O prawdach przedwiecznych, organizacjach niejawnych i urokach demaskacji


Aż dwie osoby napisały do mnie w sprawie demaskacji Wielkiej Lechii, której dokonał znany nam publicysta prawicowy Radosław Patlewicz. Pomyślałem więc, że napiszę coś w tej sprawie, albowiem jest to poniekąd nasza sprawa. Nie rozumiem bowiem dlaczego kiedy podobnej demaskacji dokonuje Szymon Modzelewski, nikt się tym nie ekscytuje w należyty sposób. Może przez to, że Szymon demaskuje mechanizm działania tej bredni poprzez metodę naukową i liczne przykłady, często niezrozumiałe dla przeciętnego konsumenta publicystyki prawicowej, a być może przez to, że Szymona nie wspiera ani Grzegorz Braun, ani Jan Żaryn, tylko ja. A umówmy się – kim ja jestem w zestawieniu z wymienionymi? Zerem po prostu.

Kiedy więc ogłasza coś Patlewicz z miejsce gromadzą się wokół niego zwolennicy, a także przeciwnicy, zwani tez hejterami, którzy nie licząc się ani z faktami, ani z metodą, próbują ocalić to co tam Patlewicz defasonuje i niszczy. W tym wypadku Wielką Lechię. Dochodzi do gwałtownych spięć napędzających koniunkturę oraz dyskusję, i każdy, nawet najgłupszy może się wyjęzyczyć. A ma przy tym pewność, że nie palnie głupstwa i nic nie ryzykuje, albowiem Patlewicz ma stosowne uwierzytelnienia od największych bohaterów publicystyki prawicowej, a zwolennicy Wielkiej Lechii mają takie same uwierzytelnienia od WSI.

Tylko my tutaj nie mamy żadnych uwierzytelnień. W związku z tym żadne istoty przeżywające w cichości ducha różne rozterki ideowe tu nie zaglądają, albowiem nie ma tu ukojenia. Jest za to mnóstwo kwestii wobec których należy zająć stanowisko. Trole są wycinani z miejsce, a więc nie ma żadnych szans na pozorowaną dyskusję, która napędza publicystyczny obłęd. Wniosek z tego taki, że do niczego się nie nadajemy. Ja oczywiście szydzę, ale kiedy patrzę na to, jak ludzie niegłupi i z dorobkiem, ekscytują się demaskacjami Patlewicza, wiem, że nigdy z tego dołka nie wyjdziemy.

Nigdy albowiem każdy kto obserwuje scenę publicystycznych zmagań dobrych ze złymi, szuka tu i teraz praktycznych rozwiązań, szuka natychmiastowych odpowiedzi na szybko zadawane pytania i interesuje się tylko tymi, którzy takich odpowiedzi udzielają. To daje mu poczucie spełnienia, sukcesu i siły. W istocie jest manifestacją bezradności. I wynika to wprost z faktu, że zaproszenie do dyskusji lub podjęcie takowej na zasadach zaproponowanych przez przeciwnika jest de facto zaakceptowaniem w przestrzeni i tych zasad i tego przeciwnika.

Kiedy Szymon napisał tekst o Wielkiej Lechii, wszyscy schowali, pardon, mordy w kubłach, bo nie mieli ani jednego argumentu przeciw, który nie zamieniłby się w natychmiastową kompromitację. Teraz zaś rozpocznie się dyskusja. No, a – co było do udowodnienia – dyskusja zawsze jest poważna, w odróżnieniu od działania, które poważne nie jest. W poważnej zaś dyskusji muszą uczestniczyć wyłącznie poważni ludzie, którzy rozumieją się nawzajem. Tego zaś co napisał Szymon nie rozumie nikt, poza garstką zgromadzonych tu osób.

Argument zaś, że Lechia to w rzeczywistości UB rozumieją wszyscy. I zdemaskowanie tego faktu jest samo w sobie sukcesem. Z demaskacjami w dodatku sprawy mają się tak, że ludzie łatwo zapominają i można demaskację uprawiać w nieskończoność.

Na przykład w swoim nagraniu Patlewicz po raz nie wiem który zdemaskował Bolka Tejkowskiego. Powiedział, że lansowano go jako wcielenie Bolesława Śmiałego. I to jest doprawdy niezwykłe, bo my tutaj nie zajmujemy się demaskacją Bolków, ale tegoż właśnie Bolesława Śmiałego i do tego jeszcze, całkiem bezwiednie, wpisujemy się w pewien obecny na rynku nurt publikacji dotyczący doby wczesnopiastowskiej w Polsce i Europie Środkowej.

Dlaczego książki takie jak „Król bez Korony. Władysław Herman książę Polski” albo „Srebro i władza” nie są reklamowane przez prof. Jana Żaryna, albo przez Grzegorza Brauna, a jest przez nich reklamowany Patlewicz? Bo on nakręca koniunkturę. To jest odpowiedź chytra, nosząca znamiona prawdy, ale całkowicie błędna. Feler tkwi w tym, że „nakręcacze koniunktur” wierzą iż ludzie ekscytujący się przeniewierstwami komunistów i komiczną misją Bolka Tejkowskiego czy też może nawet samym Januszem Bieszkiem, propagatorem Wielkiej Lechii, wydadzą pieniądze na książki.

Nie wydadzą. I to mówię Wam ja, człowiek, który z produkcji książek i pośrednictwa w obrocie nimi żyje i utrzymuje rodzinę. Nie kupią, ale złudzenie to jest jeszcze silniejsze niż mechanizm wyparcia działający w traumatycznych sytuacjach. To jest przemożna chęć posiadania głupszego i powolnego sobie czytelnika. Sprawa w zasadzie nieuleczalna i nie dająca nikomu żadnych szans. Odsuwamy się od tego. Wpisujemy się tu wszyscy w pewien nurt tradycji krytycznej i podnosząc dawno zapomniane, albo też celowo przez akademię ukryte narracje odnosimy się do spraw w konflikcie pomiędzy państwem i jego organizacjami a Kościołem i jego organizacjami, rudymentarnych i ciągle żywych. Stajemy po stronie Kościoła i mówimy, że: św. Stanisław nie był żadnym zdrajcą. Tak zwana sprawa św. Stanisława jest jedną z najważniejszych osi propagandowego konfliktu pomiędzy państwem komunistycznym i masońskim a Kościołem. Ona jest wiecznie żywa i wiecznie będzie używana jako cep do walenia po głowie hierarchów.

Przykładem jest tu Bolek Tejkowski, Bunsch, Karolak wreszcie i wszyscy, którzy mówią i piszą, że św. Stanisław to zdrajca. Sprawę św. Stanisława może zakończyć tylko zmasowana akcja propagandowa, w której postawione zostaną nowe hipotezy, tak samo przecież uprawnione, jak brednie o rzekomej zdradzie. Najważniejszą zaś z nich jest to o czym tu pisałem – król Bolesław koronował się koroną z Konstantynopola, nie z Rzymu. Król Bolesław realizował politykę wenecką i próbował grać na koniunkturach i dekoniunkturach wywoływanych poprzez chwiejną politykę republiki wobec Bizancjum. Król Bolesław nie należał od obozu papieskiego, dążenie zaś do tak zwanej samodzielności państwa, było wprost dążeniem do podporządkowania tego państwa hierarchii kościoła wschodniego. O tym pisałem na blogu i o tym napisałem w książce o św. Stanisławie.

Dlaczego więc nie ma żadnej dyskusji na ten temat, a jest dyskusja o Wielkiej Lechii i szpionach z WSI? Bo to daje ludziom poczucie bezpieczeństwa. Na temat bowiem komuny, jej przeniewierstw i oszustw, może wypowiadać się każdy. Na temat zaś spraw tak odległych, jak mord na św. Stanisławie, tylko specjaliści. Ci zaś nie nadają się do dyskusji, bo albo boją się o posady, albo nie rozumieją po co mieli by na ten temat dyskutować kiedy dostają przecież pensję z budżetu państwowego.

Czy ja się czasem nie kompromituję pisząc takie rzeczy? Odpowiem wprost – mam to w dupie. Dawno, dawno temu, coś wydzieliło mi się do mózgu i powiedziało – masz pisać o św. Stanisławie. No więc czynię to i wierzcie mi, że mało mnie interesują głosy krytyczne w tej kwestii.

Proszę państwa, jeśli będziemy się zajmować jedynie reakcją, a nie akcją, jeśli będziemy odpowiadać na kłamliwe publikacje, a nie publikować te prawdziwe i zabierać głos w ich obronie, to znaczy, że się do niczego nie nadajemy. Po prostu.

Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że najlżejsze wahnięcie koniunktury na moją korzyść spowoduje, że różni Patlewicze, od razu przyswoją sobie tę moją narrację, jak to już wielu czyniło i zaczną publicznie opowiadać o tym, jak niezwykłego odkrycia dokonali. No, ale takie jest ryzyko. Możemy się bronić jedynie w taki sposób jak to właśnie czynię, wskazując właściwą drogę, która nie jest niestety łatwa i nie polega na tym, by wymachując uwierzytelnieniami, opowiadać o tym, że Bolek Tejkowski to oszust, a Wielka Lechia to ściema. O tym wszyscy wiedzą.

Potrzebny jest rynek nowych treści i nowe dyskusje na poważne tematy, dyskusje których uczestnicy nie zajmują się kokietowaniem widza i czytelnika. Jeśli widz chce to posłucha, jeśli nie chce to niech idzie gdzie indziej wyczesywać swoje deficyty. Tu z całą pewnością na żadną łatwiznę chodzić nie będziemy i nie będziemy żerować na płytkich koniunkturach. To nas degraduje i sprowadza do roli prawicowych guru od mody i kulinariów. Nie o to w tym chodzi.

Na dziś to tyle. Niebawem oddamy do składu rosyjsko-brytyjski numer nawigatora. Jest to lektura absolutnie wstrząsająca, dziś i jutro mam nadzieję zakończyć poprawianie tłumaczeń. Szok i groza się z tego wyłaniają, szok i groza odziane w draperię nieporozumienia, intrygi i podstępu…Historia pisana jest przez pokolenia idiotów…Niestety. Nie wolno tego ani tolerować ani w tym uczestniczyć. Trzeba to zmieniać.

Promocja Baśni socjalistycznej trwa tylko do piątku, ja zaś od piątku do niedzieli siedzę na targach książki w Poznaniu. Zapraszam wszystkich mieszkańców tego miasta na nasze stoisko. Będzie ze mną Maciek Cielecki autor książki o Imamach.

Gabriel Maciejewski 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  26 lutego 2019.

Ilustracja tytułowa: Zabójstwo św. Stanisława (Zabojstwo biskupa Szepanowskiego), Jan Matejko, olej na desce, 1892, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. Źródło: Wikipedia.pl / wybór zdjęcia wg.pco

, 2019.02.28.

Autor: Gabriel Maciejewski