Harcmistrz Józef Pukowiec – wielki patriota (1904 – 1942)


Gdy w obecnych czasach tak wielu polityków (raczej nieudolnych politykierów) przypisuje sobie samochwalczo walory patriotycznych zachowań czy wręcz nazywa się patriotami, przypominam wzorce tychże osób, gdy Ojczyzna tego wymagała. Wówczas to, w pełni zasłużenie patriotami byli ludzie, którzy na to określenie zasługiwali poprzez prezentowane wartości: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, spontanicznie przeciwstawiając się okupantowi hitlerowskiemu zniewalającemu nasz kraj w latach 1939-1945.

Stąd w mojej świadomości pierwszoplanową postacię w szeregu tych ideałów jest jakże wspaniała osoba harcmistrza, nauczyciela i twórcy harcerskiej organizacji ruchu oporu – Józefa Pukowca!

W opracowaniu o moim ojcu, wspominałem jak wielkim był dla mnie przykładem do naśladowania – a który zginął w KL Auschwitz za przynależność do organicacji konspiracyjnej ZWZ/AK. Gdy jednak wstąpiłem do harcerstwa pod koniec nauki w szkole powszechnej, wzorcami moralnymi stali się dla mnie takie autorytety wywodzący się z kręgów harcerskich jak: Innocenty Libura, Józef Pukowiec, Longin Musiolik, Alojzy Hałas. Stąd zrodziło się niniejsze opracowanie, chociaż nie było mi dane osobiście spotkać się z tak wybitną postacią – harcmistrzem Józefem Pukowcem, wzorcem harcerskich cnót. Pochodził jednak z rodzinnych stron – z Chwałowic koło Rybnika, więc ten uczuciowy związek uważam za całkowicie uzasadniający przypominanie o tak szlachetnej postaci.

Gdy opracowywałem dzieje harcerzy z Podbeskidzia, także i tam zaznaczałem moje powiązania z mym rodzinnym miastem, z którego pochodzi Józef Pukowiec, komendant Chorągwi Śląskiej w Katowicach.

W Bielsku-Białej, gdy zbierałem materiały do książki o harcerstwie, otrzymałem od harcmistrza Józefa Drożdża informację o spotkaniu z Józefem Pukowcem w sierpniu 1937 r. w Suminie, niedaleko Raciborza. W Suminie, przy granicy niemieckiej, odbywał się kurs podharcmistrzowski, gdzie spotkali się obaj wymienieni druhowie (później ich drogi schodziły się kilkakrotnie – także niestety w KL Auschwitz). Już wówczas wielu młodych patriotów z rodowodami harcerskimi, zatroskanych było o losy Polski wobec coraz liczniejszych i ostrzejszych napastliwości Niemców hitlerowskich na nasz kraj. Władze harcerskie Śląskiej Komendy Chorągwi Harcerzy w Katowicach zdawały sobie sprawę z niebezpieczeństwa grożącego Polsce ze strony niemieckiej, czego dowodem może być fakt, że już na wyżej wymienionym kursie harcmistrz Józef Pukowiec zalecał harcerzom naukę języka niemieckiego, by z wyprzedzeniem wsłuchiwać się w zamiary Niemców osiadłych od lat na śląskiej ziemi.

Wracając jednak do osoby Józefa Pukowca, trzeba wspomnieć o klimacie w jakim się wychowywał, jak na jego charakter oraz późniejsze zachowania wpływało nastawienie rodziców, rodziny i ludzi, z którymi się kontaktował od najmłodszych lat.

Wykorzystuję duży fragment z opracowania Szczepana Balickiego, przedstawiającego poruszony przeze mnie problem w ten oto sposób:

Tradycje harcerstwa rybnickiego sięgają czasów plebiscytowych, kiedy grupa harcerzy brała udział w akcji propagandowej i ochronie polskich placówek, a następnie uczestniczyła w III Powstaniu Śląskim, odznaczając się chwalebnie w odbiciu z rąk niemieckich Huty „Silesia” na Paruszowcu. Drużyna harcerska znalazła się też na Rynku w Rybniku podczas powitania oddziałów Wojska Polskiego w lipcu 1922 r. Utworzony w roku 1923 Hufiec Rybnik stał się prawdziwą kuźniąautentycznego patriotyzmu i dobrze przygotował brać harcerską do tej ogniowej próby, jaką stał się okres II wojny światowej.

Podziemna praca harcerska rozpoczęła się już w październiku 1939 r., a młodzież i instruktorzy Hufca odegrali czołową rolę w działalności konspiracyjnej i walce zbrojnej z okupantem na terenie ziemi Rybnickiej, płacąc za to licznymi ofiarami. Toteż, gdy u schyłku lat sześćdziesiątych należało wybrać Hufcowi patrona, z długiego pocztu poległych harcerzy na czoło wysunęła się zdecydowanie postać harcmistrza Józefa Pukowca – człowieka umiejącego zarówno w pracy pokojowej, jak i walce z niemieckim najeźdźcą godnie realizować ideały Prawa Harcerskiego, wiernego Ojczyźnie aż do męczeńskiej śmierci.

Józef Pukowiec urodził się 14 września 1904 roku w Świętochłowicach, w rodzinie robotniczej. Patriotyczna atmosfera domu rodzinnego wywarła niezatarte piętno na chłopcu, upośledzonym przez garb, lecz obdarzonego ogromną siłą woli i otwartym, chłonnym na wiedzę umysłem. Zaangażowanie Józefa i jego braci w kolportaż polskich wydawnictw bardzo niekorzystnie wpływało na stosunki wobec niego w niemieckiej szkole, skutkiem czego rodzina Pukowców przeniosła się ze Świętochłowic do Chwałowic koło Rybnika.

Po ukończeniu szkoły Józef Pukowiec podjął się roli gońca w Komitecie Plebiscytowym, uczestnicząc w ten sposób w powstaniach śląskich, a po wyzwoleniu Śląska rozpoczął naukę w seminarium nauczycielskim, kończąc je w 1925 r. W tymże roku pojechał na kurs zastępowych do Mszany i kurs ten ukończył uroczystym złożeniem przyrzeczenia harcerskiego. Po rocznej pracy w szkole w Baranowicach przeniósł się do Chwałowic, gdzie pracował jako nauczyciel i równocześnie prowadził tamtejszą drużynę im. Tadeusza Kościuszki. W roku 1927 Józef Pukowiec objął funkcję komendanta Hufca Rybnik i pełnił ją do 1929 roku, a ponownie w latach 1935–1938. W roku 1939 został komendantem Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego w Katowicach. W sierpniu 1939 roku utworzył Harcerską Służbę Pomocniczą, zabezpieczył też archiwum Komendy, a po wybuchu II wojny światowej organizował działalność obronną drużyn harcerskich, przekształconych w Harcerskie Pogotowie Służby Wartowniczej. W październiku tegoż roku na terenie Katowic założył konspiracyjną komórkę harcerską „Birkuty”. W następnych miesiącach został opracowany pod jego kierownictwem plan konspiracyjnie działającego harcerstwa na Śląsku. Sam od tego czasu przyjął pseudonimy „Chmura” i „Pukoc”. Redagował pisma konspiracyjne „Zryw” i „Świt”. Kierując pracą podziemnej Chorągwi Śląskiej, Pukowiec wszedł do sztabu okręgowego organizacji Siły Zbrojne Polski (SZP), a następnie Związek Walki Zbrojnej. Został jednak aresztowany przez gestapo 18 grudnia 1940 roku i przekazany do KL Auschwitz.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności otrzymałem pamiętnik osoby bardzo zaangażowanej w ruchu oporu z Rybnika – wspomnienia Franciszka Żymełki, byłego więźnia KL Auschwitz, który tak oto przedstawia spotkanie w tymże obozie z Józefem Pukowcem:

[…] Tam w rogu sali kuli się na swoim łożu boleści Pukowiec – przeżywa dramatyczne chwile swego życia. Pukowiec nie jest wprawdzie chory, ale patriotyczne serca i przyjacielskie ręce tu na rewirze go zadekowały. Już wie, że dni jego życia są policzone. Wie, że w każdej chwili może zostać wywołany na sąd doraźny tysiącletniej Rzeszy, z którego nie wraca się nawet do Auschwitz. Podchodzą do niego i pytam czy potrzebuje pomocy.

Patrzy na mnie swoimi wymownymi i smutnymi w tej chwili oczyma i powiada:

— Kolego, jesteście z rybnickiego. Ja też. Kiedy wrócicie, a wierzę, ba, jestem pewien, że wrócicie, proszę pozdrówcie moich znajomych i ziemię rybnicką od człowieka, który dla tej ziemi i Polski żył.

— Mówicie kolego tak jakbyście jutro mieli być ścięci — powiedziałem.

— Bo też tak będzie — odpowiedział.

— Myślicie w czarnych barwach o przyszłości — ja na to.

— Kolego wiem o sobie więcej niż wy. To samo wiedzą niestety Niemcy. Przez zdrajców idę na śmierć. Moje dni są policzone. Byłem harcerzem, ukochałem swoją ojczyznę Polskę, którą niestety nie wszyscy uważali za skarb największy, za źródło natchnienia i życia. Giniemy na skutek niefrasobliwości, sobkostwa, politycznej bezmyślności naszych przywódców. Im zdawało się pewnie, że Polska jest dalej krajem, z którego można czerpać zyski i korzyści bez jakiejkolwiek szkody dla Ojczyzny. A przecież Polska była Ojczyzną przynajmniej dla naszego pokolenia.

Patrzyłem na niego, na jego pokrytą rozpaczą twarz, na oczy zasnute mgłą żalu, boleści i nie znalazłem słów pocieszenia. Czy są jednak słowa zdolne dać pocieszenie, nadzieję pokrzepienie człowiekowi, który wie, że jutro już żył nie będzie? Takich słów nie uczono nas w szkole, chociaż uczono, jak Ojczyznę kochać i jak poświęcać dla niej wszystko, nawet życie.

Spojrzałem jeszcze raz na smutną twarz Pukowca i pomyślałem, że mimo tego smutku potrafi opanować wewnętrzne wzburzenie i zapanować nad nerwami w takiej chwili. Zastanawiałem się czy ja byłbym zdolny do takiego zachowania w chwili najwyższej próby. Nie potrafiłem na takie pytanie odpowiedzieć. A on rozważał w cichości ducha przeżyte dni i czekający go los, którego się domyślał i przeczuwał, ale któremu nie mógł zapobiec. Zabrany wiosną 1941 roku do katowickiego więzienia został przez Standgericht, czyli sąd doraźny, skazany na śmierć i ścięty toporem w 1942 roku.

Nikt nie usłyszał jego słów „Niech żyje Polska”, które tak często padały w tym miejscu straceń w owym czasie, a które wypowiedział. Jestem o tym przekonany.[…]

W połowie stycznia 1941 roku przewieziono Józefa Pukowca do więzienia katowickiego i poddano nieludzkim torturom. Nie zdradził jednak żadnego nazwiska ani schematu organizacyjnego. Jego zachowanie w rękach oprawców było wyrazem postawy wyniesionej z rodzinnego domu i zachowanej do końca.

Oto Jego list, napisany do rodziców w przeddzień egzekucji:

Kattowitz, 13.8.42 r.

Moi Najdrożsi!

List Wasz otrzymałem wczoraj. Serdecznie Wam wszystkim za życzenia dziękuję i pozdrawiam Was wszystkich po raz ostatni, życząc Wam wszystkiego dobrego, pogodzenia się z wolą Bożą. Schodzę pogodzony z Bogiem, spokojny, bez wyrzutów sumienia, bez poczucia wyrządzenia komukolwiek krzywdy, z myślą o Was Kochani Rodzice, o Was Bracia i Siostry. Jeśli Was któregokolwiek uraziłem przepraszam i myślę, że mnie także wszystko wybaczycie. Schodzę w przekonaniu, że wykonałem także obowiązki syna i brata ile to leżało w moich siłach. Kiedy list ten otrzymacie, mnie już nie będzie ale pozostanę z Wami. Proszę Was o modlitwę za biedną i grzeszną duszę moją. Testamentu pisał nie będę, bo wszystko co posiadałem, to gorące uczucia miłości dla Was, Braci oraz siostry, a o nich wątpić nie będziecie. Marię pożegnajcie również. Luśkę, jej córeczki, Waleskę i jej dzieci, Martę i dzieci, Annę, Szwagrów i wszystkich oraz ich dzieci. Rzeczy, które tu są możecie odebrać pod wskazanym adresem: 1) Zegarek, 2) parę butów, 3) ubranie szare, 4) płaszcz zimowy, 5) 4 koszule, 6) 3 gaci, 7) parę kapci, 8) 3 pary skarpetek, 9) 3 chusteczki do nosa, 10) 26,08 DM, 11) zeszyty i książki do nauki stenografii, 12) kapelusz szary, 13) kołnierz i krawat, 14) różaniec, 15) listy. Ostatni raz Was pozdrawiam, wytrwajcie w bojaźni Bożej, w myśli o ponownym połączeniu się w zaświatach na łonie Boga, w myśli o lepszym jutrze. Zostańcie nieugięci, niezłomni tym silnym ciosem do ponownego połączenia się. Prochy moje sprowadźcie i pochowajcie albo w Pszczynie lub w Ćwiklicach, jako pomnik wystarczy korona cierniowa.

Ostatnie pozdrowienia śle Wasz syn i brat

                                                                        Józef

Treść listu, poruszająca nawet najbardziej zatwardziałe serca, wskazuje na hart ducha osobowości niezwykle zorganizowanej, wysoce religijnej, wiernej do końca swoim ideałom.

Nawet po latach byli współwięźniowie z KL Auschwitz (z bloku 14), wspominają wieczór wigilijny ze śpiewaniem kolęd, zorganizowany przez Józefa Pukowca.

Gdy jednak zapadł w Bytomiu wyrok w jego sprawie – kara śmierci, w dniu 14 sierpnia 1942 roku, ścięcie gilotyną przerwało życie człowieka tak oddanego Bogu i Ojczyźnie.

Uzupełniając to krótkie wspomnienie, dodam jeszcze, że kilka dni po ścięciu Józefa aresztowano Jego brata – Bronisława, którego wywieziono do KL Auschwitz, gdzie został rozstrzelany. Kolejny brat – Alojzy, także dostał się do obozu Nouengamme pod Hamburgiem. Gdy jednak nastąpiła ewakuacja obozu drogą morską, zginął zatopiony na jednym z czterech statków zbombardowanych przez wojska alianckie. Czwarty z braci – Stanisław, także aresztowany przez hitlerowców, dostał się do KL Buchenwald i tam został oswobodzony. Przeżył wprawdzie pobyt w kilku obozach, lecz wskutek wykonywanych na nim doświadczeń pseudomedycznych zmarł w 1948 roku. Nazwisko Pukowców stało się dla społeczności rybnickiej symbolem walki i męczeństwa.

Imię Józefa Pukowca nadal jest często wspominane przez brać harcerską przy ogniskach, gawędach, apelach poległych. Jest bowiem także symbolem tej wielkiej rzeszy rybniczan, których prochy spoczywają na wszystkich niemal pobojowiskach i obozach zagłady minionej wojny. Wytyczono Szlak Rybnickich Harcerzy, wiodący przez miejsca związane z działalnością hmarcmistrza Pukowca. Rada Państwa Polskiej Rzeczyspodpolitej Ludowej 25 sierpnia 1982 roku przyznała Józefowi Pukowcowi pośmiertnie Medal za udział w wojnie obronnej 1939.

Żadne jednak – nawet najpoważniejsze odznaczenia nie zastąpią tego, co zapada bardzo głęboko w sercach ludzi, manifestujących tak wielkiemu patriocie należną mu serdeczność i wieczną pamięć.

Na zdjęciu tytułowym harcmistrz Józef Pukowiec.

Jerzy Klistała

Opublikowane za zgodą autora

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

2019.04.07.

Materiały nadesłane

Autor: Materiały nadesłane