamy artykuł Stanisława Bulzy napisany w 2014 roku. Artykuł ma cztery części, które kolejno będziemy przywoływać. 

*

 

W rocznicę zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki. Ofiara i kaci (Część I.)

Lata ciężkiej próby

 

Narzucony siłą Polsce w 1944 r. przez Armię Czerwoną i NKWD komunizm był przez społeczeństwo polskie nie do zaakceptowania. Większość Polaków wyznawała katolicyzm, i była nieufna wobec otwarcie głoszonej ateistycznej ideologii komunistycznej. Dlatego właśnie komuniści zaraz po wojnie podjęli walkę z Kościołem. Szaleńców, którzy śnili o zniszczeniu Kościoła, na przestrzeni wieków było wielu. W ich ślady poszedł też Hitler, który w stosunku do Kościoła katolickiego stosował barbarzyńskie metody.

W Polsce, podczas II wojny światowej, Kościół poniósł ogromne straty. Z 15 tys. duchownych zostało aresztowanych około 6 tys., a około 2,5 tys. zostało zamordowanych. W Dachau więzionych było 2 528 katolickich księży, w tym z Polski 1 724, a zostało przy życiu tylko 750. Księża polscy byli także w innych obozach: w Majdanku, Oświęcimiu, Działdowie, Sztuthofie, Buchenwaldzie, Mauthausen i innych. Oświęcim stał się miejscem męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Kolbe, a w Dachau męczeńską śmierć poniósł św. Michał Kozal, biskup włocławski.

Zaraz po wojnie komuniści zerwali konkordat zawarty w 1925 r. przez Rzeczpospolitą ze Stolicą Apostolską. Wrogowie Polski i Kościoła zawsze uderzali w duchowieństwo. Tak też postępowali komuniści, którzy już w 1948 r. rozpętali przeciwko Kościołowi kampanię pomówień i oszczerstw. Kościół zachowywał się wstrzemięźliwie i wzywał wiernych do spokoju. W liście napisanym w kwietniu 1948 r. i skierowanym do młodzieży, biskupi polscy wzywali: „Ze szczególnym spokojem odnoście się do całego nalotu prasy, propagandy i żywych apostołów materializmu, zachowujcie się z dobrocią i wyrozumiałością; oni bowiem najczęściej nie wiedzą, co czynią”.

Pod koniec marca 1949 r. Episkopat wydał list pasterski „O radościach i troskach Kościoła”, który został odczytany wiernym w kościołach. List był dramatyczny: „Położenie Kościoła Świętego staje się coraz cięższe, a wypełnianie posłannictwa apostolskiego coraz trudniejsze”. Wspominając tysiąc lat chrześcijaństwa w Polsce biskupi pytali: „Czyż więc dziś istotnie najpilniejszą i najważniejszą dla Polski sprawą jest rozdzieranie tej dziejowej wspólnoty?” Dalej biskupi pytali: „Czyż akcja na rzecz oddzielenia narodu od Kościoła nie jest najgroźniejszym dla narodu niebezpieczeństwem?”. Komuniści uderzyli w jedność Kościoła.

Niektórzy księża przy ZBOWiD utworzyli Komisję Księży – patriotów, a we wrześniu 1949 r. Bierut przyjął ich podczas zjazdu zjednoczeniowego ZBOWiD. Akcja werbowania księży do współpracy z Komisją trwała już od dłuższego czasu. Trudniła się tym płk Julia „Luna” Brystygierowa, dyrektor Departamentu Spraw Wyznaniowych MBP, a jej działania poparł PAX.

18 lipca 1953 r. na wspólnym posiedzeniu Komisji Intelektualistów, Komisji księży-patriotów i działaczy PAX, wydano oświadczenie, w którym wzywano do „jedności” wszystkich sił katolickich na płaszczyźnie „społeczno-postępowej”. W tym oświadczeniu Episkopat Polski został potraktowany jako przeciwnik polityczny. Jednak próba rozbicia jedności Kościoła się nie powiodła, ale pod koniec 1951 r. w więzieniach przebywało około 900 księży.

Na jesieni 1952 r. aresztowano księży kurii krakowskiej, a w styczniu 1953 r. na sfingowanym procesie ogłoszono wyrok. Ks. Józef Lelito został skazany na karę śmierci, a ks. Wita Brzyckiego skazano na 15 lat więzienia. 9 lutego 1953 r. komuniści wydali dekret o tworzeniu, obsadzaniu i znoszeniu stanowisk kościelnych. 14 września 1953 r. komuniści rozpoczęli sfingowany, pokazowy proces wcześniej aresztowanego ordynariusza kieleckiego biskupa Czesława Kaczmarka i czterech osób z jego kurii, których 22 września skazano na długoletnie więzienie.

14 stycznia 1953 r. prymas Stefan kardynał Wyszyński, jak dowiadujemy się o tym z jego zapisków „Pro memoria” próbował przekonać w Wilanowie sekretarza KC PZPR Franciszka Mazura, że służy pewnemu międzynarodowemu i to wcale nie komunistycznemu Układowi. Stwierdził mianowicie, że komunizm jest „wynajęty” przez masonerię wszechświatową do likwidowania Kościoła. Powiedział też: „Nie bądźcie ich najmitami i nie załatwiajcie sprawy masonerii…”, (Za: Stanisław Krajski, „Internetowa Gazeta Katolików”, 5.09.2007)

Prymas Stefan kardynał Wyszyński 25 września w kazaniu w kościele św. Anny w Warszawie powiedział: „Kościół będzie wiecznie żądać prawdy i wolności. Może dlatego Kościół ma tylu wrogów, bo chrześcijaństwo będzie zawsze wzywało do oporu, do walki z każdym zakłamaniem”. Natomiast młody działacz PAX, późniejszy pierwszy premier „nie komunistycznego rządu”, Tadeusz Mazowiecki, który wówczas był redaktorem naczelnym „Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego” już dwa dni później, w dniu 27 września 1953 r., w artykule „Wnioski” zaatakował uwięzionego biskupa Czesława Kaczmarka. Artykuł został napisany językiem propagandy komunistycznej. W treści zawierał potępienie biskupa Kaczmarka jako dywersanta i agenta amerykańskiego imperializmu. W skład redakcji tego tygodnika wchodził też obecny współpracownik „Gazety Wyborczej” Jan Turnau. Prowadził w GW dział „Arka Noego”. W dziale tym interpretował nauki Kościoła.

Dzień wcześniej, 26 września 1953 r., grupa uzbrojonych UB-owców pod dowództwem płk Więckowskiego, dyrektora departamentu XI MBP, wtargnęła do pałacu arcybiskupiego w Warszawie i aresztowała prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był On przetrzymywany w odosobnieniu w Rywałdzie Królewskim, w Stoczku Warmińskim, Prudniku Śląskim i w Komańczy w Bieszczadach. Jego funkcję przewodniczącego Episkopatu Polski przejął biskup łódzki Michał Klepacz, który pełnił ją do czasu uwolnienia kardynała Wyszyńskiego. Miejsca uwięzienia prymasa pozostawały w najgłębszej tajemnicy.

Tuż po aresztowaniu prymasa, aresztowano także biskupów: Stanisława Adamskiego, Antoniego Baraniaka, Herberta Bednorza, Juliusza Bieńka i Lucjana Biernackiego.

Uwolnienie prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego, 26 października 1956 r., rozpoczęło zwycięski pochód Kościoła, który można uważać za jedno z najważniejszych wydarzeń w polskiej historii najnowszej.

W latach 1948-1956 Kościół katolicki w Polsce został poddany szczególnej próbie, w której istniało wiele zagrożeń dla jego jedności. Był też stale ograniczany w swych prawach i poddawany nieustannym próbom podporządkowania komunistom. Z próby tej Kościół wyszedł zwycięsko.

Nie jest, jak do tej pory, wyjaśniona rola, jaką odegrał w czasach komunistycznych „Tygodnik Powszechny”. Tygodnik ten powstał w marcu 1945 r. Jego redaktorem naczelnym był ks. Jan Piwowarczyk, który został mianowany przez metropolitę krakowskiego ks. arcybiskupa Adama Stefana Sapiehę. W marcu 1953 r. „Tygodnik Powszechny” został przez władze komunistyczne zamknięty. Został na nowo otwarty w grudniu 1956 r., ale już pod nową redakcją. Ks. Jan Piwowarczyk do redakcji już nie powrócił.

Po październiku 1956 r. wskutek tzw. odwilży wiele restrykcji wobec Kościoła zostało uchylonych. Jednak w 1960 r. usunięto ze szkół religię, a w następnych latach zlikwidowano większość instytucji prowadzonych przez Kościół: 680 przedszkoli, 26 szkół podstawowych, 17 liceów, 39 szkół zawodowych, 83 internaty, 238 domów dziecka i zakładów wychowawczych oraz 163 domy opieki dla starców. Przeciwko temu protestował Episkopat Polski, ale bezskutecznie.

Od sierpnia 1980 r., tj. od pierwszych chwil powstania Solidarności, Kościół pod przewodnictwem prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego zdecydowanie stanął w obronie praw człowieka i Narodu. Kościół w tych ciężkich latach był ostoją polskości i wolności. Choć zastraszano księży, to Msze Św. za Ojczyznę gromadziły tysiące ludzi. W okresie komunizmu Kościół katolicki dawał Polakom w skali masowej alternatywę światopoglądową oraz oparcie instytucjonalne, i im bardziej był przez komunistów atakowany, tym większą zyskiwał popularność.

W Polsce przed 1956 r. ani później nie udało się komunistom w żaden sposób podważyć autorytetu Kościoła katolickiego i zniszczyć jego strukturę jako instytucji. Sługa Boży prymas kardynał Stefan Wyszyński był Niezłomnym, Wielkim Nauczycielem Narodu Polskiego. Jego kazania były przepełnione wielką miłością do Ojczyzny i troską o nasz los, by wspomnieć: „Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce”, „Wolność nasza dojrzewała powoli”, „Jesteśmy u siebie – we własnej Ojczyźnie” czy „Jedna jest Polska – wspólna Matka”. Dzięki Niemu nie zostaliśmy skomunizowani. Jego Nieugięta postawa uratowała Kościół w Polsce od zagłady i utorowała drogę arcybiskupowi Krakowa, kardynałowi Karolowi Wojtyle do Rzymu.

Na początku pontyfikatu Jan Paweł II pisał do Kardynała Wyszyńskiego: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem” (List Jana Pawła II do Polaków, 23 października 1978).

Przez cały okres trwania komunizmu Kościół dawał ludziom niezbędną im do życia społecznego alternatywę światopoglądową.

 

Ksiądz i patriota

 

Po kolejnych polskich kryzysach, zwrotach i przesileniach, przełomach i odnowach (1956, 1968, 1970, 1976) przyszedł rok nadziei. W Polsce w sierpniu 1980r. strajkowały prawie wszystkie wielki zakłady. W obliczu ekonomicznego bankructwa rząd PRL zmuszony został do podjęcia negocjacji z Solidarnością. Porozumienie podpisane 31 sierpnia 1980 r. w Gdańsku zawierało ustalenia nie mające precedensu w żadnym państwie socjalistycznym, w tym legalizację Solidarności i prawa do strajku, zniesienie cenzury oraz liczne ustępstwa o charakterze materialnym. Nadal jednak nie było mowy o zakwestionowaniu „przewodniej roli” PZPR i członkostwa Polski w bloku państw socjalistycznych.

W 1981 r. w społeczeństwie rosło gwałtowne dążenie do zmian i strajki wybuchały w dalszym ciągu. 13 grudnia 1981 r. nowy przywódca partyjny, generał Wojciech Jaruzelski, niespodziewanie ogłosił stan wojenny i zdelegalizował Solidarność, równocześnie aresztując jej głównych działaczy, którzy zostali internowani w różnych obozach. Pod koniec 1982 r. rząd poczuł się na tyle silny, żeby pozwolić sobie na zniesienie stanu wojennego. „Epizod Solidarności” uznano za zamknięty. W rzeczywistości Solidarność została zepchnięta do podziemia.

W Warszawie na Żoliborzu w kościele Św. Stanisława Kostki od 28 lutego 1982 r., na prośbę księdza Teofila Boguckiego, ksiądz Popiełuszko przejmuje celebrowanie Mszy świętych za Ojczyznę, które odbywały się od października 1980r. Te Msze Święte, gromadzące coraz to więcej wiernych z Warszawy i wszystkich zakątków Polski, stały się manifestacją wiary i patriotyzmu Polaków. Dowodem na to, że ruch Solidarności nie upada. Kazania księdza Jerzego, oprawione programami poetycko-muzycznymi w wykonaniu najwspanialszych artystów, to głoszenie Ewangelicznej Prawdy, ukazywanie zła, kłamstwa i fałszu w ich szatańskiej istocie, przypominanie podstawowych prawd o człowieku i świecie wyrastających z Dobrej Nowiny Chrystusa i nauczania Kościoła. Ta Prawda była dla ludzi otuchą i umocnieniem. Źródłem wiary, nadziei i miłości. Nauką męstwa. Dlatego właśnie kazania księdza Jerzego stały się przedmiotem oszczerczych i zajadłych ataków władz PRL.

Ksiądz Jerzy Aleksander Popiełuszko urodził się 23 września 1947 roku we wsi Okopy koło Suchowoli na Podlasiu. Jego rodzice, Marianna i Władysław, prowadzili gospodarstwo rolne. Od dzieciństwa był ministrantem. Jego nauczyciele wspominają go jako skromnego, przeciętnie zdolnego, lecz ambitnego ucznia. O swoim powołaniu kapłańskim powiadomił dopiero w czasie balu maturalnego.

W 1965 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Na początku drugiego roku studiów został wcielony do wojska i znalazł się w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. Jako żołnierz wyróżnił się wielką odwagą w obronie swoich przekonań, co spowodowało liczne szykany ze strony przełożonych i kadry oficerskiej. Mimo tego, nie rozstał się ze swoim różańcem. Przymusowa służba wojskowa odbiła się bardzo niekorzystnie na Jego zdrowiu. Z kłopotami zdrowotnymi borykał się do końca swego życia.

28 maja 1972 roku, z rąk Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego przyjął święcenia kapłańskie. Na swoim obrazku prymicyjnym wypisał znamienne słowa: „Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany zbolałych serc”. Pozostał tym słowom wierny do końca.

Ksiądz Jerzy pełnił swoją posługę duszpasterską w parafiach: p.w. św. Trójcy w Ząbkach, Matki Bożej Królowej Polski w Aninie, oraz w parafii p.w. Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. Pracował także w Duszpasterstwie Akademickim św. Anny i prowadził konwersatorium dla studentów medycyny. Pod koniec 1978 roku został mianowany duszpasterzem średniego personelu medycznego. Ostatnim miejscem Jego pracy była parafia p.w. św. Stanisława Kostki w Warszawie.

Przełom w jego życiu nastąpił latem 1980 roku. W niedzielę, 31 sierpnia, delegacja strajkujących hutników poprosiła księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego o przybycie duchownego na teren huty. Kapelan Księdza Prymasa przybył do Kościoła św. Stanisława Kostki i poprosił księdza Czarnotę o udanie się do strajkujących hutników. Ks. Czarnota przygotowywał się właśnie do Mszy św., więc do wyjazdu chętnie zgłosił się ksiądz Jerzy. Tak zaczęła się Jego praca w Duszpasterstwie Ludzi Pracy, jego duchowa przyjaźń z robotnikami. Nie wiedział wówczas jeszcze, że w tej posłudze wykona się cały sens jego powołania. Od tego spotkania, co niedzielę, o godz. 10-tej odprawiał dla nich Mszę św. Zorganizował także swoistą „szkołę dla robotników”. Prowadził katechezę, zapraszał specjalistów różnych dziedzin, by prowadzili wykłady z historii Polski, literatury, społecznej nauki Kościoła a nawet prawa, ekonomii i technik negocjacyjnych.

Po wprowadzeniu stanu wojennego, 13 grudnia 1981 roku, ksiądz Jerzy organizował liczne działania charytatywne, wspomagał ludzi prześladowanych, skrzywdzonych i uciśnionych oraz uczestniczył w procesach tych, którzy zostali aresztowani za przeciwstawianie się prawu stanu wojennego.

W homilii wygłoszonej 31 października 1982 r. mówił: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie świadectwa na zewnątrz, to przyznawanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciwko niemu na co dzień. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności“.

We wrześniu 1983r. ksiądz Jerzy zorganizował pielgrzymkę robotników „Huty Warszawa” na Jasną Górę. Od 1984 r. do Częstochowy zaczną pielgrzymować robotnicy z całej Polski. Idea księdza Jerzego przerodziła się w coroczną ogólnopolską Pielgrzymkę Ludzi Pracy.

 

Prowokacja i aresztowanie

 

Duszpasterska działalność księdza Jerzego Popiełuszki spowodowała, że stał się on celem niewybrednych ataków władzy PRL, która sterowała przez ponad rok wielostronną, zorganizowaną akcją wymierzoną przeciwko niemu. Dwukrotnie włamano się do jego mieszkania, niszczono jego samochód, śledzono go, a nawet tzw. „nieznani sprawcy” wrzucili do jego mieszkania ładunek wybuchowy. W tym też czasie, 22 września 1983 r., ówczesna wiceprokurator wojewódzki, Anna Jackowska, wszczęła śledztwo w sprawie „nadużywania wolności sumienia i wyznania na szkodę PRL” przeciwko księdzu Jerzemu. W grudniu postawiono mu zarzuty. Rozpoczął się wyjątkowo trudny okres w jego życiu, który był czasem przesłuchań, aresztowań i zastraszania.

Rankiem 1 grudnia 1983 r. na plebanię kościoła św. Stanisława Kostki przyszło dwóch funkcjonariuszy SB, by wręczyć księdzu Jerzemu Popiełuszce wezwanie na przesłuchanie. Księdza nie zastali i wezwanie usiłowali wręczyć proboszczowi parafii księdzu Boguckiemu, który wezwania nie przyjął i im powiedział: „Ksiądz Popiełuszko jest w mojej parafii rezydentem, a nie wikariuszem, podlega więc bezpośrednio kurii i nie mogę przyjmować niczego w jego imieniu”. Następnego dnia o godz. siódmej rano przyszli ponownie. Ksiądz Jerzy w tym czasie odprawiał Mszę Świętą. Kilkunastu mężczyzn kręciło się wokół kościoła. Po odprawieniu Mszy Świętej ksiądz Jerzy Popiełuszko udał się do swego pokoju i zadzwonił do kurii. Powiedział kanclerzowi, że nie może wyjść z domu, a musi zanieść chorym Komunię Świętą, bo jest pierwszy piątek miesiąca. Kanclerz doradził mu, by pozostał na plebanii. Proboszcz ks. Bogucki ponownie nie przyjął wezwania i odesłał funkcjonariuszy SB do kurii, gdzie zostali przyjęci przez biskupa Władysława Miziołka, u którego nic nie zyskali. Interweniował więc Adam Łopatka, minister Urzędu do Spraw Wyznań, który zwrócił się do arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego z prośbą, że gdy tylko kuria wyrazi zgodę na przesłuchanie ks. Jerzego Popiełuszki, to po dwóch godzinach zeznań zostanie on zwolniony. Tym sposobem wezwanie na komendę MO trafiło do rąk arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego.

12 grudnia ks. Jerzy Popiełuszko zgłosił się w Pałacu Mostowskich, w którym mieściła się Stołeczna Komenda Milicji Obywatelskiej. Wiceprokurator Anna Jackowska odczytała mu decyzję o wszczęciu śledztwa. Zarzucano mu, że „w okresie od 1982 r. do listopada 1983 r. w Warszawie, Gdańsku i Częstochowie, działając przestępstwem ciągłym, jako rezydent parafii św. Stanisława Kostki, przy wykonywaniu obrzędów religijnych w kościołach rzymsko-katolickich pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Warszawie, św. Brygidy w Gdańsku oraz klasztorze jasnogórskim w Częstochowie, w wygłaszanych kazaniach nadużywał wolności sumienia i wyznania w ten sposób, że permanentnie oprócz treści religijnych zawierał w nich zniesławiające władze państwowe treści polityczne, a w szczególności pomawiał, że te władze posługują się fałszem, obłudą i kłamstwem, poprzez antydemokratyczne ustawodawstwo niszczące godność człowieka, a także pozbawiają społeczeństwo swobody myśli i działania, czym nadużywając funkcji kapłana, czynił z kościoła miejsce szkodliwej dla interesów PRL propagandy antypaństwowej, tj. o przestępstwo z art. 194 kodeksu karnego w zw. z art. 58 kodeksu karnego”. Przesłuchanie trwało kilka godzin. Po jego zakończeniu prokuratura zarządziła rewizję w mieszkaniu księdza Jerzego Popiełuszki przy ul. Chłodnej.

Rewizja w mieszkaniu przy ul. Chłodnej 15 była farsą wyreżyserowaną przez SB. Prawdopodobnie wcześniej o rewizji poinformowano dziennikarzy, gdyż już w chwili przyjazdu ks. Jerzego Popiełuszki, przed jego domem czekali na niego dziennikarze. Funkcjonariusze SB weszli do mieszkania pierwsi. Adwokaci ks. Jerzego musieli czekać na korytarzu. Podczas procesu przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu przeciwko mordercom ks. Jerzego Popiełuszki okazało się, że jeden z nich Leszek Pękala odegrał jakąś rolę podczas tej rewizji. Jaką? Tego do końca nie wyjaśniono. Faktem jest jednak, że Leszek Pękala był w mieszkaniu ks. Popiełuszki w czasie rewizji, ale nie jako jeden z funkcjonariuszy prowadzących rewizję. Kiedy spisywano protokół z rewizji, to Leszka Pękali już w mieszkaniu nie było, nie było również jego nazwiska w protokole. Tak więc na prawie rok przed zamordowaniem ks. Jerzego Popiełuszki IV Departament MSW, którego dyrektorem był Zenon Płatek, a Adam Pietruszka był jego pierwszym zastępcą, już urządzał przeciwko ks. Jerzemu prowokacje. Leszek Pękala był podwładnym Grzegorza Piotrowskiego, kierownika jednego z wydziałów tego departamentu.

W zeznaniach przed Sądem w Toruniu Waldemar Chrostowski powiedział, że ”ks. Jerzy Popiełuszko wnosił zastrzeżenia podczas rewizji jego mieszkania. Jeden z oficerów celował w znajdowaniu rzeczy, które zdaniem księdza Jerzego, on sam poprzednio kład w to miejsce. Ja zastrzeżeń nie wnosiłem”, powiedział Waldemar Chrostowski. Sąd jednak nie podjął tego ważnego wątku sprawy, a przecież do jego mieszkania podrzucono amonicję, granaty łzawiące, paczki z nielegalnymi wydawnictwami, 36 naboi do pistoletu maszynowego, trotyl, dynamit z zapalnikiem, 60 matryc zagranicznych, 5 tub farby drukarskiej.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko podczas tej rewizji zdążył ukradkiem napisać następującą krótką wiadomość do ks. Boguckiego: „Zawsze głosiłem prawdę. Poza Mszą za Ojczyznę i pracą charytatywną nic innego nie czyniłem. Prowokację przyjmuję jako doświadczenie dane mi przez Boga dla większych owoców mojej pracy patriotyczno-religijnej. Nie chcę, by moja osoba była wykorzystana do wyjścia ludzi na ulicę. Na zeznaniach nie wydam nikogo. Proszę o modlitwę, by starczyło mi sił”. Następnie dyskretnie przekazał go Waldemarowi Chrostowskiemu, który był w mieszkaniu podczas rewizji. Kiedy księdza Jerzego Popiełuszkę aresztowano, Chrostowski zawiózł ten liścik do ks. Teofila Boguckiego.

W tym czasie wiadomość o aresztowaniu księdza Jerzego Popiełuszki rozniosła się lotem błyskawicy. Do kościoła św. Stanisława Kostki zaczęli przybywać wierni. Modlili się za ks. Jerzego, odmawiali różaniec, uczestniczyli we Mszy Świętej. Proboszcz ks. Teofil Bogucki podjął starania o jego uwolnienie. W tej sprawie pojechał do arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego, który zaraz zadzwonił do ministra MSW, gen. Czesława Kiszczaka. W rozmowie z arcybiskupem minister obiecał, że ks. Jerzego Popiełuszkę wypuszczą na wolność. Już następnego dnia tj. 13 grudnia ks. Jerzy Popiełuszko wyszedł na wolność.

14 grudnia 1983 r. ukazała się w prasie codziennej oraz została podana przez telewizję i radio następująca informacja: „Jak się dowiaduje PAP, w Prokuraturze Wojewódzkiej w Warszawie 12 bm. odbyło się przesłuchanie księdza Jerzego Popiełuszki, rezydenta przy parafii Św. Stanisława Kostki w Warszawie, podejrzanego o popełnienie przestępstwa z artykułu 194 kk. Prokurator zarządził przeszukanie w drugim mieszkaniu ks. Jerzego Popiełuszki będącym jego prywatną własnością przy ul. Chłodnej 15 w Warszawie. W czasie przeszukania znaleziono liczne i różnorodne materiały poważnie obciążające podejrzanego. W związku z tym ks. Jerzy Popiełuszko został zatrzymany do złożenia wyjaśnień. W wyniku wstawiennictwa przedstawicieli Kościoła ks. Jerzy Popiełuszko w dniu 13 bm. został zwolniony. Śledztwo trwa”, (Za: „Ilustrowany Kurier Polski, 14. XII. 1963 r.).

W związku z tym 18 grudnia 1983 r. ks. Jerzy Popiełuszko złożył następujące oświadczenie: „W związku z dotyczącymi mnie wydarzeniami ostatnich dni i wobec podania do publicznej wiadomości informacji dotyczących przeszukania w moim mieszkaniu, nie mając innej możliwości wyjaśnienia prawdy, czuję się zobowiązany tą drogą poinformować wiernych, że:

– posiadam jedyne, maleńkie mieszkanie ofiarowane mi przez ciotkę przed pięciu laty, o czym władze kościelne były poinformowane.

– w mieszkaniu tym znaleziono przedmioty, których pochodzenie jest mi całkowicie nieznane, a ich charakter w zestawieniu z moją, znaną obecnym działalnością duszpasterską, wręcz absurdalny. Uważam to za prowokację”.

Później w procesie jeden z oskarżonych Adam Pietruszka wskazywał na to, że ujawnienie faktu dotyczącego mieszkania księdza Jerzego w Warszawie o metrażu 17, 5 m. kw., wsparte odpowiednią publikacją prasową, w której określano to mieszkanie jako garsonierę, stworzyło wokół księdza Popiełuszki nieprzychylny klimat społeczny.

Przeczytaj  Część II.

 

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

  • Zdjecie główne:  Ks. Jerzy Popiełuszko w czasie odprawiania Mszy św. w pirwszą rocznicę strajku w Hucie Warszawa, sierpień 1981. Fot. za Kapelan „Solidarności”. / Wybór zdjęć wg.pco

 

 

  , 2015.10.14 / Akt. 2018.10.20.

Autor: Stanisław Bulza