Bo do tanga trzeba dwojga …


tango-photo4-interMamy karnawał – okres zabaw i radości, czas to niezwykły trwający od Trzech Króli do Środy Popielcowej. Po dawnym przepychu i frywolności pozostały już tylko echa, czas wszystko zmienił. Ale i dziś próbujemy w karnawale zapomnieć o smutkach i wydobyć z życia samą radość. A taniec to ambrozja dla ciała i duszy. W tańu zapominamy o wszystkim, taniec dodaje nam skrzydeł, stajemy się inni, bardziej podobni do ptaków, a może aniołów? – A jeśli tańczyć…to tylko tango!!! …on macho, ona femme fatale… On w czerni, ona w czerni… On zdaje się ją zdobywać…Ona niby ucieka, lecz namiętnie go prowokuje…

Tango – to narodowy taniec Argentyny, najważniejszy symbol tego kraju, niemal religijny ceremoniał. W tym kraju wszędzie tańczy się tango… w portowych knajpkach Buenos Aires i na farmach zielonej pampy. Tańczą młodzi i starzy, bo tango to relaks i natchnienie.

Taniec ten uosabia wszystko… alienację, męskość, seksualną pasję i miłość. Tancerz trzęsie partnerką niczym drżącym listkiem, pożąda jej w każdym ruchu i skinieniu. Ona wiotka jak palma i wpatrzona w swego “macho” bez przerwy. Wpada w jego objęcia, niczym zagubiona królewna.

Tango – to najjaśniejsza ikona Argentyny, niemal narodowe uczulenie, sposób ubierania się ludzi, chodzenia, myślenia, wyrażania samego siebie. Ów taniec stał się najwyższą ekspresją codziennych pożądań i marzeń. Tango uspokaja, tango nobilituje. Tango to dumny paw, z którym każdy chce się utożsamiać.

Ten seksy taniec stał się niemal religią kraju. Ale jest różnica między mężczyzną, który zwyczajnie zabiega o kobietę, a “tangero”, który walczy z atencją o damę. Tango nie istnieje dopóty, dopóki tancerze nie staną się jednością…

tango-photo1-interÓw taniec narodził się w 1870 roku w Buenos Aires, w biednej portowej dzielnicy La Boca. Wszędzie tu pełno symboli tanga, ciągle ktoś tańczy, śpiewa, kwestuje… by tango wiecznie żyło. Domy w tej dzielnicy są piękne i kolorowe. Przed laty malowano je kupując tanią farbę na statkach w porcie, chciano choć trochę ubarwić lokalną biedę, tradycja pozostała. Dziś ta portowa dzielnica jest najbardziej kolorowa w całym Buenos Aires. Tu, przed laty Arystoteles Onassis (późniejszy mąż Jacqueline Kennedy) rozpoczynał swą karierę, przewożąc ludzi statkiem przez rzekę, za kilka centów. Ongiś tu, w La Boca, tańczyli imigranci z Europy, marynarze, gauchos – argentyńscy kowboje – z lokalnymi kruczowłosymi pięknościami znad Rio de la Plata.

Tango było tańcem biedoty, niemal czynnikiem integrującym wszystkich. “Portenos” – mieszkańcy portu bawili się przy dzwiękach smutnej muzyki, by łatwiej znieść codzienną biedę. Tańczono na ulicach, w tawernach, hotelach, salonach. Wyżywano się w tańcu, żywioł zdawał się być ogniem, nie do ugaszenia. Ów taniec wstrząsnął wszystkimi. Nie podobał się arystokracji, purytanom, dostojnikom kościelnym. Zdawał się być wyuzdany i erotycznie  ekspresyjny. Uważano, że mógł być powodem szerzenia się rozpusty i rozkładu życia rodzinnego. W Nowym Jorku nakazano nawet nadzór nad lokalami, w których tańczono tango. Sam papież Pius X uważał tango za taniec niemoralny. Ale gdy sławny Casimiro Ain zademonstrował taniec Jego Świątobliwości, papież zmienił zdanie.

Tango to bez wątpienia erotyczna muzyka, ale rownież bardzo smutna melodia. Stanowi ona swoisty konglomerat hiszpańskich piosenek ludowych. Śpiewano kiedyś w slumsach… niech moja whisky dojrzewa w kieliszku, a moja śmierć, moja miłość będzie w każdym kroku tanga… wtedy mogę umrzeć o 6 rano…

tango-photo3-interPod koniec XIX wieku zamieniono gitarę na bandoneon, rodzaj akordeonu przenośnego. Tango zyskało nowy, oryginalny dźwięk. Owa muzyka, to rytmiczna, rozkołysana fala, czasem tkliwa i lamentująca, czasem nawet jakby z zaświatów. Wydaje się nawet, że tango jest duchowo spokrewnione z jazzem w jego spontanicznym, emocjonalnym i improwizacyjnym charakterze.

W tangu zapomina się o świecie, nawet stręczyciel tańczący z ladacznicą zapomina o swym losie i pogrąża się w nirwanie. Tango to bowiem emocja, ekspresja pasji, a słowa obudzić mogą niejedną twardą duszę ze snu.

Tango – to śpiewanie, muzyka i ognisty taniec. W Argentynie prawie wszędzie widoczny jest kult tanga. Niemal w każdym lokalu wiszą głowy bycze, także plakaty portretujące corridę i tango. W klubach i restauracjach Buenos Aires, Argentyńczycy popijają kawę, delektują się “bife”- wołowiną, podziwiają pieśniarzy śpiewających tango, a słowa piosenek o nieszczęśliwej i utraconej miłości wyciskają łzy. Taniec natomiast przyśpiesza rytm serca.

Największy pieśniarz tanga Carlos Gardel choć zmarł dawno, wciąż śpiewa, jak mówią Argentyńczycy i śpiewa coraz lepiej…

Po I wojnie światowej tangiem zachwycił się cały świat, ale jak na ironię Argentyńczycy odrzucili wówczas taniec jako skandaliczny, wywodzący się z nizin społecznych, taniec rozpustny i burdelowy. “Tangomania” zawojowała Europę (Paryż, Madryt) i wróciła do Argentyny. I tu znów zauroczyła cały kraj. Dziś  wszędzie słychać tango, zarówno w ekskluzywnych lokalach i w biednych knajpkach.

tango-photo2-interPodziwiałem i ja kunszt tego szaleńczego tańca w Buenos Aires. W klubie nocnym Casablanca gasły czerwone światła, tu i ówdzie żarzyły się jeszcze świece, surrealistyczne wnętrze wyglądało przedziwnie. Popijaliśmy “Cuba libre”. Zgasło światło, gdzieś w dali na scenie pojawiła się para tancerzy, pierwsza dama tanga argentyńskiego Maria Nieves i jej partner Juan Carlos Copes. Drżeli i dygotali w transie. On wydawał się odpychać Marię, to znów ją przyciągał do siebie. Ona cała w ekstazie i tanecznym ferworze, zdawała się też  zdobywać miłość partnera. Powiedziano nam nawet – w sekrecie – że tancerze gniewają się już od trzech miesięcy, nie rozmawiają ze sobą. A może to miłość odpycha ich od siebie i znów przyciąga w szalonym tangu? Najpopularniejsze melodie tanga to wciąż: “Jealousy”, “La Comparsita”, “Cuesta Abajo”, “Mi Noche Triste”… słowa mówią o nieszczęśliwej miłości… twoje szczęście jest biedne, więc kiedy przystawię rewolwer do twej skroni, na pewno nie odpali, nie ma dla mnie nadziei, dlatego nie mogę przestać cię kochać…

 

Tango – jest jak Argentyńczycy, jest trochę smutku w nim, trochę samotności i zadumy, jak w argentyńskiej duszy.

Janusz Kopeć

Chicago
w styczniu 2011

Za: MERITUM, January 31, 2011 .

  • Ilustracja tytułowa za pach.com / wybór wg.pco

, 2011/01/31, Akt. 2019.01.09.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci