„Wychowanie dla biznesu”


„Wychowanie dla biznesu” nie byłoby czytelne bez przypomnienia fragmentu opublikowanego w EEM w sierpniu 2012 roku pod tytułem „Fabryka głupców”: „Głupim” według większości słowników jest człowiek, który nie reaguje na zagrożenie własnych interesów przez tych, którzy starają się go oszukać i wykorzystać. W skali zbiorowej głupota przejawia się nie tylko przez indywidualne zachowania, lecz również przez głupotę panującą w instytucjach publicznych.

 

 

W tym określeniu kryje się jednak pułapka, którą oszuści i niegodziwcy potrafią sprytnie wykorzystać. Polega ona propagowaniu skrajnie wąskiego pojmowania własnych interesów, co oznacza w gruncie rzeczy nałożenie końskich okularów. Zafałszowanie pojęcia własnych interesów jest podstawą współczesnej manipulacji umysłami ludzi. Też rodzi głupotę.

„Fabryką głupców” określam jeden, niewielki fragment tej mozaiki głupoty – kształcenie ludzi dorosłych. Słowo „dorośli” jest tutaj słowem kluczowym: chodzi o dochodzenie do dorosłości, o dorastanie w sensie dosłownym. „Fabryka głupców”, to kształcenie w odwrotnym kierunku, ku infantylizmowi. Infantylizm jest nasycony dziecięcą naiwnością i bezradnością. Jest też czymś jeszcze gorszym: niedorozwojem umysłowym.

Apologetyka infantylizmu jest współczesnym fundamentem kształcenia na poziomie wyższym, czyli dotyczącym fazy wchodzenia w dorosłość.

Określając praktykę wychowywania ludzi na ludzi infantylnych „fabryką głupców” muszę podkreślić ważny problem: przemysłową skalę tej praktyki. Bo nie jest ona przypadkowym zbiorem interakcji między nauczycielami i studentami, ani nawet skutkiem różnych procesów o charakterze politycznym, medialnym czy oświatowym, lecz jest potężnym i zorganizowanym procesem technologicznym. Jest nim… kształcenie dla biznesu.

Kształcenie dla biznesu obejmuje nie tylko edukację, lecz także rozległą praktykę. Jest to zorganizowana praktyka wielkich korporacji, firm konsultingowych, agencji marketingowych, wydawnictw i mediów elektronicznych. „Podejście biznesowe” jest dzisiaj obecne niemal w każdej argumentacji oraz w większości uzasadnień decyzji prywatnych i publicznych. „Podejście biznesowe” jest charakterystyczne dla rozbudowanego ponad miarę procesu edukacji na poziomie wyższym, realizowanym w ponad stu szkołach zarządzania, administracji, ekonomii i finansów, które łącznie kształcą najliczniejszą grupę studentów i słuchaczy studiów podyplomowych w Polsce. To ponad połowa studenckiego narybku.

Edukacja oparta na „podejściu biznesowym” jest wspierana przez liczne urzędy krajowe i międzynarodowe, a także przez nieustannie organizowane „prestiżowe” konferencje i zjazdy naukowe. Przenika też przedstawicieli profesji technicznych, humanistycznych i medycznych jako umiejętność funkcjonowania w branży. Co jest najbardziej zaskakujące, nawet uwodzi ludzi mających wysokie aspiracje intelektualne i naukowe.
Edukacja ta dociera zarówno do warstw kierowniczych (jako podstawa ich kompetencji społecznych i zawodowych), jak do bezrobotnych (jako rzekoma szansa uniknięcia wykluczenia społecznego). Od góry do dołu, dając obietnicę życiowego sukcesu, która ze znajomością życia ma niewiele wspólnego.

***

Ewentualne nieporozumienia powoduje przede wszystkim widoczna w Polsce i w świecie erozja pojęcia „wychowanie” oraz powszechne złudzenie, że zakres pracy wychowawczej staje się coraz węższy. Do tego dochodzi przeświadczenie, że praca wychowawcza odnosi się głównie do dzieci i młodzieży, a przynajmniej pogląd, jakoby wychowywanie ludzi dorosłych odznaczało się znikomą efektywnością. Należy więc wprowadzić pewne sprostowania.

Wychowanie jest funkcją realizowaną nie tylko przez placówki wychowawcze dla dzieci i młodzieży. Jest funkcją spełnianą przez liczne ośrodki edukacyjne, propagandowe, polityczne, prawne etc. Wyrok sądowy – tak się uważa – może pełnić funkcje wychowawcze nie tylko wobec skazańców, lecz także wobec szerokich kręgów społecznych. Partie polityczne troszczą się o wychowanie „partyjnego narybku” i możliwie szerokie upowszechnienie przyjętych przez nie zasad. Wszystkie instytucje kształtując swoją „kulturę organizacyjną” wychowują swych pracowników. Duże korporacje wychowują swych klientów.

W tym sensie wychowanie nie tylko nie zanika, lecz przeciwnie, wraz z rozwojem nowoczesnych środków komunikacji staje się coraz bardziej wpływowe. W przeszłość odchodzi natomiast „wychowanie dla społeczeństwa”, wyrażające troskę do umiejętność współżycia społecznego. Tę lukę właśnie wypełnia słabo jeszcze rozpoznane, lecz niezwykle silne „wychowanie dla biznesu”.

Samo określenie „wychowanie dla biznesu” jest dwuznaczne. Może bowiem chodzić o wychowanie ludzi przygotowanych do prowadzenia biznesu (co dostarcza jednak kilku niejasności), ale też może chodzić o wychowanie umożliwiające uzyskanie bezwarunkowej akceptacji praktyk stosowanych przez wielkie korporacje, a nawet – wyjątkowego prestiżu i uznania. W tym drugim przypadku narzuca się przykład międzynarodowych korporacji bankowych, które wprowadziły bankowość na szczyt drabiny ekskluzywnej działalności biznesowej, a następnie doznały dramatycznej degradacji jako przestępcze banki – zombie. Zatrzymując się przy tym przykładzie warto zauważyć, że w tworzeniu pozytywnego wizerunku banków uczestniczyły nie tylko ich agendy marketingowe, stowarzyszenia i lobbyści, lecz również politycy (nadający bankom wyjątkowy status instytucji zaufania publicznego) oraz prawnicy (zapewniając bankom uprzywilejowaną pozycję w relacjach z kredytobiorcami oraz szczególnie korzystne warunki zarobkowe). W mediach funkcje opiniotwórcze tradycyjnych ekonomistów przejęli „eksperci bankowi, chociaż ich obiektywizm musiał budzić sporo kontrowersji. Ale najsilniejszym czynnikiem wychowawczym – w tym przypadku „wychowania dla banków” było wydzielenie bankowości jako samodzielnego kierunku studiów wyższych, a w ślad za tym dynamiczny rozwój kształcenia studentów na tym kierunku.

Sytuacja szybko zamieniła się w paradoks: liczba absolwentów z bankowości wielokrotnie przewyższyła istniejące zatrudnienie w bankach, które na wskutek wykorzystania nowych technologii informacyjnych dokonywały w ostatnich latach znaczącej redukcji zatrudnienia. Aby jednak w pełni uchwycić istotę „wychowania dla banków”, należałoby zajrzeć do programów studiów i podręczników. Wtedy okazałoby się, że ukryty w nich wizerunek bankowości ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Okazałoby się także, że aspekty wychowawcze nie są bynajmniej traktowane jako drugorzędne.

Chociaż „wychowanie dla biznesu” angażuje wiele instytucji publicznych i organizacji gospodarczych, najistotniejszy jest wspólny motyw tego zaangażowania. Jest nim dobrze ugruntowane i silnie propagowane przekonanie, że… gospodarka jest najważniejsza. Od tego powierzchownego stwierdzenia do poważnego nadużycia droga jest krótka. Gospodarka jest obszarem działalności pomocniczej wobec rozwoju społeczeństwa, a nie odwrotnie. Jeszcze dzisiaj to stwierdzenie niektórzy uważają za kuriozalne, gdyż nie są zdolni zrozumieć, czym jest gospodarka i społeczeństwo. Daje o sobie znać ignorancja ekonomiczna.

Sprowadzenie gospodarki i społeczeństwa do biznesu jest najgorszym z możliwych nadużyciem. Nazwijmy to zachwianiem umysłowym.

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2018-11-14

  • Ilustracja tytułowa: Park jesienią. Fot.: za: Inter. / Wybór wg.pco

 

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22018.11.28.

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński