Brygady Tygrysa


Premier III Republiki Francuskiej, Georges Clemenceau, nosił przydomek „Tygrys”, nadany mu za wynegocjowanie druzgocących dla Niemiec postanowień Traktatu Wersalskiego, czym pokazał, że wroga trzeba karać, kiedy już można. Ta twarda postawa – wobec późniejszej, kunktatorskiej postawy jego następców, zwolenników appeasmentu – nie przyniosła spodziewanych owoców, ale to już nie jego wina. Jednak to nie za sprawą polityki międzynarodowej Clemeceau zapisał się dla potomności, ale za sprawą zwalczania przestępczości we Francji – był pierwszym, który wyposażył oddziały policyjne w samochody, zmusił ich funkcjonariuszy do intensywnych treningów boksu francuskiego, oraz zaprzęgł do pomocy stróżom prawa naukę – tak narodziła się kryminalistyka. Brygady Tygrysa siały postrach wśród francuskich rzezimieszków, bo były równie bezwzględne jak oni, ale były też cwańsze, bo do służby za godziwe pieniądze przyjmowano najwybitniejszych z byłych kryminalistów.

Przyjaciółmi rzezimieszków w tamtych czasach, podobnie jak to ma miejsce obecnie, były różnego rodzaju lewicujące misie; niepokoiło ich, czy twardy kurs wobec świata przestępczego nie jest bynajmniej naruszeniem jakichś humanitarnych zasad. Ten niepokój był typowy – świat przestępczy ma bowiem zawsze trojakiego rodzaju przyjaciół: idiotów (lewicujące misie), frajerów i koniunkturalistów niskich lotów, oraz marksistów, a więc zwolenników terroru. Ci ostatni przyjaźnili się z przestępcami z powodów pragmatycznych – do zaprowadzania komunizmu konieczny jest wspomniany terror, a do jego zastosowania potrzeba mieć na tyle zwyrodniały charakter, aby być w stanie zgwałcić dziecko, wyłupić oko i obciąć rękę bądź stopę, oskurować lub zabić. Pierwsi z wymienionych, a więc idioci, nie nadawali się do mokrej roboty (nie nadawali się do żadnej), natomiast świetnie, ze względu na wysokie o sobie mniemanie nie poparte intelektem, nadawali się na parawany.

Parawanzwany w III Rzeczpospolitej – słupem, to postać popularna w dziejach cywilizacji i warta być może nawet czegoś dłuższego niż dystych, ale do rzeczy: premier Clemenceau i jego brygady nie zostały tu przywołane ot tak, na potrzeby historycznych wspomnień. I on i jego brygady zostali przywołani, bo mamy dzisiaj w Polsce do czynienia z sytuacją analogiczną do tej z epoki początku XX wieku, choć zmieniły się didaskalia.

W zmienionych didaskaliach najmniej zmieniła się natomiast charakterystyka drugiej z przywołanych grup. Zajmijmy się właśnie nią – grupą frajerów i koniunkturalistów. Idioci z grupy pierwszej to sfrustrowani doktorzy ekonomii, historii, czy tak zwanych nauk społecznych; stadnie żerują przy nich również pomniejsi, polityczni dysydenci marksizmu różnych nurtów. Skorelowani z gangsterami marksiści występują masowo na Zachodzie Europy, a ich centralne areopagi są dzisiaj w Paryżu, Berlinie, Brukseli, Strasbourgu, Amsterdamie. W Polsce nie ma ich centrów decyzyjnych. Natomiast sól tej ziemi to właśnie frajerzy i koniunkturaliści. Ciężko jest znaleźć na świecie tak udane, masowe połączenie zapału do ciężkiej pracy, niewyśrubowanych ambicji (kiedyś: wypić, pogruchać i radia posłuchać, dzisiaj: większe lub mniejsze własne lokum, zakupy w galerii, grill w weekend), i świętej naiwności.

Cechą najbardziej charakterystyczną tej grupy jest strach przed konkurencją, utrwalony w czasach komunizmu nawyk nakazujący nie podejmować prawdziwego, rynkowego ryzyka. Zmorą senną jest młody i dobrze wyedukowany konkurent; harpagan, który chce zawojować świat i zdobyć złoty medal. Najlepiej trzymać go na wyciągnięcie kija. Tu pojawiają się przestępcy realizujący te marzenia. Dwutorowo. Idiotom – sfrustrowanym doktorom ekonomii po marksistowskich szkołach – daje się ważne stanowisko i nakazuje podpisać ustawę przygotowaną przez wynajętego papugę, która jest tak skonstruowana, żeby o decyzji inwestycyjnej zawsze decydował urząd, ale – w mniej lub bardziej zawoalowanej formie – uznaniowo. To stwarza pole do nadużyć, więc takie nadużycia z racji zjawiska grawitacji natury ludzkiej skłonnej do czynienia zła natychmiast się pojawiają. Wie o tym przestępca, bo po to wynajęty papuga przygotowywał prawo. Frajer, oprócz haraczu dla zapasionego powiatowego urzędasa, zapłaci jeszcze wyśrubowany podatek – bo służba zdrowia, emerytury, renty i infrastruktura. W kieszeni pozostanie mu o wiele, wiele mniej niż powinno, ale nie narzeka, bo ma dużo za mało, ale stałe i pewne, a poza tym i tak nie miałby na co wydać, gdyby miał więcej, bo cierpi na chroniczny brak wygórowanych ambicji.

A co z zapasionym powiatowym urzędasem? Tyje. Od czas do czasu przychodzi do niego wynajęty przez gangsterów pan ze służb i pobiera procent od ukradzionego. Idiota w tym czasie podpisuje ustawy i cieszy się jak dziecko, bo mówią o nim w telewizji: „ekonomiczny geniusz”. W ten sposób ten sprytny układ domykają media, w których kolejna odmiana idiotów wychwala reformy osiągnięcia naszej demokracji, bo jakby nie wychwalała musiałaby rozładowywać wagony z węglem. Wszyscy wydają się być zadowoleni, nieprawdaż?

Nieprawdaż, bo ten układ może dotyczyć najwyżej 20% populacji danego kraju. Ona zawsze będzie świadomie lub intuicyjnie popierała organizatorów tego kryminalnego procederu.

Reszta dzieli się na większość milczącą i na „potrafiących czekać”. Jedni i drudzy nie dają w łapę, nie biorą, nie dają się wynajmować, jak sprostytuowane papugi, bo są honorowi. Ci pierwsi nie są waleczni i uparci, dlatego albo się zapijają, albo – dla świętego spokoju – wyjeżdżają pracować przy taśmie w fabryce w Lincoln- lub Bedfordshire.

Sytuacja byłaby beznadziejna, gdyby nie ci drudzy, którzy „potrafią czekać”. Milczą, podobnie jak milcząca większość, podobnie brzydzi ich korupcja, zapasiony powiatowy urzędnik, papuga, sprzedajny aparat wymiaru sprawiedliwości i służb. Różni ich od milczącej większości to, że, po pierwsze: są spadkobiercami polskiej inteligencji i wiedzą, że mają obowiązek odzyskać utracone – nie dla siebie, a dla idei, po drugie: potrafią analizować przestępczy schemat działania zdobywając wiedzę. Są w stanie opracować zdobytą wiedzę i zaplanować instytucjonalny przewrót, a po trzecie – i najważniejsze – potrafią cierpliwie i w ukryciu czekać na sprzyjający moment, a są mistrzami mimikry i kamuflażu.

Nie uważam się za nikogo szczególnie wybitnego, ale kiedyś, korzystając z faktu bycia dość popularnym blogerem, wystosowałem publicznie prośbę o detaliczną informację na temat ustawiania przetargów w ramach zamówień publicznych. Nie pytałem o to – jak to można zrobić, ale jak się to robi, oczywiście bez personaliów. Po tygodniu byłem ekspertem. Idioci z tytułami i na stanowiskach, geniusze ekonomii, przekonywali, że prawo jest szczelne, a nadużycia wykluczone. Miałbym być więc oszołomem, który padł ofiarą bajkopisarzy? Niekoniecznie. W 2014 roku staraniami CBA przetłumaczono na język polski podręcznik opracowany przez Bank Światowy, zatytułowany: „Świadomi nadużyć finansowych i korupcji. Podręcznik dla urzędników zajmujących się zamówieniami publicznymi”. Wszystko się z tam moją wiedzą zgadza. Nieuzasadnione udzielenie zamówienia jednemu oferentowi (nieracjonalnie niskie wymagania w specyfikacji), dzielenie zamówienia, łączenie, pozornie publiczne ogłoszenie przetargu, ustawione specyfikacje, niskokosztowe zamienniki elementów opisanych w specyfikacji po udzieleniu zamówienia, prekwalifikacja, manipulowanie ofertami, wyłączenia, zmowa… można by mnożyć. Tylko w ostatnich dniach CBA „zwinęło” interesy dwóm zatwardziałym, lokalnym strukturom korupcyjnym związanym z państwowymi molochami w Lubinie i Łodzi… W obydwu przypadkach chodziło o korupcyjne przejęcie dostaw, a to dopiero początek. Wyborcza oszalała usiłując wykreować nieudolnie kleconą na szybko Srebrna Affair, a marksiści zgłupieli do szczętu i zdecydowali się politycznie popchnąć Biedronia. Są to ewidentne znaki na niebie i ziemi… Dla nich chyba jest już za późno, a my być może doczekaliśmy się: Brygady Tygrysa niech nie biorą jeńców – utrzymanie jeńca kosztuje.

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie

Tomasz Pernak 

Za: STRONA MIROSŁAWA DAKOWSKIEGO, 6 marca 2019.

Ilustracja tytułowa za YouTube.com / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.03.07.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci