Będziemy się tłumaczyć w Brukseli. Ubojnie kontrolowali Irlandczycy, nasi konkurenci!


Jak informuje portal FORBES.pl 18 marca w Brukseli przedstawiciele Polski mają poinformować o działaniach, jakie podjęto w związku z produkcją wołowiny. Chodzi m.in. o kontrolę rzeźni.

W związku z przypadkiem obecności bakterii salmonelli w jednej z partii wołowiny dostarczonej do Czech, Czesi rozpoczęli kontrolę polskiej wołowiny. W tej sprawie unijny komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności rozmawiał z ministrem rolnictwa Janem Krzysztofem Ardanowskim.

Więcej w artykule linkowanym poniżej:

Popatrzy na wykresy produkcji mięsa wołowego w Polsce i eksportu polskiej wołowiny. Walka o dobrą jakość naszych wyrobów mięsnych powinna być prowadzona zdecydowanie. Konkurencja nie zna litości. Prowokacje bywają. Nie mniej solidność producentów jest podstawową etykietą naszego mięsa i to powinno zostać utrzymane. W dużej mierze zależy to od samych producentów.


Wobec silnej konkurencji i agresywności innych państwa producentów wołowiny na rynek światowy rząd Polski musi być bardzo stanowczy w swoich działaniach. Zarówno kontrolnych w kraju jak i obrony interesów producentów poza granicami Polski, w szczególności w Unii Europejskiej. Tymczasem, jak informuje portal CenyRolnicze.pl Irlandczycy kontrolowali polskie ubojnie. Na rynku światowym Polska jest poważnym konkurentem dla tego kraju:

Jak twierdzi Jacek Podgórski z Instytutu Gospodarki Rolnej, kontrolę w polskich ubojniach prowadził organ skrojony na wzór unijnego „NIK-u”, który jest we władaniu Irlandczyków. Kraj ten jest jednym z głównych konkurentów Polski na światowych rynkach w eksporcie wołowiny z Unii Europejskiej. […]
Dlaczego podobna sytuacja, która miała miejsce w Niemczech w 2018 r. przeszła w Europie bez większego echa? Dlaczego wówczas Francja nie zastanawiała się nad bojkotem tamtejszej wołowiny, dlaczego wówczas Czesi siedzieli cicho, którzy bardzo ochoczo krytykują wszelkiego rodzaju wpadki polskiego rolnictwa? Dlaczego nie mówi się głośno o wpadkach Belgów, Francuzów czy Holendrów, którzy wpuścili na europejski rynek jajka skażone fipronilem, czyli substancją zakazaną? Nie jest to dla nas usprawiedliwienie, ale należy zastanowić się w jaki sposób kształtowana jest europejska polityka rolna. Jeżeli przyjrzymy się tym branżom, które w ostatnich latach zaczęły odgrywać większą rolę na rynku wewnętrznym, ale i w eksporcie artykułów rolno-spożywczych, to zauważymy, że one rozwijają się ustawicznie bez większych problemów do pewnego poziomu. Kiedy ten poziom jest przekraczany, nagle komuś zapala się czerwona lampka i powstają tego typu sytuacje. Kuluarowo, bo nie chciałbym nikogo oskarżać, mówi się, że sytuacja, którą ukazał Superwizjer była zainspirowana przez jedną z zagranicznych firm zajmującą się produkcją bydła mięsnego i ubojem. To firma działająca na rynku polskim, ale z kapitałem zagranicznym. Nie chciałbym nikogo oskarżać personalnie, ale tego typu sytuacje oczywiście się zgadzają, bo jak wytłumaczyć fakt, że cała Europa zaczyna mówić o jednostkowym i marginalnym przypadku w skali produkcji krajowej z jednego niewielkiego powiatu. To była jedna ubojnia w Polsce, której produkcja nie przekracza nawet 0,1 proc. produkcji krajowej. Niestety jest tak, że taka jedna sytuacja potrafi zaważyć na losie absolutnie całej branży. Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego szacuje, ze ta sytuacja w ostatnim miesiącu spowoduje, ze na jednym zwierzęciu rolnicy będą zarabiać pomiędzy 400 a 500 zł mniej. Poprzez to produkcja może stać się nieopłacalna – mówił Jacek Podgórski dla portalu CenyRolnicze.pl.

Ilustracja tytułowa za portalem CenyRolnicze.pl.

Opr. wg/PCO

, 2019.03.07.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci