ŚWIAT WIELKIEGO PIĄTKU – po ośmiu latach


Nie uznaję autorytetów ani prawd objawionych III RP

Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy – kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

*

W „Zniewolonym umyśle” Miłosza znajdziemy definicję „ketmana” zaczerpniętą od francuskiego myśliciela Artura Gobineau. To z jej pomocą autor próbował analizować zachowania intelektualistów w epoce stalinizmu i rozprawić się z własnym „ukąszeniem”. „Czym jest Ketman? – pytał Miłosz. – Zdaniem ludzi na muzułmańskim Wschodzie posiadacz prawdy nie powinien wystawiać swojej osoby, swego majątku i swego poważania na zaślepienie, szaleństwo i złośliwość tych, których Bogu spodobało się wprowadzić w błąd i utrzymać w błędzie. Należy więc milczeć o swoich prawdziwych przekonaniach, jeżeli to możliwe. Jednakże są wypadki, kiedy milczenie nie wystarcza, kiedy może ono uchodzić za przyznanie się. Wtedy nie należy się wahać. Nie tylko trzeba wtedy wyrzec się publicznie swoich poglądów, ale zaleca się użyć wszelkich podstępów, byleby tylko zmylić przeciwnika. Będzie się wtedy wypowiadać wszelkie wyznania wiary, które mogą mu się podobać, będzie się odprawiać wszelkie obrządki, które uważa się za najbardziej niedorzeczne, sfałszuje się własne książki, wykorzysta się wszelkie środki wprowadzania w błąd. ”Znamy „ketmana”. W opinii „elit” III RP jest on kuszącym wyzwaniem, wzniosłym, niemal egzystencjalnym testem wielkość ich ducha, zdolnego przekraczać granice dobra i zła.Daje poczucie władzy nad złożoną dialektyką i miraże prowadzenia gry na kresach antynomicznych rzeczywistości. Miłosz podpowiedział im, że „Ketman napełnia dumą tego, kto go praktykuje. Wierzący dzięki temu osiąga stan trwałej wyższości nad tym, którego oszukał, chociażby ten ostatni był ministrem czy potężnym królem”.Uzbrojeni w ten arsenał pseudofilozoficznych sofizmatów, wszelkiej maści konformiści, karierowicze i pospolite kanalie stworzyły przestrzeń własnej miernoty, nieistniejące „państwo ketmana”, w którym próbują dyktować fałszywą wersję zdarzeń, pisaną językiem tchórzy i łgarzy. Ta postawa istniała od zawsze, wszędzie tam, gdzie do ludzkiej nędzy przykładano miarę szlachetnej postawy, gdzie niemoc tłumaczono rozsądkiem, a pychę, przezornością. Według niej „politycznego” wyboru dokonał Judasz, rozczarowany „niemesjańskim“ przesłaniem Jezusa. To ona stała za Potockim, Branickim i Kossakowskim, pomagając im wytłumaczyć zdradę Targowicy.Według niej działali w PRL-u literaccy „inżynierowie dusz” i szczytne Puczymordy, przekonani o moralnej dostojności i „potykaniu się ze złem”. Wysublimowany z pospolitej zdrady „ketman” miał zaspokajać potrzeby ludzi nazbyt słabych, by pogodzić się z własnym zbydlęceniem i zbyt tchórzliwych, by znieść widok swojej twarzy. To dzięki „ketmanowi” poznaliśmy współczesnych „talibów” III RP – uczniów polit-poprawnej medresy praktykujących odwieczną takijję, którą osłaniają swój prostacki oportunizm. Ich obłudne mowy „w obronie demokracji”, ich „apele o wstrzemięźliwość”, mają uciszyć niepokój sumienia i są zaledwie oracją w obronie tchórzostwa.
Po dekadach III RP, znamy już wszystkie odmiany „ketmana”. Ich nazwiska i rejestr dokonań i żadna wiedza nie jest konieczna, by powtórzyć za Tyrmandem – „doskonale powodzi się tu służalcom, oportunistom i konformistom”. I na tym poprzestać, bo przekroczenie granic piekła komunizmu wciąż wydaje się nieosiągalne.Już nie za sprawą twórców komunistycznej hybrydy, lecz z winy tych, którzy mamią Polaków wizją nieistniejącej demokracji i utrzymują w próżnej nadziei „zmartwychwstania”. Ci ludzie tworzą dziś świat fikcji, w którym istnieje przyzwolenie na postawy oportunistów, lecz nie ma miejsca dla chcących „spojrzeć losowi prosto w oczy”. Nikt ich nie zapyta – jakiej Polski dla nas pragną, jeśli nie mają odwagi zdefiniować komunistycznego piekła? I do czego „mobilizują” naród, skoro ulegają wrzaskom oportunistów i rozgrzeszając „ketmanów” pozwalają im na zabójczą dialektykę?

Nie wolno nam godzić się na postawę „ketmana”, który z negacji dobra i zła próbuje zbudować własne imperium i swoją „niby obecnością” niszczy odwieczny porządek, występując przeciwko tym, którzy mają odwagę stawiania trudnych pytań. Nie można pozwolić, by bełkot „ketmanów” uzasadniał najzwyklejsze łajdactwo i z zaprzeczenia rzeczy niezaprzeczalnych czynił fałszywą normę.

Nie wolno – ponieważ każdy z nich – nienazwany swoim imieniem, zabija fundamentalną prawdę o realiach tego państwa i drwi z ludzi zdolnych udźwignąć ciężar odpowiedzialności. Ich świat – najgroźniejszej z fikcji, gorszej od „socjalistycznej demokracji” i „Europy bez granic” – jest anty-ludzki i anty-chrześcijański.

Dlatego ”ketman” zna odpowiedź na pytanie – „co to jest prawda” i wie, kiedy i przed kim być „królem żydowskim”.

Dlatego, żaden „ketman” nie powie „Oto jestem” i nie wkroczy na drogę, z której nie ma odwrotu. Lęk, jaki odczuwają przed Słowem wymusza ich nienawistny bełkot, groza pustki żąda zgiełku i agresywnej kazuistyki. Tylko tak mogą ukryć własną rozpacz, tylko tak potrafią oszukać nieskończony lęk.

Trzeba, żebyśmy zostawili „ketmanów” w ich Świecie Wielkiego Piątku, „podziwiających zawrotną grę losu, potencje i uśmiechy fortuny”. Nie znajdą z niego wyjścia. Książę Poetów, pogromca „ketmanów”, wiedział jak próżne ich oczekiwanie: „A Nazareńczyk został sam bez alternatywy ze stromą ścieżką krwi”.

Na czas wielkotygodniowego zamyślenia, polecam lekturę wiersza Zbigniewa Herberta – „Pan Cogito o postawie wyprostowanej”.

xxx

Tekst „Świat Wielkiego Piątku” powstał przed ośmioma laty, gdy w realiach III RP tryumfowali czciciele „ketmana”. Sięgam po niego ponownie, z pełną świadomością, że tamten czas nie uległ przekreśleniu. Bo nadal „w Utyce obywatele nie chcą się bronić” i nadal „uczęszczają na przyspieszone kursy padania na kolana, szyjąc nowe sztandary niewinnie białe uczą dzieci kłamać”. A jeśli wtedy, gdy „ketmani” drwili z naszej wiary w Zmartwychwstanie, nie umieliśmy zostawić ich w Świecie Wielkiego Piątku – po co dziś powtarzać „trzeba”? Nawet, gdyby Pan Cogito „chciał do końca stać na wysokości sytuacji, los patrzy mu w oczy, w miejsce gdzie była jego głowa”. Nie powtórzę – „trzeba”.

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

Zródło:  https://bezdekretu.blogspot.com , 15 kwietnia 2019.

Opublikowano za zgodą Autora.

  • Ilustracja tytułowa: Fragment okładki książki Aleksandra Ściosa „Nudis Verbis”, / wybór zdjęcia wg.pco

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ.

*

*

, 2019.04.15.
Avatar

Autor: Aleksander Ścios