Koncert lokajów Berlina


Warszawska wizyta przedstawicieli niemieckiego rządu na czele z kanclerz Angelą Merkel wywołała ożywioną dyskusję na temat stosunków polsko-niemieckich. Jak to zwykle u nas bywa najmocniej wybrzmiał głos tych wielkich politycznych i dziennikarskich mędrców, u których dominującą cechą jest mentalność niewolnicza tak charakterystyczna dla przedstawicieli społeczeństw postkomunistycznych. Nikogo nie powinno dziwić to, że owe lokajskie dusze najczęściej gnieżdżą się w lewackich ciałach. Oto pierwszy przykład. Na stronie postkomunistycznej „Polityki” redaktor Adam Szostkiewicz napisał: „Zamiast zająć się rozgrzebanymi obchodami stulecia niepodległości, prezydent Duda zajął się reperacjami wojennymi od Niemiec. Uczynił to w prasie niemieckiej na tydzień przed rządowymi konsultacjami polsko-niemieckimi. W rozmowie z niemieckim tabloidem „Bild” stwierdził, że sprawa reparacji nie jest zamknięta. Władze niemieckie uważają, że jest. Wypowiedź prezydenta muszą przed planowanym spotkaniem analizować politycy, eksperci i doradcy kanclerz Merkel. Angela jest politycznie zmęczona, ale nie aż tak, by nie oddzielać już polityki krajowej i kłopotów swego koalicyjnego rządu od niemieckiej polityki zagranicznej. Jeśli podczas spotkania temat reparacji podejmie szef polskiego rządu, to będzie problem. W Berlinie dobrze wiedzą, jaki jest obecnie porządek dziobania w polityce polskiej”.

Co nam tak naprawdę powiedział Szostkiewicz w tych kilku zdaniach? On mówi, że polsko-niemieckie stosunki powinny polegać na wzajemnym spijaniu sobie słodyczy z dziobków i unikaniu za wszelką cenę niewygodnych dla Niemiec tematów. Takim niewygodnym tematem są właśnie należne Polsce reparacje wojenne, a poruszanie tej kwestii przez polskich polityków Szostkiewicza wprost przeraża. Co by zrobił mentalny lokaj Szostkiewicz gdyby bogaty sąsiad splądrował i puścił z dymem jego dom, a członków rodziny wymordował? Szostkiewicz najprawdopodobniej dla utrzymania poprawnych stosunków z sąsiadem nie poruszałby tej drażliwej kwestii i zrezygnował z należnego zadośćuczynienia, bo przecież bogaty sąsiad jest do tego stopnia wspaniałomyślny, że powala mu od czasu do czasu wejść do swojego sadu i nazbierać do czapki trochę jabłek. Szostkiewicz tak kończy swój lokajski wywód: „Dobra polityka powinna być skuteczna. Nie ma podstaw, by spodziewać się, że Niemcy zmienią stanowisko w sprawie reparacji. Przez lata wypłacały słusznie należne Polsce odszkodowania. Nie podważały tego, nie uchylały się, dotrzymywały ustaleń. Po likwidacji PRL pomogły wprowadzić Polskę do wspólnoty europejskiej.
To są podstawy, by zakładać, że Berlin chce współpracy także z pisowską Warszawą, bilateralnej i w ramach Unii Europejskiej. I na tym można nadal budować politykę korzystną dla obu naszych państw. Ale na domaganiu się reparacji nie można osiągnąć korzyści, chyba że na chwilę w krajowych sondażach poparcia. Można za to jeszcze bardziej popsuć nasze relacje z największym partnerem handlowym Polski”.
Jak widzimy według Szostkiewicza powinniśmy się cieszyć z tej czapki jabłek i dalej wdzięczyć się do pana zza Odry, który być może okaże kiedyś wdzięczność i obstaluje nam piękną haftowaną złotą nicią liberię godną hotelowego boya.

Kolejnym przykładem mentalności niewolniczej jest Radzio Sikorski. W wywiadzie dla niemieckiego publicznego radia „Deutsche Welle” nie tylko wylał kolejny kubeł pomyj na PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Rzucił też w niemiecki eter pytanie: „Tylko czy chcemy z Niemcami współrządzić Europą, czy też wolimy się samomarginalizować, wynajdując powody do sprzeczek z Niemcami”. Oczywiście te „powody do sprzeczek” to krytyka niezwykle niebezpiecznego dla Polski projektu „Nord Stream 2” i wspominane już reparacje.
Cała rozmowę Radzio zakończył tak optymistyczną jak i lizusowską obietnicą: Mam nadzieję, że to się zmieni za rok, gdy odsuniemy PiS od władzy. Sikorski ma w Niemczech doskonałą prasę szczególnie po 28 listopada 2011 roku, kiedy to w Berlinie jako szef polskiego MSZ złożył tak zwany „hołd lenny” apelując do Niemiec: „Przejmijcie odpowiedzialność. Warto przypomnieć fragment tamtego przemówienie zwłaszcza, że jego autor zarzuca obecnej władzy „samomarginalizację”. Sikorski mówił: Co, jako minister spraw zagranicznych Polski, uważam za największe zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu Europy dziś, w dniu 28 listopada 2011 roku? Nie jest to terroryzm, nie są to Talibowie, i już na pewno nie są to niemieckie czołgi. Nie są to nawet rosyjskie rakiety, którymi groził Prezydent Miedwiediew, mówiąc, że rozmieści je na granicy Unii Europejskiej. Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i dobrobytu Polski byłby upadek strefy euro. I domagam się od Niemiec tego, abyście – dla dobra Waszego i naszego – pomogli tej strefie euro przetrwać i prosperować. Dobrze wiecie, że nikt inny nie jest w stanie tego zrobić. Zapewne jestem pierwszym w historii ministrem spraw zagranicznych Polski, który to powie: Mniej zaczynam się obawiać się niemieckiej potęgi niż niemieckiej bezczynności. Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy. Nie możecie sobie pozwolić na porażkę przywództwa”.

Berlin natychmiast obsypał Sikorskiego komplementami. „To, co powiedział Radek Sikorski, jest bardzo ważne dla Europy. A fakt, że powiedział to w Berlinie, jest niezwykle znaczącym sygnałem. […] Szczególnie wyeksponował rolę Niemiec dla rozwoju Europy. Zaszczyca nas to i pokazuje, jak stabilne i pełne zaufania stały się polsko-niemieckie stosunki”– mówił ówczesny szef niemieckiego MSZ, Guido Westerwelle. Oczywiście bicie w ten lokajski bębenek trwało długo, a już szczytem poddaństwa lewackiej watahy okazanego niemieckiemu basiorowi był tekst Witolda Gadomskiego z „Gazecie Wyborczej”, który w artykule zatytułowanym, „Tylko Niemcy nas uratują” pisał: „Jeśli proces integracji ma przyspieszyć, to tylko na warunkach narzuconych przez Niemcy. I bardzo dobrze”.

Na koniec przejdźmy do nieco młodszego lokajskiego narybku. Głos zabrał również Bartosz T. Wieliński, który po ogłoszeniu przez Angelę Merkel odejścia z polityki napisał nie tyle tekst, co wielkie epitafium sławiące umierającą politycznie kanclerzycę. W artykule, „Kto nas zrozumie tak jak Merkel” – czytamy: „Zmierzch jej politycznej kariery to dla Polski zła wiadomość. Niemcami w najnowszej historii nigdy nie rządził polityk tak Polsce przyjazny. Merkel rozumie naszą historię, a nawet w niej uczestniczyła. […] Polska powinna wykorzystać czas, jaki pozostał Angeli Merkel, by szybko poprawić stosunki z zachodnim sąsiadem i rozwiązać spór z Unią Europejską o rządy prawa. Niestety po ostatnich występach prezydenta Dudy w Berlinie, gdzie atakował niemieckie media i poparł postulat, by Niemcy wypłacili reparacje wojenne, można odnieść wrażenie, że jest na odwrót”.

W zasadzie ten tekst poświęcony ludziom o niewolniczej mentalności mógłbym ciągnąc w nieskończoność podpierając się kolejnymi cytatami. Z ich słów świadczących rzekomo o znajomości meandrów polityki zagranicznej, szczególnie tej dotyczącej stosunków polsko-niemieckich jak po wykręceniu brudnej szmaty zostaje tylko lokajstwo, służalczość, lizusostwo, serwilizm i kapitulanctwo. Nie wspomnę już o braku godności i honoru nawet w szczątkowej postaci. Ci ludzie wycierający sobie na co dzień gęby słowem wolność sami nie potrafią być wolni gdyż kompletnie nie rozumieją znaczenia tego słowa. To są przypadki beznadziejne. Owszem, można wziąć konia mocno za uzdę i siłą zaciągnąć do wodopoju. Niestety nie można go zmusić, żeby po dotarciu na miejsce napił się tej wody jeżeli nie czuje prawdziwego pragnienia. Tak więc lokaj już na zawsze pozostanie lokajem.

Zakończę jednak akcentem optymistycznym. Są jeszcze w Polsce politycy, którzy niemiecką politykę wobec Polski widzą taką, jaką ona jest w rzeczywistości. W wywiadzie dla Wirtualnej Polski poseł, Arkadiusz Mularczyk (PiS) stwierdził bez cienia wątpliwości, że: „Polityka niemiecka wobec Polski jest w dużej mierze niezmienna, niezależnie od tego, kto jest kanclerzem. Niemcy po prostu chcą Polskę kolonizować, wykupując przemysł, wykupując media, banki, tworząc strefę zbytu swoich produktów. Ta polityka jest cały czas taka sama. Klasyczna Mitteleuropa. Dlatego nie spodziewam się wielkich zmian, jeśli chodzi o podejście do Polski”.

Artykuł ukazał się w Warszawskiej Gazecie

 

Mirosław Kokoszkiewicz  /  Kokos26

 

Źródło: Mirosław Kokoszkiewicz na FB , 15 listopada2018.

 

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) – Bloger, stały publicysta ogólnopolskich tygodników: Warszawska Gazeta i Polska Niepodległa oraz miesięcznika Zakazana Historia. Autor książek „Jak zabijano Polskę” i „Polacy, już czas”.

 

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) na Facebook’u  >   >   >   TUTAJ.

 


Przeczytaj więcej tekstów Mirosława Kokoszkiewicza na naszym portalu  
>  >  >  > TUTAJ .

  • Ilustracja tytułowa: za haudruff.de , 2017.03.31 / wybór zdjęcia wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22018.11.15.

Mirosław Kokoszkiewicz

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz