Mowa nienawiści vs mowa-trawa


Nie wiem czy zauważyliście, ale w sieci krąży nagranie, jak ekipa Oko press czy też może GW tańczy i śpiewa w obronie Jurka Owsiaka. I wszyscy są uśmiechnięci. W oczy rzuca się szczególnie Węglarczyk, który jest mały, gruby i nieogolony. Jeszcze nie było pogrzebu, a ci już śpiewają. To jest, moim zdaniem niezwykłe. Oczywiście, każdy może odnosić się do takiego wydarzenia, jak to ostatnie na swój sposób. Sądzę jednak, że są jakieś granice. To oczywiście żart, bo wszyscy wiemy, że żadnych granic nie ma.

Wczoraj linkowano to wiadomości o ludziach, którzy domagają się zemsty. A na kim? No na Jarosławie Kaczyńskim, który dopuścił do tego, że nożownik zamordował Pawła Adamowicza. Mieliśmy liczenie newsów w TVP i inne atrakcje, a wszystko to przeplatane gawędami o mowie nienawiści. Mnie się zdawało, że jak ktoś domaga się zemsty, to czyni to właśnie z nienawiści. To znaczy jest tak kiedy targają nim silne emocje związane z osobistą stratą. Jeśli jednak nie można mówić o stracie osobistej, a ktoś domaga się zemsty, to jest po prostu głupi, albo wynajęty.

Omówię ten drugi przypadek. Praktyka kolonialna i nie tylko kolonialna, polityczna w ogóle, polega na tym, by reprezentowanej przez siebie grupie nadać cechy nadludzkie, a tych, którymi się zamierza zarządzać zdegradować do poziomu psa. Ta degradacja dokonuje się w różny sposób, często bardzo wyrafinowany. Nie przesadzajmy jednak z tym wyrafinowaniem. I tak niektórym ludom wystarcza garnek wódki, żeby poczuć się dobrze i tak jakoś wyniośle. Kiedy zaś przetrzeźwieją okazuje się, że cała ziemia wokół należy już do kogoś innego, co jest potwierdzone stosownymi umowami na piśmie, których w żaden sposób zanegować nie można.

Jeśli zaś ktoś próbuje, w pobliżu zawsze stacjonuje gotowy do akcji pułk kawalerii dowodzony przez bezwzględnego i zdecydowanego na wszystko oficera. Nie zawsze stosuje się tę metodę, często trzeba zastosować inną, jej istota jest jednak zawsze ta sama – część populacji musi być wbita w dumę i mieć takie poczucie wyższości, by można je było potem wykorzystać podmieniając tę kastę – jeszcze rodzimą i mówiącą lokalnym narzeczem – na inną, już obcą, ale pełniącą te same funkcje.

Taka jest istota polityki brytyjskiej wobec ludów kolonizowanych, ale mechanizm ten może być wykorzystany przez wszystkich. I tego uporczywie nie chcą zrozumieć ludzie uważający się w Polsce za elitę. Ich horyzont bowiem kończy się tam, gdzie zaczyna się horyzont kolonizatorów. To kwestia pierwsza, ale są kolejne.

Nikt w Polsce nie potrafi zrozumieć a czym polegała wielkość polityki Rzymu wobec potęg protestanckich w XVI i XVII wieku. Na tym mianowicie, że ludzie prowadzący tę politykę skutecznie byli całkowicie wolni od pokus tego świata. Nie wszyscy, ale ci najważniejsi tak. My się tym nie interesujemy, bo to nie wchodzi w pakiet charyzmatów, które konstytuują towarzysko polskie elity. A co wchodzi? Moim zdaniem wyłącznie przynależność towarzyska i pieniądze. Stąd także bierze się owa niechęć do podejmowania dyskusji na tematy istotne i przemożna chęć dyskutowania tylko we własnym gronie.

Jak ktoś dostaje 300 zł za godzinę to o czym on ma gadać z takim co dostaje 25 zł? Rekrutacja do takich środowisk odbywa się oczywiście w drodze niejawnej i kompetencje nie mają tam żadnego znaczenia.

Najlepsze jest jednak to, że moderatorzy środowisk zawodowych uważających się za elitę narodu są przekonani, że oni to wszystko robią dla siebie i swoich dzieci. Powiem wprost – tylko idiota tak myśli. Tym wodzom, którzy podpisywali zgodę na osiedlenie się w rezerwacie też się wydawało, że robią to dla siebie i swoich dzieci, a nie dla osadników, którzy zajęli, podzielili i eksploatowali ich tereny plemienne.

No, ale co tu tłumaczyć sędziemu, czy jakiemuś innemu przedstawicielowi kasty wybrańców, kiedy on wie, że ma rację, bo wychodzi mu, że zarabia 300 zł na godzinę, a do tego jeszcze wszyscy się go boją? Nie ma możliwości, żeby ten człowiek cokolwiek zrozumiał. Czuje się jednak na tyle bezkarnie, żeby mówić o zemście. Tak jakby nie rozumiał czym jest zemsta i nie rozumiał, że jego bezpieczeństwo jest gwarantowane. I ta gwarancja może być w pewnym momencie, jak wszystkie gwarancje, uchylona.

Jaki jest mechanizm budowania fikcyjnego bezpieczeństwa? Prosty. Zaczyna się od wskazania fikcyjnego wroga, któremu nadaje się fikcyjne i całkowicie nierealne cechy. Prawdziwego wroga się ukrywa, albo czyni się zeń największego sojusznika. W podobny sposób ukrywa się przedmiot tych wszystkich zabiegów, którym jest zawsze to samo – kontrola własności na dużym obszarze.

Elicie zawsze się zdaje, że jest niezastąpiona, a im bardziej zdegenerowana jest elita ty większą ma pewność, że nic złego jej nie spotka, albowiem czuje, że ci co dają jej gwarancje są jeszcze gorsi. No i to jest taka, prawda wspólnota, takie wtajemniczenie, w którym udziału nie biorą tak zwane masy. Tyle, że kolonizatorom potrzebne są właśnie masy, żeby było komu przypieprzać. Elity są zbędne, są narzędziem tresury jedynie. O tym jednak dowiadują się one na końcu, w drodze do komory gazowej, dołu czy jaki tam los dla nich przewidziano.

Sądzę, że jeśli ktoś z prawdziwych moderatorów życia politycznego w Polsce słyszał te wypowiedzi o zemście, musiał być nieźle zaskoczony, bo w jego umyśle takie postawienie sprawy oznacza po prostu autodegradację znacznie poniżej poziomu pijanego Buszmena oddającego w niewolę własne dzieci i sprzedającego ostatnią krowę żywicielkę. Myślę, że ktoś taki mógłby nawet poczuć w sercu jakieś ukłucie dziwne, być może nawet empatię wobec nas tutaj, którzy, jak matka z łobuzem, musimy się męczyć z ludźmi nie rozumiejącymi absolutnie nic z tego co się wokół nich dzieje. I mającymi przy tym jeszcze tak ogromne możliwości wpływania na los innych.

Pora teraz określić, co jest w tym momencie i najbliższych dniach najniebezpieczniejsze, nie dla Gdańska bynajmniej i nie dla Jurka Owsiaka, któremu klaszczą i śpiewają z uśmiechami na twarzach, dwa dni po okrutnym morderstwie. Najgorzej będzie jeśli PiS, politycy tej partii i funkcjonariusze medialni, stwierdzą także, że to my jesteśmy ich wrogami. To znaczy jeśli przyjmą optykę kolonizatora i uwierzą, że ta kłębiąca się tu mierzwa, do której przecież nie należą, jest do okiełznania. Koniecznie i bezwarunkowo. A łatwo w to uwierzyć, kiedy przeciwnik prawdziwy pokazuje na co go stać, a „nasi” nie wiedzą nawet czy mają uciekać czy się bronić.

Przypominam, że zapisy na konferencję w Baranowie zamknę na setnym uczestniku, bo sala w zamku nie pomieści więcej osób. Na razie jest ponad 40 zgłoszonych. Myślę, że do końca stycznia powinniśmy zamknąć listę.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

Gabriel Maciejewski 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  17 stycznia 2019.
– Tytuł zewnętrzny pochodzi od redakcji PCO.

 

  , 2019.01.18.

Autor: Gabriel Maciejewski