Spór z Iranem. Komu to służy?


Ochłodzenie relacji irańsko-polskich, spowodowane wywieraniem większej presji przez Waszyngton, próbujący zmusić inne państwa do zerowego importu ropy irańskiej, wiąże się z bieżącymi potrzebami politycznymi USA czy Izraela, ale także z długoterminową strategią zapewnienia bezpieczeństwa dostaw gazu ze wschodniej części Basenu Morza Śródziemnego. 

„Trwa wojna psychologiczna wymierzona w Iran. Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo był oficerem wywiadu, zanim został dyplomatą i dlatego zna się na tego typu wojnie. Jego plany dotyczące przeciwstawienia się Iranowi nie przyniosły pożądanych rezultatów w Stanach Zjednoczonych, więc teraz stara się przekonać do nich inne kraje, takie jak Polska” – tak komentował ostatnie zawirowania na linii Iran-Polska szef komisji bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej irańskiego parlamentu.

Według Heshmatollaha Falahatpisheha, organizacja „antyirańskiej konferencji” w Warszawie, to porażka Europy. Zalecił irańskiemu MSZ zawezwanie ambasadorów krajów, które są zaangażowane w takie „wrogie działania”. Szef europejskiej dyplomacji Federica Mogherini już zapowiedziała, że nie przyjedzie do Warszawy. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo ogłosił bowiem w miniony piątek, że Waszyngton będzie współgospodarzem globalnego szczytu poświęconego Iranowi i bezpieczeństwu Bliskiego Wschodu w przyszłym miesiącu w stolicy Polski.  

Wkrótce po chłodnej wymianie zdań między irańskimi a polskimi dyplomatami pojawiły się informacje, że Teheran wstrzymał wydawanie polskim obywatelom wiz turystycznych. Jednak rzecznik irańskiego MSZ, Bahram Qasemi, doniesienia te zdementował.

W związku z planowaną na połowę lutego w Warszawie konferencją, strona irańska wezwała Polskę do wycofania się z inicjatywy i zapowiedziała jej torpedowanie.

Irański MSZ w minioną sobotę wezwał charge d’affaires polskiej ambasady. Zgodnie z relacją irańskiej agencji IRNA, dyrektor Departamentu Europy Wschodniej MSZ w Teheranie przekazał stronie polskiej oficjalny dokument – protest przeciwko współpracy Warszawy ze Stanami Zjednoczonymi przy – jak napisano – „organizacji anty-irańskiego spotkania w dniach 13-14 lutego tego roku”.

Szef irańskiej dyplomacji wyraził ubolewanie, że Iran, „który w trakcie II wojny światowej udzielił tak mocnego wsparcia polskim uchodźcom staje się ofiarą wymierzonego w niego cyrku”. Teheran ostrzegł Polskę przed krokami odwetowymi.

W niedzielę polski MSZ wydał oświadczenie, stwierdzając, że „Stoimy na stanowisku, iż społeczność międzynarodowa ma prawo do dyskutowania różnych problemów regionalnych i globalnych, a Polska – do współorganizowania konferencji, której celem jest wypracowanie płaszczyzny działań na rzecz stabilności i dobrobytu regionu Bliskiego Wschodu”.

Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, Piotr Naimski w radiu WNET przyjął retorykę amerykańską, przekonując, że jesteśmy związani sojuszem z USA, dla którego Iran jest zagrożeniem. – Stosunki między Polską a USA są jednym z najistotniejszych elementów polskiego bezpieczeństwa, zarówno w ramach NATO, jak i dwustronnych. Powinny być one rozwijane i pogłębiane, w sferze wojskowej i politycznej. Współpracujemy też w obszarze energetyki. Ameryka jest potrzebna Europie. Więź kulturowa, cywilizacyjna i strategiczna między Europą a USA powinna być pogłębiana. Konferencja w Warszawie jest tego wyrazem – mówił. Wyjaśniał, że to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie jest fundamentalnie ważne dla pokoju światowego, a Iran może zagrozić egzystencji Izraela.

 

Co z polskim programem Go Iran?

Tuż po podpisaniu umowy nuklearnej JCPOA Polska, podobnie jak inne kraje europejskie liczyła na ożywienie wymiany handlowej. Gdy w 2016 r. zaczęto stopniowo znosić sankcje, do Teheranu udawały się polskie delegacje biznesowe. Potem uruchomiono program Go Iran. Z czasem Wawel, Orlen, Ursus, firmy kosmetyczne, przedstawiciele branży meblarskiej czy energetycznej zaczęły rozwijać handel na większą skalę.

Zniesienie sankcji wobec Iranu otwierało bowiem drogę nie tylko dużym firmom, ale także małym do chłonnego i perspektywicznego rynku. Decyzja Donalda Trumpa o zerwaniu umowy z Teheranem i przywróceniu embarga, handel znacznie utrudniła, a w niektórych wypadkach nawet uniemożliwiła, zwłaszcza tym, którzy jednocześnie prowadzili interesy z USA i sprzedawane przez nich produkty opierały się na komponentach amerykańskich.

Z Iranu – zamiast z Rosji – sprowadzały ropę także dwa polskie koncerny energetyczne, Orlen i Lotos. Miał to nawet być ważny dla naszego kraju kierunek dywersyfikacji dostaw. Orlen zamierzał zawrzeć umowę długoterminową, ale amerykańskie sankcje pokrzyżowały te plany. W październiku ub. roku obie spółki potwierdziły, że zrezygnowały z jakichkolwiek dostaw z Iranu i, że obserwują sytuację geostrategiczną.

Uruchomiony przez rząd dwa lata temu program Go Iran, namawiający do inwestycji w Iranie, wydaje się być w zawieszeniu. Polska Agencja Inwestycji i Handlu jeszcze rok temu informowała, iż zniesienie sankcji znacząco ożywiło wymianę handlową, a polski eksport wzrósł pięciokrotnie. Pod koniec 2016 roku umowy z Iranem miały już zawiązane Ursus, Jenox Akumulatory czy narodowe Centrum Badań Jądrowych.

Z roku na rok przybywały kolejne firmy czy instytucje podejmujące współpracę, jak choćby: specjalizująca się w innowacyjnym recyklingu polska firma Bioelectra.

Jak zapewniał w rozmowie z money.pl Juliusz Gojło, ambasador RP w Teheranie, nowoczesne maszyny rolnicze czy przemysłowe, polskie meble, żywność i kosmetyki zyskały wówczas szansę, aby zaistnieć na irańskim rynku.

Według danych Ministerstwa Rozwoju za rok 2017, Polska wyeksportowała do Iranu towary za ponad 121 mln euro, wartość importu sięgała 83 mln euro. W latach 2018-2019 zaplanowanych było kilkadziesiąt wystaw i targów w Iranie, ale na oficjalnej stronie rządowej dot. programu Go Iran wśród aktualności znajdziemy jedynie relację z targów z kwietnia 2018 roku.

„Fort Trump” za bezwarunkowe poparcie sankcji?

Radykalna wolta w relacjach z Iranem nastąpiła latem 2018 roku. Amerykanie podkreślali, że ich strategia zmierza do wywarcia maksymalnej presji na wszystkie kraje handlujące z Teheranem, by ostatecznie doprowadzić do zerowej sprzedaży ropy irańskiej na rynku światowym i zmusić Iran do zawarcia nowej umowy.

Minister spraw zagranicznych Polski, Jacek Czaputowicz w połowie września ub. roku udzielił wywiadu agencji AP, w którym podkreślał, że Polska chce być „pomostem” w relacjach transatlantyckich (między Europą a USA) i przekonać pozostałe kraje UE do sankcji amerykańskich. Wtedy też prezydent Andrzej Duda i jego ministrowie zaczęli mówić o wzmacnianiu amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce i większym zaangażowaniu gospodarczym USA.

Czaputowicz zaznaczył, że chce zakopać „przepaść” między Unią Europejską a administracją Trumpa i chce, aby UE wykazała „większą empatię” wobec amerykańskich sankcji. Szef polskiej dyplomacji bronił decyzji USA o wycofaniu z JCPOA. – Nie chcemy, aby UE działała przeciwko polityce amerykańskiej, co oznacza przeciwko tym sankcjom – powiedział Czaputowicz, dodając, że Polska dąży do „większej empatii i zrozumienia w stosunku do amerykańskiej polityki” i chce „pogodzić, zjednoczyć” stanowiska Waszyngtonu i Brukseli.

Przekonywał także, że podczas podróży Dudy do USA można się spodziewać ogłoszenia poprawy zdolności obronnych Polski w obliczu zwiększonej aktywności militarnej Rosji. Polska lobbowała na rzecz stałej, zamiast rotacyjnej obecności 3 tys. żołnierzy amerykańskich rozmieszczonych obecnie w Polsce . Decyzja w tej sprawie miałaby zapaść na początku obecnego roku. „Naszym celem jest podniesienie bezpieczeństwa ludzi w Polsce” – powiedział Czaputowicz, podkreślając, że tylko Stany Zjednoczone mają dziś wystarczającą siłę militarną, zdolną powstrzymać Rosję.

Czy zatem Polska faktycznie liczy na to, że uda jej się uzyskać wymarzoną stała bazę amerykańską i dlatego całkowicie uległa wobec żądań amerykańskich, tłumacząc, że wymagają tego względy bezpieczeństwa? Być może, ale dlaczego Warszawa nie wystarała się – nie udało się, czy też może nawet  w ogóle nie podjęto negocjacji – o zwolnienie z sankcji na import irańskiej ropy, skoro takie wyłączenia uzyskało w grudniu ub. roku aż osiem państw, w tym Japonia, również sojusznik USA?

Przegrane spory arbitrażowe Izraela i USA z Iranem  

Spójrzmy jednak na politykę amerykańską i izraelską w szerszym kontekście. Waszyngtonowi zależy na zmuszeniu Iranu do wszczęcia nowych negocjacji w sprawie uregulowania wielu kwestii spornych. Iran ma na swoim koncie – mimo poważnych problemów wewnętrznych, zwłaszcza ekonomicznych – pewne sukcesy nie tylko w dziedzinie polityki zagranicznej, ale co ciekawe wygrał kilka procesów arbitrażowych z Izraelem i USA. Trzeba pamiętać o tym, że Tel Awiw i Teheran zgodnie ze sobą współpracowały nie tylko przed obaleniem w 1979 r. szacha Mohammada Reza Pahlawi, ale także później. Izrael na przykład dostarczał nowe technologie i sprzęt wojskowy irańskiej armii w czasie wojny z Irakiem w latach 80.

Później niektórzy izraelscy politycy opowiadali się za pokojowym uregulowaniem relacji z Iranem. Co niektórzy twierdzą nawet, że za pośrednictwem firm zewnętrznych zarejestrowanych np. w Panamie czy Argentynie odbywa się dalej handel między przedsiębiorcami izraelskimi a irańskimi.

Izraelskie media kilka miesięcy temu przypomniały sprawę arbitrażową, rozstrzygniętą na korzyść Iranu w maju 2015 r., a dotyczącą zapłacenia przez Izrael należnych kwot z tytułu importu ropy irańskiej przez Trans Asiatic Oil (TAO). Ta państwowa izraelska firma – powstała niegdyś jako spółka joint venture – ma zapłacić irańskiej National Oil Company (NIOC) ponad 1,1 bln USD plus odsetki stale narastające, a mogące sięgać obecnie około 8 mld USD.

Szwajcarski Federalny Sąd Najwyższy w Lozannie, który zajmował się arbitrażem ustalił, że TAO nie zapłaciła NIOC za ropę wysłaną rurociągiem (Eilat – Aszkelon). Gazociąg powstał, by umożliwić dostawy ropy irańskiej do Europy za pośrednictwem Izraela po tym, jak Egipt zablokował Kanał Sueski.

Od wczesnych lat dziewięćdziesiątych Iran ścigał Izrael w międzynarodowym arbitrażu, twierdząc, że Tel Awiw nie zapłacił za kilka przesyłek ropy, które otrzymał po rewolucji. W czerwcu 2016 r. Szwajcarski Federalny Sąd Najwyższy podtrzymał wynik przełomowego  postępowania w tym kraju, nakazując TAO zapłacić irańskiej spółce sumę 1,2 miliarda dolarów plus odsetki. Ale, jak zaznacza i24news.tv, to może być dopiero początek. Są kolejne roszczenia i arbitraże. Izrael zasądzonych kwot na rzecz Iranu nie chce płacić. Broni się, twierdząc, że krajowe przepisy zabraniają przekazania pieniędzy wrogowi.

Dopóki trwają sankcje wobec Iranu i Iran postrzegany jest jako wrogi kraj, obecna władza w Tel Awiwie mówi, że nie będzie spłacać długu. Być może dlatego Irańczycy próbują w inny sposób go „wyegzekwować”, dręcząc izraelskich obywateli wojną proxy, czy przygotowując zamachy.

Profesor Eric DeBrabandere, ekspert w dziedzinie międzynarodowego rozstrzygania sporów na Uniwersytecie w Leiden w Holandii, powiedział i24NEWS: „Izrael nie może naprawdę usprawiedliwić niepłacenia tylko dlatego, że nie ma żadnych stosunków dyplomatycznych lub uważa [Iran] za państwo wrogie”. De Brabandere tłumaczy, że „cała idea arbitrażu polega na tym, że z góry akceptujesz, iż wyrok będzie wiążący”. „Tak więc Iran może rzeczywiście spróbować odzyskać należną od Izraela sumę w ramach wyroku arbitrażowego”, powiedział, zauważając, że w przeciwieństwie do bardziej konwencjonalnych przypadków, panująca sytuacja polityczna uniemożliwia Iranowi zatrudnienie izraelskiej firmy prawniczej, która zajmie się egzekucją długu w Jerozolimie. Jednak, jego zdaniem Iran może próbować szukać aktywów izraelskich, znajdujących się poza Izraelem.

Również w USA przed Sądem Najwyższym toczą się sprawy arbitrażowe. Problemem dla Iranu jest to, że nie może zacząć próbować odzyskać długu, przejmując aktywa państwa -dłużnika poza jego granicami, jeśli wyrok arbitrażowy nie zostanie uznany przez sąd krajowy w dowolnym miejscu na świecie. Sąd może odmówić wykonania wyroku, jeżeli byłoby to sprzeczne z polityką jego państwa, a sankcje wobec Iranu mogą wystarczyć, by przyjąć takie stanowisko.

Co ciekawe, podczas gdy Iran prowadził od kilkudziesięciu lat wrogą kampanię przeciwko Izraelowi za pośrednictwem bojówek, zamachów, a Izrael mścił się celowymi zabójstwami i cyberatakami, przedstawiciele obu tych krajów okazali pełne zaufanie wobec szwajcarskich kancelarii prawnych. „Przez te wszystkie lata, gdy Iran wzywał do eksterminacji państwa Izrael – palenia flag, parad na ulicach – w tej samej sali zasiadali izraelski i irański arbiter” – zauważył adwokat Yoav Harris, ekspert w dziedzinie prawa morskiego z J. John Harris & Co. i prof. Bein & Co w Hajfie.  – Moim zdaniem, Iran przyznał, że Izrael jest rozsądnym partnerem biznesowym i można prowadzić z nim negocjacje – komentował.

W 2016 r. Barack Obama wysłał do Szwajcarii 400 mln USD dla Irańczyków w gotówce. Departament Stanu potwierdził, że pieniądze były oficjalnie pierwszą ratą zapłaconą przez USA Iranowi z łącznej kwoty 1,7 mld dolarów w ramach ugody kończącej 35-letni spór prawny dotyczący niedostarczenia zamówionego i zapłaconego przez Teheran amerykańskiego sprzętu wojskowego. Biały Dom wycofał się z umowy po wybuchu irańskiej rewolucji w 1979 roku.

Republikanie zarzucali prezydentowi przekazanie Teheranowi „okupu”.  Dowodem na to miał być fakt, że amerykański odrzutowiec z pieniędzmi wytarował dopiero, gdy samolot Swiss Air z zakładnikami opuścił przestrzeń powietrzną Iranu. Rzecznik Departamentu Stanu, John Kirby potwierdził, że przekazanie gotówki zostało opóźnione do momentu, gdy zakładnicy byli bezpieczni i działanie to było celowe. – Byłoby niemądre, nierozważne i nieodpowiedzialne nieskorzystanie z takiej formy nacisku – wyjaśnił Kirby.

Irak kluczem do zapewnienia bezpieczeństwa przyszłych dostaw gazu i ropy z Basenu Morza Śródziemnego?

W obecnej rywalizacji nie można także nie brać pod uwagę sprawy kontroli nad iracką ropą. Mimo, że surowic ten traci na rzecz gazu, to jednak w najbliższych latach wciąż pozostanie najważniejszym źródłem energii. Co ciekawe, mimo podpisania paryskiej umowy klimatycznej, strategie koncernów energetycznych przewidują wzrost handlu ropą.

Nie bez powodu Trump zabiega o kontrolę nad tym surowcem w Iraku, by poprawić rodzimy bilans handlowy i utrudnia ewentualną współpracę irańsko-iracką.

Amerykańscy wojskowi wydają rocznie około 81 miliardów dolarów na ochronę zasobów ropy naftowej na całym świecie oraz utrzymywanie odpowiednich cen paliw kopalnych w amerykańskich stacjach benzynowych. Waszyngton, mimo że produkuje prawie 11 milionów baryłek dziennie, to wciąż importuje około 8 milionów baryłek ropy.

Trump wprost też mówi, że członkowie OPEC, tacy jak Arabia Saudyjska, Irak i Kuwejt są „winni” Stanom Zjednoczonym znaczne środki za „ochronę. Prezydent Trump dwukrotnie też zwrócił się do premiera Iraku, by kraj ten „spłacił” Amerykę – w związku z poniesionymi kosztami wojny w Iraku. Miał go za to zganić m.in. były już szef Pentagonu, gen. Mattis, twierdząc, że byłoby to pogwałcenie prawa międzynarodowego.

O dobre relacje i współpracę z Irakiem zabiegają Irańczycy. Kilka dni temu najwyższy irański dyplomata, któremu towarzyszyła duża delegacja złożona z ponad 100 liderów biznesu, uczestniczył w konferencji w Bagdadzie ze swoimi irackimi odpowiednikami. Irański minister spraw zagranicznych zapewnił uczestników, że amerykańskie sankcje nie wpłyną na dwustronne interesy.

Ale nie wszystko dotyczyło gospodarki. – Żaden kraj nie powinien uważać własnego bezpieczeństwa za zależne od sąsiadów –  powiedział, pochwalając wzajemną współpracę w walce z terroryzmem. – Krew młodych Irańczyków i Irakijczyków została wymieszana podczas walki z terroryzmem, tworząc głębokie więzi między dwoma narodami, których żadna siła nie może zniszczyć – zaznaczył.

Dlaczego Iran zabiega o współpracę z Irakiem? Próbuje budować sojusz, który umożliwi  mu dostęp do Morza Śródziemnego. Stąd obecność w Syrii i wspieranie Hezbollahu czy innych szyickich, a nawet sunnickich bojówek. Docelowo Iran może zagrozić dostawom izraelskiego gazu do Europy, niszcząc platformy, utrudniając transport itp. Z tego samego powodu izraelscy geostratedzy przewidują, że w przyszłości może dojść do wojny Izraela z Rosją, która konsekwentnie realizuje strategię rozbudowywania swoich baz w Basenie Morza Śródziemnego i zmierza ich zdaniem do uczynienia z Morza Czarnego wewnętrznego jeziora.

Najwyższy irański dyplomata spotkał się z szeregiem wysokich rangą irackich osobistości, począwszy od prezydenta Barhama Saliha, premiera Adila Abdula Mahdiego i przewodniczącego Mohammeda al Halbusiego, po liderów partii Ammara Hakima i Ayada Allawiego.

Według mediów, reprezentujących oficjalne poglądy rządu prezydenta Hassana Rouhaniego, podróż „powinna była odbyć się dużo wcześniej, zwłaszcza biorąc pod uwagę krytyczny czas w regionie i starania USA o budowę tam nowych sojuszy”.

Zarif udał się także do Erbil, stolicy Regionalnego Rządu Kurdystanu (KRG). Relacje między obu stronami były napięte w 2017 roku, gdy region przeprowadził nieudane referendum w sprawie niepodległości od Bagdadu. Były przewodniczący KRG, Massoud Barzani kontynuował realizację planu, pomimo wielokrotnych ostrzeżeń z Teheranu. Jednak od tamtej pory ci dwaj politycy powoli podążają ku naprawieniu relacji.

11 marca do Iraku uda się irański prezydent Rouhani. Będzie to pierwsza oficjalna wizyta tego polityka w Bagdadzie od czasu objęcia urzędu w 2013 roku. Szef irańskiej dyplomacji, który przybył do Iraku natychmiast po wizycie amerykańskiego odpowiednika, Mike’a Pompeo, wskazał, że walka amerykańsko-irańska o wpływy w Iraku bynajmniej nie zakończyła się.

Agnieszka Stelmach

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2019-01-18)


Ambasador Iranu: Polska nie zaprosiła nas na konferencję ws. Bliskiego Wschodu

Iran nie dostał zaproszenia na międzynarodową konferencję dotyczącą bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie, którą Polska wraz z USA organizuje w lutym br. w Warszawie – ujawnił ambasador Iranu w Polsce Masoud Edrisi Kermanshahi w rozmowie ze stacją RMF FM.

Ambasador powiedział w wywiadzie opublikowanym w czwartek, że dowiedział się o planowanej konferencji 28. grudnia ub. roku od wiceministra spraw zagranicznych RP Macieja Langa. „Powiadomił mnie wtedy, że ma się odbyć taka konferencja we współpracy Rzeczypospolitej Polskiej i Stanów Zjednoczonych. Iran, który jest ważnym i wpływowym krajem w rejonie Bliskiego Wschodu, nie został na nią zaproszony.” – ujawnił ambasador. […]

Całość: Kresy.pl (17 stycznia 2019)

Za: BIBUŁA portal niezależny, 18 stycznia 2019.

 


Ambasador Iranu: Polska podjęła ryzyko zniszczenia wzajemnych relacji. Od wieków były serdeczne

My nie uważamy Polski za swojego wroga, ale twierdzimy, że znalazła się pod wpływem atmosfery wokół Iranu kształtowanej przez USA. Polska jest pod wpływem bliskowschodniej polityki Białego Domu. Decyzję o goszczeniu tej konferencji w Warszawie i uczestnictwie w jej organizacji uważamy za błędną i nie do zaakceptowania – powiedział w rozmowie z dziennikiem „Rzeczpospolita” ambasador Iranu w Polsce Masud Edrisi Kermanszahi.

Irański dyplomata zrelacjonował, jak wyglądają przygotowania do zaplanowanej na luty konferencji o Bliskim Wschodzie, którą Polska wraz z USA zorganizuje w Warszawie. Teheran obawia się jej antyirańskiego wydźwięku.

– Tematy konferencji wspólnie przedstawili zaproszonym szefowie dyplomacji Polski oraz USA: Jemen, Syria, postępowanie Iranu w regionie czy kwestia irańskich pocisków balistycznych. Ten zestaw dowodzi, że konferencja jest wymierzona w Iran. Zanim o spotkaniu powiedziała Polska, ogłosił je amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo w czasie swojej podróży po arabskich krajach Bliskiego Wschodu. Zdefiniował cel tej konferencji: zmiana postępowania Iranu, które określił jako rujnujące dla regionu – powiedział Kermanszahi, który nie został zaproszony na przygotowywane spotkanie.

W jego ocenie „Polska podjęła ryzyko polegające na zniszczeniu wzajemnych relacji z Iranem”. – A były one serdeczne i przyjazne od wielu wieków, można powiedzieć, że trwało to 540 lat – ocenił dodając, że jego zdaniem „rezultat tej konferencji na pewno nie będzie pozytywny”. – Podobnie było z innymi tego typu spotkaniami organizowanymi w przeszłości przeciwko Iranowi. (…) Pozostanie zła sława, którą okryje się Polska. I nieprzyjemne wspomnienia w irańskim społeczeństwie – podkreślił.

– Jeżeli polskie władze sądzą, że poprzez organizowanie tego spotkania osiągną jakieś cele związane z żywotnymi interesami Rzeczypospolitej, to się mylą. Były państwa i byli przywódcy, którzy kierowali się tego typu rachubami wobec Iranu, ale kończyło się to niepowodzeniem, a najczęściej – klęską – stwierdził ambasador.

Masud Edrisi Kermanszahi poinformował ponadto, że „Iran będzie podejmował wszelkie wysiłki, aby spotkanie zakończyło się niepowodzeniem. Będą to między innymi spotkania naszych ambasadorów z przedstawicielami krajów zaproszonych po to, by przekonać ich do niebrania udziału lub przynajmniej obniżenia rangi wysłanników”.

Źródło: dziennik „Rzeczpospolita”

TK

Za: BIBUŁA portal niezależny, 17 stycznia 2019.

 

Ilustracja tytułowa: Flaga Iranu. Fot. za mandmglobal.com / wybór zdjecia wg.pco

 

   , 2019.01.18.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci