„Prywatny Marsz Wolności”


Chciałem dzisiejszy dzień spędzić spokojnie. Za wzór wziąłem jednego pana ze Stalowej Woli, którego mój kolega do południa sfilmował, jak samotnie szedł z biało – czerwoną flagą na której był napis „Prywatny Marsz Wolności”.

Spodobało mi się i ja zrobiłem sobie prywatny marsz, ale głównie dla zdrowia. Na przemian forsownie maszerowałem i biegłem. Wróciłem do domu, siadłem przed komputerem i zaczęło mnie nosić. Z całego zamętu związanego z rocznicą odzyskania niepodległości wyłowiłem dwa przekazy o historii Polski, które moim zdaniem będą jedną z osi już bliskiego politycznego sporu.

Pierwszy przekaz sformułował Donald Tusk i brzmi on tak; ojcem niepodległości jest Józef Piłsudski, a ojcem wolności Lech Wałęsa.

Drugi przekaz podał prezydent Andrzej Duda i według niego najwybitniejszym polskim politykiem dwudziestego wieku był Józef Piłsudski, a po nim najwybitniejszym był Lech Kaczyński.

Oczywiście i Tusk, i Duda mają prawo uważać kogo chcą za autorów niepodległości i mieć swoją hierarchię najwybitniejszych. Jednak pozostaje to w luźnym związku z faktami historycznymi, a chodzi głównie o wmówienie swoim zwolennikom, o co i jak będzie się toczył spór polityczny w nadchodzących wyborach.

Od razu powiem, że całkowicie nie zgadzam się zarówno z Tuskiem, jak i z Dudą. Jeden i drugi jako politycy działają w sytuacji, której ani Piłsudski, ani Wałęsa, ani Lech Kaczyński nie kreowali i w ogóle mieli na to bardzo ograniczony wpływ.

Wiele razy już o tym mówiłem i pisałem, ale jak widać nadal trzeba to robić.

Zatem, żeby zrozumieć skąd wzięła się niepodległość w 1918 roku i wolność w 1989 trzeba zrozumieć po pierwsze, że Polska przestała być podmiotem w stosunkach międzynarodowych w połowie XVII wieku. Od tego czasu to nie Polska ustanawiała reguły gry, ale musiała się dostosować do reguł tworzonych przez innych, głównie tych, którzy dokonali rozbiorów.

Tylko wielki konflikt między zaborcami mógł dać szansę na odzyskanie niepodległości i tak się stało z wybuchem pierwszej wojny światowej.

W trakcie wojny Polacy nie mieli wiele do powiedzenia. Decydowały milionowe armie i miliardowe budżety. Ani jednego, ani drugiego żadna polska siła polityczna nie miała. Dobrze, że znaleźli się politycy, którzy tę sprzyjającą koniunkturę potrafili wykorzystać. Był wśród nich Piłsudski, ale nie był ani największy, ani jedyny jako ojciec.

Również przełom roku 1989 był zasługą koniunktury międzynarodowej, a nie jakiegoś wewnętrznego zrywu. Gdyby Związek Sowiecki się nie rozsypywał nie byłoby żadnego okrągłego stołu i Wałęsy albo Kaczyńskiego, którzy mieli ponoć na to decydujący wpływ.

Można dzisiaj dyskutować ile szans po 1918 i po 1989 roku wykorzystaliśmy, a ile zostało zmarnowanych. Jednak zarówno pozycja polityczna Tuska, jak i Dudy jest efektem tej przemożnej sytuacji politycznej w której Polska jest przedmiotem, a nie podmiotem.

Jeden i drugi jak tylko może podlizuje się swoim sojusznikom, mocodawcom, czy protektorom z zagranicznych mocarstw, które i dzisiaj decydują o losach Polski.

Nie zmienią tego żadne manipulacje historią i wmawianie, że Polska jest niepodległa i ma się świetnie. Na nic tu marsze, akademie, msze i co tam jeszcze, co ma przekonać Polaków, że albo Duda, albo Tusk mówią prawdę.

Tym razem nie będę Państwa pytał czy to rozumiecie, bo jak ktoś tego nie rozumie, to jest zwyczajnie głupi. Uprzedzam, że za określenie głupi przepraszał nikogo nie będę.

 

Za: Andrzej Szlęzak – Facebook , 11 listopada 2018.

  • Ilustracja tytułowa: Prywatny Marsz Wolności. Fot. FB -Wiesiek Gałczyński, 11.11.2018 / wybór zdjęcia wg.pco

Przeczytaj więcej felietonów Andrzeja Szlęzaka na naszym portalu  >  >  >  TUTAJ.    

 

  , 2018.11.11.

Andrzej Szlęzak

Autor: Andrzej Szlęzak