Demokratyczne rządy liberalnego motłochu


Prof. Artur Śliwiński. Fot. YT

„Zaskakujące” wyniki wyborów samorządowych w październiku 2018 roku zaowocowały w środowiskach patriotycznych dużym rozczarowaniem co do kondycji polskiego społeczeństwa, wcześniej traktowanego przez te środowiska niemalże jako świętość. Okazało się „czarno na białym, że w tym społeczeństwie przez lata formował się wcale pokaźny odłam społeczeństwa, którego ogłupienie było bezspornym sukcesem III RP. Na odłam ten składają się ludzie, którzy zdają sobie sprawę z tego, że wspierają „elitę polityczną ”, która w ten, czy inny – nielegalny lub legalizowany – sposób okradała Polaków z majątku narodowego oraz zezwalała – rzekomo w imię liberalizmu ekonomicznego – na dewastację i rabunek gospodarki narodowej przez jej przyjaciół: zagraniczne rządy i korporacje. Ludzie ci nie mają też żadnych przesłanek, aby sądzić, że owa „elita” składa się z ludzi wyróżniających się zdolnościami, kulturą, fachowością. Przeciwnie, wszyscy wiedzą, że są to „elity” złożone z ludzi „ledwie piśmiennych”, którzy sami niczego nie rozumieją. Ogólnie mówiąc, nie są to ludzie zbyt inteligentni, a tym bardziej moralni.

Takie to „elity” pokaźny odłam społeczeństwa stawia na piedestale. Zostali zatem skutecznie ogłupieni.

Jak widzimy, skutek jest taki, że „elita polityczna” rozbestwiła się jeszcze bardziej, przypisując sobie bezprawnie przywództwo narodowe. Warto więc przypomnieć znamienne słowa Jana Pawła II: „Żadna grupa społeczna, na przykład partia, nie ma prawa uzurpować sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem z sobą, podobnie jak w przypadku każdego totalizmu, niszczenie prawdziwej podmiotowości społeczeństwa oraz ludzi — obywateli. Człowiek i naród stają się w tego rodzaju systemie „przedmiotem”, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnień”. Nie sądzę jednak, aby zawarte w tej wypowiedzi ostrzeżenie trafiło do przekonania „elicie politycznej” i jej ogłupiałego zaplecza.

Ogólną cechą ludzi, którym przysługuje miano „ogłupionych” jest taki sposób myślenia, który co prawda nie jest pozbawiony funkcji krytycznej, lecz sprawia, że krytycyzm jest oparty na całkowicie błędnym rozpoznaniu rzeczywistości społecznej oraz na łatwej akceptacji bezwartościowych informacji. Oczywiście, są to bardzo cenne dla „elity” politycznej ułomności potencjalnych wyborców, które zapewniają po sukcesie wyborczym względną skuteczność manipulacji i oszustw. Są także cennym materiałem do zwalczania sił narodowych i „zasobem kadrowym”, z którego korzysta w celu zapewnienia sobie kontroli życia społecznego i gospodarczego.

Poza tym owa „elita” niczym więcej praktycznie nie dysponuje (do czasu, gdy nie zostanie zmuszona na szerzą skalę do użycia środków represji politycznej).

Błędne rozpoznanie rzeczywistości przez ogłupiony odłam społeczeństwa wynika przede wszystkim z odrzucania doświadczenia historycznego jako uciążliwego balastu. W wymiarze indywidualnym jest to specyficzna zdolność do usuwania z pamięci przeżyć, wydarzeń i opinii, które pamięć zbyt obciążają lub są odbierane jako zakłócenie. Działa to na podobnej zasadzie, jak komputerowe programy czyszczenia pamięci i programy anty-wirusowe.

Rezultaty systematycznie kultywowanego ogłupiania są oczywiste i widoczne w Polsce od dawna. Ogłupianie społeczeństwa jest celowo propagowane i rozwijane przez władze polityczne, media, instytucje oświatowe, etc., co umożliwia wykorzystanie łatwowierności i ludzkiej głupoty w celu ukrycia rzeczywistego stanu rzeczy, w tym wspomnianych nadużyć – kryminalnych i zarazem gospodarczych – władzy politycznej. Obawa przez wylaniem się nagromadzonych przez dziesiątki lat brudów politycznych w tym przypadku jest bardzo ważnym elementem spójności systemu rządów (dla obydwu walczących ze sobą stron). Ogłupianie ma na celu takie zawężenie horyzontów myślenia, aby nie było widać, co się dzieje w Polsce i na świecie. Znamienne jest np. to, że w wiadomościach publicznych stacji radiowych kilkadziesiąt razy więcej czasu antenowego poświęca się zatorom i wypadkom drogowym, aniżeli wiadomościom gospodarczym i politycznym. Kryterium użyteczności społecznej serwisów informacyjnych jest chyba dziennikarzom zupełnie nieznane.

Gdy bliżej przyjrzymy się tej sprawie, zyskamy pewność co do dwóch technik propagowania i rozwijania głupoty. Po pierwsze, chodzi o wręcz demonstracyjny brak poważnego i logicznego podejścia do najważniejszych zagadnień społecznych i gospodarczych ze strony funkcjonariuszy partii i instytucji państwowych; chodzi o angażowanie emocji ludzi w drugorzędne, często fikcyjne spory i konflikty; chodzi o unikanie debat na temat perspektyw i zagrożeń. Ze świadomości społecznej wymiata się tak istotne zagadnienia, jak pogłębiające się uzależnienie polityczne i gospodarcze Polski od innych krajów i oligarchii światowej, agresywna eksploatacja polskiego rynku, finansów i gospodarki przez zagraniczne sieci i korporacje, kolosalne i powiększane zadłużenie Polski, uchwała 447, antypolonizm i kreowanie przez ośrodki wrogie Polsce wizerunku kraju nazistowskiego i antysemickiego, napływ migrantów, wroga działalność zagranicznych agentur politycznych, gospodarczych i wywiadowczych.

Na to miejsce wprowadza się zastępcze problemy, które celowo wywołują chaos myślowy.

Po drugie, chodzi o posługiwanie się sloganami zamiast rzetelnej argumentacji. Takie slogany, jak „walka o demokrację” czy „troska o praworządność” z jednej strony fikcyjnego sporu politycznego, a także jak „repolonizacja”, „dobra zmiana”, „zjednoczona prawica” z drugiej strony, nie mają głębszej treści. Są to abstrakcje oderwane od praktyki politycznej, która na ogół jest ich zaprzeczeniem.

To jedna strona medalu. Z drugiej strony mamy do czynienia nie tylko z bierną akceptacją podstępującej od wielu lat wulgaryzacji życia politycznego, lecz również ze wsparciem dla polityki promującej i rozwijającej głupotę ze strony składających się na wspomniany odłam społeczeństwa wielu – tak, wielu – warstw i środowisk społecznych. To już raczej problem kulturowy, a nie polityczny. Jeżeli polityka stawia sobie za cel przekształcenie ludzi w bezmyślne pionki na społeczno-gospodarczej szachownicy, to wiele wpływowych warstw i środowisk zachowuje się zgodnie z życzeniami tej polityki. Jak to wytłumaczyć?


Mechanizm akceptacji głupoty

W książce „Eldorado dla głupców” Panagiotis Trajan przytacza hipotetyczną scenę, która ułatwia zrozumienie społecznego mechanizmu akceptowania niemądrych decyzji. Scena ta dotyczy ludzi uwięzionych w kopalni, których życie jest zagrożone. Mają oni dwie opcje. Pierwsza, to usiłowanie wyjścia z kopalni. Druga, to pozostanie w nieludzkich warunkach na dole, ale z dostępem do magazynu z żywnością, który zapewnia przetrwanie oraz komfort przemyślenia sytuacji. Opinie są naturalnie podzielone i zwolennicy każdej opcji mają swojego przywódcę (o zbliżonej inteligencji, zdecydowanych walczyć o przetrwanie). Droga na powierzchnię oznacza uwolnienie się od problemu, ale jest ona długa, trudna i ryzykowna. Natomiast droga do magazynu jest zdecydowanie łatwiejsza, chociaż nie rozwiązuje problemu. Ten, który wybiera drugą opcję, nie chce zaryzykować śmierci z głodu w trakcie długiego drążenia tunelu na powierzchnię. Nie jest w stanie przyjąć logiki „wszystko albo nic”. W rezultacie popełnia zasadniczy błąd, skazując się na życie pod ziemią. Ów błąd prowadzi go do głupoty. Jego inteligencja zostaje zaangażowana do udowodnienia sobie i innym, że wybór był prawidłowy. Zwalcza oponentów i uznaje się na współposiadacza magazynu, stając się tym samym niebezpiecznym dla społeczeństwa.

Błędy w zasadniczych, życiowych kwestiach prowadzą do głupoty i patologii władzy, a w dalszej kolejności także do demoralizacji społeczeństwa. Nie jest przypadkiem popularność znanego porzekadła, iż „ryba śmierdzi od głowy”.

Jakie wnioski narzucają się po przytoczeniu sceny z wypadkiem w kopalni? Przede wszystkim warto zauważyć, że scena ta nie obejmuje wcześniejszych zdarzeń i symptomów, które stanowiłyby zapowiedź dramatu. Oznacza to, że sprawy wcześniej zaszły za daleko, aby możliwe było uchwycenie sygnałów ostrzegawczych albo, że zostały one zignorowane. Najbardziej prawdopodobne jest to, że pojawiające się sygnały były odebrane, lecz wtopiły się w ogólny szum informacyjny, który zwykle towarzyszy działalności ludzi. Innymi słowy, możliwości rozpoznania przyszłości nie zostały uchwycone i wykorzystane. Scena dotyczy więc tylko wydarzeń ex post, kiedy to zagrożenie stało się ekstremalne. W sytuacjach ekstremalnych zagrożeń pozostaje niewielkie pole manewru; daje znać o sobie wzmożona emocjonalność oraz podatność na zasadnicze błędy. To oznacza gwałtowne wyrwanie ze snu o wyidealizowanej normalności, o życiu w przyjaznym i obiecującym świecie. Zarazem oznacza to moment krytyczny, kiedy rozstrzyga się kwestia życia i śmierci.

Zjawisko to jest opisywane obecnie w terminach „szoku” (później zostanie przedstawiona argumentacja przeciwko wykorzystywaniu tego terminu dla oceny tego zjawiska).

To pierwszy wniosek. Pojawia się jednak również inne spostrzeżenie.

Omawiana scena koliduje z potocznym nurtem wyjaśniania przyczyn ludzkiej głupoty. Zazwyczaj uznaje się, że głównym czynnikiem zasadniczych błędów, prowadzących do katastrofy społecznej jest – poza lekceważeniem sygnałów ostrzegawczych – silna presja wywierana na społeczeństwo przez środki masowego przekazu. To schematyczne wyjaśnienie zyskało znaczną popularność z chwilą uruchomienia nowych technologii teleinformacyjnych oraz wprzęgnięcia ich w system komunikacji, skoncentrowany na instrumentalnym wykorzystaniu technik medialnych w celach politycznych i biznesowych. W tym zwyczajowym wyjaśnieniu jest sporo prawdy, ale jest ono zbyt jednostronne. Po pierwsze, sugeruje ono kolosalną bezwolność mas ludzkich, które uporczywie odbierają fałszywe przekazy o rzeczywistości. Jest to zgodne z powiedzeniem Bismarcka: piwo i gazety ogłupiają naród niemiecki (w Polsce powiedzielibyśmy raczej, iż niemieckie piwo i niemieckie gazety ogłupiają naród polski). Scena, którą przytoczyliśmy, wskazuje na coś innego. Na to, iż sytuacja nie sprowadza się do nachalnego PR, lecz obejmuje również zgodę i aktywne uczestnictwo masy ludzi w realizacji zabójczego dla nich scenariusza. Dlaczego tak wielu ludzi stale wraca do kłamliwych enuncjacji telewizyjnych i prasowych z pełną świadomością odbieranego fałszu? Dlaczego uczestniczy w wędrówce do podziemnego magazynu z żywnością? Dlaczego wielu ludzi zwalcza tych, którzy usiłują wydostać się na wolność?

Popularna odpowiedź na te pytania sprowadza się do jednego terminu: koniunkturalizm. Jednakże koniunkturalizm nie jest zasadniczo sprzeczny z racjonalnym działaniem; raczej odzwierciedla specyficzny typ ograniczonego rozumienia interesu własnego. Gdy koniunkturalizm jest głęboko zakorzeniony w błędnym rozumieniu własnych interesów, czyli złudnej nadziei na osobiste uniknięcie skutków powszechnej katastrofy, staje się – jak w scenie w kopalni – motorem ostatecznej katastrofy.

Koniunkturalizm jest obecnie wpisany w wychowanie dla biznesu, a dokładniej – jest podstawowym, choć wstydliwie ukrywanym motywem edukacji w zakresie zarządzania i ekonomii neoliberalnej. Znamionuje on uległość i brak odwagi, którą wszczepia się kolejnym pokoleniom Polaków.

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2018-11-14

  • Ilustracja tytułowa: Giewont – Śpiący Rycerz, Tatry, fot. za: summitpost.org , 27.04.2012. / Wybór wg.pco

 

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22018.11.16.

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński